utworzone przez WolnoWolniej.pl | maj 9, 2016 | żyć lepiej
Kiedy jesteś dzieckiem, nie rozumiesz co to znaczy, że ktoś umarł. Rodzice tłumaczą, że poszedł do aniołków. Że Bozia go potrzebowała bardziej niż my. Tłumaczą dziecku, że tam na górze jest lepiej. Tam nie ma bólu. Tam wszyscy są zdrowi, nikt nie jeździ na wózeczku. Tam też nikt nikomu nie dokucza. Tam patrzą na ciebie z góry i chronią cię przed złem tego świata. Dziecko nie rozumie jeszcze, że nigdy więcej nie zobaczy tej osoby. Przecież wszyscy kiedyś się tam spotkamy, prawda? Czyż nie tak ciągle nam się mówi?

Kiedy zmarł mój starszy brat, miałam 8 lat. To było tuż przed naszą I Komunią Świętą. Obudziłam się w środku nocy, a w mieszkaniu, w pokoju było pół rodziny. Wszyscy czerwoni na twarzy. Mama płacze. Brat śpi z bandażem obwiązanym wokół buzi. Tata mówił, że to po to by usta miał zamknięte. Dziwnie. Przecież spał. Ale oni mówili, że nie mogą go obudzić. Mówiłam żeby polali go zimną wodą, przecież w telewizji to zawsze działa, ale nie posłuchali i kazali pójść dalej spać. Za chwile przyjechała karetka. Płakałam wtedy, bo wszyscy płakali. Ale nie rozumiałam co się dzieje.
Pamiętam jak siedzieliśmy w kościele na pogrzebie i w sumie nie wiedziałam co się dzieje. Dzieci w podstawówce wypytywały. Pytanie, które najbardziej zapadło mi w pamięci było: dlaczego nie chodzisz ubrana na czarno i nie nosisz żałoby? Co za absurd! Nie wiem dlaczego. Bo tak.
Dopiero 2 lata po tym zdarzeniu, po jego śmierci, zaczęłam na prawdę płakać. Dzień w dzień. Miesiąc po miesiącu. Rok po roku. Nie rozumiałam jak to mogło się stać! Jak te pizdy lekarze mogli do tego doprowadzić?! Jak lekarka wezwana przez moją mamę do dziecka, które właśnie przed chwilą zmarło we śnie u jej boku, mogła powiedzieć “niech pani nie histeryzuje bo damy panią do wariatkowa!” JAK?! Do dziś, po 16 latach od tej sytuacji gotuje się we mnie na pamięć o tym.
Gdy z Dawidem zaczęliśmy tak na poważnie spotykać się, rozmawiać, miałam 15 lat. On miał 17. Potrafiliśmy być razem na wakacjach, sami, potrafiło być szalenie szczęśliwie i miło, i ja w tym momencie potrafiłam wybuchnąć płaczem. Bo przypomniał mi się brat. Bo wiedziałam, że on nie będzie tak szczęśliwy jak ja. Nigdy. Bo jako niepełnosprawne dziecko spotkał się z bardzo dużą ilością złośliwości ze strony dzieci i dorosłych, a nie zaznał żadnych większych uniesień. Trwało to bardzo długo. Wielokrotnie śpiąc z Dawidem budziłam się w nocy zalana łzami. A on mnie po prostu przytulał. Uspokajał. Wszystko rozumiał. Znał moje lęki. A co będzie jak któregoś razu pokłócimy się, pójdziemy spać nie rozmawiając ze sobą i jedno z nas się już nigdy nie obudzi? Co jeśli nigdy nie będzie dane nam się przeprosić za te złośliwości w kłótni wypowiedziane? Złośliwości, ale przecież tak na prawdę my tak wcale nie myślimy. To było tylko tak rzucone. W złości. Bez znaczenia.

Teraz już się nie kłócimy z Dawidem. Czasem mamy do siebie jakieś uwagi, czasem rykniemy “nie wkurwiaj mnie!” czy coś. Ale w każdej sprzeczce pamiętamy jak szalenie się kochamy. Jak bardzo jesteśmy dla siebie ważni. Jak mamy mało czasu, którego nie chcemy tracić na negatywne emocje. Teraz, co by się nie działo zawsze chodzimy spać pogodzeni. Zawsze przed snem mówimy sobie “Kocham Cię”. I zawsze wtulamy się w siebie. Bo nigdy nie wiesz czy będzie jutro.
O tym się na co dzień nie myśli, ale wierz mi: ostatnie wspomnienie jest szalenie ważne.
utworzone przez WolnoWolniej.pl | maj 7, 2016 | żyć lepiej
W poprzednim poście dowiedziałeś się, że w naszym związku panuje zasada “nie trać czasu na kłótnie”. Ale zacznijmy od początku: jak wygląda kłótnia? Zazwyczaj wtedy ludzie drą się na siebie, czasem i przeklinają. Wylewają z siebie wszystko co tylko im zatruwa myśli i obrzucają się mięsem. Wyrzucają wszystko! Odgrzewają stare kotlety, sytuacje, które wydarzyły się 100 lat temu. Te kłótnie są tak bez sensu, że jedyne co wnoszą do Waszego życia to ciche dni i obrazę majestatu. W kłótni zawsze powie się o 3 zdania za dużo, a często i z premedytacją. Och, byle tylko mocniej zaatakować, mocniejszą szpilę wbić za te słowa usłyszane. Tak, tak robią ludzie w związku. Ludzie zakochani, którzy świata poza sobą nie widzą i planują wspólną przyszłość.

A gdyby tak zamienić kłótnię na malutką sprzeczkę? Gdyby tak powiedzieć nawet i dobitnie co nam leży na sercu i skończyć temat? A zarzuć sobie tą soczystą kurwą. Ulżyj sobie. Powiedz “wkurwiasz mnie!” A powiedz i “kurwa, na chuj to robisz?” Chcesz, to to powiedz. Wyrzuć z siebie i skończ temat, nie wracaj do niego. I przejdź do porządku dziennego. Zaparz Wam kawę, wybierz film na wieczór, zaproponuj spacer. Jak gdyby nic się nie stało.
Zamiast kumulować w sobie złość i tracić czas na kłótnie, powiedz. Zawczasu powiedz, że coś Ci się nie podoba i nie duś tego w sobie. Ukryty żal jest najgorszy! Bo on, jak kula śnieżna potrafi rosnąć, rosnąć aż wywoła lawinę, a potem już tylko umarł w butach. Nie bój się mówić. Nie myśl, że jednym zwróceniem uwagi coś między Wami popsujesz. Nic nie popsujesz. Związek to nie tylko czułe słówka, trele i morele. Związek to też różnego rodzaju kłody, przykrości i obowiązki. Czasem po prostu trzeba spiąć poślady i powiedzieć: robisz to źle! Bo jak nie Ty, to kto? To właśnie partner jest od tego by “wytknąć” błędy, a nie obcy ludzie. To partner w pierwszej kolejności widzi co robisz, jak się zachowujesz, kim jesteś, czy się zmieniasz. Zwrócenie uwagi świadczy o tym, że on się interesuje, że nie jesteś dla niego niewidzialna.
/— Wyobraź sobie jaki był mój szok, gdy ostatnio Dawid powiedział do mnie: pamiętasz co mi kiedyś mówiłaś? Że nie warto tracić czasu na złości i denerwowanie się bez sensu. Że nie ma co złościć się rzeczy, których nie możemy zmienić. Takie trzeba akceptować i czekać. A jak Ty się zachowujesz teraz? Ja dzięki Tobie przestałem być nerwowy, widzieć problemy. A teraz Ty zaczynasz?
No zdębiałam! Bij, zabij zdębiałam! Ta żmija wytknęła mi coś, co powtarzałam mu… jak miałam 16 lat!!! I właśnie dlatego nie można milczeć, gdy zauważamy, że dzieje się coś złego. Ty możesz nie dostrzec zmian, możesz nie widzieć jak bardzo są poważne. Ale partner zawsze zauważy. I módl się o to by Ci o tym powiedział. Bo to największy skarb. Nie denerwuj się, gdy dostaniesz od niego pstryczka w nos. On nie chce dla Ciebie źle. —/
W związku nie wystarczy kogoś kochać, by było okej. Nie wystarczy wiedzieć, że jego ulubionym daniem jest rosół a rzodkiewki wystrzega się jak ognia. W związku trzeba się poznać. Trzeba poznać granice drugiej osoby. Trzeba wiedzieć na co możemy sobie pozwolić i jakie tematy sprawiają ból. Nie dlatego by móc później dopiec i trzymać go jako asa w rękawie. Ale po to, by wiedzieć czego unikać. Związek polega na staraniu się, by z małej chmury nie spadł żaden deszcz.
I jest jeszcze coś, co powoduje, że nie warto się kłócić w związku. Nigdy nie wiesz czy będziesz mieć okazję powiedzieć “przepraszam”… .

utworzone przez WolnoWolniej.pl | maj 6, 2016 | żyć lepiej
Kiedyś w szkole miałam koleżankę, która pochodziła z zamożnej rodziny. Świetna, droga torebka. Piękna, duża portmonetka. Buty. Sukienka. Gdyby tak ułożyć obok siebie przedmioty jakie posiadała, można by popaść w zachwyt. Jednakże razem… wyglądały źle. Często nawet bardzo źle. Te przedmioty, ta sukienka, ta torebka i buty po prostu do siebie nie pasowały. Ot, zlepek drogich rzeczy nic więcej.
Czy zauważyłaś, że domy na wsi często są właśnie takim zlepkiem niepasujących do siebie przedmiotów, a mieszkania urządzone przez projektantów wyglądają wręcz idealnie? Często zapierają dech w piersiach! To nie w ilości pieniędzy leży problem, a… no właśnie – w kupującym. Nie musisz mieć wielu pieniędzy, by otaczać się pięknymi przedmiotami. Wystarczy wyobraźnia.

A teraz wyobraź sobie, że ta piękna filiżanka to czerwony kubek Nescafe, a biały obrus to zwykła cerata w kwiaty. Czy efekt byłby taki sam? Zapewne nie. Zdjęcie wówczas, tak by nie zachwycało, kawa nie smakowałaby równie wyśmienicie, a makaroniki były by… jak makaron – takie jakieś zwykłe, byle jakie. I ja nie miała bym takiej przyjemności z ich smakowania.

Kiedy otaczasz się brzydkimi rzeczami, tak na prawdę nie odpoczywasz. Twoje oczy nie odpoczywają. Nie możesz się w pełni skupić na wolnej chwili, którą właśnie masz. Przypomnij sobie jak to było w czasach szkolnych. Czy przed nauką nie miałaś potrzeby posprzątania w pokoju? Zanim usiadłaś do biurka odrabiać lekcje, nie układałaś wszystkich długopisów, nie sprzątałaś latających dookoła kartek? Czyste biurko, uporządkowane otoczenie pozwalało Ci się lepiej skupić.
A czy zauważyłaś, że w restauracji stoliki zawsze są czyste i skromnie przyozdobione? Idąc do restauracji nie tylko idziesz się najeść, ale też czerpać z tego posiłku przyjemność. Na ten czas zapominasz o Bożym świecie i rozkoszujesz się lampką wina lub szklanką soku pomarańczowego i sałatką z serem feta i orzechami. Ubierasz się wtedy też bardziej elegancko.

To jak wyglądasz, to czym się otaczasz w bardzo dużym stopniu wpływa na Twoją samoocenę i samopoczucie. Inaczej czujesz się w brudnych włosach i dresie, a inaczej w umytych i w dopasowanej marynarce, prawda? Pryszcza na czole też zakrywasz fluidem, a nie paradujesz z nim dumna po mieście.
To, na co chcę Ci zwrócić uwagę, to byś nie otaczała się przypadkowymi przedmiotami. Nie musisz wybierać najdroższych lub najtańszych filiżanek. Wybierz te pasujące do Twojego salonu. Nie popadaj w skrajności. Kiedy kupujesz opakowanie herbat, a producent dorzuca do niego kubek ze swoim logo – nie ciesz się jak głupi do sera, bo oto masz jakiś gratis. Po prostu go wyrzuć. On nie jest ani ładny, ani estetyczny, ani elegancki, ani żadne inne pozytywne słowo. Jasne, herbata z niego będzie smakowała tak samo jak z każdego innego. Ale weź się kobieto doceń! Stać Cię przecież na coś lepszego! Coś ładniejszego! Postaw sobie poprzeczkę wyżej i aspiruj! Aspiruj do pięknego domu, które cieszy i oczy i serce. Spraw, byś na codzień czuła się wyjątkowa przez to co masz. I pamiętaj: nie potrzebujesz do tego góry złota. Jedyne co potrzebujesz to wyobraźnia i chęci.

utworzone przez WolnoWolniej.pl | maj 5, 2016 | żyć lepiej
… tylko czas nie ma dla nas czasu”
Dzisiejszy dzień był cudowny. Nie tylko ze względu na pogodę, grzejące słońce, ale i na sposób spędzonego czasu. Spacery po parku. Rozmowy bardziej i mniej poważne. Śmiechy i zachwyty.
Rozmawiamy trochę o mnie. O moich planach na wszystko. O naszych poglądach. Co się chciało mieć, a co się ma. Przytaczamy historie jak to życie spłatało nam figle.

I nagle słyszę od swojego rozmówcy, że dużo by zmienił w swoim życiu, i zrobił inaczej. “Na pewno szybciej bym się ożenił. Miałbym już duże dziecko. Miało by teraz może 7 lat, a nie roczek.” – Mówi jakby posmutniały. Chyba pierwszy raz słyszałam jak ktoś przyznał, że za długo chciał się bawić, szaleć, być wolnym i chyba tego żałuje.
I tak sobie myślę: nie ma co tracić czasu na rzeczy mało ważne. Na gdybanie co nas w życiu jeszcze dobrego może spotkać, więc z czym warto jeszcze poczekać. Jeśli jest Ci dobrze tak jak jest, to nie zwlekaj. Jeśli jesteś szczęśliwy teraz, to nie czekaj na a nuż większe szczęście. Ludzie na prawdę nie doceniają tego co mają i tego co mogą mieć. Traci się czas na kłótnie, obrażanie, na swoje sprawy, na realizacje scenariuszy pisanych przed sen, a potem zostaje nic lub bardzo mało. Ponoć nigdy nie jest za późno by powiedzieć przepraszam. Ale straconego czasu nikt nam nie odda.

Kiedy jeszcze randkowaliśmy z Dawidem, poznawaliśmy się i swoje otoczenie, rozmawialiśmy jaka jest różnica między Warszawiakami a Ślązakami. I Dawid mi wtedy powiedział: my nie tracimy czasu nie kłótnie. Muszę przyznać jest w tym dużo prawdy! Nie znam zbyt wielu Ślązaków, wiem, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale ze wszystkich, których poznałam na prawdę nikt się nie kłócił, choć były to duże grupy znajomych. Tam, po prostu się z kimś albo trzymało, albo nie. Albo się z kimś lubiłeś, albo miałeś go totalnie w dupie i nie chciałeś mieć z nim do czynienia. Prosta metoda bez trucia się, ciągnięcia niezdrowych relacji, bez obłudy i lizania tyłka. I to było jedne z piękniejszych zdań jakie usłyszałam, a które stało się pewnego rodzaju moim mottem. Mottem, które później przełożyliśmy na nasz związek. Ale o tym będzie osobny post. Osobny, bo bardzo ważny!
/zdjęcia: http://jestrudo.pl

utworzone przez WolnoWolniej.pl | maj 2, 2016 | żyć lepiej
Kiedy żyjesz w związku na odległość, a tym bardziej, kiedy jesteście bardzo młodzi Wasz związek dla innych jest totalną abstrakcją. Nikt nie potrafi sobie wyobrazić, jak można tak funkcjonować?! Wszak ludzie zakochani powinni się spotykać, spędzać ze sobą czas, chodzić do kina, do kawiarni, na spacery.
Gdy tylko ktoś dowiadywał się, że dzieli nas, nastolatków aż 300 km, był tą informacją tak zafascynowany, jakby usłyszał, że to właśnie my odkryliśmy nową planetę!
Nie boisz się, że on Cię zdradza?
Najczęściej pojawiającym się pytaniem nie tylko wśród nowo poznanych osób, ale i wśród naszych znajomych było “nie boisz się, że on Cię zdradza?” To pytanie słyszeliśmy przynajmniej kilka razy w tygodniu nieustannie przez 9 lat! Co za absurd! Bardziej idiotycznego pytania chyba nigdy mi nie zadano.
Czy na prawdę wydaje Ci się, że zdrada zależy od odległości jaka dzieli parę? Gdyby tak było, mężowie nie zostawiali by swoich żon dla sekretarek, a będąc na jednej imprezie dziewczyna/kobieta nie zabawiałaby się z najlepszym przyjacielem swojego faceta. I tyle. Odległość nie ma tu znaczenia.
To, co na prawdę ma znaczenie w związku na odległość, to wasza dojrzałość i podejście do związku. Czy wiążąc się z kimś, bez względu już czy mieszkacie od siebie 2 czy 10 km, zakładasz, że będziecie się zdradzać? Zapewne – nie. Związek, w którym nie ma zaufania, nie ma szans na przetrwanie choćby miesiąca – nawet jakbyście mieszkali razem. Brak zaufania prowadzi do kłótni i zgrzytów. Zwykłe spóźnienie się do domu o 15 min powoduje, że człowiek staje się podejrzliwy i złośliwy. I to właśnie tak nie da się funkcjonować!

Owszem, byliśmy o siebie zazdrośni, ale dużo rozmawialiśmy. Znaliśmy swoje obawy, poznawaliśmy swoje zachowania, cały czas pracowaliśmy nad spokojem ducha i nad rozwiązaniami zmartwień. Mieliśmy też zasady, których się trzymaliśmy. Jedną z takich zasad było: gdy jedno dzwoni, drugie ma obowiązek wyjść z pokoju (w którym jest z resztą towarzystwa), byśmy mogli “sam na sam”, w spokoju porozmawiać. To było jedno z lepszych rozwiązań, które powodowało u nas spokój. Bez względu na to co robiliśmy, z kim i gdzie byliśmy – zawsze mieliśmy dla siebie czas, by odebrać telefon i porozmawiać.

“Nie boisz się, że on Cię zdradza?” – Nie. Od zawsze wiedzieliśmy, że chcemy być ze sobą. Już jako dzieci, jako 15-17 latkowie, wiedzieliśmy, że kiedyś się pobierzemy. To była tylko kwestia czasu i cierpliwości. Mimo, że dzieliło nas 300 km, mimo że każde chodziło na studia w swoim mieście, wiedzieliśmy, że w końcu będzie okazja by rzucić wszystko i zamieszkać razem. Nie wiedzieliśmy, kiedy ta okazja będzie. Ale wiedzieliśmy, że będzie.
Kiedyś zadałam Dawidowi pytanie:
– Nie wolałbyś mieć kogoś tu na miejscu?
– Nie. Skoro kocham schabowe i wiem, że zaraz będę go jadł, to nie będę zadowalał się byle czym i szedł na pizzę.
Jeszcze nigdy żaden facet nie porównał mnie do schabowego. Ale też nigdy nie usłyszałam od żadnego faceta nic bardziej miłego!

utworzone przez WolnoWolniej.pl | kwi 29, 2016 | żyć lepiej
Poniedziałek czy wtorek, cały tydzień o 6 rano dzwoni budzik – czas wstawać. Uhh jak się nie chce!! Łóżko jest takie milutkie, takie cieplutkie. Poduszka szepce do uszka “jeszcze tylko chwila, jeszcze 3 minuty”, a Ty mimo wszystko musisz się z niego wygramolić. W przeciwnym razie nie wyrobisz się na autobus, albo okaże się, że wpakujesz się w największy korek! Mówią “5 minut Cię nie zbawi” – ten, kto wymyślił to powiedzenie na pewno nie mieszkał przy wylotówce! Codziennie obserwuję jaki korek jest na wjeździe do Warszawy, i wierz mi – 5 minut robi większą różnicę niż cokolwiek innego!
Dlatego dziś przedstawię Ci moje sposoby na wspaniały cały dzień.
Budzik
Zawsze nastawiam dwa budziki. Jeden, ten właściwy. I drugi – 5 minuty przed nim. I powiem Ci – uwielbiam ten moment. On robi mój dzień! pierwszy dźwięk budzika wyłączam bez krępacji. W międzyczasie budzi się Dawid i wtulamy się w siebie, dajemy sobie budzi na dzień dobry, i tak leżymy dopóki nie zadzwoni drugi budzik zmuszając nas do wstania.
Możesz się śmiać, bo co to jest 5 minut. Ale spróbuj obudzić się, wyłączyć budzik i jeszcze chwilkę poleżeć. Te 5 minut, w tej błogości potrafią ciągnąć się i ciągnąć, a Tobie wydaje się, że minęło ich już 10!

Kawa
W chwili gdy Dawid wygania mnie z łazienki, idę robić kawę. Zazwyczaj wtedy mamy 7 minut do wyjścia. Ja nie znoszę się spieszyć! Uwielbiam spokojnie, bez pośpiechu przygotowywać się. Stawiam więc filiżanki na stole i śniadanie. Kawy nigdy nie dopijam. Nigdy. Lubię letnią, a zanim wystygnie muszę już wychodzić. Zazwyczaj biorę tylko 2 łyki.

Całus
I gdy już czas wychodzić z domu, zawsze dajemy sobie całusa na do widzenia.
Gdy dopiero co otworzyłaś oko, a już jesteś spóźniona, wiesz, że cały dzień będzie do kitu. Stresujesz się, czy zdążysz do pracy, czy zdążysz na uczelnię, czy autobus nie postanowi dla odmiany przyjechać minutę wcześniej, a Ty będziesz stać przed pasami na czerwonym świetle i podziwiać jak on odjeżdża z przystanku.
Nie ukrywajmy – im lepszy będzie Twój poranek, tym lepszy będzie cały dzień! To, co dla mnie było najważniejsze, to znalezienie w poranku moich ulubionych czynności. A więc wylegiwanie się w łóżku, na spokojnie zjedzenie śniadania i brak pośpiechu. Właśnie do tego dostosowałam swoją rutynę, by sprawiała mi przyjemność, a nie frustrowała.I jak tu teraz nie mieć udanego dnia? Czyż rutyna nie może być wspaniała? Wystarczy chcieć.
utworzone przez WolnoWolniej.pl | kwi 26, 2016 | żyć lepiej
Któregoś razu w pracy zapytano mnie, dlaczego nie zgłosiłam nagannego zachowania pracownika, jego przełożonemu.
– Zwróciłam pracownikowi uwagę, a ten w sekundę się zreflektował. Przeprosił nawet. To co po miałam to zgłaszać?
– Oj Asia, Asia… za miękkie serce masz!
– No wiem, wiem, ale po co robić mu problem skoro się poprawił?

Historia 1
Któregoś razu w pracy pracownik opowiada mi historię: Czy wiesz, że kiedyś mieliśmy własną firmę? Dobrze nam się wiodło. Miałam bardzo duże ziemie. Ale chcieli nas wykurzyć. Chcieli zając ziemie pod nie wiadomo co. Musiałam sprzedać część terenów, by opłacić prawników. Chcieli nam zabrać wszystko – nawet dom! Eh.. a teraz co? Nigdy bym nie pomyślała, że będę pracowała dla kogoś.

Historia 2
W jednym z supermarketów klient nalegał by zwolniono kasjerkę za to, że ta nie spytała chłopaka o wiek i sprzedała mu papierosy. Okazało się, że chłopak miał 17 lat. Dzień wcześniej, kasjerka jak zwykle skończyła pracę i udała się jak do swojego domu. Gdy do niego dotarła zobaczyła straż pożarną. Cały jej dom spłonął! Została z tym, z czym wróciła z pracy, a następnego dnia musiała zostać zwolniona przez roztargnienie, zmartwienie, rozpacz. Jej przełożona przez 3 dni płakała, bo nie wiedziała jak ma powiedzieć tej młodej kobiecie, że… jest zwolniona.
Historia 3
Widzisz piękną, elegancką kobietę. Boże jaka ona piękna!!! Długie blond włosy. Wysoka. Szczupła. Ubrana w długi jesienno-wiosenny brązowy płaszcz. Jej twarz, cera była bardzo delikatna i zadbana. Kobieta zrobiła na mnie niesamowite wrażenie! Ta kobieta właśnie zmierzała na grób bliźniaków. Urodzili się za wcześnie. Jeden zmarł tuż po urodzeniu, drugi tuż przed Bożym Narodzeniem. Urodzili się tego samego dnia, odeszli tydzień po sobie. Aż tydzień! Najlepszy i najgorszy okres za razem. Z jednej strony rozpacz, bo jeden odszedł. Z drugiej strony radość – bo drugi synek walczy i żyje. Czy wiesz jaki to okropny widok? Widzieć matkę, młodą matkę nad tym ślicznym grobem dzieciaczków, i to jeszcze o tak pasujących do nich nazwiskiem?
Widziałam tą kobietę, gdy wracałam z tatą z cmentarza. Wsiedliśmy do samochodu. Przez dobrych kilka minut żadne z nas nie było w stanie się ruszyć, odezwać, odnaleźć.

Z jednej strony w tym miejscu chciałabym uciąć ten post bez zakończenia i pozostawić Cię w zadumie. Byś sama odpowiedziała sobie na pytanie: dlaczego warto czasem ugryźć się w język. Ale powiem Ci to jeszcze raz, bo to bardzo ważne: bo nigdy nie wiesz, jaka historia kryje się w człowieku. Nigdy nie wiesz, co on przeżywa. Czy na prawdę da Ci satysfakcję kopanie leżącego?


utworzone przez WolnoWolniej.pl | kwi 24, 2016 | żyć lepiej
Mówią, że najważniejsza w związku jest rozmowa. Że nic ponad rozmowę. Rozmowa uratuje każdy związek, zakończy każdą kłótnię i sprawi, że związek będzie idealny. Trzeba rozmawiać i już! Codziennie! Ale rozmowa, rozmowie nie równa. Można rozmawiać o pierdołach, można rozmawiać o polityce i problemach tego i trzeciego świata. Więc jak rozmawiać by się od siebie nie oddalać?

Niedawno mieliśmy z Dawidem kryzys. Mimo, że mieszkamy ze sobą, śpimy ze sobą, razem jemy obiad – doszliśmy do wniosku, że nic o sobie nie wiemy. Okazało się, że nasze rozmowy są płytkie. Rozmawiamy o tym co na blogu, na youtube, o tym, że z psami trzeba wyjść, o tym, że zimno i że w pracy spokój lub głowy urwanie. I tyle. Codzienne tematy, czysto nieistotne. To była bardziej wymiana informacji z bieżącego dnia. Niby nie ma w tym nic dziwnego, ale zauważyliśmy, że strasznie się od siebie w tych codziennych rozmowach oddalamy.
Każde z nas miało jakieś problemy. I żadne z nas nie chciało obarczać nimi drugiego. To nie były poważne problemy, ale absorbujące, pochłaniające czas.
Gdy byliśmy na wsi, codziennie powtarzałam Dawidowi choć pójdziemy na spacer. Dawid jak ten uparty osioł nie chciał iść. No nie i koniec. W końcu ja nie wytrzymałam i zaczęłam wylewać swoje gorzkie żale.
– No ale po co Ci ten spacer?! – pyta już zirytowany Dawid
– Bo to jedyny czas kiedy możemy porozmawiać!
– Przecież codziennie rozmawiamy!
– Nie! Bo albo ja siedzę na blogu, albo Ty przy samochodzie. Albo Ty grasz albo ja coś rzeźbię. Jak już rozmawiamy to o pierdołach co nic nie wnoszą do naszego życia. A jak byśmy poszli na spacer w końcu moglibyśmy porozmawiać.
– No ale o czym ty chcesz rozmawiać?
– Nie wiem! Czymkolwiek!

Jeśli śledzisz naszego facebooka, pewnie pamiętasz post, w którym opisywałam jak siedzieliśmy nad ogniskiem w czasie deszczu. Nie było nam zimno ani mokro. Siedzieliśmy razem na pieńkach drzew, śmialiśmy się, marzyliśmy, zdradzaliśmy sekrety. Ile godzin w tym deszczu przesiedzieliśmy nie wiem. Ale to byla jedna ze wspanialszych chwil. To była chwila z tych, które zbliżają. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że… – rozmawialiśmy przez większość czasu o tym, co zrobić by nie padał na nas deszcz. Że gdybyśmy mieli folie stretch, moglibyśmy przywiązać ją do drzew. Ale nie wpadliśmy na to, by pójść do domu po parasolki, za to przepychaliśmy się w pomysłach, obmyślaliśmy jakie przyrządy byłyby nam potrzebne do wykonania pomysłu.
Pamiętasz może post facet nie kula u nogi? Napisałam w nim, że facet to powód, dla którego przekraczasz dopuszczalną maksymalną prędkość w terenie zabudowanym, by w końcu się przytulić po ciężkim dniu w pracy. Nawet pod groźbą utraty prawa jazdy. I ja to prawo jazdy straciłam. Teraz Dawid wozi mnie codziennie do pracy, i codziennie mnie z niej odbiera. Codziennie, przez 40 minut jedziemy razem samochodem i rozmawiamy.

Więc jak rozmawiać by związek się rozwijał, by kwitł, by się nie odsuwać od siebie? Należy rozmawiać bez rozpraszaczy. Bez gapienia się w telewizor. Bez oglądania kolejnego odcinka zduppingu i przerwach w grze w LOLa.
Raz na jakiś czas warto zjeść wspólnie obiad przy wyłączonym telewizorze. Przed pójściem spać wyłączyć telewizor, wtulić się w siebie i poruszyć kilka tematów. Nie mówię, że poważnych, ale ważnych dla nas.
Najlepsze rozmowy, te najbardziej wartościowe są wtedy, gdy poświęcamy sobie czas. Gdy otwieramy się na siebie tak bardziej. Gdy mówimy “wydaje mi się”, “myślę, że”, “albo moglibyśmy” – gdy myślimy o nas, jako o parze, tak szerzej. Gdy wymieniamy się poglądami, gdy dyskutujemy, przepychamy się w myślach. Gdy wysilamy się by udzielić rady, by wesprzeć i podnieść na duchu.
Więc jak rozmawiać? Tak, by rozmowa nas uszczęśliwiała lub zbliżała do siebie. Bo ze związkiem, z rozmową jest jak ze statkiem – na mieliźnie może stać dzień, dwa, trzy i nigdzie nie popłynie. A poświęcenie drugiej osobie czasu jest jak złapanie wiatru w żagle.

utworzone przez WolnoWolniej.pl | kwi 22, 2016 | żyć lepiej
Wysmarkując kolejną rolkę papieru oburzona powiedziałam: gdyby ludzie nie mieli nosów nie mieli by kataru! Na co usłyszałam: I nie było by perfum… .
Chorując w ten piękny, słoneczny dzień postanowiłam obejrzeć film pt: Dawca Pamięci.

Czy to ważne że dzień jest ładny? W konsekwencji chyba tak. Ale kto by zwracał na to uwagę.
Często, gdy widzę niewidomą osobę na ulicy zastanawiam się jak to jest nie widzieć. Jakie to musi być straszne nie móc zachwycać się widokiem panoram, wschodów i zachodów słońca, zieloną trawą latem. Zawsze liczyć kroki. Cóż to musi być za ból i ile sił kosztować człowieka pogodzenie się z utratą wzroku. Nigdy nie zobaczyć już nic.
Zastanawiałeś się kiedyś nad zapachami? Zdarzyło Ci się być gdzieś, rozkoszować się danym widokiem i wziąć głęboki wdech czując zapach wolności, przestrzeni, gór, lasu, życia? Czy idąc ulicą poczułeś kiedyś jakiś zapach, który przypomniał Ci o jakimś zdarzeniu, czy konkretnej osobie? Ja wszędzie rozpoznam zapach perfum mojego Taty.
Ile razy zdarzyło Ci się, lub jak często zdarza Ci się cieszyć się czymkolwiek, więcej niż jedną rzeczą, osobą, zdarzeniem? Ile razy cieszysz się z małych, maleńkich rzeczy? Z niczego.

Od kilku dni była paskudna pogoda. Deszcz, chłód, mgła, ulewa. Na okrągło. Dziś – piękne słońce. Niebieskie niebo. Drzewa w najróżniejszych odcieniach zieleni. Powoli kwitnące krzaki. Czy taki dzień nie dodaje skrzydeł? Nie sprawia, że chcę się żyć, chcę się więcej? Zdajesz sobie sprawę z siły swojego umysłu? Człowiek jest w stanie wmówić sobie wszystko. Absolutnie wszystko. Sam może wpędzić się w poczucie winy, smutek, znużenie, depresję. Może bez większej przyczyny denerwować się na brudną szklankę, źle położoną poduszkę lub pęknięty kafelek na chodniku. I sam może poczuć się szczęśliwy, pełen energii, chęci, sił do realizacji marzeń.
Po co więc żyć przeszłością czy martwić się na zapas rzeczami, które mogą nigdy nie nastąpić? Po co złościć się na coś, czego nie możemy zmienić?

Znam kogoś kto jest moim totalnym, kompletnym, idealnym przeciwieństwem. Większym, niż dla dnia noc, zimna ciepło. Ja zawsze byłam optymistką, widziałam świat przez różowe okulary. Od zawsze kocham się w kolorach, barwach. Z krytyką usłyszałam “dla Ciebie wszystko jest zawsze takie proste'” jakby to było coś złego. Oglądając ten film zdałam sobie sprawę, że w naszym życiu priorytetem powinno być bycie szczęśliwym. I nie mam tu na myśli oklepanych rad typu “codziennie, przez tydzień staraj się znaleźć 3 pozytywne rzeczy”. Co z tego, że znajdziemy 3 pozytywy, ba! co z tego, że i 7 – co z tego, gdy będziemy tych rzeczy szukać? Czy nie łatwiej by nam było żyć, gdybyśmy złe obracali w dobre? Gdybyśmy nie żyli ciągle życiem innych ludzi, przepełnieni złością, goryczą, nienawiścią, urazą – tylko po prostu skupili się na sobie i własnym życiu i szczęściu? I zamiast złościć się, że ktoś wpadł na jakiś pomysł, coś usprawnił – ciesz się, że teraz czeka Cię mniej roboty. Zamiast złościć się, że w tygodniu było słońce, a w weekend pada deszcz – wykorzystaj pogodę na posprzątanie, spędzenie czasu w domu z rodziną, a nie marudzenie. A gdy znów będzie słońce, choćby w tygodniu po prostu idź(cie) na spacer. Wykorzystaj pogodę.
Oglądając film Dawca Pamięci zwróćcie uwagę na jedno: ile razy pokazano w nim śmiech, szczęście, radość, miłość, słodkie sceny, a ile razy ból, smutek . Na prawdę szkoda życia na złe emocje. I nie chcę tu słodzić, lukrzyć, cukrzyć – po prostu szkoda życia.