utworzone przez WolnoWolniej.pl | kwi 21, 2016 | żyć lepiej
Zawsze byłam zwolenniczką oryginalnych prezentów. Wyjątkowych, niespotykanych, ręcznie robionych. Kiedy napisała do mnie koleżanka z prośbą o pomoc – nie mogłam odmówić. Potrzebowała prezentu dla Pary Młodej. Wiedziała co chce dać: skrzynkę z kubkami. Przesłała mi mailem inspiracje i propozycje. Moim zadaniem było stworzyć coś lepszego, coś bardziej osobistego.
Cytat, który widzisz na wieku skrzynki pochodzi z ich zaproszenia. Chciałam by pozostał z nimi na dłużej. By był niezniszczalny – jak ich obietnica. Dlatego wypaliłam go w drewnie wraz z datą ich ślubu. Wnętrze skrzynki wypełnione jest pachnącymi, ususzonymi kwiatami. Kubki natomiast, ręcznie malowane.







utworzone przez WolnoWolniej.pl | kwi 20, 2016 | żyć lepiej
I bez względu na to o czym się rozmawia, bez względu na to co powiedziało się kiedyś – nie ma większej bliskości jak pocałunek. I gdy tak leżymy przy sobie siebie nie widząc, rozmawiając o tym co istotne i nie, bardziej lub mniej niezdarnie szukając drugiego, sprawdzając, przekraczając granice – nie ma większej intymności jak pocałunek. Dotykając twarzy, całując ust. Obejmując najdelikatniej i najmocniej, całując ramiona. I nie boimy się mówić, skrytych myśli wyznawać. Zaufanie coraz większe?

I popatrzymy na siebie nazajutrz – mamy tajemnicę. Nic się nie stało. Świat nic nie wie. Nic prócz wszystkiego się nie zmieniło. Na chwilę.
utworzone przez WolnoWolniej.pl | kwi 16, 2016 | żyć lepiej
Nie odkryję Ameryki mówiąc, że kobieta i mężczyzna różnią się od siebie. Gdy byłam dzieckiem, wydawało mi się, że jedyna różnica polega na tym, że “ja nie mam ogonka”. Dziś już wiem, że różnic jest znacznie więcej, a “ogonek” stanowi najmniejszy problem ;).
Gdy żyliśmy na odległość, a dzieliło nas 300 km, potrafiłam wstać o 3-4 rano, by przed 6 wskoczyć do pociągu do Zabrza. Szybko myłam głowę, jadłam śniadanie, które wmuszała we mnie mama – bo przecież wstałam – muszę zjeść śniadanie – i ruszałam pędem na autobus. Rzęsy malowałam zazwyczaj w okolicy stacji Sosnowiec. Wiedziałam, że od tego momentu mam około 15 minut do spotkania z ukochanym. A przecież – chciałam wyglądać idealnie, olśniewająco. Tuż przed stacją docelową psik, psik perfumami.
Gdy już zamieszkaliśmy razem, ja, kobieta książkowa, kobieta typowa, dla której dom jest najważniejszy – zawsze przekładałam Dawida i dom nad siebie. Ważne dla mnie było, aby Dawid był szczęśliwy, aby sprawić mu radość ładnie urządzoną sypialnią, aby miło siadało mu się do stołu.
Ja, typowa kobieta romantyczka zakochana po uszy, chciałam każdą wolną chwilę spędzać z moją miłością życia. Paznokcie malowałam w między czasie – choć tego “między” praktycznie nie było.
I tak było do pewnej sprzeczki…. .

Okazało się, że nie muszę spędzać z Dawidem każdej wolnej chwili. Okazało się, że mogę spędzać godzinę pluskając się w wannie, nakładając maseczkę i rozkoszując się faktem, że mam czas dla siebie, tylko siebie, i nikogo więcej.
Okazało się, że nie muszę ciągać Dawida ze sobą na zakupy. Okazało się, że samotne wyjścia do centrum handlowego mogą być lepsze od tych w parze.
Okazało się, że nie muszę kłaść się spać razem z nim. Równie dobrze, mogę położyć się 2 godziny później i wtulić się w niego śpiącego. Świat, o dziwo, się nie zawalił.
Okazało się, że mogę czytać książki, kiedy on ogląda telewizję. Okazało się, że nie muszę siedzieć koło niego i oglądać czegoś, co mnie nie interesuje. Okazało się, że żadne z nas nie ma do drugiego pretensji, że robi w tym czasie coś innego.
Okazało się, że nie muszę mieć wyrzutów sumienia chodząc do kosmetyczki. To, że on do niej nie chodzi, nie znaczy, że ja nie mogę.
Okazało się, że nie muszę czekać na niego z obiadem. Mogę zrobić sobie obiad o 12, a gdy On wróci z pracy – wstawić świeżo obrane ziemniaki, usmażyć dopiero co przyrządzonego kurczaka.
Okazało się, że nie muszę go ciągać zawsze na spotkania towarzyskie. Nie ma nic złego w tym, że zostawię go w domu. Okazało się, że on wtedy wychodzi z kolegami.

10 lat związku oddzielnie, związku na odległość, nauczyło nas wykorzystywania każdej chwili dla nas. Widywaliśmy się rzadko i nie chcieliśmy marnować czasu na bycie nie_razem. Okazało się, że to przyzwyczajenie, konieczność bycia ciągle przy sobie, stała się naszą pułapką. Po wspólnym zamieszkaniu nie potrafiliśmy się odnaleźć. Każde z nas potrzebowało swobody, oddechu, przestrzeni, ale przecież byliśmy nauczeni czegoś innego. Szczęśliwi, w euforii wspólnego życia, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że stajemy się własną kulą u nogi – ograniczamy się.
Związek owszem, dotyczy dwojga ludzi. Ale każdy potrzebuje być czasem małym egoistą. Każdy potrzebuje czasu dla siebie. I nie ważne czy jest to godzinna kąpiel, malowanie oczu, czytanie książki, malowanie paznokci, czy wyjście na zakupy ciuchowe. Ba! Czy jest to gra w grę komputerową, którą Twój facet uwielbia, a Ty nie masz pojęcia o co w niej chodzi.
Owszem, jesteśmy w związku, ale nie jesteśmy jednością. Każde ma swoje życie. Każde z nas ma swoje pasje i swój sposób postrzegania świata. Każde z nas potrzebuje samotności, czasu dla siebie i nie ma w tym nic złego.
Dopiero możliwość poświęcenia się sobie, i świadomość, że świat się nie zawalił – wciąż jest dobrze, wciąż jesteśmy zakochani sprawia, że w związku jesteśmy szczęśliwi. Bo nie jesteśmy identyczni. My się po prostu kochamy. Nie ważne jest, że on nie chce wybierać ze mną setnej marynarki. Ważne jest, że mnie wspiera. Że wiem, mam pewność, że kiedy będę go potrzebowała, on się mną zajmie, będę mogła na niego liczyć. Bez względu czy mam 25 lat, jestem piękna, zgrabna i powabna, czy będę miała 75 lat i będę pomarszczona, obwisła i kuśtykająca.

Facet, to nie kula u nogi, która nie pozwala Ci spełniać marzeń. Facet to powód, dla którego przekraczasz dopuszczalną maksymalną prędkość w terenie zabudowanym, by w końcu się przytulić po ciężkim dniu w pracy. Nawet pod groźbą utraty prawa jazdy.
utworzone przez WolnoWolniej.pl | kwi 11, 2016 | żyć lepiej
Ilu ludzi dziś spotkałaś? Ilu z nich nie znasz? Z iloma zamieniłaś choćby słowo? A z iloma prowadziłaś luźną, niezobowiązującą rozmowę?

Historia 1
Codziennie w pracy miałam do czynienia z 10-tkami ludzi. Jedna osoba, mimochodem, powiedziała mi, że zbierają ekipę na pogrzeb. Zmarł tata pracownika i chcą go wesprzeć. Dowiedziałam się, który to pracownik ma tak wspaniałych przyjaciół w pracy. Nie mogłam uwierzyć historii jaką wysłuchałam. Nie mogłam uwierzyć, że ten młody chłopak, który zawsze był uśmiechnięty, pracowity, kulturalny – ze mną tylko na “dzień dobry” – dziś w sercu nosi taki ciężar.
Postanowiłam umilić mu ten trudny czas. Za każdym razem zagadywałam do niego i chwaliłam jego pracę (która, swoją drogą, była bardzo ciężka i odpowiedzialna!). Zaczęliśmy dużo żartować. Postanowiłam, że praca będzie tym miejscem, w którym zapomni o goryczy. Później, uwielbiam mieć z nim zmiany! To on zaczął poprawiać mi humor swoją obecnością.
Czy on wie, że znam jego sekret? Wątpię.
Historia 2.
Któregoś lata, będąc w gimnazjum żaliłam się koledze z klasy. Mówiłam, że teraz to ja będę wredna i złośliwa. Że się odpłacę! Zemszczę się. Nie pamiętam już, co było przyczyną mojego żalu, ale usłyszałam wtedy: I po co? I co Ci to da? Nie bądź jak ci, którymi gardzisz. Nie zmieniaj się w kogoś, kim nie jesteś.
Historia 3.
Pociąg. Trasa Warszawa-Katowice. Siedziałam w wagonie bezprzedziałowym. Na jego drugim końcu była dziewczyna, która bardzo głośno i długo rozmawiała przez telefon. Zaczęła pytać swoją rozmówczynię czy umyła już okna na Wielkanoc. I tak temat zszedł na mycie okien, i jak ona mogła tego jeszcze nie zrobić. Dziewczyna siedząca na przeciwko mnie nie wytrzymała i skomentowała:
– Ja też nie umyłam okien.
– Ja nawet nie zamierzam. Nie będzie nas w domu – odpowiedziałam.
I tak zaczęła się nasza rozmowa. Rozmawiałyśmy o luźnych rzeczach, jak to ludzie, którzy się nie znają. Okazało się, że dziewczyna spieszy się na uczelnię. Mieszka w Dublinie, a studiuje w Zabrzu – zaocznie. Właśnie jechała na zajęcia gdy… okazało się, że mamy 30 minutowe opóźnienie! Niewiele myśląc, wysłałam do Dawida, który miał przyjechać po mnie na dworzec pkp w Katowicach, smsa: “słuchaj, jadę z taką sympatyczną dziewczyną, jedzie właśnie do Zabrza, spieszy się na uczelnię – może ją podrzucimy?”. I tak się stało. Zawieźliśmy ją pod samą politechnikę.
Dziewczyna wychodziła z siebie dziękując nam. A dla nas przecież to było nic.
Mówią, że nie da się zmienić świata. Że jeden człowiek nic zrobić nie może. Ale przecież ja nie żyję na całym świecie. Ja żyję tu, tu gdzie teraz jestem. To jest mój świat. I właśnie ten świat mogę zmienić i uczynić lepszym.
Tylko od nas zależy, ode mnie, od Was, jak będzie wyglądało nasze życie, i jakimi ludźmi będziemy się otaczać.
Na świecie jest dużo zła, egoizmu i zawiści. Wielu ludzi spuszcza wzrok, wielu specjalnie zrobi na złość, byle poczuć się lepiej. Ale My nie musimy tacy być. Nigdy nie wiemy co się dzieje w życiu drugiej osoby. Czasem nasz jeden gest, jedna inicjatywa może zdziałać cuda. Może być cudem, na który ktoś czeka. Może dodać otuchy, przywrócić wiarę i nie dać się poddać (choć było tak blisko).
Ps. Czy to nie jest piękne uczynić czyjś świat lepszym? Mnie to bardzo wzrusza!
utworzone przez WolnoWolniej.pl | kwi 5, 2016 | żyć lepiej
W związku trzeba rozmawiać. Nie ma nic gorszego od milczenia. – Mówią wszyscy. Mówią, że nie można się zamykać w sobie, ani izolować się. Wszak, żyjemy razem, mieszkamy pod jednym dachem. Jak tu nie rozmawiać? Tak się nie da funkcjonować!
Dlaczego nie? Ty mówisz, że jesteśmy dorośli. A ja Ci odpowiadam – oczywiście! Jesteśmy dorośli dlatego możemy pomilczeć.

Wyobraź sobie sytuację: Jesteś mega wkurzona. Masz ochotę coś lub kogoś roznieść, rozsadzić w drobny mak! Jesteś wkurwiona. Jak to śmieje się Dawid: wkurwiona po ciulu fest! Masz wtedy ochotę rozmawiać? Masz ochotę na kulturalną, dorosłą, odpowiedzialną, taktowną rozmowę? Właśnie się w Tobie gotuje, a ktoś oczekuje, że Ty będziesz teraz ą i ę? Bułkę przez bibułkę?
/Kiedyś czytałam jakąś książkę Bratnego, w której bohater wyszedł z więzienia, obozu, łagru – nie pamiętam. W każdym razie wracał do cywilizacji. Jechał pociągiem. Obserwował ludzi i skwitował ich tak: “wszyscy są ą i ę – pardą, pierdolę”. To jest jedno z najlepszych zdań jakie w życiu przeczytałam! Idealnie oddaje ludzkie zachowania./

Według mnie, nie ma nic gorszego od rozmowy bez poukładanych myśli. Bez zrozumienia siebie, swoich reakcji, pobudek. Bez odróżnienia tego co na prawdę Cię wkurza, irytuje, martwi, a co jest tylko błahostką, bezsensownym pretekstem do wbicia szpili tej drugiej osobie.
Emocje nigdy nie są dobrym doradcą. Czy to w kłótni, czy przy zachwycie nad nowym telewizorem, czy samochodem. Wszystko, co może nieść ze sobą poważne konsekwencje, wymaga przemyślenia. Kupując samochód, dom, telewizor – wydajesz dużo pieniędzy. Warto wtedy, by Twój wybór był przemyślany. Kiedy żyjesz z kimś, możesz go bardzo zranić. Swoimi nieprzemyślanymi argumentami, możesz doprowadzić do rozstania. Czasem wystarczy jedno słowo za dużo, jedna krytyka więcej. Uderzenie z premedytacją w czuły punkt. Warto? Warto tyle tracić? Wszystko przez mus rozmawiania?
Żyjecie pod jednym dachem, i co z tego? Jesteście dorośli – macie prawo milczeć. Jako osoby dorosłe, odpowiedzialne, myślące wiecie, że nie macie zaklejonych ust. Możecie zapytać co na obiad, czy gdzieś któreś wychodzi, bo drugie ma plany, albo chce zorganizować sobie dzień. Ba! Które ma kupić papier toaletowy i 3 kg ziemniaków. Są tematy, które często trzeba poruszyć. Są też sytuacje, gdzie pomoc drugiej osoby jest konieczna. Wyobraź sobie, że on właśnie wiesza nowy żyrandol i potrzebuje pomocy. Nie pomożesz jak Cię o nią poprosi? Widząc, że ma problem, ciężko mu, nie podejdziesz pomóc? Nie zaproponujesz pomocy? Zrobisz to! Bo myślisz. Bo mimo kłótni żyjecie razem. Pomoc, czy zapytanie o coś nie znaczy, że problem zniknął, ani że między Wami nagle jest ok. To znaczy tylko tyle, że jesteście dojrzali.

Kiedy emocje opadną, kiedy myśli zostaną uporządkowane i pozbierane – wtedy dopiero można rozmawiać. Kiedy oboje wiecie, co chcecie powiedzieć. Kiedy nie będziecie wypierać tego, co mówi druga osoba, nie będziecie odbierać słów jak atak, a tym bardziej atakiem na atak odpowiadać.
Od milczenia i przez 3 dni świat się raczej nie zawali – nie powinien. Po 3 dniach możecie zacząć krok po kroku normalnie rozmawiać. Nikt nie każde Wam od razu siadać na przeciwko siebie i teraz mów. Teraz rozmawiamy. Nie. Najlepszy czas na rozmowę jest wtedy, kiedy oboje jesteście na to gotowi. Kiedy oboje chcecie. Kiedy oboje odzyskacie wewnętrzny spokój i rozsądek.

Kiedy będziesz chciała zmusić nabuzowaną osobę do rozmowy, albo osobę, która ma w sobie jeszcze mnóstwo żalu – nie licz na współpracę. Nie zmusisz. Będzie tylko gorzej, bo Ty znów się zdenerwujesz. Wpadniesz w kolejną złość, tym razem dojdzie Ci nowy powód do żalu, i będziesz czuła jeszcze większą beznadzieję sytuacji.
Wbrew temu co wszyscy mówią, ja Ci mówię – milcz. W związku czasem trzeba pomilczeć. Nikt z nas nie jest podręcznikiem od psychologii. Nikt z nas nie jest idealnym przypadkiem. Złote rady są dobre, o ile elastycznie do nich podchodzimy. Bo nic, co dla jednego człowieka okazało się dobre, dla drugiego też będzie.
Owszem, czas ucieka. Nie warto tracić go na kłótnie, a miniętego czasu nikt nam nie odda. Ale głową rozbijać muru, też nie warto. Nie zawsze czas jest naszym wrogiem. Czasem to najlepszy sprzymierzeniec. Bo przecież – nic na siłę.
utworzone przez WolnoWolniej.pl | kwi 3, 2016 | żyć lepiej
Czasem człowiek potrzebuje pobyć sam. Przewartościować pewne sprawy. Odciąć się od drażniących dźwięków. Poukładać myśli. Czasem człowiek po prostu musi przestać myśleć. Wyłączyć się i popatrzeć. Uspokoić się i przestać biec.

I tak wygląda dzień na wsi. Bez ludzi. Bez dźwięku samochodów. Komórki. To niesamowite, że będąc w Warszawie nie odstępujesz telefonu choćby na krok, a na wsi sięgasz po niego może 2-3 razy w ciągu dnia. Może – jak przypomnisz sobie, że jest rozładowany kolejny dzień i wypadałoby go podładować.




Na wsi nikt Ci nic nie każe. Idziesz na spacer bez celu. Patrzysz na to co Cię otacza – na tą wolność i przestrzeń, którą tu masz. I tylko szum drzew i trel ptaków dookoła. Ciepła herbata w ręce.
Jesteś tylko Ty. Z nikim nie musisz się ścigać. Na nikim robić dobrego wrażenia. Nikt tu nie dba o Twoje osiągnięcia. Kogo to interesuje, gdy rzeka tak szybko płynie? Nie wiem kim jest się w mieście, ale na wsi jest się sobą – gdy nikt nie widzi i nie ocenia.


W mieście tego nie widać. Dopiero wieś pokazuje jak wszystko przemija. Jak łatwo powalić wieloletnie drzewo – przez bobry. Jak domy popadają w ruinę – nie zamieszkane, nie dbane, bez odrobiny ludzkiego ciepła.










Ile razy słyszeliście, że kleszcze żyją na wysokich trawach? Ilekroć chodzimy na spacer, zawsze później znajdujemy na sobie kilka kleszczy. O psach już nie wspominając. Ale… kto widział kleszcza w trawie? Próbowałam zrobić ostre zdjęcia, jednakże moje umiejętności obsługi aparatem nie przewidują takich możliwości :D Nie mniej, pokazuję co mam:



I tu powstaje większość postów. Z dala od ludzi. Nad rzeką.
Na koniec mam dla Ciebie piosenkę. Nie oceniaj! Ale najlepiej pasuje chyba do tych zdjęć i dnia – klik.
utworzone przez WolnoWolniej.pl | kwi 2, 2016 | żyć lepiej
Na co dzień jesteś rozważna. Pracujesz, zarabiasz, spłacasz zobowiązania. Starasz się nie przepuszczać pieniędzy na głupoty, chwilowe, aczkolwiek drogie zachcianki. Jesteś świadoma istnienia nieprzewidzianych sytuacji i wesz, że zawsze może zdarzyć się coś, co nadszarpnie Twój budżet. Nagle zepsuje Ci się pralka, zawieszenie w samochodzie do wymiany, a wizyta u dentysty w najbliższy czwartek. Zawsze coś.

Świadoma nagłych zdarzeń, zbierająca fundusze na wakacje, remont – cokolwiek – odmawiasz sobie próżnych przyjemności. Do fryzjera nie chodzisz za często. Fryzjer kosztuje, włosy źle nie wyglądają, pofarbuje Ci je koleżanka albo mama. Raz na jakiś czas tylko pójdziesz podciąć końcówki bo już trzeba, już czas. Do kosmetyczki też nie chodzisz. Te wszystkie zabiegi są drogie i ani się obejrzysz, a z wypłaty nic nie zostanie. Trochę Cię to wkurza, ale przecież jesteś dorosła, jesteś odpowiedzialna. Jesteś ponad to! Nie jesteś próżna. Wiesz, że wizyta u kosmetyczki da Ci to samo, co zakupiony krem czy peeling w drogerii. Zadbasz o siebie sama i zaoszczędzisz. A efekt będzie taki sam.
Ty nie potrzebujesz do szczęścia szpanu ani prestiżu. Nie jesteś z tych, co mają potrzebę chwalenia się. Wywyższania. Znasz swoją wartość i wiesz, że nie wyraża jej się w złotówkach. Żyjesz swoim życiem i cieszysz się z tego co masz.
Ale zazdrościsz. Nie przyznajesz się do tego, starasz się nie myśleć o tym, ale zazdrościsz innym tych luksusów. Tego dobra, które oni mają, na które oni mogą sobie pozwolić a Ty nie. Trochę Cię to frustruje, ale jesteś ponad to. Powtarzasz sobie, że to tylko wyrzucone pieniądze – nie warto. Zadowalasz się tym co masz.

Mija trochę czasu. Twoje myśli stabilizują się. Zapominasz o drogim kremie, który chciałaś kupić, ale zdecydowałaś się na coś tańszego – dużo tańszego. I nagle znów czujesz to ukłucie zazdrości. Frustracja i złość rosną. Na cholerę Ci ta rozwaga? Zawsze masz być odpowiedzialna? Młoda jesteś! Zarabiasz, stać Cię, więc po co się szczypać?

Rzeczy kosztują. Wiadomo, że kosztują. Jedna mniej, inne więcej. I co z tego? Masz ochotę wydać ot tak na coś 3 tysiące? To wydaj! Przecież zarabiasz. Zapracowałaś sobie na to. Kup sobie ten krem, aparat fotograficzny czy komputer. Z próżności. Bo nie potrzebujesz, ale taki masz kaprys. Zwyczajnie – chcesz. Nie chodź sfrustrowana. Nie warto. Odpuść sobie. Nie bądź odpowiedzialna, nie bądź rozważna. Uszczęśliw się i siebie. Zrób sobie dzień rozpusty. Choć raz pozwól sobie być tą, którym tak ukradkiem zazdrościsz. Rano wystylizuj się. Ubierz się modnie jeśli masz na to ochotę. Może nawet pozwól sobie nie być sobą. Odwiedź kosmetyczkę. Później udaj się do fryzjera. Pójdź do sklepu i kup sobie wszystko na co masz ochotę! Nowy aparat, nowy komputer i kosmetyki jeśli chcesz. Później skocz po winko i czekoladki. Wróć do domu i poczuj się najlepiej na świecie!

Nie jesteś od nikogo gorsza. Ty nie masz powodów do zazdrości – właśnie to sobie udowodniłaś. I pamiętaj o tym za każdym razem smarując twarz kremem czy sięgając po aparat. Zapracowałaś sobie na to!
utworzone przez WolnoWolniej.pl | mar 23, 2016 | żyć lepiej
Kiedyś wymyśliłam sobie, że zrobię sobie swój dom. Wszytko co w nim będzie, będzie zrobione przeze mnie. Może nie będzie to dom inspirujący innych. Może nie będzie designerski i modny. Tkaniny nie będą do siebie pasować, o kolorach już nie wspominając. Ale będzie mój. 100 procent mój! 100 procent handmade i nasze ręce.


Pamiętam moment, kiedy zrozumiałam, że chcę wyjść za Dawida. Że takiego domu właśnie chcę! Miałam wtedy chyba z 16 lat. Pierwszy raz u niego nocowałam. Idąc spać, zdjął skarpetki i wrzucił je tak o, mimo chodem, pod łóżko. Zakochałam się w tym! Czy jest coś lepszego od takiej swobody? Od tych przyzwyczajeń i codziennych zachowań? Gdy wchodziłam do pokoju, widziałam jego śpiącego i te białe skarpetki frote – to był cały on. Po swojemu. Totalnie różniący się od innych. Bez ą i ę. Bez udawania. Taki on – taki cały mój.

Póki co wiemy, że każdy kubek w naszym domu będzie popisany. Mamy plan, by na naszej parapetówce każdy z zaproszonych gości coś napisał na kubku. Dla nas to będzie najlepsza pamiątka! Skąd taki pomysł?
W moim rodzinnym domu mama “kolekcjonuje” kubki. Każdy jest z innej parafii. Dlatego postanowiliśmy kupić identyczne kubki, a tylko inaczej je przyozdobić. By było różnorodnie, ale spójnie. Kolorowo, ale bez chaosu. Moim marzeniem jest, mieć dom, który żyje! W którym widać domowników. Ich charaktery. Nie chcę domu tylko do mieszkania. Do spania. Do chwalenia się, jak świetnie jest urządzony! On ma być do wypoczynku. To ma być miejsce w którym będziemy mogli być sobą.


A jak inaczej oddać charakter domowników, jak nie umieszczając w nim samodzielnie zrobione rzeczy? Stąd pomysł na podstawki! Kocham świeczki, po całym domu rozstawiam też kubki. A więc – kolejny chaos okiełznany! W całym domu identyczne podstawki – ale z różnymi tekstami przez nas wypalonymi. No i przede wszystkim – kontakt z naturą!! To jest coś, czego mi w mieście brakuje najbardziej!
Mam jeszcze w planach samodzielne wykonanie doniczek, takich jak o tu: klik. Ale… nie wszystko na raz ;). Cała wiosna przed nami.

utworzone przez WolnoWolniej.pl | mar 21, 2016 | żyć lepiej
Decyzja o ślubie podjęta! Sala wstępnie wybrana, zaproszenia też. Czas na suknię ślubną! Chodzisz po salonach, przymierzasz różne kroje i kolory. Wybrałaś! Masz swoją idealną, wymarzoną suknię ślubną! Przychodzi czas wesela, impreza trwa w najlepsze i… KATASTROFA! Twoja idealna, wymarzona suknia ślubna zniszczona! Zalana, podarta, coś poszło nie tak. I co teraz? Przecież nie kupiłaś drugiej, identycznej – zapasowej.
Drugiej, identycznej, zapasowej? O czym Ty babo w ogóle do mnie mówisz?! Przecież było się na wielu weselach gdzie co najwyżej trzeba było delikatnie suknię zaprać, lekko podszyć, a na większości wesel to w ogóle nie było z suknią żadnych problemów! Jaka identyczna, zapasowa?! Mam wydać drugie tyle na coś, co może się nie przydać?!
A no abstrakcja.
Jednak, choćbyś nie wiadomo jak dokładnie planowała swoje wesele, ZAWSZE coś może pójść nie tak. Nie bez przyczyny mówi się “złośliwość rzeczy martwych”. Zawsze ktoś może oblać Cię winem, przydepnąć Twoją suknię, kiedy Ty będziesz tańczyć i podrzeć ją. Wstając z krzesła, może okazać się że jego noga stoi na Twojej sukni i sama ją podrzesz. I nawet na takie najgorsze scenariusze musisz być przygotowana!
Gdzie szukać awaryjnej sukni ślubnej? W sieciówkach! Warto o tym pomyśleć w sezonie letnim, kiedy wiele sklepów w swojej ofercie ma sukienki w kolorze bieli.
strona internetowa: h&m
strona internetowa: orsay
strona internetowa: anna field
strona internetowa: swing
strona internetowa: zalando
Pamiętaj,
1. Na awaryjną suknię ślubną nie musisz wydawać majątku. Może ją ubierzesz, a może nie – a więc nie ma co przepłacać.
2. Każdą sukienkę możesz zanieść do krawcowej. Jeśli widziałaś sukienkę, która pięknie na Twoje leży, ale ma długie rękawy – odpruj je. Żaden problem. Jest trochę za długa – skróć.
3. Masz też dwa wyjścia – możesz kupić sukienkę białą elegancką, albo taką bardziej na co dzień, którą będziesz mogła jeszcze wiele razy założyć, bez względu czy idziesz na miasto ze znajomymi, czy do pracy.
I przede wszystkim: nie przejmuj się, gdy coś pójdzie nie tak. Nie psuj sobie z tego powodu wesela. Leć się szybko przebrać w awaryjną i ratuj zniszczoną. Jeśli jest zabrudzona – zapierz i czekaj, aż wyschnie. Nie udało się zaprać? Leć bawić się dalej w awaryjnej i nie przejmuj się!
Pewnie, wykosztowałaś się na idealną, pięknie w niej wyglądałaś i chciałaś w niej spędzić całą noc. Ale wesele ma się w życiu tylko jedno. Chyba nie chcesz go później źle wspominać? Że siedziałaś w łazience zaryczana, kiedy Twoi goście bawili się w najlepsze. Szkoda czasu na płacz nad rozlanym mlekiem. Przebieraj się szybko i leć się bawić! Właśnie wyszłaś za mąż! Od dawna o tym marzyłaś, prawda? I to jest właśnie tego dnia, na tym weselu najważniejsze – co by się nie stało głowa do góry i tańcz! To Twój najlepszy dzień!