utworzone przez WolnoWolniej.pl | sty 11, 2017 | żyć lepiej
Powodów kryzysów w związku jest mnóstwo. Mogą to być następstwa złych emocji, jak: częste kłótnie, różnice poglądów na ważny temat, frustracja spowodowana niespełnieniem oczekiwań. Zdarza się jednak, że kryzysy przychodzą nagle. Nagle budzimy się, pijemy kawę, robimy śniadanie i zdajemy sobie sprawę, że coś jest źle, nie mamy ochoty rozmawiać z drugą osobą, wracając z pracy nie chcemy dzielić się z nią żadnymi informacjami z naszego dnia. Siadamy do swoich rzeczy, swoich spraw i tyle z tej bliskości. Parę dni, tygodni da się tak żyć. Każdy czasem potrzebuje porządnej dawki czasu tylko dla siebie. Ale jeśli tworzy się już rodzinę, lub ma się wspólne plany na przyszłość- warto zmienić ten stan, nim para stanie się dla siebie obojętna.

My mieliśmy taki kryzys. Rodzina strasznie naciskała na ślub, zaręczyny, bo jak to tak? Tyle lat razem – 6, 7, 8 i wciąż bez ślubu, bez zaręczyn? Kiedy ślub?!
Może wydaje się to błahe ale… wtedy, my tego ślubu nie chcieliśmy. Kiedy każde spotkanie rodzinne, zwykły wypad na kawę, odebrany telefon kończył się takimi naciskami – odechciało nam się wszystkiego. Tak nas pchali ku sobie, że my mieliśmy siebie dość. Tyle słuchaliśmy o sobie, że nie mieliśmy już ochoty sami ze sobą rozmawiać.
Zmiana otoczenia

Bardzo nam pomogła wtedy zmiana otoczenia. Przez dwa miesiące żyliśmy w Krakowie. Robiliśmy rzeczy, których od dawna nie praktykowaliśmy. Szukaliśmy nowych knajp, najlepszych zapiekanek, oglądaliśmy cuda jakie oferowali “rynkowi” handlowce. Siedząc na barce i patrząc na nie_nasz_świat czuliśmy się totalnie wolni od problemów. Bardzo dużo też spacerowaliśmy, znajdowaliśmy wraki samochodów w lasie, opuszczone budynki, które pobudzały naszą wyobraźnię i tworzyły niesamowite rozmowy. Byliśmy totalnie wolni!
W weekendy jeździliśmy na jednodniowe wycieczki do Zakopanego czy Nowego Targu.

To było genialne posunięcie! Przez dwa miesiące jedynym naszym obowiązkiem było chodzenie do pracy. Całą resztę stanowiła przyjemność, oddawanie się relaksowi, zabawie, wygłupom i w końcu – poważnym rozmowom – także o nas. Neutralny grunt, brak znajomych, wyłączone telefony sprawiały, że zbliżyliśmy się do siebie. Rozmawialiśmy ze sobą bez żalu, bez słownych przepychanek, bez pretensji. Lato, barka, Wisła – tu nie było miejsca na negatywne emocje i problemy. Wszystko stawało się tak bardzo proste! Byliśmy tylko my i tylko to się liczyło.

Jeśli czujecie, że oddalacie się od siebie – wyjedźcie. Pooddychajcie innym powietrzem. Zróbcie coś, czego na codzień nie robicie. Jeśli nie macie możliwości wyjazdu, zachowajcie się w swoim mieście jak turyści. Wychodźcie codziennie z domu, odwiedźcie najbardziej turystyczne miejsca, kilka nieznanych wam knajp, pójdźcie na łyżwy pod chmurką lub nocą do wielkiego parku. Przestańcie na chwilę myśleć o problemach i obowiązkach. Nie przejmujcie się tym, że okna są brudne, naczynia niepozmywane a pranie niepuszczone. Pozwólcie sobie odetchnąć i oczyścić umysł.
Czasem wystarczy nawet wspólne wypicie piwa w swoim garażu, podjadając draże czekoladowe.
utworzone przez WolnoWolniej.pl | sty 6, 2017 | żyć lepiej
Niby filmy, w których (zawsze) dobro zwycięża są słabe, przereklamowane, i takie typowe. Ale lubimy je! Potrzebujemy wzruszeń w zaciszu swojego domu, oczyszczenia się, wiary, że jeszcze może być dobrze, że ten świat wcale nie jest taki zły. I takim filmem jest Wyścig marzeń.
Choć nie jestem zwolenniczką filmów robionych na stare, to jednak urzekł mnie od granic.
Fabuła
Film jest niesamowicie wzruszający. Opowiada historię trenera koni (Kurt Russell) i jego nastoletniej córki (Dakota Fanning), którzy przygarniają rannego w wyścigu konia – Sonya’ę. Postanawiają przywrócić ją do zdrowia i uleczyć jej złamaną nogę. Dla ojca koń jest inwestycją. Planuje pokryć klacz ogierem, aby móc sprzedać rasowe, rokujące źrebaki, a tym samym utrzymać siebie, rodzinę i resztkę ziemi. Dla córki natomiast, Sonya jest… członkiem rodziny? Jest ukochanym zwierzęciem, bez którego nie wyobraża sobie życia. W pewnym momencie ojciec sprzedaje konia. Ale nie mogło zabraknąć sabotażu, świni, która bez mrugnięcia okiem będzie chciała zniszczyć wszyskich.
Ojciec zrozumiawszy swój błąd, odkupuje konia. Zrzeka się swoich praw do klaczy i od tego momentu nastoletnia dziewczynka jest jego właścicielem. Pełna wiary i nadziei w klacz, postanawia wystawić ją w prestiżowym wyścigu.
Ten film ma w sobie wiele wątków. W jednym widzimy jak mała dziewczynka spełnia swoje marzenia. Jest właścicielką konia, zgłasza go na konkurs, ma swoich stajennych, którzy pomagają jej w przygotowaniu konia do turnieju. Pokazana jest wielka miłość dziewczynki do zwierzęcia. Wspaniale się ogląda jak rodzic daje dziecku szansę spełnić swoje marzenia, pomaga mu, choć nie ingeruje.
Równolegle widzimy dramat ojca. Jako osoba dorosła, odpowiedzialna za rodzinę jest rozdarty. Koń kosztuje, wpisowe na turniej są horendalne! Nie bardzo wierzy, że to wszystko się uda, że kontuzjowany koń – klacz – da radę wygrać wyścig. Wspierany na duchu przez swojego ojca i żonę – daje szansę córce spełnić marzenie.





Wyścig marzeń jest nieziemsko wzruszający! Wspaniale ogląda się miłość dziewczynki do zwierzęcia i rodzica do dziecka. Jak czyjeś marzenie potrafi na nowo scalić rodzinę. Tylko oglądając ten film robi się przykro z jednego powodu – żałuje się, że dziś ludzie nie potrafią tak sobie pomagać. Nie są w stanie poświęcić człowiekowi kilku minut na wysłuchanie go. I przykro patrzy się na to, jak ludzie na stanowisku, nie koniecznie na poziomie, nie potrafią zobaczyć w człowieku człowieka. Jak to jest, że wraz ze wzrostem posiadanych pieniędzy, spada szacunek do tych, dzięki którym te pieniądze się zyskało?
utworzone przez WolnoWolniej.pl | sty 5, 2017 | żyć lepiej
Coś za mną chodzi obejrzeliśmy bez wcześniejszego przeczytania o czym jest ten film. I muszę przyznać – dobrze zrobiliśmy. Ta niewiedza, nieznajomość metafory, która została użyta w fabule tworzyła całe napięcie. Ale do rzeczy!
Fabuła
Film oparty jest na klątwie, która przenosi się przez sex. Klątwą jest tajemniczą postacią, która spokojnym krokiem porusza się za bohaterem. Po odbyciu stosunku pojawia się znikąd i spokojnym krokiem zbliża się do bohatera, aby w końcu go zabić. Jedynym wyjściem pozbycia się tego czegoś, tego, co za tobą chodzi – jest przekazanie klątwy drugiej osobie. Jednak tajemniczej postaci nie można się pozbyć na zawsze. Jeśli obdarowana klątwą osoba zginie – klątwa wraca do poprzednika. Powoduje to, że już nigdy nie przestaniesz oglądać się za siebie.
Co ciekawe, klątwa jest niewidoczna dla innych osób. Widzi ją tylko jej ofiara.
Klątwa nie bez powodu przenosi się przez stosunek. Ta zagrywka ma na celu pokazanie, że wstrzemięźliwość, wierność mogą uchronić cię od czegoś złego. Natomiast osoby, które są rozwiązłe, śpią z kim popadnie, dają się ponieść chwili, są nierozważne – same zsyłają na siebie nieszczęście, a nawet śmierć. Tylko skąd bohaterowie filmu mają o tym wiedzieć?
W Coś za mną chodzi nie bez powodu głównymi bohaterami są nastolatkowie. Rodzice, nauczyciele ignorują temat sexu pozostawiając dzieci same sobie. Wszystko co one wiedzą o seksie jest wynikiem ich doświadczenia i działania po omacku. Stąd właśnie w filmie ukazanych jest tyle absurdalnych zachowań.







Nie powiem Ci kim lub czym jest wspomniana przez mnie klątwa. Jeśli Ci to zdradzę, film przestanie tak bardzo trzymać w napięciu, ciekawić. Dlatego obejrzyj film, a jeśli się nie domyślisz o co chodzi – wygoogluj. A wszystko stanie się jasne!
utworzone przez WolnoWolniej.pl | sty 4, 2017 | żyć lepiej
Ostatnimi czasy w kontekście nastolatków coraz częściej słyszę: Boże, ci chłopcy chodzą w tych rurkach, z torebką! Gdzie ci mężczyźni? Na kogo oni wyrosną?! A dziewczyny? Coraz bardziej… – męskie!

Gdzie ci mężczyźni?
Ostatnio trafiłam na bardzo ciekawy przypadek kryzysu małżeńskiego. Związek kilkuletni, z rocznym owocem miłości. Wszystko było fajnie, aż do pojawienia się dziecka. Nagle mąż zaczął odcinać się od żony, przesiadywać coraz więcej przed komputerem i… stało się najgorsze! Odnowił relacje z byłą dziewczyną. Zaczął z nią flirtować! Tak! Wszystko przez ten nieszczęsny fejs!
Drań jeden! – pewnie sobie myślisz. – Małżeństwo rzecz święta, nie powinien, ma żonę do cholery! Powinien zająć się nią i dzieckiem, a nie jakąś… flądrą!
Gdzie te kobiety?
Kobieta z tego przypadku określała swojego męża słowami: on nie umie, nie potrafi DOBRZE wykąpać dziecka, nie potrafi DOBRZE go przewinąć. Wszystko muszę po nim poprawiać! Jest strasznym leniem – wszystko za niego muszę robić. Muszę mówić mu co ma robić, bo żadnej inicjatywy nie wykazuje!

Gdzie schowałaś męża jaja?
W dzisiejszych czasach kobiety mają dostęp do praktycznie wszystkiego. Jeśli tylko jakaś kobieta chce, choćby z youtube’a może nauczyć się układania kafelków w łazience, zmiany koła w samochodzie i poprowadzenia kabli w ścianie. Jeśli tylko chce to MOŻE. Ale… po co?
Fajnie jest umieć i być niezależną, zaradną kobietą. Dobrze jest gdy wiesz jak poradzić sobie w danej sytuacji. Ale czy to znaczy, że wszystko musisz robić sama, za niego?
Nie wychowuj lenia!
Kobiety przejmując inicjatywę, udowadniając światu jakie są wspaniałe troszkę się zagalopowały. Zapomniały jak to było kiedyś, odwracając damsko-męskie role o 180 stopni. Kobiety zakasały rękawy i zaczęły wszystko robić same, choć nikt od nich tego nie wymaga! A teraz wielki żal i pretensja, bo wychowała sobie męża lenia.
Nie trzeba być facetem by mieć dość.
Wyobraź sobie, że Twój mąż wszystko po Tobie musi poprawiać. Umyłaś samochód – ale źle! Pomalowałaś ściany – źle! Są zacieki! Co w końcu robisz? W konsekwencji przestajesz wychodzić z inicjatywą pomocy bo i tak zrobisz coś źle. Więc po co robić? Po co słuchać, że znów coś schrzaniłaś?
Nikt nie lubi gdy mu się zrzędzi nad uchem – i to dzień, w dzień po kilka razy. Gdyby Dawid ciągle mnie krytykował, rozkazywał mi zamiast prosił o coś – pewnie też szukałabym uwagi gdzieś indziej. Szukała bym kontaktu z kimś, kto będzie mnie podziwiał, szanował. Kto zobaczy we mnie kobietę, a nie zrób-to-tamto-źle.

Oddaj mężowi jaja!
Tak jak kobieta lubi czuć się kobietą, tak mężczyzna lubi czuć się męski w oczach żony. Każdy chce być w jakimś stopniu nieoceniony w oczach drugiego. Chce być wyjątkowy, potrzebny.
Jeśli nie chcesz by mąż szukał podziwu u innej kobiety – pochwal go czasem. Powiedz mu komplement, pokaż mu, że jest Ci z nim dobrze, doceniasz go, jego pomoc.
Nikt nie jest mistrzem za pierwszym razem. Więc jeśli Twój maż źle wykąpał dziecko, źle zapiął pieluszkę, a na zakupach pomylił brzoskwinię z nektarynką – nie wrzeszcz na niego i nie krytykuj go. To i tak nic nie zmieni. Daj mu cmoka i podziękuj za pomoc. Przecież chciał dobrze. I to się liczy.

utworzone przez WolnoWolniej.pl | sty 3, 2017 | żyć lepiej
Nie lubię filmów kostiumowych, ani tych odwołujących się do historii. Ale w tym filmie, Służące, The Help, gra Emma Stone. Kiedy zobaczyłam ją w obsadzie – wiedziałam że to będzie dobry film!
Uwielbiam styl grania Emmy Stone. Ma charakter łobuziary, jest zadziorna, nonszalancka, a przy tym wszystko co robi jest robione w dobrej wierze. I tak też było w tym filmie.
Akcja filmu toczy się w czasach, kiedy w Ameryce panował silny podział rasowy. Białe kobiety zostały ukazane jako te, których szczytem ambicji było wyjście za mąż, prowadzenie domu, spotykanie się na herbatkach, na przyjęciach i… rodzenie dzieci. Dzieci – które później wychowywane były przez kolorową służącą. Mimo pogardy matek do ciemnoskórych pań, ich dzieci często były emocjonalnie silniej związane ze służbą niż własnym rodzicem.
I tu wkracza Emma Stone!
Emma Stone, jako Eugenia “Skeeter” Phelan, wyjechała na studia dziennikarskie. Kiedy po ukończeniu studiów wróciła do rodzinnego domu, nie rozumiała jak te dorosłe już dzieci mogą w tak okropny sposób traktować służbę, która ich przecież wychowała! Buntowała się przeciwko wywyższaniu się białych, traktowaniu kolorowych jak ludzi gorszego gatunku.
Eugenia postanowiła z tym walczyć! Postanowiła wydać książkę, opisującą życie służących od kuchni. W tym celu musiała zebrać grupę kobiet, które odważyły by się mówić. W czasach, kiedy zabroniony był kontakt między rasami, uzyskanie tylu wywiadów obnażających hipokryzję i próżność białych było zwyczajnie niemożliwe.
Powiem Ci, że film jest niesamowity!
W jednej chwili masz ochotę płakać. Nie rozumiesz jak takie coś mogło mieć w ogóle miejsce? Jak można było tak potraktować człowieka, i wpaść na tak kretyńskie pomysły pogłębiające podział rasowy? A za chwilę śmiejesz się z zemsty jaką potrafiła wymierzyć służba! Mistrzostwo!







Aby obejrzeć ten film, potrzebny jest nastrój. Tematyka jaka jest w nim poruszana jest naprawdę trudna. Mimo wielu zabawnych scen, pozytywnego przekazu jaki w rezultacie płynie z filmu, nie czyni z niego komedii.
Służące to film, który zdecydowanie powinno oglądać się w skupieniu, spod kocyka.
utworzone przez WolnoWolniej.pl | sty 2, 2017 | żyć lepiej
Kiedy jesteś zakochaną nastolatką – możesz więcej. Możesz na maxa słuchać piosenek o miłości, wzdychać do zdjęcia ukochanego i uśmiechać się jak wariat do telefonu pisząc do niego sms. Możesz chodzić po domu z wielkim rogalem na buzi i nic nikomu do tego. Jesteś szczęśliwa! Możesz skakać ze szczęścia, może rozpierać Cię szczenięca miłości bo wolno Ci! Bo jesteś dzieckiem, bo pierwsza miłość, bo to taki wiek. A co jak jesteś dorosła? Ok, co jak masz +25 lat? A co jak masz +50? Czy dorośli mogą pokazywać jak bardzo są szczęśliwi? W związku?
Ostatnio ktoś nam zarzucił, że jesteśmy dziecinni. Pomyślałam sobie: Cholera, piszemy o relacjach damsko-męskich, o związkach, o tym, że można mieć nie udany, a szczęśliwy związek! Więc chyba dobrze to robimy, nie? Miłość przecież jest dziecięca.
Co się stało z dorosłymi?
Zauważyłaś, że strasznie wielu tych “dorosłych dorosłych” jest strasznie poważna? Nic nie wypada, nic nie wolno, bo co ludzie pomyślą?! Bo gdzie Twoja dojrzałość? Niby potrafią mieć te jakieś swoje związki, ale są w nich strasznie zachowawczy, poprawni! Idąc ulicą nie pozwalają sobie na szaleństwo, na poniesienie się chwili, na głośny śmiech. Dlaczego?! Dlaczego to nie wypada? Czy z wiekiem tracimy przywilej do okazywania radości, szczęścia, do dzielenia się pozytywnymi emocjami?
Czy wiesz, że kiedyś, nie można było uśmiechać się do zdjęć? Osoba, która się uśmiechała była brana za wariata!
Bombarduję uśmiechem!
Któregoś razu w moje ręce trafiła książka Pan Ibrahim i kwiaty koranu. Do dziś pamiętam ten szok głównego bohatera, jego niedowierzanie, fascynację jak wiele spraw można załatwić uśmiechem. Jak inaczej ludzie Cię traktują, gdy jesteś uśmiechnięty.
/po kliknięciu w link zostaniesz przekierowana na stronę z wspomnianym cytatem: Pan Ibrahim i kwiaty koranu/
Po przeczytaniu tej książki, zaczęłam stosować metodę chłopca. Z pesymistki zmieniłam się w niepoprawną optymistkę. Kiedy wylewając złość, żaląc się koleżance, usłyszałam:
– Asia, serio, olej to… . Nie przejmuj się. Nie masz większych problemów?
– Nie mam! – powiedziałam.
Cholera no nie mam problemów. Nie mam czegoś, co niesamowicie spędzało by mi sen z powiek. Pewnie, mam kredyt do spłacenia, muszę płacić rachunki a milionów monet nie zarabiamy. Może nie stać nas na wożenie się Bentleyem w korkach po mieście. Ale to nie jest dla nas ważne. My mamy inne priorytety, mniej przyziemne (?)
Jesteśmy parą, która jest szalenie nastawiona na siebie, na związek, na to by było dobrze. Bardzo doceniamy to, że jesteśmy. Że jesteśmy przy sobie, że się kochamy, że mamy dach nad głową i możemy wtulać się w siebie i w swoich ramionach szukać ukojenia nerwów. Skoro to jest dla nas ważne i skoro mamy to – dlaczego mamy tego nie pokazywać? Czemu mamy nie zarażać radością? Nie pokazywać, że związek wcale nie musi przechodzić kryzysów? To naprawdę jest takie dziwne, że aż infantylne? Bycie szczęśliwym jest dziecinne?
No litości! Codziennie wracamy do tego samego mieszkania, codziennie gotujemy obiad, i codziennie wstajemy z łóżka i kładziemy się do niego spać. Czy nasze życie ma być szarą rutyną? Codziennie, dzień w dzień mamy wykonywać te same czynności bez uśmiechu? Bez szaleństwa? Całe życie mamy przeżyć z ą i ę bez puszczania do siebie oczka i bajerowania się jak te 11 lat temu gdy się poznaliśmy? Niby dlaczego okres zakochania ma trwać książkowe 2 lata?

Stary człowiek i miłość
Kiedyś widziałam parę staruszków. Było lato. On był ubrany w niezwykle elegancki, brązowy garnitur, a ona w zwiewną, błękitną sukienkę w kwiatki. Przechodzili przez drzwi. Myk był taki, że po przekroczeniu kroku podłoga była niżej, niż ta przed wejściem.
– Uważaj na stopień – powiedziała do niego trzymając go pod ramię.
I wtedy mężczyzna zrobił coś, co mnie zauroczyło! Zrobił teatralnie wielki krok, podnosząc swoje długie, chude nogi. A ona? Ona zaczęła się chichotać zasłaniając usta dłonią “łamiąc” się w pół ze śmiechu.
– Oj uspokój się Staruszku, bądź poważny – zwracała mu uwagę wciąż jednak śmiejąc się.
Zakochałam się w nich bez pamięci! W tych staruszkach było widać dzieci. Później jeszcze widziałam ich raz na mieście, latem – w tej samej sukience, w tym samym garniturze trzymających się za ręce.
Czy to nie jest piękna miłość? Czy to nie jest wspaniałe dawać sobie radość? Będziesz dbać o to co powiedzą inni kosztem swojego szczęścia? Kosztem tej radości jaką daje Ci facet?
Moja mama zawsze powtarzała: wszystko można powiedzieć na dwa sposoby. Czy lepiej by było gdyby mężczyzna odburkną jej: przecież nie jestem ślepy, nie rób ze mnie niedołęgi. Nie byłoby! Więc czemu nie mówić do siebie słowami radości?
Jeśli masz możliwość odpowiedzieć komuś w sposób miły, wywołując uśmiech czy śmiech, nie zrobisz tego? W życiu przecież nie chodzi o to by sobie utrudniać i dołować się. Skoro mamy jedno życie po co tracić je na humorach, konfliktach, zgrzytach czy robieniu sobie przykrości? Co to za miłość? Dorosłość znaczy, że mamy być ciągle poważni?
Bycie szczęśliwym nie odbiera Ci wartości. To, że jesteś osobą, która pokazuje emocje, która jest szczęśliwa nie znaczy, że jesteś próżna, dziecinna, niepoważna! Że brak Ci jakichkolwiek kompetencji w tym co robisz. To wręcz śmieszne oceniać kogoś negatywnie przez emocje jakie w nim są, a nie, chociażby, przez podjęte decyzje czy konsekwencje ich działań.
Wiesz co to znaczy, że jesteś szczęśliwa? Że jest Ci zajebiście! I tylko tyle! Nic nikomu do tego! Żyjesz dla siebie, dla swojego faceta, dla dzieci jeśli je masz. Po 8h w pracy wracasz do swojego domu, w którym powinnaś być szczęśliwa, w którym powinnaś odpoczywać, oddychać z ulgą. Ma być Ci z tego powodu źle? Gdzie masz być szczęśliwa jeśli właśnie nie w swoim domu, jeśli nie przy osobach, które kochasz? Które kochają Ciebie?
Zdecydowanie wolę być dziecinna w swojej miłości niż pilnować się na każdym kroku czy wypada mi okazać radość. Ja wolę być wolna, a Ty?
utworzone przez WolnoWolniej.pl | sty 1, 2017 | żyć lepiej
Zawsze słyszałam: w związku jest się jednością, jest się połówkami tego samego jabłka, które tak idealnie do siebie pasują. Wmawiano mi, że udany związek to taki, w którym podziela się pasje, ma się takie same lub podobne zainteresowania, podobny charakter i usposobienie.
Kurcze, wiesz co? Chyba powinniśmy się rozstać z Dawidem. Nic nas nie łączy!

Któregoś razu zadaliśmy sobie to jakże ważne pytanie: co mamy wspólnego? Co razem lubimy? Jakie mamy wspólne pasje i zainteresowania. Znaleźliśmy 3 z czego pamiętam tylko 1: oboje wolimy Tygryska od Kubusia Puchatka. Słabo jak na wspólne życie.
Wyobraź sobie, że Dawid jest duszą towarzystwa, a ja raczej trzymam się na uboczu. Dawid lubi głośną muzykę, lubi muzykę, od której mi uszy więdną! A ja lubię ciszę i spokój. Dawid lubi koszykówkę, siatkówkę, ruch – ja wolę książkę i gry planszowe. No i Dawid umie pływać, a ja – nie.
Ja, w przeciwieństwie do niego nie znam się też na samochodach. Nigdy nawet nie myłam samochodu na myjni – nie mam pojęcia jak to się robi. Ale za to, w przeciwieństwie do Dawida kocham czytać i oglądać kryminały! Uwielbiam horrory i komedie romantyczne. Oglądając serial Kości potrafię popłakać się ze wzruszenia. Dawid wtedy patrzy na mnie jak na idiotkę.

Skoro w związku jest się jednością, trzeba mieć te same pasje i zainteresowania, te same poglądy (!) – to jak cholera nam się udało stworzyć tak dobry związek?!
Ano powiem Ci jak!
My się strasznie dużo śmiejemy i wygłupiamy. Nasz związek to ciągłe przekonywanie się do czegoś. Ale nie takie agresywne przekonywanie! Tłumaczymy sobie, mówimy czemu tak, czemu wolimy to od tego, dlaczego wg nas to jest lepsze. Wiesz jaki mieliśmy problem z wyborem płytek do łazienki?! Totalnie różne gusta i różne wizje sprawiły, że chyba przez 3 tygodnie jeździliśmy za nimi po sklepach. A panele? Boże uchowaj!
Albo to, ostatnimi czasy Dawid strasznie się jara czerwoną lodówką. Ja sobie tego nie wyobrażam. No po prostu nie!
Jesteśmy tak różni, tak różne mamy spojrzenie na WSZYSTKO, że zwyczajnie bardzo, bardzo dużo się śmiejemy i dajemy sobie mnóstwo radości.

Jasne, fajnie jest mieć wspólne pasje, RAZEM robić różne rzeczy. Ale w związku jest coś innego ważne: wspólne wartości, priorytety. I wspólna radość z bycia przy sobie. Ważne jest to jak się traktujemy i kim dla siebie jesteśmy. To wspólny szacunek do siebie, troska i zrozumienie. To ufanie wyborom drugiego i unikanie kompromisów.
Jeśli oboje będą kochać książki, jazdę na rowerze i filmy Tarantino, ale jedno będzie pragnęło dziecka, a drugie nie chce o dziecku słyszeć – bo kariera – ten związek nie będzie szczęśliwy. Gdzieś tam w sercu jednego będzie żal, niedosyt, niezaspokojone pragnienie. Drugie natomiast, będzie czuło presję i rosnącą niechęć. – I co im przyszło ze wspólnych pasji?
Fajnie jest robić jakieś rzeczy RAZEM, ale nie musisz się zmuszać do zrozumienia jego pasji, a tym bardziej do polubienia jej. W związku nie powinnaś robić nic wbrew sobie. Jedyne co w związku masz – to masz być szczęśliwa! Macie razem być szczęśliwi! O!
I tego Wam życzymy w nowym roku! :) Dużo, dużo śmiechów, chichów i miłości <3
utworzone przez WolnoWolniej.pl | gru 31, 2016 | żyć lepiej
O co chodzi z tym „pożegnaniem starego roku”? Gdzie nie spojrzę tam „żegnam 2016 z…”. Po co te podsumowania? Nagle, na koniec roku ludzie zaczynają jakieś podsumowania co im się udało, co nie udało, co osiągnęli, a czego nie. Po co? Czyż nie lepiej powiedzieć: żegnaj 2016, witaj nowy, zajebisty roku 2017!? Bo taki właśnie będziesz! ZAJEBISTY!

Po co rozpamiętywać to co było, co się skończyło? Odniosłaś sukces w 2016? SUPER! Ale wiesz co? Przed Tobą jest 2017! I to na nim się skup! Nie czujesz satysfakcji z 2016? CHRZAŃ GO! Albo TO. Przed Tobą nowy rok! Nowe możliwości! Skup się na tym jak osiągnąć te cele, zamiast rozwodzić się nad porażkami. Zamiast myśleć nad tym, czego nie udało Ci się osiągnąć w tym roku, myśl nad tym co teraz Cię dopiero czeka!
Za chwilę mamy nowy rok proszę ja Ciebie. Nowe możliwości. Nową kartę. Puśćmy więc porażki w niepamięć i zacznijmy od początku! Mamy kolejne 365 dni na podbicie świata! Na odważenie się.
Kiedyś kończyłam rok z myślami: to zrobiłam źle, to mogłam lepiej. Nie jestem zadowolona z siebie bo mogłam zrobić coś inaczej, bardziej tak/srak/owak. Przed samą sobą bywało mi głupio na myśl jak ja się zachowałam, ale idiotkę z siebie zrobiłam, nie powinnam tak robić. Dziś już tak nie myślę! Dziś myślę: Boże dobrze, że ten rok się kończy – to co było to było, minęło dawno i nieprawda. I obmyślam nowy plan!
Jeśli chodzi o ten 2017 to mam plan być zajebiście szczęśliwa. Chcę zdobyć nową wiedzę w totalnie obcej dla mnie dziedzinie. Chciałabym też nauczyć się fotografować z lekkością. Może faktycznie zacznę więcej się ruszać? ZOBACZYMY! Ale jedno wiem napewno – TEN ROK BĘDZIE LEPSZY OD POPRZEDNIEGO! Bo ja tak mówię i ja tak chcę! I taki sobie zrobię.
I do tego Cię gorąco zachęcam! Do zamknięcia przeszłości za sobą, porzucenia jej i zapomnienia o niej.

Także Kochana moja co robimy? Poprawiamy koronę i lecimy z tym koksem! Ten rok ma należeć do NAS!
utworzone przez WolnoWolniej.pl | gru 28, 2016 | żyć lepiej
Zawsze wmawiano mi, że aby coś docenić najpierw musimy to stracić. Lecz czy naprawdę muszę stracić telefon komórkowy, internet by docenić kontakt z ludźmi? No nie. Aby docenić dom, muszę go stracić? Boże uchowaj! Aby docenić męża teraz, mam…. wcześniej być z alkoholikiem, bokserem czy innym burakiem? O zgrozo! Nie jest dobrze!

W ciągu ostatnich lat, miałam przyjemność pracować w najróżniejszych firmach. Poznałam tam ludzi, którzy imponowali mi, motywowali mnie i wpływali na moje prywatne, niezawodowe ambicje, jak i tych, których było mi zwyczajnie szkoda – ludzi na stanowisku, nie koniecznie na poziomie.
Poznałam ludzi, którzy innych mieli za nic. Którzy mając możliwość dania ci umowy o pracę, umowy na czas nieokreślony, z miesiąca na miesiąc podsuwali umowę zlecenie. Z miesiąca na miesiąc – przez kilka lat!
Poznałam ludzi, którzy na każdym kroku pokazywali ci, jak mało znaczysz. Z każdym postawionym krokiem, z każdym podniesieniem nosa, z każdym ruchem ręki pokazywali ci kto tu rządzi – na pewno nie ty. Z uśmiechem na twarzy opowiadali co robili, gdzie byli, nie odbierając sobie przyjemności z upokorzenia cię czy umniejszenia ci. Pamiętam jak wchodząc do jednego z działów małej firmy, zawsze widziałam smutną dziewczynę. Mój dział by wspaniały! Do dziś wspominam tych ludzi z ciepłem na sercu. A ona, ta dziewczyna? Wiecznie ze spuszczoną głową, miną bez wyrazu. Popracowałam tam dłużej i zobaczyłam jaka jest jej przełożona – kobieta po 30-tce, starszy specjalista każący do siebie mówić „kierowniczka”. Chore.
Pracując w najróżniejszych firmach, z ludźmi na stanowiskach – nie koniecznie na poziomie – zaczęłam czuć do nich coraz większy żal. Część z nich nie miała żon czy mężów, gdy ja miałam wspaniałego chłopaka, jeszcze nie narzeczonego nawet. Część z nich wciąż jest sama – ja mam już wspaniałego męża.
Kiedy oni próbowali wywyższyć się, upokorzyć innych – uśmiechałam się do siebie myśląc: ja zaraz wrócę do domu, do męża, do psów, a ty do kogo wrócisz? My odpalimy razem komputer przeglądając meble do naszego wspólnego mieszkania, a ty? Co zrobisz po powrocie do pustego domu? Odpalisz comedy centeral? Zadzwonisz do kumpli by wpadli z piwem? I… pójdziesz sam spać?
Pracując w najróżniejszych firmach, z ludźmi na stanowisku – nie koniecznie na poziomie – zaczęłam czuć do nich coraz większy żal. Część z nich miała partnerów, część z nich nawet z nimi mieszkała! I choć zdawałam sobie sprawę z tego, że w pracy człowiek może być inny niż w domu – było mi tych ludzi żal. Co z tego, że w domu są wspaniali, mili, kochający, jak na co dzień zachowują się w tak podły sposób? Bez względu czy mściwy jest tylko w pracy – on jest mściwy! Taki ma charakter! Jaki trzeba mieć kompleks, kim być by tak traktować innych?!

Mówią, że trzeba coś stracić by to docenić. To nie jest prawda. Wystarczy zobaczyć, jak inni mają mało, jak bardzo są samotni, zakompleksieni, nieszczęśliwi, słabi i nieudolni – by docenić to, co ma się w domu.
Dobry człowiek jest dobry zawsze! Nie tylko w domu, nie tylko dla przyjaciół, nie tylko czasami i nie tylko prócz tych 8 godzin gdy jest w pracy.