Film Szkoła bez nazwy inspirowany jest prawdziwą historią. Sam w sobie opowiada o zmaganiach świeżo upieczonej nauczycielki z nową klasą. Jednakże, klasa jaką dostała składała się z dzieci bezdomnych, biednych, żyjących na ulicy. Szkoła powstałą w ramach rządowego programu, który istniał bardziej na papierze, niż w rzeczywistości. W rzeczywistości szkołę stanowił duży, zapuszczony pokój, w dużym zapuszczonym budynku, w którym przebywali biedni.
Młoda nauczycielka nie dała się i postanowiła z tego bagna zrobić prawdziwą szkołę!
Fabuła
Ten film niesamowicie mnie urzekł, bo poniekąd pokazuje moją filozofię życia. Wiesz jak to jest: czasem masz pod górę, a czasem i otaczasz się mega beznadziejnymi ludźmi. Masz ambicje, masz swoje wyobrażenie o życiu, ale ciągle coś jest nie tak. Nikt nie chce dać Ci szansy. Cholera, Ty chcesz, pragniesz, masz możliwości, pasje, wiedzę – ale nie – nikt Cię nie słucha. Mało tego! Podcina Ci skrzydła!
W końcu ogarnia Cię zwątpienie. Zaczynasz zastanawiać się, skąd w Twoim życiu tylu toksycznych ludzi?! Gdzie są Ci bezproblemowi, pozytywnie nastawieni do życia, dla których nie było by rzeczy niemożliwych? Gdzie ich szukać?
Wiesz, ja wychodzę z założenia, że nie ma co. Nie ma co zadawać się z ludźmi, którzy Cię ranią, który sprawiają Ci przykrość, którzy powodują w Tobie niechęć, zdenerwowanie, niepokój. Ale wychodzę też z założenia, że nie ma co na siłę szukać tych „dobrych” ludzi. Nienaiwnie wierzę, że oni sami się znajdą.
Ten film pokazuje, że warto być sobą. Warto być ambitnym, mieć swój świat i swoje wyobrażenie o świecie. Zawsze powtarzam, że całego świata nie zmienisz – ale możesz zmienić ten swój. Możesz zrobić to właśnie poprzez bycie sobą. Przez niepoddawanie się, gdy inni będą Cię dołować i rzucać Ci kłody pod nogi. Co z tego, że wszyscy będą mówić Ci, że coś jest bez sensu. Jeśli to coś daje radość Tobie – to nie jest bez sensu!
Film, podobnie jak życie, pokazuje, że ludzie boją się i nie lubią zmian. Do tego czego nie znają, podchodzą z bardzo dużym dystansem, a nawet i awersją. Ludzie potrzebują czasu by przekonać się, że to inne coś wcale nie jest złe i głupie. Ludzie potrzebują kogoś, kto pokaże im, że można inaczej – lepiej. Tylko trzeba być wytrwałym i przede wszystkim trzeba być sobą.
Jeśli będziemy sobą, będziemy tym, kim chcemy być, kto nam imponuje – przyciągniemy właśnie takich ludzi.
To nie jest proste – robić swoje mając ciągle pod górę i wiatr. Łatwiej jest poddać się, obrać inny kierunek, zaczynać pierdyliard razy od nowa. Ale, cholera, ile możemy zyskać robiąc swoje po swojemu! Możemy zyskać nie tylko pozytywnych ludzi w naszym życiu, ale i przyjaciół, szczęście i spełnienie marzeń.
I właśnie o tym jest ten film – o daniu szansy i zmienieniu czyjegoś życia na lepsze.
Jest niesamowicie wzruszający i pokrzepiający. To jest jeden z tych filmów, który jak odpalisz, to nie ma siły by się od niego oderwać. A co najlepsze – jest do obejrzenia na youtube za free! Gorąco Ci polecam!
Z komplementami jest ciekawa sprawa. Każdy lubi, kiedy się go docenia, poklepie po ramieniu i powie “GOOD JOB! o to chodziło!”, kiedy mówi mu się miłe rzeczy: ładnie wyglądasz, masz ładne oczy. Sęk w tym, że nie każdy umie przyjmować komplementy. Zazwyczaj peszymy się wtedy i mówimy “a daj spokój, głupoty gadasz! Gdzie tam, ja? Przestań”. Ale kiedy komplement pada z ust obcej nam osoby, mówimy wtedy grzecznie “dziękuję bardzo” i uśmiechamy się. Tylko ile razy zdarza się nam usłyszeć coś miłego od nieznajomego?
Komplementy robią dzień!
Wiesz co lubię? Czynnik ludzki. Nie znoszę pisać z firmami w tonie ą i ę. Uwielbiam natomiast luz. Przecież kiedy kończymy pracę, dalej jesteśmy ludźmi. Wszyscy chodzimy na piwo, ogniska i nikt do siebie nie mówi tonem niewzruszonym. Dlaczego więc jest tak w firmach?
Postanowiłam to przełamać i docenić ludzi w firmach. Bo tam, przecież, też pracują ludzie.
Za pierwszym razem napisałam do pracuj.pl chwaląc ich za (wtedy) najnowszą reklamę. W ogóle – genialne reklamy! Napisałam do nich coś w stylu: “genialna reklama, mega mnie bawi – piąteczka dla działu marketingu”. Odpisali mi, że piąteczka została przekazana dalej i bardzo się cieszą, że tak mi się spodobała.
Innym razem napisałam do GLS. Pochwaliłam ich pracownika, kuriera, który ma nasz region. Chłopak jest świetny! Za każdym razem dostaję od niego sms, że będzie między tą a tą godziną, a później dzwoni 10-15 minut przed przyjazdem czy jest ktoś w domu. Kiedy okazuje się, że akurat nikogo nie ma, bądź nie będzie – nie ma problemu, żeby dogadać się z nim na później/wcześniej. No świetny jest! Bardzo ułatwia organizację dnia.
Jeśli obserwujesz nasze InstaStories to wiesz, że w kontigo dostałam karteczkę z napisem “ładne oczy”. Cholera – no szalenie miło mi się zrobiło! Co prawda, w pierwszej chwili pomyślałam, że ekspedientka mnie podrywa, wszak to był mój pierwszy raz w tym sklepie, ale szybko dostałam od Was kilka wiadomości na instagramie, o tym jakie karteczki wy dostałyście. Nie obyło się od przybicia wirtualnej piątki firmie i wymianie kilku miłych słów.
NeoNail – od lakierów hybrydowych – także wyszło na przeciw klientowi. Składając zamówienie przez internet, dostajemy informację “Obecnie na czas dostawy składa się: czas realizacji do 48h oraz czas doręczenia przesyłki przez przewoźnika. Prosimy o wyrozumiałość, nam również zależy, by produkty NeoNail jak najszybciej trafiły w Państwa ręce i upiększyły Państwa dłonie :)” – no skradli mi serduszko! Niby zwykły mail, niby zwykła informacja o czasie realizacji zamówienia, a taka miła. Zwykły czynnik ludzki – zwykły uśmiech na końcu zdania, ba! – zwykły dwukropek i nawias, a ile potrafi sprawić człowiekowi radości.
I do tego właśnie Cię namawiam!
Do wyjścia na przeciw. Jeśli spodobała Ci się jakaś usługa, jeśli ktoś obsłużył Cię w bardzo miły sposób – daj feedback, jakąś informację zwrotną. Pochwal tego człowieka. Ba, pochwal go pracodawcy! Niech wie, że ma wartościowego i dobrego pracownika. Niech on nie będzie szarą masą na liście zatrudnionych. Pewnie zdajesz sobie sprawę z tego, że w wielu firmach nie liczy się człowiek, tylko zyski, procedury, rosnące słupki. Za te rosnące słupki i zyski odpowiada człowiek. Pracodawcy nie interesuje to ile wysiłku i czasu ktoś włożył w swoją pracę – jego interesuje zysk. Więc nie traktuj cholera wszystkich z góry, nie myśl “płacę to wymagam”, “to jego praca i on musi”. Nie musi. Kurier nie musi pisać do mnie “będę za 15 minut” a jednak pisze. Kontigo nie musi wrzucać mi karteczek z komplementami – a wrzuca.
Doceniajmy te małe promyczki dobroci w naszym życiu. Gderamy, narzekamy, że świat zły, że znieczulica. Ale czy sami przyczyniamy się do tego by było lepiej? Jeśli jesteśmy w stanie napisać skargę na ordynarną obsługę, bądźmy też w stanie napisać, że jest zajebista. Że świetna jest!
(teraz zabrzmi trochę wyniośle, ale pamiętaj) nieczynienie czegoś złego, nie znaczy, że czynimy coś dobrego. Nie przybijaj sobie piątki, bo dzisiaj nikogo nie uderzyłaś, nikomu nie ubliżyłaś – a mogłaś! Przybij sobie piątkę, że zrobiłaś komuś dzień. I duże ciastko z kawą Ci za to! I oby nie poszło w biodra.
Nim doszło u nas do zaręczyn, bardzo długo rozmawialiśmy o związku. O tym jak wyobrażamy sobie małżeństwo teraz i na starość, o tym, że nie chcemy rozwodu, więc decyzja o małżeństwie musi być naprawdę przemyślana. Pewnego razu leżąc koło siebie, poczuliśmy, że tak – jesteśmy na ten smród gotowi… .
Stary człowiek i małżeństwo
Wiecie, byłam dzisiaj u sąsiadki mojej babci odebrać klucze. Sąsiadka jest tuż przed 90-tką i ma starszego od siebie męża. Powiem Wam – nie wiedziałam co czuć i jak się zachować.
Kobiecie było bardzo ciężko psychicznie. Jest przygłucha, więc nie rozmawia z ludźmi przez telefon. Odkąd babcia wyjechała, sąsiadka jest sama i nie ma z kim porozmawiać. Jak to określiła “nie mam do kogo otworzyć ust”, dlatego widząc mnie, postanowiła wylać wszystkie swoje ciężary. Powiedziała:
Nie mam siły. Mąż leży całe dnie w łóżku, nie rusza się, muszę go umyć bo zrobił kupę. Nie wiem jak się za to zabrać. Nie mam siły. Niedawno spadł z wersalki. Próbowałam go podnieść, ale nie dałam rady. Od tamtej pory tak mnie boli kręgosłup… . Ledwo się poruszam. Mąż umiera, wie Pani? – powiedziała szeptem. Tak jakby mąż w drugim pokoju miał tego nie słyszeć. Ja ledwo to usłyszałam. – Jest mi tak cieżko psychicznie. Wczoraj syn nas odwiedził. Ale on ma swoje życie, swoją rodzinę – przecież nie będzie u nas codziennie by pomagać. A ja nie wiem co robić. Nie mam już siły. Tak mi brakuje pani babci. Zawsze mogłam się jej wygadać. Chociaż na chwilę oderwać się od tego. W domu jest taki bałagan – nie mam siły sprzątać. I mąż… .
Nie wiedziałam jak zareagować. Co powiedzieć kobiecie, która codziennie patrzy jak jej mąż umiera? Która codziennie myje go, podciera, wyciera, karmi, kocha, wspiera – choć sama jest wrakiem człowieka? Której serce pęka?
Boże, płakać się chce. To jest tak straszne.
Któregoś razu leżeliśmy z Dawidem na łóżku i powiedziałam do niego: – Wiesz co, gdybyś miał wypadek i od dziś miał byś jeździć na wózku – nie zostawiłabym Cię. – Ja Ciebie też nie – odpowiedział mi.
I wiecie co? Niedługo po tym zaręczyliśmy się. My wiemy, za dobrze wiemy, z czym wiąże się niepełnosprawność. Doskonale wiedzieliśmy co sobie mówimy.
Na naukach przedmałżeńskich słuchamy jak wychowywać dziecko, jak okazywać sobie miłość, czym się różni kobieta od mężczyzny, itd. To wszystko ma nas niby przygotować do małżeństwa. Ale nic tak Cię do niego nie przygotuje, nic tak nie wpłynie na Twoje myślenie o ślubie i małżeństwie i nie rozwieje Twoich wątpliwości co do ślubu jak to jedno pytanie – Czy byłabyś w stanie codziennie podcierać obsraną dupę swojego męża? Jak Ty byś się czuła, gdybyś codziennie musiała patrzeć, jak Twój mąż ściąga Ci pampersa, bierze miskę i myje Twój obsrany tyłek?
Tak właśnie wygląda miłość na starość – patrzenie jak codziennie tracisz tego swojego ukochanego męża, kawałek po kawałku i codzienne babranie się w jego odchodach. A później przed snem całujesz go. Bo Kochasz – najmocniej na świecie. I wciąż cieszysz się z każdego dnia, że jeszcze jest.
Powiem Wam, że małżeństwo jest fajne. Naprawdę jest fajne! Ale tylko wtedy, kiedy kochacie się tak mocno, na tyle mocno, by kochać się do ostatnich dni – wiedząc, jak te ostatnie dni będą wyglądać.
Moi rodzice dali mi wspaniały wzór małżeństwa. Pokazali mi, że MAŁŻEŃSTWO JEST FAJNE! Że w małżeństwie nie można myśleć o sobie, a trzeba myśleć o tej drugiej osobie i jej szczęściu. A jeśli oboje będziemy tak żyć – będziemy mieć najlepszy związek na świecie!
I wiesz co? Coś w tym jest!
Codzienne gesty miłości w naszym związku
Dawid wie, że ja nie znoszę wyjeżdżać samochodem tyłem. Za moimi plecami jest ruchliwa ulica i takie wychylanie się, cofanie się na czuja trochę mnie stresuje. Dlatego gdy Dawid parkuje samochód – zawsze parkuje go przodem do wyjazdu – by było mi łatwiej. I powiem Ci, że to jest szalenie miłe! Za każdym razem gdy widzę tak zaparkowane auto – uśmiecham się – bo mąż zrobił to dla mnie.
Kiedy randkowaliśmy i nawet teraz, jak już mieszkamy razem, Dawid zawsze do kluczy miał doczepioną smycz. Zawsze mnie to śmieszyło, bo zawsze z kieszeni wystawał mu czerwony sznurek. Przecież to wygląda tragicznie! Jak można tak chodzić?! – myślałam sobie. Aż pewnego razu Dawid zaczepił czerwoną smycz do moich kluczy od samochodu. Teraz ja wyglądam z nią tragicznie, ale przynajmniej łatwiej jest mi znaleźć kluczyki. Nie szukam ich po omacku po kurtce, tylko widzę jak ten nieszczęsny sznurek wystaje z kieszeni.
Takim szalenie dużym gestem miłości Dawida do mnie jest też to, że ja później od niego kładę się do łóżka. I nie było by w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że ja zawsze jestem zimna! Więc kiedy wskakuję do Dawida pod kołdrę, ten przytula mnie i ogrzewa szczękając zębami i zamieniając się w sopelek lodu.
Ale nie zawsze trzeba coś robić i poświęcać się, aby okazać miłość. Czasem wystarczy miłe słowo.
To może być luźno rzucona uwaga, która okazała się strzałem w dziesiątkę.
To może być sms: super, że ogarnęłaś salon! Teraz szybko pomaluję ściany i wracam do Ciebie.
To może być przytulenie i powiedzenie: ej, uśmiechnij się do mnie.
To może być całus na dobranoc.
Takie codzienne gesty miłości są szalenie ważne w życiu każdej pary! To one wywołują uśmiech na naszej twarzy i to one powodują, że nie możemy doczekać się powrotu do domu. I to dzięki tym zwykłym, codziennym gestom wiemy, jak dużo znaczymy dla tej drugiej osoby. Ale jest coś, co musisz wiedzieć o gestach miłości. Nie możesz ich oczekiwać. Nie możesz myśleć: jest moim mężem, więc należy mi się. On powinien tak mi zaparkować samochód, bo wie, że inaczej nie lubię, jest mi ciężko, itd. Codzienne gesty miłości dlatego są piękne, bo są bezinteresowne, są bez przymusu. Są robione po to, by wywołać nasz uśmiech. Powinnyśmy je doceniać, a nie ich wymagać.
Branża ślubna, jeśli chodzi o panny młode, jest bardzo specyficzna. Choć ślub jest radosnym wydarzeniem, to wiele panien młodych jest po prostu wredna! I choć powoli przyzwyczailiśmy się już do trampków zamiast szpilek, czy wianka nie będąc dziewicą, to jednak wspólne zamieszkanie przed ślubem wciąż zalewane jest falą jadu.
Na jednym z for internetowych znalazłam taką wypowiedź: “gdy sie mieszka razem przed ślubem według mnie ślub to tylko formalność i potem nic sie nie zmienia traci to urok”.
Pierwsze dni naszego wspólnego życia były ciężkie. Każde z nas miało swoje przyzwyczajenia, swoje rytuały, które teraz zaczęły kolidować ze sobą. Problemem okazała się też reorganizacja sypialni. Musiałam oddać Dawidowi część swojej (względnie) poukładanej przestrzeni, powydzielać miejsca, które były by tylko jego. To wydarzenie było dla nas mega dziwne. Byliśmy razem już z 8 lat i nie spodziewaliśmy się, że takie głupoty mogą wywołać u nas frustrację. A jednak! Zaliczyliśmy pierwszą sprzeczkę, która dała początek naszemu docieraniu się jeszcze przed ślubem.
Po półtora roku od wspólnego mieszkania, Dawid oświadczył mi się i wzięliśmy ślub cywilny. Na naszym ślubie nie było gości, nie było rodziców, mogliśmy więc całą ceremonię przeżyć. Nie stresowaliśmy się tym, co goście powiedzą na suknię, dekoracje itp. I gdy po ceremonii w USC wsiedliśmy do samochodu chcąc odwiedzić Kraków, już czuliśmy się inaczej. Czuliśmy się wspaniale! Jechaliśmy razem samochodem, trzymając się (czasami) za ręce, podziwiając nasze obrączki i mówiąc do siebie “mężu”, “żono”.
2 lutego minęło nam 5 miesięcy jak jesteśmy po ślubie i wciąż dzielimy ten sam pokój. Kiedy słyszę, że ślub po wspólnym zamieszkaniu nic nie zmienia – śmiać mi się chce. Zmienia się bardzo dużo!
Co się zmieniło po ślubie?
Rodzina
Przede wszystkim rodzina zaczęła nas inaczej postrzegać. W końcu, po 10 latach, staliśmy się prawdziwą parą. Przestali uznawać nasz związek za fanaberię, mówić, że to prowadzi donikąd. Przez to, że oni nam przestali truć głowy o ślub, my staliśmy się spokojniejsi, odszedł jeden punkt zapalny.
My
Staliśmy się dla siebie bardziej wyrozumiali, bardziej opiekuńczy. Gdzieś podświadomie przestaliśmy uznawać się za jednostki, a zaczęliśmy patrzeć na siebie jak na całość. Teraz bardziej zależy nam na tym, aby drugie było szczęśliwe – bo to jest mój mąż cholera. Chcę by mój mąż, mój – mąż, był szczęśliwy, by miał dobrze.
Mimo, że od zawsze wiedzieliśmy, że chcemy być razem i nie wyobrażamy sobie życia bez siebie, to jednak gdzieś był ten dystans, obawa, że druga osoba może sobie pójść tak ot. Przecież nie mamy ślubu – droga wolna – w każdej chwili możesz się wyprowadzić. Po ślubie już tak nie jest. Co by się nie działo – jesteśmy małżeństwem. Jesteśmy rodziną i o tą rodzinę trzeba się troszczyć i o nią trzeba dbać – o stosunki w niej i relacje. Nie ma już, że kłótnia – foch – nie odzywam się do ciebie. Po ślubie mój mąż stał mi się najbliższą osobą. Osobą, która w chwili, w której będzie trzeba podjąć decyzję: ryzykujemy i operujemy, czy nie? – tą decyzję podejmie.
Kiedy słyszę, że ślub nic nie zmienia zastanawiam się, czy mówi to osoba, dla której ślub to przyjęcie_marzenie, kaprys, czy dojrzała decyzja, która niesie ze sobą obowiązki? Wspaniale jest zamieszkać razem, wracać do domu, w którym ktoś wita Cię buziakiem i obiadem. Ale jeszcze milej jest wracać do domu, w którym czeka na Ciebie ktoś, kto przez 3 dni zbierał się do oświadczyn, kto przed rodziną, urzędniczką lub księdzem ślubował Ci, że Cię nie opuści choćby nie wiem co!
Kiedy ślub jest decyzją podjętą świadomie, kiedy czujemy się już dojrzali by wstąpić w związek małżeński – wtedy zmienia się wszystko. A tak naprawdę małżeństwo jest fajne dlatego, bo możecie przybić żółwika obrączkami :D My przybijamy, a co! I czujemy się wtedy super.
Od dziś przez cały dzień internet będzie zalewany postami, w których blogerzy w pozytywny sposób wypowiadają się o małżeństwie! Jeśli jesteście ciekawa innych wpisów, wpisz #małżeństwojestfajne i czytaj i komentuj :) Bo nie ma słodszego miodu na nasze serduszka jak Twój komentarz <3
Co za wzruszający film!!! W La la land gra moja ukochana Emma Stone i Ryan Gosling – napewno ich kojarzysz! Film zaczął się, o matko, tak tragicznie, ale później… – ach, cóż to był za film!
Z początku faktycznie – w filmie jest mnóstwo musicalu. Przez to, że kamera ciągle jest w ruchu nie ma scen przerywanych, tylko wszystko jest kręcone jednym ujęciem i bardzo ciężko było nam się skupić na oglądaniu i czytaniu napisów. Właściwie o czym był pierwszy teskt musucalu nie wiemy. Coś o nadziei. Tyle się działo na ekranie, że za bardzo człowiek skupiał się na uchwyceniu wszystkiego wzrokowo, by móc jeszcze skupiać się na słowach.
Jednak im dalej w las, im dłużej oglądało się film, tym musicalu samego w sobie było mniej, natomiast więcej było zwykłych dialogów i samej muzyki. I to na prawdę robi film! Ścieżka dźwiękowa przecudowna!
O czym opowiada film
Film opowiada o marzeniach. O tym jak ciężko jest osiągnąć to, o czym marzyło się w dzieciństwie. Ile odmów otrzymamy po drodze, ile krytyki, przykrości. Film jest o tym, że boimy się zaryzykować. Boimy się zrobić coś na swój koszt, zacząć samemu, tylko wolimy u kogoś. Brak nam w życiu bodźca.
Film jest o tym, że mając kogoś bliskiego, mając kogoś, kogo zawsze będziemy kochać, kto nas zawsze wspiera, motywuje, dodaje sił – możemy go stracić. I nie przez liczne kłótnie, różnice charakterów czy poglądów, ale przez realizację marzeń. Swoich marzeń.
W filmie Emma za namową Goslinga spełniła swoje marzenie. Ale także poznaje nowego mężczyznę, rodzi mu dziecko wciąż kochając tamtego. To było na prawdę bardzo smutne – spełnienie zawodowe, niby miłosne, a jednak gdzieś tam tęsknota za tą konkretną miłością.
Wiesz, to na prawdę niesamowite jak łatwo jest zatracić się w swoich marzeniach i swoich pasjach. Jak chęć spełnienia swojego marzenia potrafi oderwać nas od rzeczywistości i uczuć. Jesteśmy tak nastawieni na pewien cel, że już nic nie ma dla nas znaczenia. Nawet ta miłość co pchnęła nas w ramiona marzeń.
Szalenie zaskoczyło mnie to w tym filmie. Mieli telefony komórkowe, mogli mieć ze sobą kontakt – a jednak nie, jednak się poddali, ona ułożyła sobie życie inaczej. Dlaczego? Dlaczego nie podtrzymujemy tego co kochamy? Czemu rezygnujemy z ukochanej osoby dla marzeń, i zakochujemy się na nowo, w innej osobie? Chociaż nie wiem czy zakochujemy, czy po prostu układamy sobie życie na nowo. Czyż nie wspanialej jest dzielić spełnione marzenia z kimś, kto w nas uwierzył? Z kimś, komu zawdzięczamy odwagę spełnienia tych marzeń?
Och, to zakończenie zdecydowanie mogło być lepsze! Przez cały film widzimy zakochanych w sobie ludzi, którzy finalnie są tylko smutnym uśmiechem, wspomnieniem o tym co było, jak to się zaczęło.
Choć z początku uważałam, że ta rola Emmy totalnie do niej nie pasuje – makijaż ukrywający piegi, jakaś taka zbyt spokojna była ta postać, mało charakterna – to jednak później dostrzegłam w filmie Emmę. Ten zadarty nosek, szaleństwo, swobodę. To wspaniałe móc być sobą jakby nikt nie patrzył, nie oceniał, nie wyśmiewał.
Film z początku jest trudny do wysiedzenia, jest męczący. Nie jest to musical pokroju Mamma mia. Nie jest skoczny, a melancholijny. Ale jest też momentami wzruszający. I jest taki… – że patrzysz na tego swojego męża jak śpi obok i myślisz sobie jak dobrze, że jest blisko.
Muszę Ci powiedzieć, że szalenie długo nosiłam się z cyklem blogowe zaręczyny. Nim odważyłam się napisać do blogerów z moim pomysłem, minęły chyba 2 lub 3 miesiące! Ale odważyłam się. Pomyślałam – Raz kozie śmierć! Kocham romantyczne historie, historie wzruszające, szalone i pełne miłości, więc czemu ich tu nie opublikować? Miłość jest przecież fajna!
Pierwszą blogerką, która zgodziła się podzielić swoją historią jest Dagmara z bloga socjopatka.pl Ja Ci to mówię – ta dziewczyna podbije świat! A jej historia zaręczyn… wachlarz emocji!
Historia zaręczyn Socjopatki
Nasze zaręczyny miały miejsce 3 lata temu. To dawno i niedawno zarazem – jednak dzień ten pamiętam jak dziś. Wyobraź sobie mroźny, styczniowy wieczór i naprawdę nie przesadzam, mówiąc mroźny. Siedzisz sobie w domu, z ciepłą herbatką pod kocykiem i cieszysz się, że masz w domu centralne ogrzewanie.
Siedzę więc sobie tak i ja, i jestem pewna, że w tej pozycji spędzę cały ten wieczór, oczywiście razem z moim chłopakiem i nic nam nie przeszkodzi w celebrowaniu nicnierobienia.
Jakże się myliłam.
Ku mojemu zaskoczeniu, Bartek wstaje i oznajmia, że musi na chwilę wyjść, ale nie może powiedzieć gdzie. Takie rzeczy się u nas nie zdarzają. Ja już pełna obaw, czy wyszedł właśnie „…niby po chleb”. Jednak nie. Wrócił po godzinie… z szalonym pomysłem.
Otóż obok naszego mieszkania (obok to duże słowo, powiedzmy na długość jednego przystanku tramwajowego) była górka, na którą często wychodziliśmy z naszym psem na spacer. Szczególnie latem robiliśmy sobie dłuższe wypady, żeby Psiczka sobie pohasała z innymi psiakami. Zimą raczej nikt w tamten rejon się nie zapuszczał, chyba że w celu zjeżdżania na sankach.
No więc Bartek wymyślił, że w tę ciemnicę, zamieć i mróz – pójdziemy sobie na spacer właśnie tam.
I tu zaczęła się dość długa wymiana zdań.
Moje stanowisko było takie: nie ma mowy, nie zwariowałam, jest za zimno na takie wypady, poza tym łatwiej też zgubić psa w taką zamieć.
Bartek uparty, że koniecznie musimy tam iść, nawet na chwilę. Jego argumenty? Kiedy Psikuska była na górce? Wiesz, jak ona kocha tam biegać! Chociaż na chwile ją weźmy. Daj jej coś z życia.
Z moją miłością do zwierząt musiałam ulec. Dojechaliśmy tam samochodem i rozpoczęliśmy swój spacer po górce.
Psa oczywiście Bartek spuścił ze smyczy mimo moich usilnych próśb, aby tego nie robił, bo jeszcze ją zgubimy. Idziemy więc sobie, spacerujemy, mróz pizga niemiłosiernie, śnieżyca taka, że nic nie widać. Myślę: ja to mam szalonego chłopaka. Jutro będziemy leżeć w łóżku i umierać z gorączką.
Idziemy w stronę mostku, na którym jest tak ślisko, że można się przewrócić. Patrzę więc cały czas pod nogi i wydaje mi się, że w tej ciemności coś zauważam. Tak jakby znicze, ale niezapalone.
Idę i myślę sobie: na cholerę ktoś tu poustawiał znicze? Czyżby ktoś się rzucił z tego mostu? Po czym nagle Bartek coś bierze z ziemi (okazuje się, że to bukiet róż) chwyta mnie za rękę, zaczyna coś mówić, wyznawać miłość i klęka. Coś mówi, mówi, cały czas mówi, ale ja serio nie wiele z tego dzisiaj pamiętam. Zerkam na psa, a ona coś wącha i skacze wokół czegoś na moście. Słabo widzę w tej ciemności, ale zauważam, że to szampan i dwa kieliszki.
W tym momencie Bartek wyjmuje pierścionek i mi się oświadcza. Ja zaskoczona mówię oczywiście TAK, ale dodaję: że nie wyjmę ręki z rękawiczki w ten mróz. Patrząc jednak na zbitą minę mojego przyszłego męża – zdejmuje rękawiczkę. Niestety mróz taki, że nałożenie pierścionka graniczyło z cudem. Po kilku próbach – udało się. Jednak nie byłam w stanie zobaczyć i ocenić jak ten pierścionek wygląda. Zgodziłam się w ciemno.:D
Następny świetny pomysł mojego męża to: napijmy się szampana i zrzućmy kieliszki z mostu. W ten mróz? A jakże! Otwieramy szampana, pijemy kilka łyków, bo więcej się nie dało upić zamrożonej cieczy i rzucamy nimi. Ja oczywiście nie byłam do końca przekonana, bo jak okazałoby się, że ktoś będzie schodził i go zabijemy szkłem? Jednak Bartosz znów postawił na swoim.
Wiesz, jaka była najśmieszniejsza niespodzianka tego wieczoru? Na tym mrozie pod mostem czekał przez cały ten czas przyjaciel Bartka, który pilnował:
szampana i kieliszków
kwiatów
aby ludzie nie przechodzili, kiedy będziemy rzucać kieliszkami
i świeczek.
Tak, świeczek. Te znicze, które ledwo dostrzegłam to były świeczki, które miały być zapalone na nasze przyjście, ale co się okazało? Że w taki ziąb nie da się zapalić świeczek, bo zaraz gasną. Więc stały tam sobie niezapalone świeczki, imitując znicze i przerażając mnie zarazem.
Pierścionek zobaczyłam dopiero w samochodzie, na szczęście okazał się piękny, a w środku miał grawer, którego nikt by nie zrozumiał, bo jest tak mocno NASZ.
Wiesz, co w tym było jeszcze piękne? Że Bartkowi zależało, żeby nasza Psikuska była przy tych zaręczynach – i była! I za to go kocham. Jest zarazem niemożliwy, ale i wrażliwy na takie drobnostki jak ja. :)
Dziś patrzę na ten dzień z lekkim uśmiechem na twarzy, bo sama sytuacja była trochę patowa, ale przynajmniej możemy powiedzieć, że mieliśmy oryginalne zaręczyny! :D
Zastanawiałaś się kiedyś, skąd się biorą bóle miesiączkowe? Raz jest tak, że mimo okresu jesteśmy w stanie góry przenosić, a innym razem nie wstaniemy z łóżka, choćby kijem nas z niego wyganiali – bo boli, bo źle się czujemy. Każda z nas ma jakieś swoje sposoby na zmniejszenie bólu miesiączkowego, a ja postanowiłam zebrać je w całość!
Jeśli macie sprawdzony sposób na pozbycie się bólu miesiączkowego a ja go nie zapisałam – koniecznie piszcie w komentarzach! Pomóżmy sobie w tych dniach! :)
Z badań wynika, że osoby, które są narażone na duży stres mogą mieć dwa razy silniejsze bóle miesiączkowe. Bierze się to stąd, że w czasie stresu dochodzi do szybszego krążenia krwi, natomiast w czasie okresu – do skurczu mięśni, który w rezultacie utrudnia krwi przepływ, co my odczuwamy jako ból.
Ciekawostka: uważa się, że osoby wrażliwe, perfekcyjne, niestabilne emocjonalnie silniej odczuwają bóle miesiączkowe!
Domowe sposoby na zmniejszenie bólu miesiączkowego
Pij kawę!
Kofeina działa pobudzająco – o tym wszyscy wiedzą. Ale nie każdy wie, że w małej ilości kofeina ma właściwości rozkurczające! Działa uspokajająco, usypiająco, relaksująco. Podobne właściwości ma rumianek i mięta.
Ciepła kąpiel
Wysoka temperatura działa łagodząco na mięśnie, powodując ich rozkurcz. Dzięki kąpieli w ciepłej (nie gorącej!) wodzie, nasze mięśnie rozluźnią się, przynosząc nam ulgę.
Joga, masaż i ruch
Nie sprawdzałam tej metody, jednak wyczytałam, że joga, ćwiczenia rozciągające oraz 30-to minutowy spacer powodują rozluźnienie mięśni, a tym samym zmniejszenie bólu. Ćwicząc, ruszając się wydzielają się dodatkowo hormony szczęścia, które zmniejszają odczuwanie bólu.
Dieta
W czasie miesiączki powinno spożywać się ryby, ze względu na dużą zawartość kwasów omega 3, które łagodzą skurcze. Dobrze na nasze samopoczucie wpłyną także magnez, wapń i potas – tłumaczy to, dlaczego w czasie okresu sięgamy po czekoladę! ;) Znalazłam też informację, która mówi, że powinniśmy spożywać zielone szparagi czy świeżego ogórka, natomiast należy unikać ziemniaków, pomarańczowej dyni i smażonych potraw. Dlaczego? Nie mam pojęcia.
Uświadom faceta!
Padłam ze śmiechu gdy znalazłam… TO! Radek Kotarski w POLIMATACH opowiada o miesiączce – specjalnie dla panów :D Czy wiedziałaś, że są na świecie miejsca, w których miesiączka jest czynnikiem łagodzącym wyrok w popełnieniu przez kobietę morderstwa? Ha! Takie cuda.
Wyścig z czasem jest niesamowitym filmem! Wywarł na nas ogromne wrażenie. Jest tak nierealistyczny, a za razem tak dobrze oddaje relacje, to co jest w życiu ważne, że nie mogło go zabraknąć na naszym blogu! Nie bez znaczenia jest też fakt, że… w tym filmie gra 13-tka z dr. House! Dla mnie jest jedną z najpiękniejszych kobiet na świecie! Justin Timberlake i Amanda Seyfried. Nie poznałam jej!
Fabuła
W pierwszej chwili wydaje się, że jest to zwykły film, z tym, że ich walutą jest czas. Wydaje się, że porusza typowe tematy jak podział na klasy, biednych i bogatych. Ale nie jest tak do końca, ale do rzeczy! W filmie każdy nowonarodzony człowiek rodzi się z “zegarem” na ręce. Do osiągnięcia pełnoletności ich zegar stoi w miejscu. Jest to czas dla ich dzieciństwa, beztroski. W dniu 18 urodzin ich zegar zaczyna odliczać czas! Wraz z wyzerowaniem się licznika, człowiek przestaje żyć – jego czas się skończył i zwyczajnie człowiek się “wyłącza”.
W tym świecie przyszłości czas można kupić. Czas jest walutą – pracuje się za czas, płaci się czasem, np. za przejazd taksówką, jedzenie, czynsz.
Niesamowitą sceną jest jak 13-tce zostało 1,5h godziny życia, nie stać jej na bilet autobusowy a ma spotkać się z ukochanym! Miejsce spotkania jest oddalone o 2h życia. 13-tka zaczyna biec na spotkanie, już widzi swoją miłość (JUSTIN) i… jej zegar wyzerował się.
Ten film wywołał na mnie niesamowite wrażenie. Pokazuje jak niewiele mamy czasu! Bohaterowie filmu wiedzieli ile zostało im życia – my – nie wiemy. Wracając z pracy do domu, ze spaceru z psem, parząc kawę we własnym domu – nie wiemy tak naprawdę co się dzieje u naszych rodziców, czy z mężem jest wszystko ok, czy żyje, czy nie miał wypadku. Nikt nie zakłada, że stanie się coś złego, ale złe rzeczy się zdarzają. Nigdy bym nie przypuszczała, że pewnego dnia obudzę się jako jedynaczka… .
Wyścig z czasem dosłownie pokazuje nam jak ważny jest czas. Jak nie można go marnować na kłótnie, robienie sobie na złość, poróżnienia. Jak potrafią nas dzielić sekundy.