Ola Jaguś – ceramika, która ma duszę

Ola Jaguś – ceramika, która ma duszę

Olę poznałam przypadkowo. Wertując instagramowe konta, natknęłam się na zdjęcie filiżanki, tak bardzo różnej od tych, które możemy dostać w sklepach.
Nieregularne kształty, wzory nawiązujące do pierwotnej, dzikiej natury – od razu poczułam, że to mój człowiek!

Kiedy Ola opisuje swoje produkty, mówi, że są one dla tych, którzy lubią przedmioty z duszą. Jednak dla mnie jej wzory kryją w sobie coś więcej. Poprzez swoją formę skupiają wzrok, zatrzymują czas, pozwalają skupić się na chwili i przypominają nam, że piękno życia tkwi w niedoskonałości.

Poznajcie markę, która oczarowała mnie swoją naturalnością – pod każdym względem.

 

Ola Jaguś – wywiad z polską marką

Kim jest osoba tworząca markę? A może kim są?
Nazywam się Ola Jaguś, z wykształcenia jestem technikiem dentystycznym i przez jakieś 5-6 lat swojego życia zajmowałam się wykonywaniem ceramicznych… zębów. Jakiś rok temu postanowiłam totalnie przerzucić się na ceramiczne naczynia i tak powstała moja pracownia, w której od A do Z powstają moje kubki, talerze i miski.

Jak powstał pomysł na markę?
Moja poprzednia praca była bardzo stresująca, przestała przynosić mi satysfakcję. Zaczęłam mocno narzekać i zatruwać sobie głowę. Trafiłam na warsztaty ceramiczne, które miały być moją odskocznią i faktycznie tak było. Modelowanie w glinie okazało się być moją medytacją. Bardzo szybko okazało się, że znajomi chętnie widzieliby u siebie moje naczynia- zaczęłam je rozdawać, a później sprzedawać i tak to się zaczęło.

Jak powstała nazwa?
Na to pytanie chyba nie muszę odpowiadać  :) Na początku ceramika była moją pasją (nadal jest!) i nie miałam zamiaru z niej żyć. Pokazywałam swoje prace na prywatnym instagramie, który w pewnym momencie przerodził się w moją małą galerie prac- nazwa została. Lubię myśleć, że ktoś później mówi, że „kupiłam kubek u Oli” jak w zaprzyjaźnionym sklepiku.

Jaka jest idea marki?
W dzisiejszym świecie przytłacza mnie masowość. Wszystkiego jest strasznie dużo. Kupujemy nieroztropnie. Chciałabym, aby moje naczynia były wyjątkowe, unikatowe. Choć jest na nie spory popyt, nie zamierzam zakładać taśmy produkcyjnej. Staram się działać w duchu „slow”, nie gonić. Nie zawsze mi to wychodzi, ale zawsze mam to z tyłu głowy. Bardzo zależy mi na tym, aby mój mały biznes zostawiał jak najmniejszy ślad na naszej Planecie. Opakowania, wypełniacze, których używam są ekologiczne lub pochodzą „z drugiej ręki”. Znajomi gromadzą dla mnie kartony i folie, które mogę wykorzystać drugi raz. Sama nigdy nie kupiłam folii bąbelkowej.

Dla kogo jest produkt?
Moje naczynia są dla osób, które wierzą, że przedmioty mają duszę. Dla tych, których nie jara perfekcja, ale wyjątkowość. Dla osób, które kupując, chcą wspierać Twórcę. Wszyscy moi Klienci są świadomymi konsumentami i mega fajnymi ludźmi 🙂.

Plany na rozwój?
Póki co moją drogą rozwoju są nowe kształty, formy, poznawanie nowych mieszanek szkliw. Kamionka jest materiałem, który daje cały ocean możliwości, aż mam motyle w brzuchu, kiedy myślę co tam jeszcze mogę zrobić!

Z czego wykonane są Twoje produkty?
Moje kubki, miski i talerze powstają z gliny kamionkowej, w różnych odcieniach: od białych do ciemnych jak smoła. Do barwienia stosuje angoby, naturalne barwniki gliny oraz szkliwa, które lubię przepalać lub nie dopalać. Mieszam ze sobą szkliwa, które pozornie do siebie nie pasują. Kombinuję jak tylko mogę, bo w tym mam najwięcej frajdy. Oczywiście wiąże się to z wieloma porażkami, ale udany efekt cieszy o wiele bardziej.

Czy to Twoja jedyna praca?
Od czerwca ubiegłego roku pracownia jest moją jedyną pracą. Ceramika i prowadzenie własnego biznesu wymaga czasu. W przechodzeniu „na swoje” zawsze stosuje metodę „na zakładkę”, czyli kiedy już nie starcza Ci doby na nic, swój biznes zarabia na siebie i Ciebie- to jest ten moment, żeby skupić się na jednym. Bardzo ważne jest przeliczenie wszystkich kosztów, sprawdzenie czy ten biznes się opłaca. Nic na czuja.

Co Ciebie inspiruje?
Wiele osób mi pisze, że moje naczynia kojarzą im się z kulturą Łużycką i to jest dla mnie olbrzymi komplement! Atrakcyjne jest dla mnie to co pierwotne.  Lubię być blisko natury. Od zawsze ciągnęło mnie do wzornictwa inspirowanego sztuką Azteków.

Jak wygląda proces projektowania/tworzenia produktu?
Proces tworzenia naczyń jest czasochłonny. Najpierw modeluję ręcznie, to co sobie wymyśliłam, ale muszę pamiętać o tym, że formy będą mniejsze- ponieważ przy suszeniu glina się kurczy. Często też naczynia nieco deformują się w piecu, ale w pełni to akceptuję i lubię ich figlarność. Po wysuszeniu naczynia wypalam po raz pierwszy na tzw. Biskwit, następnie je szkliwię i  znowu lądują w piecu na około 16 h. W sumie w piecu spędzają jakieś 30 h.

Ile czasu mija od pomysłu do pojawienia się w sklepie?
Mam bardzo długą kolejkę pomysłów w szkicowniku, do tego trzeba doliczyć czas na nieudane próby. Bywa bardzo różnie. Czasami jak mnie natchnie to potrafię mój pomysł zrealizować w tydzień, a czasami muszą odczekać swoje i czekają nawet rok. A jak już pojawiają się w sklepie, to na szczęście znikają w 15 minut

Czy produkty są produkowane w Polsce?
Wszystkie naczynia powstają w mojej pracowni. Niektóre szkliwa pochodzą z rynków zagranicznych, ponieważ tak jak już wcześniej wspominałam zależy mi na oryginalności moich naczyń, do tego mam małego świra na punkcie szkliw i poszukuje gdzie tylko mogę! Wciąż rozglądam się za jakimś lokalnym dostawcom gliny dobrej jakości.

Jak byś opisała drogę, którą już masz za sobą?
Moja ceramiczna droga jest bardzo przyjemna, przywiodła do mnie wiele wartościowych Osób. Wiele się już nauczyłam na własnych błędach, wiele nauk przede mną, ale jak się lubi swoją prace, to te lekcje wcale nie są takie bolesne.

Co wyróżnia Twoje produkty od tych dostępnych na rynku? Dlaczego są wyjątkowe?
Akurat to z dumą mogę powiedzieć, że moje naczynia są naprawdę wyjątkowe, bo mocno eksperymentuję ze szkliwami i formami. Uwielbiam skrobać w angobach różne szlaczki czy motywy słońca, gór- i to jest bardzo charakterystyczne dla mnie 🙂

Zobacz inne wywiady!

Boonati – dziennik, który pozwala odnaleźć siebie

Boonati – dziennik, który pozwala odnaleźć siebie

Kilka tygodni temu miałam przyjemność przedstawić Wam mój nowy nabytek na ten i najbliższe lata – Dziennik uczuć od Boonati, a tak naprawdę od Natalii Gaweł.
Ten Dziennik to moje narzędzie w drodze do poznania siebie, do przyjrzenia się jak bardzo się zmieniam.

Niektórzy ludzie mówią „on się nigdy nie zmieni”. Ja zmiany we mnie widzę. A może bardziej powinnam powiedzieć – czuję? Bo czuję  jak bardzo zmieniłam się choćby na przestrzeni ostatniego roku. Dziennik uczuć ma pomóc mi teraz zobaczyć zmiany w różnych obszarach mojego życia na przestrzeni następnych lat.

Dziennik uczuć oczarował mnie tak bardzo, że chciałabym przedstawić Wam jego historię.

Dziennik uczuć od Boonati

 

Kim jest osoba tworząca markę?

Natalia Gaweł, w sieci znana jako boonati. „Bój się i rób” przyświecało mi przez ostatnie 4 lata mojego życia co sprawiło, że zrezygnowałam z szarego życia księgowej na rzecz realizowania swoich pasji. Jestem najlepszym przykładem na to, że nie ważne kim jesteś, ile masz lat i co robisz w życiu – zawsze możesz coś zacząć.

W 2019 roku wydałam Dziennik Uczuć stając się oficjalnie autorką. Jego egzemplarze śmigają już po całym świecie. Moje obrazy – mimo, że jestem amatorką i samoukiem – wiszą na ścianach u znajomych i klientek. To samo tyczy się plakatów z cytatami i ozdobnymi literami. Uczę kobiety dbania o siebie oraz daję im narzędzia do własnego hobby, bazując na własnych doświadczeniach.

Jak powstał pomysł na markę?

Z potrzeby zadbania o siebie, gdyż nie potrafiłam tego. Przez bardzo długi czas bardzo dbałam o potrzeby innych, totalnie nie myśląc o sobie. Można się domyśleć, że takie długotrwałe zachowanie nie wpłynęło zbyt pozytywnie na moją psychikę. Pomysł pamiętnika przyszedł do mnie z sieci. Miał być tylko dla mnie, ale zainteresowanie jego ideą przeszło najśmielsze oczekiwania, dlatego postanowiłam zadziałać na szerszą skalę. Z rozpędu zmiany życia, postanowiłam również zakupić brush peny oraz akwarele i zacząć robić coś co zawsze chciałam, ale nie robiłam bo nie potrafiłam. Czyli ozdobne pismo i malowanie.

Jak powstała nazwa?

Długo szukałam nazwy, nie skłamę jeśli powiem, że ponad pół roku. Nic mi się nie podobało. W końcu mój bliski kolega, zwrócił uwagę, że może “boonati”. Od book (bo Dziennik) oraz Nati… no wiadomo :) Każdy gdy słyszał tę nazwę, mówił, że jest miła. Więc zostało :)

 

Jaka jest idea marki?

Ruszenie do przodu. Zaczęcie. Zrobienie pierwszego kroku. Motywuję i inspiruję do działania, ale również do zatrzymania się i zastanowienia nad tym czy miejsce w którym obecnie jesteś, jest dla Ciebie dobre. Proponuję różne rozwiązania, podrzucam ciekawe teksty, który pozwolą się zatrzymać i zastanowić nad sobą. 

 

Dla kogo jest produkt?

Jeśli mówimy o Dzienniku Uczuć to tworzyłam go głównie dla kobiet. Jest nawet pisany w rodzaju żeńskim. Traktuję każdą osobę, która do mnie przychodzi jak przyjaciółkę. Wysłucham, pomogę i wesprę. To samo robi Dziennik. Jest przedłużeniem mojej pomocy i wsparcia na dłuższą metę. Natomiast jeśli chodzi o hobby jakim może być brush lettering, to oczywiście jak to każde hobby – tu nie ma ograniczeń :) Chodzi o wyciszenie się, pobycie chwile sam na sam z własnymi myślami, lub też o ich wyłączenie.

Plany na rozwój?

Bardzo bym chciała do marki wprowadzić elementy, które łączą się z odprężeniem i relaksem. Marzy mi się zestaw prezentowy w postaci Dziennika + świeczka + koc + kubek. Byłoby idealnie :)

Z czego wykonane są Wasze produkty?

Dziennik Uczuć jest bardzo polski. Do współpracy zaprosiłam tylko polskich wykonawców. Od ilustratorek, poprzez redaktorki a nawet drukarnię. Dziennik jest pakowany w bardzo ekologiczny sposób. Tekturowe pudełko, papierowa taśma i naklejki oraz chrupki rozpuszczalne w wodzie. Staram się używać jak najmniej plastiku. Świeczki, które są w fazach testu są sojowe. Nie dość, że palą się dłużej to dodatkowo nie wydzielają trujących substancji lotnych, a olejki eteryczne są tylko naturalne. Zero chemii.


Czy to Twoja jedyna praca?

Teraz już tak. Gdy zaczynałam zabawę byłam na działalności nierejestrowanej jednocześnie będąc na etacie. Po 7 miesiącach sprzedaż ruszyła tak, że musiałam założyć firmę. Po dwóch kolejnych miesiącach stwierdziłam, że etat sprawia, że moja firma się nie rozwinie, bo będę czuła się bezpieczenie z takim zabezpieczeniem finansowym. Skoczyłam więc na głęboką wodę i złożyłam wypowiedzenie. Skok bez poduszki finansowej był bardzo głupi. Więcej bym tego nie powtórzyła ;) Jednak mija już półtora roku odkąd mam firmę i mimo pandemii nadal trwam. 


Co Ciebie inspiruje?

Na początku drogi inspirowali mnie inni, którzy zaczynali od zera i byli w połowie drogi na szczyt. Miałam również cudowną mentorkę – moją byłą szefową księgową. Robiła mi pozytywne pranie mózgu bym w końcu w siebie uwierzyła, tak jak wierzą inni. Przepracowała ze mną bardzo dużo rzeczy, stąd ta odwaga do wystartowania. Potem wsiąkłam w instagram, gdzie otoczyło mnie grono cudownych kobiet, które są ze mną od początku, kolejne dochodzą, niektóre odchodzą, ale każda z nich daje mi jakąś lekcję i masę wsparcia. Kobieca solidarność jest wspaniała :)

Jak wygląda proces tworzenia produktu?

Dziennik Uczuć był moim najtrudniejszym życiowym projektem, któremu poświęciłam dwa lata swojego życia zanim go pierwszy raz trzymałam w rękach. Stworzenie pytań, znalezienie odpowiednich osób do współpracy, znalezienie drukarni, która zrobi wszystkie moje widzimisię, przeprowadzenie badań rynku. Parę razy chciałam zrezygnować. Na szczęście miałam cudowne osoby koło siebie, które mnie wspierały.

Potem doszedł zestaw do nauki brush letteringu. Powstał dzięki Kindze Janiak, która ze mną bardzo blisko współpracowała i uczyła mnie wszystkiego. Kolejna osoba, dzięki której jestem gdzie jestem, dała mi bardzo dużo psychicznego wsparcia. Na chwilę obecną zdobyłam już takie doświadczenie w pisaniu, że ludzie chcą uczyć się moich liter. Obecny zestaw jest już moim autorskim alfabetem :)

Maluję też obrazy. Kiedy dostaję zamówienie, to po prostu maluję to co zażyczy sobie klient. Jeśli tworzę po prostu na sprzedaż to wiele inspiracji czerpię z instagrama, youtube lub pinteresta. Wiele moich prac jest połączeniem wielu inspiracji.

 

Ile czasu mija od pomysłu do pojawienia się w sklepie?

W zależności od produktu. Dziennik powstawał dwa lata. Zestaw do nauki brush letteringu powstał w tydzień. Świece powstają w jeden dzień. Obrazy zazwyczaj parę godzin :)

 

Czy produkty powstają w Polsce?

Tak! Wszystko jest polskie. Wspieram tylko małe drobne firmy, nie przepadam za finansowymi gigantami.

 

Jak byś opisała drogę, którą masz już za sobą?

Jak wycieczkę na Mount Everest w klapkach. Gdzieś po drodze znajdując rzeczy, które bardziej przydadzą się do wspinaczki. Czy jest idealnie? Absolutnie nie! Ale mam swoje marzenie i cel. Żyję z tego co kocham robić. Każdemu życzę takiej rzeczy.

 

Co wyróżnia Twoje produkty od tych dostępnych na rynku?

Dziennik Uczuć mimo tego, że odkąd istnieje powstało mu trochę konkurencji, nadal jest wyjątkowy. Stworzyłam go na własnych zasadach w bardzo przemyślany sposób. Nie był to pamiętnik na 365 dni, pytań jest 315. Nie ma miesięcy w nim ani dni, są rozdziały. Kartki papieru są przyjemnie kremowe jak stara książka, nie jak notes do pisania. Okładka jest super przyjemna w dotyku a palce zostawiają ślady. Nie ma instrukcji obsługi, to użytkowniczka musi zadecydować jak chce go uzupełniać. To wszystko ma sprawić, że kobieta wyjdzie ze swojej strefy komfortu, zacznie myśleć inaczej, będzie odpuszczać, będzie odważniejsza.

www facebook instagram

Zobacz inne wywiady!

Pan Felicjan – miłość do tworzenia i do natury

Pan Felicjan – miłość do tworzenia i do natury

Nie macie wrażenia, że rok 2020 pomógł nam docenić rękodzieło i polskie marki?

Pierwszy kontakt z szydełkiem miałam za czasów przedszkolaka. Moja Świętej Pamięci Prababcia uczyła mnie dziergać na szydełku kwiatuszki. Niewiele z tego czasu już pamiętam, ale ilekroć widzę haft – przypomiinają mi się te chwile. 

Dlatego dziś z ogromną przyjemnością i sentymentem, przedstawiam Wam Pana Felicjana – polską markę, która powstała z miłości do tworzenia oraz do natury.

Pan Felicjan – wywiad z Polską marką


Kim jest osoba tworząca markę? A może kim są?

Na początek dziękuję za propozycję opowiedzenia o PanuFelicjanie :) Markę tworzę ja – Martyna i mój wierny druh i przyjaciel  – Felicjan.  Chociaż ma cztery łapy i do pracy raczej lewe, to stał się ulubieńcem moich klientów. Ja ukończyłam Akademię Sztuk Pięknych, ale postanowiłam, że nie zostanę artystką, zostałam rękodzielnikiem. To była dobra decyzja :)

Jak powstał pomysł na markę?
To historia, w której zdecydował przepadek. Miałam pomysł na markę tworzącą unikatowe….meble :D W Akademii skupiałam się głównie na rzeźbie i tam zapałałam miłością do piły, młotka i ciężkiego sprzętu. Poważnie, im więcej bałaganu i fizycznej pracy tym lepiej! Ale! No właśnie tu zaczęły się piętrzyć „ale”. Pojawiły się prozaiczne problemy. Nie byłam już studentką, która mogła wpaść do pracowni rzeźby. W mieszkaniu pracowni brak, sprzętu brak. Cały pomysł wiązał się z ogromnym nakładem finansowym, którego zdecydowanie nie miałam. Co miałam? Miałam maszynę do szycia kupioną w markecie i (nie będę skromna) talent artystyczny! Zaczęłam szyć, żeby odłożyć pieniądze na wymarzony biznes i nawet się nie spostrzegłam, kiedy szycie stało się wymarzonym biznesem. Okazało się, że nic więcej mi do szczęścia nie potrzebne :)

Jak powstała nazwa?
Felicjan to po prostu mój kot :)

Jaka jest idea marki?
Idea marki jest prosta. Ma dawać radość i promować szacunek dla zwierząt i środowiska.

Dla kogo jest produkt?
Dla ludzi, którzy doceniają rękodzieło, kochają zwierzęta i naturalne materiały. Oni na pewno znajdą u mnie coś dla siebie :)

Plany na rozwój?

Większość właścicieli firm powiedziałaby, że planem jest powiększanie firmy, ale ja tego nie chcę. Chcę, żeby została mała, ale z duszą i chcę skupiać się w niej na tym co jest moją pasją, na tworzeniu. Z pewnością planuję wprowadzać nowe produkty, tak się składa, że pracuję właśnie nad dwoma ;)

Z czego wykonane są Twoje produkty?
Staram się odpowiedzialnie wybierać materiały, z troską o środowisko i dobro zwierząt. Znajdziesz u mnie ukochany len, bawełnę i mój hit, czyli impregnowany papier! Uwielbiam go! Wygląda jak skóra, można go prać i prasować i nic mu nie grozi ;) Świetnie się sprawdził w roli portfeli.

Czy to Twoja jedyna praca?
PanFelicjan to moja jedyna praca. A przynajmniej tak było dopóki nie zostałam mamą, bo to już harówka na pełen etat :D Swoją działalność zaczęłam krótko po studiach, nigdy nie pracowałam na etacie. Tu podziękowania należą się mojemu mężowi, który nie zażądał natychmiastowych efektów w postaci gotówki i pozwolił mi się rozwijać ;)

Co Ciebie inspiruje?
Zarówno prywatnie jak i zawodowo inspiruje mnie natura. Gdybym mogła to zamieszkałabym w środku lasu i nigdy nie wracała do miasta! Może kiedyś ;)

Jak wygląda proces projektowania/tworzenia produktu?
Szczerze? Nie mam pojęcia jak powstaje nowy projekt :D To mi po prostu wpada do głowy, siadam przy stole i realizuję. Metodą prób i błędów aż produkt będzie gotowy.

Ile czasu mija od pomysłu do pojawienia się w sklepie?
Bardzo różnie! Czasem są to tygodnie, czasem miesiące, a mam i taki projekt nad którym pracuję już dwa lata ;) Mam nadzieję, że w nadchodzącym roku doczeka się premiery ;) Ten czas wynika z tego, że priorytetem są bieżące zamówienia i czasem nowe realizacje muszę odłożyć w oczekiwaniu na wolną chwilę.

Czy produkty są produkowane w Polsce?
W Polsce :) przez Polkę :) i kot też jest polski ;)

Jak byś opisała drogę, którą już masz za sobą?
Ucieszysz się, bo była powolna :) Wymagała wiele cierpliwości i wytrwałości, a na efekty długo trzeba było czekać. Ale mogłam sobie pozwolić na to, żeby podejść do tego ze spokojem. To oczywiście ciężka praca, zarówno na początku jak i teraz, ale warto! To wspaniałe uczucie robić to co się lubi.

Co wyróżnia Twoje produkty od tych dostępnych na rynku? Dlaczego są wyjątkowe?
Drugich takich nie ma, więc są wyjątkowe :) Lubię też myśleć, że klienci zdążyli trochę polubić mnie i Felicjana, a my zawsze staramy się traktować ich jak przyjaciół.

Zobacz inne wywiady!

Malikceramik – prostota, połączona z klasą

Malikceramik – prostota, połączona z klasą

Bycie sobą nie jest łatwe. A bycie sobą i tworzenie czegoś według swoich emocji a nie idąc z nurtem rynku – to już naprawdę ciężka droga – tym bardziej, jeśli wcześniej jedyne co mieliśmy, to marzenia bez praktycznego przygotowania.
I choć z jednej strony mogłoby się wydawać, że tworząc produkty podobne do tych, które są dostępne na rynku – pomagamy sobie, dodajemy sobie maleńkie koło ratunkowe, to dopiero tworząc sto procent po swojemu – możemy powiedzieć „ta marka to ja”.

Zapraszam Was na wywiad z osobą, która w swoje produkty wkłada całą siebie – swoją pasję, filozofię, delikatność i szaloną siłę do życia po swojemu.

 Malik ceramik – wywiad z polską marką

 

Kim jest osoba tworząca markę? A może kim są?
Mam na imię Kasia. W 2015 roku powoli zaczęłam rozwijać swoją markę Malikceramik.
Zaczęło się dość niewinnie, w małej pracowni w domu rodzinnym, do której dojeżdżałam co weekend prawie 300 km. Później przeniosłam pracownię do Wrocławia – gdzie mieszkałam i studiowałam.
Dziś Malikceramik tworzę razem z moim mężem – Tomkiem.

Jak powstał pomysł na markę?
Studiowałam ceramikę na Wrocławskiej ASP, a w międzyczasie pracowałam w małej pracowni ceramiki użytkowej. Po obronie licencjatu postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce, zaryzykować i stworzyć własną markę.

Jak powstała nazwa?
Wciąż w pamięci próbuję odnaleźć ten dzień. Jestem pewna, że nazwę wymyślił mój mąż. Ja miałam w głowie milion pomysłów, ale to właśnie racjonalny głos Tomka powiedział – na nazwisko masz Malik, zajmujesz się ceramiką. Idealne połączenie Malikceramik.
Nie wyobrażam sobie, żeby nasza marka nazywała się teraz inaczej.

Jaka jest idea marki?
Przede wszystkim skupiamy się na wydobyciu piękna i oryginalności z prostego przedmiotu. Od początku wiedziałam, że chcę pracować na prostych bryłach nadając im nowego wyrazu poprzez kolor, albo strukturę.

Dla kogo jest produkt?
Nasze produkty dedykowane są dla miłośników rękodzieła, którzy potrafią docenić odcisk ludzkiej dłoni, nie do końca idealny kształt (jak z fabryki). Głęboko wierzę, że nasze produkty są dla każdego. W ofercie mamy produkty klasyczne – biel i złoto dla miłośników minimalizmu, ale również bardziej szalone i kolorowe wzory.

Plany na rozwój?
Cały czas mam w głowie różne pomysły, ale praca z porcelaną to bardzo długi proces, wymagający czasu. Pamiętam, że na początku chciałam robić dosłownie wszystko. W końcu udało mi się odnaleźć spójny styl i teraz powoli wprowadzamy różne wersje kolorystyczne, nowe wzory, nowe produkty.

Z czego wykonane są Wasze produkty?
Produkty wykonane są z wysokiej jakości Polskiej porcelany wypalanej w temperaturze 1250 stopni C. Uszko malujemy prawdziwym złotem, lub platyną.

Czy to Wasza jedyna praca?
Tak, w tym momencie to już nasza jedyna praca, której poświęcamy się w 100%. Wcześniej Tomek pracował w transporcie, a ja rozwijając malikceramik miałam dwie inne prace w międzyczasie.

Co Ciebie inspiruje? 
Bardzo często szukając pomysłów zerkam na moje obrazy, rysunki. Już na studiach fascynowały mnie różne struktury, a największą miłością obdarzyłam kropki, które dziś są nieodłącznym i najbardziej rozpoznawalnym elementem malikceramik.

 Jak wygląda proces projektowania/tworzenia produktu?

Proces jest bardzo długi i czasochłonny. Zdecydowanie to praca dla cierpliwych, bo tego właśnie uczy ceramika – ogromnej cierpliwości. Tutaj nie da się niczego przyspieszyć. Z porcelaną należy działać powoli, bo ten materiał jest bardzo wymagający i pamięta każdy nasz ruch.
Projektując nowe produkty skupiam się na tym, żeby były przede wszystkim funkcjonalne i odpowiadały naszej idei, czyli prostocie.

Ile czasu mija od pomysłu do pojawienia się w sklepie?
Różnie. Czasem jest tak, że produkt który wymyślę tak bardzo mnie zafascynuję, że jestem w stanie wprowadzić go do sklepu w 7 dni. Wszystko też zależy od czasu jakim dysponujemy. Jeśli mamy dużo pracy z bieżącymi zamówieniami i potrzebne są produkty, które już istnieją dłuższy czas w sklepie, to nowy produkt musi trochę poczekać.
Zawsze chętnie słucham opinii klientów, czego potrzebują, jakich produktów im brak. Nie zawsze odpowiadam, że wykonam dany projekt lada dzień, ale zapisuje pomysły, a później stopniowo, powoli wprowadzam je do sklepu.

Czy produkty są produkowane w Polsce?
Tak, działamy we Wrocławiu, mamy tutaj swoją małą pracownie.

Jak byś opisała drogę, którą już masz za sobą?
To była długa i kręta droga. Do miejsca w którym jestem dzisiaj doszłam z ogromnym bagażem doświadczeń. Nie raz miałam ochotę rzucić tą walizką w kąt. Ale dotrwałam! Różne były sytuacje w moim życiu, zarówno przykre jak i te, które dawały ogromnego kopa do działania.
Dziś wiem, że nie zamieniłabym tej drogi na żadną inną. Warto było skaleczyć sobie dłonie i stopy wspinając się na tak piękną ceramiczną górę.

Co wyróżnia Wasze produkty od tych dostępnych na rynku?
Myślę, że stworzyłam swoja stylistykę. Chlapane kropki większości kojarzą się właśnie z malikceramik. Nie raz dostaję wiadomości, że ktoś widział np. jakieś ubranie w kropki, albo pościel i pisał, że od razu ten produkt skojarzył się mu z naszą marką.
Nasze produkty są wyjątkowe, bo stworzyliśmy je sami – nie maszyna. W każdy kubek włożyliśmy całe serce i mnóstwo czasu.

 

wwwfacebookinstagram

Zobacz inne wywiady!

Kamma Nature – bransoletki z naturalnych kamieni

Kamma Nature – bransoletki z naturalnych kamieni

Czasem słyszę jak o ludziach mówi się, że ci, pojawiają się w naszym życiu po coś. Pojawiają się w odpowiednim momencie – kiedy jesteśmy na rozstaju dróg, kiedy potrzebujemy pomocy, wsparcia, nakierowania nas na właściwą drogę. Są taką dobrą energią, która sprawia, że przypominamy sobie kim naprawdę jesteśmy, i że jesteśmy ważni.

Kamma natura pojawiła się w moim życiu równie niespodziewanie, co jej założyciele. I wierzcie lub nie – ale ich bransoletki przyniosły mi szczęście, tak samo jak Dagmara i Bartek – którzy pojawili się w moim życiu wtedy, kiedy potrzebowałam „skądś” wziąć odwagę.

Poznajcie markę stworzoną przez moich przyjaciół…

 

Kamma Nature – bransoletki otwierające nas na lepsze

Kim jest osoba tworząca markę? A może kim są?
Aktualnie za marką Kamma Nature stoją dwie osoby. Ja, Dagmara i mój mąż Bartek. Z wykształcenia jestem socjologiem, ale miłość do kamieni naturalnych zaszczepiła we mnie moja mama, która odkąd pamiętam zawsze interesowała się astrologią oraz chętnie nosiła kamienie. Fascynację kamieniami przeniosłam na mojego męża i tak powstała marka, której oboje jesteśmy częścią.
W wolnym czasie lubimy podróżować, czytać książki, spędzać czas blisko natury i w towarzystwie zwierząt.

Jak powstał pomysł na markę?
Pomysł na markę Kamma Nature powstał bardzo spontanicznie.
Szukałam bransoletki dla siebie pod swój znak zodiaku. Jestem skorpionem i szukałam czegoś z agatem oraz granatem. Niestety nie znalazłam nic co trafiałoby w moje gusta. Wtedy mój mąż, Bartek, po kilku miesiącach bezowocnego poszukiwania podsunął mi pomysł, żebym taką bransoletkę zrobiła sobie sama. Podszedł do sprawy zadaniowo, i można powiedzieć, że tak się zaczęło: od bransoletki dla siebie samej, dla Bartka, dla rodziny.
Widzieliśmy, że nasze bransoletki przykuwają wzrok i coraz częściej pojawiały się pytania o nie. Wtedy postanowiliśmy otworzyć sklep online, wrzucić kilka produktów do sklepu i sprawdzić, czy pomysł się przyjmie.
Po kilku miesiącach jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami stałych klientów. :)

Jak powstała nazwa?
Sama nazwa nie była łatwą decyzją. Początkowo chcieliśmy coś polskiego, łatwego do zapamiętania, ale wszystko co przychodziło nam do głowy było już zajęte. Bardzo chciałam, żeby nazwa była w jakiś sposób powiązana z buddyjskim pojęciem karmy. W końcu znaleźliśmy informację, że Kamma w języku pali oznacza (w zależności od ujęcia w zdaniu) karmę, ruch, uczynek. Do tego „kamma” to bardzo bliskie w wymowie naszym polskim „kamieniom”, więc od razu poczułam do tego słowa przyciąganie.
Uzupełnienie „nature” powstało później, od kamieni „naturalnych”. Poza tym natura jest nam bardzo bliska i chcieliśmy, żeby nasza marka była z nią powiązana. Dlatego większość zdjęć robimy w otoczeniu natury, zieleni, kamieni, wody. Bransoletki pakujemy ekologicznie.

Jaka jest idea marki?
Ideą marki jest życie w zgodzie z naturą i tym, co możemy z niej czerpać.
Mimo iż kryształy mogą wydawać się tylko rzeczą, są przepełnione życiem i energią, która ma na nas wpływ. Korzystajmy więc z tego, co daje nam Ziemia.

Dla kogo jest produkt?
Nasze produkty kierowane są do osób, które interesują się mocą kamieni naturalnych, ale zarazem jest im bliska astrologia. Bransoletki tworzymy z uwzględnieniem konkretnych znaków zodiaku. Chcemy żeby każdy znak zodiaku mógł u nas znaleźć swój prywatny amulet, który będzie jego codziennym wsparciem.

Plany na rozwój?
Ze względu na to, że jesteśmy młodą marką i niedawno zaczęliśmy, mamy wrażenie, że cały czas jesteśmy na etapie rozwoju.
Zaczęliśmy od pojedynczych modeli, w między czasie doszły zestawy (3 bransoletki w komplecie, wykonane z tych samych kamieni, ale w innym ułożeniu – dla tych którzy lubią nosić dużo na rękach), stworzyliśmy modele dla par, prowadzimy bloga, zaczęliśmy planować prowadzenie instagrama, dzięki czemu, np. co poniedziałek dzielimy się dobrą intencją na cały tydzień, we wtorki opisujemy na Stories wybrany kamień, a w soboty dzielimy się krótką ciekawostką dotyczącą kamieni.
Co jakiś czas na stronie pojawiają się nowości.
Szukamy dla Was nowych kamieni, jesteśmy otwarci na sugestie i potrzeby klientów. Zaczęliśmy też robić bransoletki na zamówienie z konkretnych kamieni, wybranych przez klienta.
Mamy też pomysł na poszerzenie oferty w sklepie o coś innego niż bransoletki, ale na razie pomysł jest w fazie rozmyślań i nie chcemy nic
zdradzać.

Z czego wykonane są Wasze produkty?
Nasze bransoletki wykonane są z kamieni naturalnych. Między innymi znajdziecie u nas: ametyst, tygrysie oko, agat, akwamaryn, cytryn, kwarc różowy, kwarc dymny, amazonit, onyks. Mamy też ozdoby do bransoletek, przekładki, które wykonane są z hematytu.
Do bransoletek używamy specjalnej gumki, która według nas jest lepszą alternatywą niż najczęściej stosowana żyłka.

Czy to Wasza jedyna praca?
Nie, prowadzenie marki Kamma Nature to nie jest nasza jedyna praca. Oboje z mężem mamy także inne zajęcia, które wykonujemy w ramach własnej działalności.

To jak łączycie prowadzenie marki z innymi markami?
Jak na razie udaje nam się łączyć wszystkie zadania. Myślę, że tajemnica tkwi w dobrej organizacji pracy i czasu wolnego. Dzielimy swoje siły na dwoje, każdy z nas ma inne zadanie przy marce Kamma Nature i każdy z nas pilnuje swoich.
Planujemy zadania z wyprzedzeniem.
Oczywiście są takie dni, kiedy pracujemy więcej: wtedy gdy mamy sesje produktowe, do sklepu trzeba dodać 30 nowości, czy zbliża się np. Dzień Mamy i mamy dużo zamówień specjalnych, ale zawsze klient jest dla nas najważniejszy, więc mamy nadzieję, że każdy czuje się odpowiednio zaopiekowany. Zresztą podejmując decyzję o założeniu marki Kamma Nature, wiedzieliśmy oboje, że mamy w naszym grafiku czas na to, żeby pojawił się tam nowy projekt.

Co Ciebie inspiruje?
Najbardziej inspirują mnie inni ludzie i ich życiowe historie. Jesteśmy różni, mamy inne pasje i marzenia, ale za każdym z nas stoją doświadczenia i wybory, które doprowadziły do miejsca, w których aktualnie jesteśmy. Te historie zawsze mnie zadziwiają.

Jak wygląda proces projektowania/tworzenia produktu?Zazwyczaj tworzenie konkretnej bransoletki jest spontaniczne. Rzadko mam pomysł w głowie zanim powstanie produkt. Zasiadam i tworzę jak czuję. Daję się ponieść intuicji.

Ile czasu mija od pomysłu do pojawienia się w sklepie?
To zależy, ale myślę, że przy dobrej mobilizacji, możemy przyjąć kilka dni.

Czy produkty są produkowane w Polsce?
Nasze produkty tworzymy własnoręcznie w Łodzi. Natomiast kamienie z których wykonane są bransoletki pochodzą z całego świata.

Jak byś opisała drogę, którą już masz za sobą?
Jeżeli chodzi o markę Kamma Nature jesteśmy dopiero na początku swojej drogi, ale niezmiernie cieszy nas i motywuje do działania każda osoba, która nam zaufa. Gdy dostajemy wiadomości, że bransoletki są piękniejsze niż na zdjęciach, a klienci do nas wracają, mamy motywację do dalszego działania.
Cieszymy się, że możemy komuś sprawić radość.

Co wyróżnia Wasze produkty od tych dostępnych na rynku? Dlaczego są wyjątkowe?
Myślę, że wyróżnia nas kilka rzeczy:

Po pierwsze, robimy bransoletki na zamówienie, to znaczy, że jeżeli masz swoje wymarzone kamienie, które chciałabyś mieć na jednej bransoletce razem, zrobimy ją dla Ciebie. Słuchamy klienta. Bransoletki są też robione pod wymiar nadgarstka klienta, dlatego nie trzeba się martwić o to, czy będą za małe/za duże.

 

Po drugie, bransoletki tworzymy pod znaki zodiaku. Gdy szukałam bransoletki dla siebie, nie mogłam znaleźć bransoletek, który byłyby tworzone z myślą o znakach zodiaku. U nas od razu na stronie masz informację, jakim znakom zodiaku polecana jest konkretna bransoletka, ale możesz też wejść na swój znak zodiaku i tam poszukać bransoletek dedykowanych właśnie Tobie.

Po trzecie, pakujemy bransoletki w ekologiczne pudełka z tektury falistej. Nasza oferta kierowana jest do wszystkich, którzy nie lubią plastiku.

Po czwarte, większość bransoletek, które są dostępne w sklepach są plecione na zwykłej żyłce. My tworzymy nasze na podwójnej wielonitkowej gumce, dzięki czemu bransoletka jest bardziej wytrzymała i mniej rozciąga się po latach użytkowania niż żyłka.

Po piąte, każda nasza bransoletka jest wyjątkowa. Nie robimy, jak inne marki – kolekcji. U nas każda bransoletka w sklepie jest inna, nie ma dwóch takich samych, choćby miały różnić się od siebie tylko jakiś detalem (chyba, że wyraźnie o tym wspominamy – raz mieliśmy w sklepie model, który był dostępny w 3 sztukach, ponieważ był to model stworzony na konkurs dla naszych obserwatorów). Mimo że wymaga to od nas włożenia większej ilości pracy i wykazania się kreatywnością – chcemy w ten sposób, by każdy klient poczuł się wyjątkowo.

Dagmara, Bartek i ja w bransoletkach Kamma Nature :)

www | facebook | instagram

Zobacz inne wywiady!

Mydło stacja – marka, która powstała z wrażliwości

Mydło stacja – marka, która powstała z wrażliwości

Każda firma, każda marka, nim stała się potęgą na rynku – kiedyś zaczynała od zera. Od pomysłu, który pojawił się w głowie jednej osoby i wiary – najpierw jednej osoby, potem kilku. Później w ruch weszły czyny, a za czynami poszło zaufanie. I tak powstała marka Mydło stacja. 

Mam ogromną przyjemność przedstawić Wam markę, która powstała dzięki sympatii i pomocy innych osób.

Tak jest, kiedy dobro przyciąga dobro.

 

Mydłostacja – wywiad z polską marką

Kim jest osoba tworząca markę? A może kim są?
Teraz jest to kilka osób :) Choć założycielką marki jestem ja, Wiktoria. Z wykształcenia jestem ogrodnikiem-zielarzem. Studiowałam na moim ukochanym Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie i tam zdobyłam podstawy wiedzy o roślinach leczniczych i ziołach, które potem przelałam w moje receptury kosmetyków. Z natury jestem romantyczką, nostalgiczną duszą uwielbiającą czytać i wąchać książki, jeździć na rowerze i obcować z dobrymi ludźmi. Poza tym od niedawna jestem mamą, która próbuje połączyć pracę-pasję z macierzyństwem i domem.

Jak powstał pomysł na markę?
Pomysł na marke powstał juz podczas studiów, kiedy to na zajęciach z kosmetyki domowej, a potem przy próbie wykonania własnego pierwszego mydła wiedziałam, że to moja jedyna droga, którą mogę obrać po zakończeniu nauki:)

Jak powstała nazwa? 
Po wielkiej burzy mózgów ( wiadomo, że nazwa jest bardzo ważna) , która odbywała się wśród rodziny i przyjaciół nagle siedząc wieczorem przy kuchennym oknie usłyszałam świst i stukot przejeżdżającego pociągu. Kilkadziesiąt metrów od mojego domu znajdują się tory i stara budka kolejowa, która tylko zakołysała się od podmuchu wiatru…wypowiedziałam na głos do mojego męża MydłoStacja! I tak zostało :)

Jaka jest idea marki?
Ideą marki jest przede wszystkim szacunek do tego co dała nam Matka Natura i rozważne wykorzystanie jej zasobów. Ważne dla nas jest też to czego tak bardzo teraz brakuje- spokój, równowaga między pracą, a domem i oczywiście nie branie udziału w tym wielkim wyścigu szczurów.

 

Mydło rozmarynowe

wolnowolniej

Dla kogo jest produkt?
W ofercie MS mamy już teraz różne produkty np. dla starszej cery serum „Trzech Sióstr” lub dla cery młodzieńczej i trądzikowej peel-maseczka „Słodkie pożegnanie”. Wybór cały czas się powiększa. A z innej strony, bo być może w pytaniu chodziło właśnie o to- nasze produkty sa dla tych, którzy szanują naturę i nie chcą używać chemii. Dla tych, którzy cenią pracę ręczną, rzemiosło i polskich producentów :)

Plany na rozwój?
To się dzieje cały czas, czasem niezależnie od nas i jest napędzane popytem, wzrastająca jak widać popularnością naszej marki i dobrymi o niej opiniami. Idziemy z prądem, choć w swoim tempie się rozwijamy :)

Z czego wykonane są Wasze produkty?
Z surowców roślinnych takich jak oleje, masła, ekstrakty owocowe lub roślinne, hydrolaty, naturalne barwniki i oczywiście olejki eteryczne. To jest największe bogactwo tego rodzaju kosmetyków:)

Czy to Twoja/Wasza jedyna praca?
Tak to moja jedyna praca, z której żyje i nie chodzi tu jedynie o aspekt finansowy :)

Co Ciebie inspiruje?
Lubię kreatywne dusze dlatego jest to dla mnie inspiracja. Tak więc inspirują mnie ludzie, którzy widzą „coś” więcej niż można zobaczyć gołym okiem. Którzy nieszablonowo myślą i postępują nie wyrządzając przy tym krzywdy innym. Ja jestem socjolubem więc tak, inspiruje mnie drugi człowiek. Mądry, ciepły, szanujący naturę i drugiego człowieka.

Jak wygląda proces projektowania/tworzenia produktu?
To zawsze ogromne przedsięwzięcie i duża praca całego zespołu, którą zazwyczaj zaczynam ja a kończy mój mąż Kamil. Mając pomysł na nowy produkt, na kartce lub kilkudziesięciu kartkach stwarzam recepturę by potem sprowadzić najlepsze surowce i zacząć testy. Potem testy empiryczne na rodzinie i znajomych, przesłanie produktów i receptury do badań laboratoryjnych, papierologia, projektowanie etykiet i premiery. To bardzo duży skrót ponieważ proces wprowadzania nowego produktu potrafi nieraz trwać miesiącami :)

Ile czasu mija od pomysłu do pojawienia się w sklepie?
Czasami jest to kilka miesięcy a czasami nawet rok :)

Czy produkty są produkowane w Polsce?
Tak oczywiście! Choć surowce sprowadzamy nieraz z Europy i ze świata.

Jak byś opisała drogę, którą już masz za sobą?
Drogę, którą mam za sobą opisałabym jako wielką naukę pokory, cierpliwości i godzenia się z nieprzewidzianymi zdarzeniami losu. To trochę jak droga każdej matki bo traktuję MS jak swoje dziecko. I tak jak każda matka, jestem nieraz zmęczona, a nawet zniechęcona, ale nigdy nawet w jednej sekundzie nie pożałowałam, że firma, która daje mi tak dużo radości i spełnienia powstała.

Co wyróżnia Wasze produkty od tych dostępnych na rynku? Dlaczego są wyjątkowe?
Jest wiele cudownych, naturalnych produktów na polskim rynku i bardzo szanujemy za to naszą konkurencję, więc myślę, że nasze produkty jak i asortyment każdej podobnej firmy jest unikatowy. U nas dominują piękne zapachy olejków eterycznych, proste składy bo w tym tkwi skuteczność oraz opakowania.

Zobacz inne wywiady!

Minimalife – świat kobiecego planowania i organizacji czasu

Minimalife – świat kobiecego planowania i organizacji czasu

To jest dla mnie przecudowne, kiedy nowa marka powstaje w skutek zaspokojenia własnych potrzeb! Własnych – jej autorki i założycielki.

Kiedy tworzę własne produkty, czuję jak dopełnia się moja codzienność. To jest jak dołożenie tego ostatniego kawałka puzzla, który ma scalić cały obrazek i pokazać jego piękno oraz trud, jakim było poskładanie tysiąca kawałków.

Tym właśnie są dla mnie polskie marki, z którymi przeprowadzam wywiady – ogromną dumą i radością!

Dziś mam dla Was wywiad z Natalią, która stworzyła przepiękną, kobiecą, delikatną serię plannerów.  I kiedy patrzę na Natalki planery – czuję, że trafiła w najczulszy punkt mojego serca.  Zobaczcie same… :)

Minimalife – wywiad z polską marką

Kim jest osoba tworząca markę?
Nazywam się Natalia, ale wiele osób mówi do mnie po prostu – Nat. Mam 30 lat, ukończyłam socjologię i dziennikarstwo, co przy mojej działalności może wydawać się kompletną abstrakcją. Ale przede wszystkim – uwielbiam otaczać się pięknymi przedmiotami.

Jak powstał pomysł na markę?
Pracowałam na etacie i nie myślałam, że kiedykolwiek będzie inaczej. Ceniłam sobie bezpieczeństwo i stabilizacje, ale brakowało mi możliwości kreatywnego działania, projektowania rzeczy w zgodnie ze sobą, ze swoją intuicja i estetyką. Z produkcją jestem związana od 9 lat, ale głównie były to produkcje dla klientów – gadżety reklamowe wspierające sprzedaż. To było coś, co bardzo lubię, ale czułam, że czegoś mi brakuje.

Tak narodził się pomysł na MINIMALIFE. Całe życie uwielbiałam plannery, notesy, kalendarze. Już w podstawówce uwielbiałam czas przygotowania do szkoły, kiedy mogłam upolować nowe zeszyty, choć zapasy z poprzednich lat wciąż gromadziły się na półkach. Czułam, że to coś, co sprawi mi radość, w czym się odnajdę. Tak powstał pierwszy produkt, a zaraz po nim koleje i kolejne. W tej chwili MINIMALIFE to już całkiem niezła kolekcja, a kolejne właśnie przed nami. się wstecz zbyt często.

Co wyróżnia Twoje produkty od tych dostępnych na rynku? Dlaczego są wyjątkowe?
W wielkim skrócie to jakość i serce włożone w produkcję. W zasadzie to nie mam dużej konkurencji i niech tak zostanie ;) Tworzę autorskie produkty, które powstają z udziałem przyszłych klientów i widzę, że to ogromy potencjał. Słucham swoje klientki, prowadzę z nimi dialog, wprowadzam w życie ich rady. Można powiedzieć, że MINIMALIFE, to nie moja marka, to marka każdej kobiety, która bierze udział w jej powstawaniu. Jestem wdzięczna za to i doceniam każdą nową posiadaczkę MINIMALIFE.

Jak powstała nazwa?
Wiedziałam, że marce ma przyświecać idea uchwycenia balansu, złapania równowagi pomiędzy życiem prywatnym, a biznesowym. Szukałam czegoś co da mi komfort pracy na własną rękę w elastycznym wydaniu i właśnie odbicia tych pragnień szukałam w nazwie. W życiu nie jestem minimalistką, bo uwielbiam detale i często mam problem z pozbywaniem się rzeczy, ale wiedziałam, że marka musi mieć w sobie coś minimalistycznego, bo to mnie pociąga. Szukałam, kombinowałam i tak narodził się MINIMALIFE. Dla mnie to nazwa, do której jestem mocno przekonana, uwielbiam ją i nie zmieniałbym na żadną inną. Mam z nią mocny emocjonalny stosunek, bo dzięki niej mam w minimal life ;)

 

Jaka jest idea marki?
Częściowo wspomniałam o tym w poprzednim pytaniu. Ideą jest tworzenie produktów, które pomogą mi i innym wielozadaniowym kobietom uchwycić balans, złapać równowagę poprzez uporządkowanie wielu stref życia za pomocą planowania. Tworzę produkty, które swoją estetyką zachęcają do korzystania z nich, do ułożenia planu, wyznaczenia celów i działania. Mam nadzieję, że MINIMALIFE jeszcze nie jednej z nas pomoże dostrzec to, co w życiu najważniejsze.

 

Dla kogo jest produkt?
Produkty kieruję głownie do kobiet. Najlepiej je rozumiem, wiem czego mogą potrzebować i oczekiwać. Chociaż wśród klientów jest też kilkoro mężczyzn, którzy na co dzień korzystają z plannerów datowanych MINIMALIFE, to jednak jest ich garstka. Docieram do kobiet, które cenią sobie jakość, doceniają wysmakowane detale. To kobiety, które doceniają autentyczność, a ja na profilach marki niczego nie udaje, jestem sobą. Wiele z tych kobiet, gdy mnie poznaje, kupuje produkt, bo wie kto za tym stoi. To często kobiety wspierające polskie marki, doceniające limitowane kolekcje. Ale z drugiej strony to bardzo różnorodne kobiety – jedne z determinacją do działania, inne szukające swojej drogi. MINIMALIFE nie jest dla wszystkich, więc dodatkowym atutem jest to, że jeśli już decydujesz się na mój produkt, to często go docenisz, zostajesz z nim na dłużej, bo tak jak ja kochasz papier.

 

Plany na rozwój?
Oj, tych jest całe mnóstwo. Cały czas coś kombinuje, nie umiem usiedzieć w miejscu. Niebawem startuję z nową kolekcją we współpracy z świetną vlogerką, więc na pewno to sprawi, że marka jeszcze bardziej rozwinie skrzydła, a ja razem z nią.

Z cego wykonane są Twoje produkty?
Wszystkie plannery to 100% polska produkcja, tu nie ma ściemy. Najwyższa jakość, wyszukane papiery, eleganckie oleiny i przede wszystkim styl. Co do konkretnych parametrów produktów, to odsyłam do strony, bo tam zamieszczam wszystkie najważniejsze informacje.

Czy to Twoja jedyna praca?
MINIMALIFE to dwie gałęzie działalności. Jedna z nich to coś, co nadal lubię, czyli produkcja na zlecenia. Nadal tworzę gadżety dla innych, przygotowuję strategie marketingowe z wykorzystaniem gadżetów, natomiast mam nadzieję, że w końcu szala głównego obszaru działalności przesunie się w pełni na produkcję własną dla MINIMALIFE. Chociaż nie ukrywam, że lubię produkcje dla innych. Ba! Nawet tak się dzielę doświadczeniem, że produkuję dzienniki, albumy, dostarczam drobiazgi gadżetowe dla innych polskich marek.

Jak wyglądał proces przechodzenia na swoje?
W agencji reklamowej pracuję już 9 lat. Staram się robić swoje najlepiej jak potrafię, więc moimi klientami są osoby, które trafiają do mnie głównie przez pocztę pantoflową lub po prostu klienci do mnie wracają, więc tutaj nie dbam o marketing. W tym obszarze głównie produkuje dla korporacji i póki co to nadal podstawowe źródło utrzymania.

Natomiast MINIMALIFE jako marka własna to mój konik. Uwielbiam to i czuje się jak ryba w wodzie. Proces przechodzenia na swoje nie był łatwy, ale z racji żyłki do planowania byłam dobrze na to przygotowana. Odbywał się on stopniowo. Najpierw zaczęłam pracować na etacie cztery dni w tygodniu, a później zdecydowałam, że to czas na własne działanie.

Co Ciebie inspiruje?
Czerpię inspiracje z życia, obserwuję przyrodę, innych ludzi. Dbam o mieszanie bodźców – obrazy, zapachy, muzyka, to wzmaga we mnie kreatywność. Ale też nie sposób nie wspomnieć tutaj o ludziach, którzy mnie inspirują, są dla mnie pomocą, często moje pomysły przekuwają w działanie. Uwielbiam też Pinterest, który jest kopalnią inspiracji, kolorów i zdjęć.

Jak wygląda proces projektowania, tworzenia produktu?
To bardzo rozbudowany proces. Od pomysłu do konkretnej realizacji często mija sporo czasu.

Najpierw rodzi się pomysł na produkt lub jest to wynik potrzeby rynku, innym razem pojawia się inspiracja kolorystyczna, którą koniecznie chcę przekuć na jakiś produkt, kolekcję itp. Dalej szukam konkretnych produktów, które mogłyby powstać, zbieram inspiracje, zastanawiam się nad formą, formatem, składem itp. Dalej to kwestie współpracy z podwykonawcą, przedstawienie swoje wizji, dokonanie wycen. Później kalkulacje czy to się w ogóle opłaca, czy to ma sens. Na tym etapie mocno współpracuję z osobami, które mnie obserwują na Instagramie. Wiele decyzji podejmujemy wspólnie, analizujemy, robię ankiety, zbieram opinie. Cały czas w tle główkuję, analizuję. Drukuję inspiracje, robię kolaże. Jak już czuję, że wiem o co mi chodzi, to zaczynam współpracę z ilustratorką, w między czasie analizuję najważniejsze kwestie na mastermindzie z cudownymi dziewczynami. Po powstaniu projektów dopracowujemy je z drukarnią, bądź innym producentem itp. Następnie, jeśli jest taka możliwość, to robimy proof, wzór do akceptacji i jak wszystko jest ok, to ruszamy z kopyta.

Ile czasu mija od pomysłu do pojawienia się w sklepie?
Czasami jest to nawet pół roku, wszystko zależy od stopnia skomplikowania produktu, jego zawartości itp.

Czy produkty są produkowane w Polsce?
Tak, praktycznie wszystkie bazowe produkty MINIMALIFE powstają w Polsce.

Jak byś opisała drogę, którą już masz za sobą?
Na pewno była warta, aby ją przejść! Zmieniłabym jedynie detale, może inaczej zaczęła, ale teraz jestem na super etapie, który bardzo doceniam. Lubię uczyć się na bazie doświadczeń, ale nie oglądam się wstecz zbyt często.

Co wyróżnia Twoje produkty od tych dostępnych na rynku? Dlaczego są wyjątkowe?
W wielkim skrócie to jakość i serce włożone w produkcję. W zasadzie to nie mam dużej konkurencji i niech tak zostanie ;) Tworzę autorskie produkty, które powstają z udziałem przyszłych klientów i widzę, że to ogromy potencjał. Słucham swoje klientki, prowadzę z nimi dialog, wprowadzam w życie ich rady. Można powiedzieć, że MINIMALIFE, to nie moja marka, to marka każdej kobiety, która bierze udział w jej powstawaniu. Jestem wdzięczna za to i doceniam każdą nową posiadaczkę MINIMALIFE.

I jak Wam się podoba marka MINIMALIFE?

Choć ja o sobie nie mogę powiedzieć, żebym była estetką, nigdy nie przywiązywałam wagi do tego jak coś się prezentuje, czy poszczególne rzeczy do siebie pasują (do dziś nie mogę uwierzyć jak mój Mąż mógł się ze mną pokazywać w czasach gimnazjum, kiedy nosiłam błękitne spodnie do kolorowego golfu, grrr) i choć zdecydowanie bliżej mi do grzebania w ziemi niż otaczania się tak delikatnymi, kobiecymi przedmiotami… – to produkty Natalki szalenie mnie oczarowały!  I choć założenie cyklu wywiadów z polską marką miało być takie, że będę pokazywała Wam przedmioty, z których sama korzystam, z których jestem zadowolona… – to markę MINIMALIFE postanowiłam przedstawić Wam przed zakupem ich produktów, bo są tak piękne! Teraz tylko muszę się zdecydować, który niedatowany planer wybrać i to będzie taki mój prezent dla mnie z okazji zbliżających się urodzin… :)

 

www facebook –  instagram

Ps. Na hasło „wolnowolniej” otrzymacie 10% rabatu na zakupy <3

Zobacz inne wywiady!

Malesa – poza podziałami

Malesa – poza podziałami

Życie to jest naprawdę niesamowita sprawa! To jak potrafią przeplatać się nasze ścieżki, to tylko ono wie. 

Dziś z ogromną przyjemnością publikuję wywiad z Damianem Malesą – założycielem marki MALESA i… moim kolegą z czasów gimnazjum :) 

To naprawdę niesamowite, jak po opuszczeniu szkolnych murów urwał się nasz kontakt i jak wpadliśmy na siebie dziś. To niesamowite, że po tylu latach możemy na siebie liczyć i sobie pomóc – choć w czasach szkolnych, nie powiem, kilka kuksańców w bok sobie zrobiliśmy :)

 

MALESA – wywiad z polską marką

 

Kim jest osoba tworząca markę? A może kim są?
Markę tworzę ja, czyli Damian Malesa, ale prawda jest taka, że gdyby nie pomagali mi przyjaciele, byłoby o wiele trudniej. Otacza mnie grupa wspaniałych, zdolnych ludzi, z którymi współpracuję; zaczynając od Karoliny, wspaniałej fotografki, po nauczycielkę angielskiego, Martę, która koryguje moje wpisy, drugą Martę – graficzkę a także tancerza Mateusza, czy modelkę Malwinę, którzy razem wcielają się w rolę modeli. Jest tych osób oczywiście o wiele więcej i tak naprawdę,  gdyby nie ich wsparcie i pomoc – byłoby mi bardzo ciężko. Są też osoby, z którymi współpracuję czysto zawodowo, czyli szwalnia w Radzyminie – filar mojej marki. Bez cierpliwości Pani Uli nie udałoby mi się nic stworzyć.  

Jak powstał pomysł na markę?
Jestem absolwentem technikum odzieżowego, później studiowałem w MSKPU, więc od zawsze wiązałem zawodową przyszłość z modą. Co ciekawe, początkowo planowałem zostać kostiumografem, ale mój los potoczył się inaczej. Pomysł na markę, która w moich oczach dopiero startuje, powstał i kształtował się stopniowo. Najpierw powstała pierwsza kolekcja i  zacząłem wsłuchiwać się w ludzi i ich potrzeby. Na początku myślałem, że inne ubrania staną się moimi bestsellerami. W czasie tworzenia marki Malesa zrozumiałem wiele rzeczy – przede wszystkim, że projektuję dla ludzi; każdego traktuję indywidualnie i wsłuchuję się w potrzeby każdego Klienta.  

Jak powstała nazwa?
Nazwa to moje nazwisko. Od zawsze wszyscy tak się do mnie zwracają i bardzo ją lubię. W niektórych formach stosowana jest nazwa Malesa.clth, od angielskiego słowa clothes.

Jaka jest idea marki?
Moją ideą jest tworzyć ubrania, które zawsze będą bronić się najwyższa jakością, dla ludzi którzy zawsze chcą być sobą. Chce, aby ludzie w nich czuli się swobodnie i do tego cieszyli oko innych i swoje. Nie chcę mówić, że ubrania są dla młodych ludzi, bo to nie prawda. Staram się nie myśleć takimi kategoriami. Moje projekty są uniwersalne zarówno wiekowo, jak i płciowo, ale zawsze najważniejsza jest jakość. Cieszę się, gdy moje Klientki, które pięć lat temu kupiły mój płaszcz, dziś przychodzą w nim do mnie. O to właśnie w tym chodzi! Tworzę ubrania, które mają ponadczasowy design i najlepszą jakość.  

Jakie masz plany na rozwój?
Nie ukrywam, że obecna sytuacja bardzo pokrzyżowała mi plany. Tydzień przed wybuchem epidemii przedstawiłem  prezentację mojej propozycji kolekcji ubrań na pewien czołowy festiwal muzyczny. Mam nadzieje, że jednak wszystko potoczy się pomyślnie. Jednocześnie obecna sytuacja zmusiła mnie (i inne marki, z którymi tworzyliśmy showroom) do zamknięcia działalności stacjonarnej. Letnia kolekcja stoi teraz pod znakiem zapytania. Ale nie poddaję się. Teraz skupię się na ulepszeniu sprzedaży online.  

Czy MALESA to Twoja jedyna praca?
Ubrania nie są moją jedyną pracą, dlatego mogę sobie pozwolić na większą swobodę w działaniu, np. wysłać kolekcje moich ubrań dla psów do schroniska dla zwierząt. Nie jestem nastawiony tylko na czystą kalkulację i działania komercyjne.Od ponad dziesięciu lat związany jestem też z warszawską gastrostomią. Jestem barmanem w najszerszym tego słowa znaczeniu.
Moją kolejną miłością jest muzyka. Pracowałem w kilkunastu warszawskich klubach. Byłem także asystentem właściciela jednego z najlepszych Studio z garniturami w Warszawie. To zabawny fakt, biorąc pod uwagę, że teraz głównie projektuję dresy. Zawsze wiedziałem, że będę związany z ubraniami, ale musiałem znaleźć swoją drogę.  

Co Ciebie inspiruje? 
Prywatnie uwielbiam muzykę elektroniczną. Nie podlega wątpliwości, że miłość do techno w dużym stopniu ukształtowała to jakim jestem człowiekiem i jakie ubrania tworzę. Czasami słyszę komentarze „o jaka techno kurtka dla pieska” co bardzo mnie cieszy, bo bardzo lubię taką estetykę. Współpraca z festiwalem muzycznym, o którym wspominałem, jest jednym z marzeń, które chcę zrealizować.

Jak wygląda proces tworzenia produktu?
Jestem bardzo impulsywną osobą, dlatego sam proces tworzenia z mojej strony jest bardzo szybki. Zaczynam od szkicu, gdzie ustalam jakie dodatki, materiały i jaką kolorystykę  chciałbym użyć. Następnie jadę do Radzymina, gdzie znajduje się szwalnia i ustalam sprawy technicznej produkcji oraz produkcję konstrukcji. Po konsultacji, gdy wiem już na co mogę  sobie pozwolić względem produkcji, jadę do hurtowni z materiałami oraz dodatkami krawieckimi. Całość produkcji pierwszego modelu trwa dwa, trzy tygodnie. Oczywiście są też sytuacje, w których muszę zrealizować projekt specjalny i mam na to dwa dni. Wtedy często sam siadam do maszyny albo błagam moją krawcową, aby mi pomogła, bo mam okazję ubrać, np. Natalię Siwiec na świąteczna sesję zdjęciową.  Realizuję też szycie miarowe. Najczęściej przy tworzeniu ubrań dla czworonogów. Wtedy czas realizacji trwa około tygodnia. Wszystkie ubrania są szyte w Polsce, z zachowanie zasad fair trade – to dla mnie postawa. Materiały zaś są sprowadzane z naszej cudownej Łodzi.  

Jak opisałbyś drogę którą już masz za sobą?
Tak jak wspominałem, drogę, którą mam za sobą opisałbym jako start. W planach do zrealizowania mam jeszcze dużo pomysłów. Chciałbym pójść bardziej w kierunku streetwearu oraz ulepszyć ubranka dla zwierząt, dlatego odliczam dni, aby wszystko wróciło do normy i wreszcie będę mógł zacząć działać.  

Co wyróżnia Twoje produkty od tych dostępnych na rynku? 
Nie widziałem na rynku kompletów dresowych dla ludzi i czworonogów ha ha, ale myślę, że najbardziej wyróżnia mnie bardzo dobra jakość i mam nadzieję, że z czasem będzie też wyróżniać mnie estetyka.  

Dlaczego Twoje produkty są wyjątkowe?
Są wyjątkowe, bo są robione od początku do końca z serca.

Zobacz inne wywiady!

Animush – oryginalna miejska moda

Animush – oryginalna miejska moda

Odkąd pamiętam zakupy ciuchowe robiłam w znanych sieciówkach. I nie powiem, z jednej strony to było dla mnie oczywiste, że to tam kupuje się ubrania, a z drugiej strony – czułam presję posiadania metki. Posiadania produktu markowego, znanej i lubianej marki.
Aż pewnego razu moja koszulka ze znanej i lubianej marki z rozmiaru S zamieniła się na XXL.
I wtedy pomyślałam sobie – skoro sieciówki bardzo często robią taki badziew (a na droższe rzeczy nie było mnie stać) to muszę poszukać ubrań gdzie indziej. A jak już szukać – to wśród polskich marek!

I tak trafiłam na polską markę Animush, w której t-shirtach się zakochałam!
Nigdy nie zapomnę miny mojej mamy, jak zobaczyła paczkę z pięcioma koszulkami i tymi napisami!

Dlatego dziś z ogromną przyjemnością przedstawiam Wam wywiad z Agnieszką, założycielką marki Animush!

 

Animush – oryginalna moda miejska

Kim jest osoba tworząca markę? A może kim są?
Nazywam się Agnieszka i z wykształcenia jestem magistrem zarządzania. Jestem taka jak Ty i jak każdy inny. Zwyczajna osoba o wielkich marzeniach i celach, do których nieustannie dążę. Prowadzę twórcze życie, bo ono napędza mnie do działania. Nadaje sens mojemu życiu i sprawia najwięcej radości.

Jak powstał pomysł na markę?
Już od liceum wiedziałam, że chcę mieć swój własny biznes. Droga była długa, marzenie niezmienne, a ogrom włożonej pracy i pomoc wielu cudownych ludzi pozwoliły mi osiągnąć cel.

Jak powstała nazwa?
Nazwa była olśnieniem! Wiedziałam, że kierunkiem ma być odwaga i szukałam jakiejś fajnej, nawiązującej do odwagi nazwy. Nigdy mi się to nie zdarza, ale pewnego dnia obudziłam się o 6 rano, zaczęłam burzę mózgu i trafiłam na słowo animusz. Pomyślałam, że zmienię ostatnią literę, bo nie lubię dwuznaku „sz” i tak oto powstała nazwa animush.

Jaka jest idea marki?
Główną ideą marki jest wspieranie asertywności. Przez lata borykałam się z brakiem asertywności i pozwalałam innym „wchodzić mi na głowę”. Postanowiłam to zmienić i zaprojektowałam linię T-shirtów wspierających asertywność. Okazało się, że nie jestem w tym sama i moje projekty pokochały tysiące kobiet. Już wiele razy spotkałam się z twierdzeniem, że moje T-shirty są uniformami do pracy. To jest dla mnie bardzo budujące, że to co robię ma sens nie tylko dla mnie.

 

Dla kogo jest produkt?
Tak naprawdę dla wszystkich. Moimi klientkami są kobiety w różnym wieku.

Podczas targów zdarzyło się, że moje produkty kupowały nastolatki, ale także panie w dużo starszym wieku. Mam klientkę Krysię, która w tym roku skończyła 70 lat i dumnie nosi moje projekty ubraniowe.

Plany na rozwój?
Plany to moje drugie imię! Gdybym tylko miała więcej czasu, to wszystko działo by się znacznie szybciej i intensywniej. Mam postanowienie od kilku lat, że nie mówię o planach tylko je realizuję. Nigdy więc nie wiadomo co i kiedy powstanie. Mogę zdradzić, bo już jest w realizacji, że jeszcze w listopadzie pojawi się zupełnie nowy produkt, nie związany z odzieżą.?

Z czego szyjecie?
Szyjemy z dzianin i tkanin najwyższej jakości pochodzących od Polskich producentów.

Czy to Twoja jedyna praca?
Tak, teraz już tak. Wcześniej łączyłam to z pracą na etacie, ale jeśli chcesz zrobić coś na 100%, to nie da się tego podzielić.

Jak łączysz prowadzenie Animushu z innymi markami?
Inne marki są już tylko dodatkiem. Nie mam możliwości poświęcenia im więcej czasu, bo go zwyczajnie nie posiadam. Nie żyję jedynie pracą. Praca jest super miłym dodatkiem do mojego życia. Najważniejsza jest dla mnie rodzina i moje hobby. 

Co Ciebie inspiruje?
Najbardziej inspiruje mnie świat, który mnie otacza i ludzie. Oglądam sporo filmów, słucham dużo muzyki i myślę, że każda aktywność kulturalna również wpływa na nasz rozwój. Inspirują mnie też inni projektanci. Uwielbiam jak ludzie tworzą coś fajnego, nawet jeśli są dla mnie 

konkurencją. Mam marki modowe, które uwielbiam i z przyjemnością obserwuję ich rozwój, kibicuję im. 

Jak wygląda proces projektowania?
Najpierw trzeba poczekać na wenę, na pomysł, który przychodzi. Następnie poświęcam sporo czasu na dopracowanie szczegółów i detali. Proces niestety trwa, bo trzeba najpierw wybrać materiały, kolory, przygotować prototypy, zaplanować produkcję, zrobić sesję zdjęciową, dodać produkty na stronę.

Ile czasu mija od pomysłu do pojawienia się w sklepie?
Bardzo różnie. Najczęściej trwa to 2-3 miesiące. Czasami wpadam na pomysł i realizuję go dopiero po roku, a są też takie projekty, które wprowadzam bardzo szybko np. w miesiąc. To zależy od stopnia skomplikowania danej rzeczy. Jeśli jest to nowy model T-shirtu, to nie trwa to już bardzo długo, bo mam wypracowane ścieżki realizacji.

Czy szyte jest w Polsce?
Wszystko szyjemy w Polsce i na pewno tego nie zmienimy. Nie wyobrażam sobie prowadzić polskiego brandu i szyć np. w Bangladeszu. Za tymi biznesami idą niemałe pieniądze i tylko od nas zależy, czy zostawimy je ludziom w naszym kraju, czy będziemy je wydawać za granicą. Przyznam, że czuję niesmak kiedy na produkcie polskiej marki widzę napis Made in China.

Jak byś opisała drogę, którą już masz za sobą?
Jest to bardzo długa droga, pełna doświadczeń. Wiele się nauczyłam, na wszystko zapracowałam sama. Nie miałam cichego inwestora, ani sztabu znajomości. To świadczy tylko o tym, że każdy może pójść tą drogą, do czego zachęcam. Czuję się wolnym człowiekiem, pomino pracy, którą wykonuję, bo praca sprawia mi ogromną radość.

Największym wsparciem w moich marzeniach i celach jest mój mąż. Człowiek, bez którego by się to nie udało. Odkąd jesteśmy razem zawsze się wspieraliśmy i wspieramy. Wszystko co robimy ze sobą konsultujemy. Gramy do jednej bramki. Kiedy ja potrzebuję wsparcia to je dostaję i odwrotnie. Czasami się śmiejemy, że spełnił wszystkie moje marzenia.? Ale to oczywiście nieprawda. Marzenia i cele osiągamy dzięki ciężkiej pracy i to on mnie tego nauczył. Kiedyś więcej marzyłam i czekałam na spełnienie, teraz tak samo dużo marzę, ale równie dużo pracuję, aby zrealizować kolejne cele.

Co wyróżnia Wasze produkty od tych dostępnych na rynku? Dlaczego są wyjątkowe?
Ostatnio sporo się nad tym zastanawiałam i doszłam do wniosku, że przede wszystkim prawdziwość tych produktów. To, że ja je zrobiłam dla siebie, dla mojej potrzeby, a przy okazji spełniłam potrzeby innych kobiet. Druga sprawa to jakość. Dzięki temu, że szyję w Polsce z dzianin od polskich producentów jakość jest nieporównywalna z jakością w sklepach sieciowych.

www– facebookinstagram

 

Muszę Wam powiedzieć, że takie marki jak Animush robią na mnie ogromne wrażenie!
Tak, każdy kto zakłada firmę, chce tworzyć własną markę- chce zarabiać. Ale to jest coś niesamowitego, kiedy chęć założenia marki jest manifestem, jest buntem przeciwko temu z czym musimy się mierzyć każdego dnia.
A za tą marką – stoją emocje, historia i przeżycia.

Najlepiej!

Zobacz inne wywiady!