Czarny protest oczami dziecka

Moja mama jest bardzo dzielną kobieta. Urodziła dwójkę dzieci, choć dziś ma już tylko jedno. Ona została postawiona przed nieznanym: młoda kobieta, świeża mężatka. Matka niepełnosprawnego dziecka. Konserwatywni rodzice. I mąż – pracujący na 2 etaty.

Moi rodzice byli kimś więcej, niż rodzicami na pełen etat. Życie z niepełnosprawnym, ciężkim dzieckiem to wysiłek. To dźwiganie. To wkładanie do samochodu, przenoszenie na wózek i łóżko kilka razy dziennie. To przewijanie, kąpanie, czyszczenie. To przynieś, podaj, pomóż. To znoszenie dziwnych spojrzeń na ulicy.

czarny-protestJa niepełnosprawność znam z innej strony – ze szkoły, z przedszkola.

Tylko ja wiem, ile razy słyszałam krzyki brata, bo ktoś mu dokuczał. Bo ktoś podbiegł do niego, uszczypnął, ciągnął za włosy – a on nie był w stanie zareagować. Przecież nie dogoni i nie dosięgnie dziecka, które wskoczyło na drugi schodek. To ja widziałam każdy jego płacz z bezradności. To ja widziałam jak jest upokarzany przez wychowawców w szkole – integracyjnej. Tylko ja wiem, ile razy musiałam stawać w jego obronie.

Czasami zastanawiam się, czy gdyby on wciąż żył, byłabym z Dawidem. Czy mimo wszystko wyjechalibyśmy na Mazury gdzie pierwszy raz się zobaczyliśmy? Czy wtedy też tak często (jako dziecko) wyjeżdżała bym na Śląsk do Dawida, zostawiając brata w domu? Czy wtedy Dawid by do nas przyjeżdżał? Czy rozumiał by to, że nie mogę wyjść z domu, bo muszę być przy bracie?

Czasami zastanawia się, czy była bym dziś tak bardzo szczęśliwa, gdyby on żył?

czarny-protest-mynaswoimGdy chodziłam na studia, moja uczelnia była pozornie przystosowana dla wózkowiczów. Czasami działała jedna winda – ta, gdzie drzwi otwierało się ciągnąć je do siebie. Między windą a drzwiami było za mało miejsca, jak na tak duży wózek jaki miał brat. A jeśli chodzi o aule… – one nie były w żaden sposób przystosowane dla wózkowiczów. Mógłby być na dole auli – ale nie miał by żadnego stolika, na którym mógłby pisać notatki. O laboratoriach nie wspomnę.

Mój brat był bardzo inteligentną osoba. Szybko liczył w pamięci, dużo czytał, lubił ciekawostki i techniczne rzeczy. Mogłam z nim porozmawiać na każdy temat. Jego jedyną wadą było to, że nie ruszał nóżkami – rozszczep kręgosłupa. A co gdyby był… warzywem? Gdyby nie było z nim żadnego kontaktu? Gdybym nie mogła z nim kłócić się, grać w statki i bierki? A co gdybym musiała, jak niemowlakowi, wycierać mu co chwilę buzię bo by się ślinił? Gdybym co chwilę musiała mu poprawiać głowę by była prosto?
W naszej szkole integracyjnej i takie dzieci były. Nie wyobrażam sobie jak ciężko mają ich rodzice.

Czy ja bym usunęła ciążę, gdybym wiedziała, że moje dziecko będzie niepełnosprawne? Nie wiem!

Ale wiem jedno – chciałabym mieć wybór. Chciałabym mieć czas na oswojenie się z sytuacją, na przemyślenie i na podjęcie decyzji. Na dzień dzisiejszy nie wiem, czy była bym tak silna jak moi rodzice. Nie wiem czy udźwignęła bym trud wychowywania niepełnosprawnego dziecka w kraju do nich nie przystosowanego. W kraju, w którym przez niewiedzę lekarzy i brak umiejętności leczenia niepełnosprawnego dziecka zmarł mój brat.

 

skomentuj-1

Jak mamy stworzyć więź?

Może wiesz, może nie – nasz związek zaczął się przez internet. Jedyne co mieliśmy to gadu-gadu i statusy z ograniczoną ilością znaków. Nie znaliśmy swoich znajomych, nie mogliśmy podglądać kto z kim pisze, kto kogo dodał do listy znajomych i z kim ma zdjęcia z imprezy. Mogliśmy natomiast ustawiać statusy, które miały wzbudzić naszą zazdrość czy zaintrygować nas. Kiedy nie chcieliśmy by ktoś nam przeszkadzał, ustawialiśmy słoneczko komunikatora na „niewidoczny”.

wyla%cc%a8cz-telefon

Czasy gadu-gadu były najlepszymi internetowymi czasami! Pamiętam jak dziś, gdy w pokoju brata siedziałam do 6 rano (!) i rozmawiałam z Dawidem na gg. Pamiętam jak żaliłam mu się na ludzi, jak wykorzystują to, że jesteś dobry, pomocny. Nie warto być dobrym! – krzyczałam. Dawid spokojnie tłumił moje emocje. Pełna anonimowość oraz te pomarańczowe i żółte kolory komunikatora sprawiały, że tak na prawdę nie czuło się, że rozmawia się z drugim człowiekiem. Bardzo łatwo było otworzyć się i powiedzieć co się myśli – bez udawania, bez hamowania, bez strachu o ocenę. Nie było wtedy tyle nienawiści, szyderstwa i wulgarności. Głębsza wypowiedź i uzewnętrznienie nie spotykały się z wyśmianiem.

Dziś ludzie nie rozmawiają już tak ze sobą. Dziś nie mamy okienka na 1/3 monitora, a małą ikonkę czatu facebooka. Rozmowy internetowe już nie są tak komfortowe, tak długie, tak intymne, a jednak wciąż poświęcamy tym mediom mnóstwo naszego czasu.

Kiedyś, gdy spotykało się z kimś z gadu-gadu na żywo, rozmowy nie miały końca. Nikt nie wyciągał nagle telefonu by pograć w węża. Dziś natomiast siedząc w restauracji widzimy, jak grupa ludzi przy jednym stoliku gapi się w swoje telefony. Może i rozmawiają, ale na pewno nie ze sobą.

Jak ma się stworzyć więź między ludźmi, kiedy nie patrzymy na siebie?

Bez nieśmiało, niby niechcący smernięciem się ramieniem? Bez spojrzeń zalotnych i tych spode łba? Bez niedopowiedzeń w zdaniach i o trzy słowa w zdaniu za dużo? Dziś nie ma miejsca na ekspresję, chyba, że chcesz zrobić zdjęcie dla ogółu – nie dla siebie.

Kocham, szalenie kocham ten czas, kiedy możemy schować telefony, wyłączyć komputer i wyjść z domu bez smyczy. Kiedy możemy usiąść gdzieś na uboczu, otworzyć piwko i przepaść bez reszty w rozmowie. Kiedy mówimy o tym czego się boimy i jaka przyszłość nas przeraża. Mówimy o rzeczach, które siedzą nam głęboko w głowie i którymi nie chcemy się ani dzielić, ani o nich pamiętać. Uwielbiam gdy Dawid ściszonym głosem, z nutką podniecenia opowiada mi o planach na przyszłość i swoich marzeniach. To są te rzeczy, które zbliżają ludzi do siebie, które tworzą tą cudowną więź. Ale nie jest to możliwe, kiedy nie patrzy się sobie w oczy, a w telefon komórkowy.

 

skomentuj-1

Za dziecinni na małżeństwo

Kiedy zaczęliśmy organizować nasz ślub i przyjęcie weselne, okazało się, że w oczach wielu do tego wszystkiego, tej całej rodziny jeszcze nie dojrzeliśmy. Jesteśmy zbyt dziecinni na małżeństwo i zbyt wielu rzeczy jeszcze nie rozumiemy.

– Oj Asia, Asia… kiedy Ty zrozumiesz…? – Słyszałam za każdym razem, kiedy ktoś pytał mnie o nasze ślubne wybory. – Asia, ale (nie) powinniście…

mustache-2

Widzisz moja droga ten absurd? Twój ślub, Twoje życie – ale robisz to źle! – Zobacz, tu masz klucz i postępuj według niego.

Dorośli zwracają nam uwagę na wszystko. Starają się przygotować nas do równie dorosłego jak oni życia, poprawiając nas i dając złote rady – do nas nie pasujące. Śmieją się z nas, kiedy widzą jak na dzień dobry stukamy się obrączkami, łącząc nasze pierścienie mocy. Wciąż nie wierzą, że na obrączkowy grawer wybraliśmy „falafel w bułce” i „baranina na ostro”, zamiast daty ślubu i swoich imion. I nie ważne, że my to my. Ważne, że nie tak jak inni. Bo my ze ślubu robimy cyrk. Nie ważne, że się kochamy. Że dbamy o siebie. Że mimo 11 lat bycia razem, wciąż szalejemy za sobą, jak pies za zabawką. Ważne, że litery na obrączce układają się w niewłaściwe słowa.

Przemyślcie to… to takie niepoważne… Wygrawerujcie sobie np datę ślubu, albo wasze imiona.
– Ale po co? – pytał Dawid. – Ja wiem jak moja przyszła żona ma na imię. 

mustache-01

Trąci ironią, co? Być krytykowanym za indywidualizm w świecie, w którym każdy chce być postrzegany nieszablonowo i wyróżnionym spośród tłumu. W którym mówi się o tolerancji i wolności.

mustache

Pamiętasz nasz post o scenach zazdrości w związku? Nawet nie wiesz ile padło pod nim krytycznych słów. Posądzili nas o gierki i brak miłości do siebie. O manipulację, dziecinność, brak dojrzałości i pewności siebie. Ktoś obcy nam napisał, że udajemy i nie jesteśmy sobą, że on by w takim związku nie wytrzymał.

Hej, odmienność to nic złego. Odmienność jest fantastyczna! Brak szablonowego myślenia i działania pod widzi-mi-się innych sprawia, że możemy być w pełni szczęśliwi! Bo tylko mając wolny umysł, realizując swoje marzenia i nie przejmując się opinią otoczenia, możemy być w pełni sobą, a więc i w pełni szczęśliwi.

Nigdy nie zapomnę dnia, kiedy szperając w kartonach znalazłam jakiś sprej do ciała, który 100 lat wcześniej dostałam od babci. Był bajerancki – taki świecący, brokatowy i cuchnący jak 7 nieszczęść. Nie wiem jak to się stało, ale zaczęliśmy z Dawidem ganiać się po całym mieszkaniu i atakować wzajemnie tymże sprejem, tuszem do rzęs, szminkami i innymi kosmetykami. Biegaliśmy po domu jak opętani! To była zdecydowanie jedna ze szczęśliwszych chwil w naszym (niedojrzałym) związku.

mustache-9

mustache-10

Obrączka na palcu i 30-tka za pasem wcale nie muszą oznaczać, że od dziś masz chodzić z kijem w dupce oraz „ą i ę pardą pierdolę” jak to pisał Bratny. To znaczy tylko tyle, że właśnie masz męża i 30 lat za chwilę.

Świat jest szalenie poważny. Dookoła są ludzie, dla których Twoje poglądy to jakieś herezje. Gdy napisałam na forum radosną nowinę, że pobraliśmy się – wzięliśmy ślub cywilny, a za rok planujemy kościelny, usłyszałam, że jestem niewierząca, że kościelny to pokazówka i że działam wbrew kościołowi. Trzeba nas nawrócić, bo planujemy rodzinę i do kościoła pójdę z brzuchem lub małym dzieckiem na rękach. Och, wait, czy ja gdzieś napisałam, że planuję założyć teraz rodzinę? Nie. Ale biorąc ślub cywilny, z praw nadanych mi przez urząd, konstytucję i pierdylionową poprawkę rozumie się, że JUŻ TERAZ ZARAZ planuję dziecko. Bo rodzina to mąż, żona i dziecko – a nie sam mąż z żoną.

mustache-4a

Bez względu co masz w głowie, jakie masz plany na siebie, na was, na jutro i wspólną przyszłość – dookoła Ciebie każdy będzie znał Cię lepiej niż Ty sama, i każdy będzie lepiej od Ciebie wiedział co jest lepsze dla Ciebie – szczególnie pan siedzący w drugim końcu tramwaju i 30 dziewczyn z forum. Według nich, nigdy nie będziesz dość dobra, dojrzała, ładna, wysoka, chuda, mądra, Twoje włosy nie będą dość brązowe a umiejętności kulinarne tak dobre jak ich! Nie będziesz tak dobrą żoną jak inne, a matką to już w ogóle nie powinnaś być Ty niedojrzała kobieto.

mustache-5a

mustache-6

mustache-7

Dlatego nie bój się być sobą! Nie bój się głośno śmiać, śpiewać w samochodzie i nosić stary, powyciągany sweter jeśli jest Twoim ulubionym. Nie przejmuj się gdy powiedzą Ci „Boże, jesteś taka infantylna, och!” Przynajmniej jesteś szczęśliwa! Co może być dla Ciebie lepsze od bycia sobą i bycia szczęśliwą? Załóż więc stare, wygodne buty i podbijaj świat!

 

I pamiętaj: tylko wariaci są coś warci ;)

 

skomentuj-1

Zanim zaczniesz zazdrościć związku koleżance!

Zanim zaczniesz zazdrościć związku koleżance!

Na początku związku porównywanie nowego partnera do ex jest czymś normalnym. Jeśli jesteśmy w zdrowej relacji, związek nie jest kaprysem ani klinem wypełniającym pustkę po rozstaniu z tamtym draniem – Twój obecny partner zawsze wypadnie lepiej. W końcu zrzuciłaś z siebie balast i czujesz, że odżywasz!

Ale w przypadku związków, porównania wypadają dobrze tyko wtedy, gdy zestawia się je z toksycznymi relacjami. Ludzie z natury starają się dążyć wyżej i do lepszego. W tym celu podpatrują i obserwują relacje innych par, oglądają komedie romantyczne. Marzy mi się taki związek! – myślimy sobie z zazdrością.

Tylko czy to ma sens?

Zanim zaczniesz zazdrościć związku koleżance

Opowiem Wam pewną historię:
Dawno , dawno temu przyjaźniliśmy się z parą, która tak jak my, była ze sobą od czasów szkolnych, ale jednak byli dłużej stażem. Nasz związek był wtedy bardzo burzliwy, na wielu płaszczyznach dochodziło u nas do spięć. Pewnego dnia powiedziałam Dawidowi jak bardzo zazdroszczę im związku. Byli tacy zgodni, uśmiechnięci, szczęśliwi, dbali o siebie, troszczyli się. Pamiętam jak ta dziewczyna przyjechała raz spóźniona na grilla i przywiozła swojemu chłopakowi sok i bluzę, a później odwiozła go do domu. To było dla mnie niesamowite. Dla mnie byli parą wzorem, parą idealną. Zawsze zazdrościłam im tego związku. Miałam do Dawida żal, że zamiast siedzieć ze mną na imprezie, on spędza czas z kolegami, bo tamten chłopak większość czasu spędził przy swojej dziewczynie w damskim gronie.

Zapisz się na nasz
newsletter 

i pobierz bezpłatny

#miniporadnik
Jak żyć wolniej na co dzień?

Właśnie zapisałaś się do naszego newslettera. Szalenie się cieszę! Zaraz dostaniesz od nas pierwszego maila :)







(Oczywiście ta historia jest wyrwana z kontekstu. Mój, wtedy nastoletni żal, był bardzo krótkowzroczny i nie brałam pod uwagę wielu czynników, które wzięłabym teraz. Ale kiedy mówimy o uczuciach, o emocjach – czasem tracimy zdrowy rozsądek, dlatego postanowiłam przytoczyć Wam tą historię, która dalej ma swój bieg…)

Odpowiedź Dawida zaskoczyła mnie!

– Ty widzisz tylko kawałek ich życia. Oni wcale nie są taką udaną parą. 
– Nie wierzę Ci. Przecież są tacy szczęśliwi!
– Tak, ale też dużo się kłócą. Burzliwie jest u nich. Często zrywają i wracają do siebie.

W życiu bym nie powiedziała!

Człowiek ma potrzebę rywalizacji. U kobiet ta cecha jest szczególnie widoczna w przypadku wyglądu. Lubimy dobrze wyglądać, lubimy komplementy, zwłaszcza od innych kobiet. Lubimy też, kiedy inne kobiety zazdroszczą nam partnerów. Siedząc w grupie dziewczyn, nie mówisz o tym jak wkurza cię twój facet, nie mówisz, że ta pierdoła zapomniała kupić jajek, kiedy ty miałaś przygotować ciasto. Mówisz za to jaki jest cudowny i jaki wspaniały dostałaś od niego prezent na urodziny. Ba, dał ci nawet kwiaty bez okazji, romantyk mój.

Prawda jest taka, że na co dzień uprawiamy dobry marketing. Nie chcemy aby o nas i, mimo wszystko, nawet w chwili złości na partnera, myślano o nim źle. I jest jeszcze coś – z różnymi ludzi łączą nas różne relacje. Nie zawsze chcemy aby każdy wiedział o nas wszystko. Aby wiedział co się dzieje w naszym związku, w naszym domu, jakie mamy problemy i z czym sobie nie radzimy. Dlatego pamiętaj, że o czyimś związku wiemy tylko tyle, ile ktoś nam powie. A to ile nam powie zależy od naszego zaufania do siebie na wzajem.

SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS?

SKOMENTUJ GO I UDOSTĘPNIJ
pokaż innym co jest dla Ciebie ważne

Zamiast wesela weekendowy wypad we dwoje

Długo zastanawialiśmy się, co zrobić po ślubie cywilnym. Za rok planujemy ślub kościelny z gośćmi i weselem, więc nie chcieliśmy robić z tego ślubu “sprawy”. Nie wiedzieliśmy czy wrócić do Warszawy, jak gdyby nigdy nic, i dać się toczyć życiu, czy może zaprosić rodziców na wspólny obiad i jednak w symboliczny sposób uczcić ten dzień? Mimo, iż zdecydowaliśmy się nie zapraszać rodziny na ślub cywilny, wszyscy trzymali za nas kciuki i tuż po samej uroczystości rozdzwoniły się telefony z życzeniami. Absolutnie wspaniałe uczucie!

 

Zdecydowaliśmy się następnego dnia pojechać do Krakowa. Wynajęliśmy pokój na jedną noc. Mieszkanie znajdowało się dosłownie 500m od Rynku! Do naszej dyspozycji był mega wielki pokój, toaleta i kuchnia z wyjściem na patio. Jedząc śniadanie mogliśmy obserwować mieszkające w patio małe kociaki, co było bardzo urocze. Jeden z nich był na tyle oswojony, że wchodził nam nieśmiało do kuchni umilając poranną kawę.

nowe stare kopia

Pierwszym punktem naszej wycieczki były barki!  To właśnie na nich, 2 lata temu, prowadziliśmy pierwsze rozmowy o rodzinie, ślubie i wspólnym mieszkaniu. Niesamowicie było wspominać tamte czasy z obrączką na palcu. Klimat jaki panuje na barkach jest absolutnie obłędny! Żałuję, że Warszawa nie ma w tak cudowny sposób zagospodarowanej Wisły.

/A teraz zdjęcie dla mamusi!

 

asia na barce_2

/ Na fejsa!

asia na barce_3

/ I na bloga!

asia na barce_1
asia na barce_4
Wyjazd do Krakowa nie mógł też obyć się bez lodów i, oczywiście, ich zdjęcia! Robienie zdjęć lodom, nie wiedzieć czemu, stało się u nas tradycją.

lody

Na sam koniec dnia poszliśmy do mojej ulubionej knajpy, w której można zamówić degustacje różnych piw. Środkowe piwo najmniej przypadło mi do gustu. Smakowało jak krople żołądkowe!

kolacja

Ostatniego dnia, na śniadanie udaliśmy się do cukierni na obrzeżach rynku. Było słodko! Po kawie i ciastku nie mieliśmy już sił na zwiedzanie.

śniadanie w cukierni

Z dziwniejszych rzeczy Krakowa:
Zwykły rower przypięty solidnym, grubym łańcuchem

rower

Pamiątka pozostawiona po wieczorze panieńskim na barkach ;).

dmuchana lalka kopia

Nie tylko ślub przeżyliśmy we dwoje, ale i sami, w spokoju mogliśmy cieszyć się i przeżywać to, co właśnie się wydarzyło. Kameralny ślub i weekendowy wypad tylko we dwoje był najlepszą decyzją jaką podjęliśmy w życiu!

skomentuj-1

Godzina do ślubu a ja nie mam bukietu!

Ostatni tydzień był dla nas niesamowity! Choć wiedzieliśmy, że 2.09 bierzemy ślub, totalnie się do niego nie przygotowywaliśmy. Dzień przed wyjazdem do Zabrza, gdzie braliśmy ślub cywilny, kupowaliśmy Dawidowi koszulę i muchę, dobieraliśmy odpowiednie spodnie, buty i marynarkę, o czym pisałam tutaj. Na Śląsk pojechałam z zamiarem kupienia ozdoby do włosów – srebrnych listków, którymi mogłabym otoczyć kok. Jednak to nie była jedyna rzecz o jakiej zapomniałam!

Odbiór obrączek

1.09 umówiliśmy się z właścicielką lokalnego sklepu jubilerskiego na odbiór obrączek. To była najbardziej stresująca rzecz, w całej organizacji ślubu. Gdy przybyliśmy na miejsce, okazało się, że naszych obrączek nie ma! Ślub już jutro, a pani w sklepie nic o nich nie wiedziała. Nie mieliśmy też żadnego kwitu potwierdzającego zamówienie. Obrączki zamawialiśmy rozmawiając telefonicznie z właścicielką sklepu. Jedyne co mieliśmy to smsa od niej, z którego nic nie wynikało.
Po pół godzinie nasze obrączki znalazły się. Pasowały idealnie!

mucha do ślubu

Przygotowania do ślubu

O godzinie 9 spotkaliśmy się w hotelu. Zakładając suknię zdałam sobie sprawę, że mój stanik nie ma odpinanych ramiączek. Wystające ramiączka od stanika w sukience bez ramiączek wyglądają bardzo nieestetycznie! Nie było mowy, abym tak poszła do ślubu. Niewiele myśląc, zdjęłam ramiączka i schowałam je pod sukienkę. Moja sukienka była na tyle luźna, że nic nie było widać.
W czasie przygotowań okazało się też, że nie wzięłam z Warszawy gumki do koka. Na szczęście w kosmetyczce znalazłam spinkę, która uratowała sytuację. Do ślubu poszłam w rozpuszczonych włosach.

slub cywilny mynaswoim
Kolczyki, które miałam na sobie tego dnia, dostałam od Dawida na początku związku. Nie mogłam założyć innych! Kiedy byliśmy w Krakowie 2 lata temu, wydawało mi się, że je zgubiłam. Przez długie miesiące szukałam ich w domu, po walizkach, ciuchach, torebkach aż odpuściłam. Szykując się w Warszawie na wyjazd, sięgnęłam po kosmetyczkę. Nie wierzyłam własnym oczom, gdy ujrzałam kolczyki od Dawida.

slub cywilny perfumy_1

Za godzinę ślub a ja nie mam bukietu

Kiedy byliśmy już w miarę wyszykowani, okazało się, że zapomnieliśmy o bukiecie. Nie wyobrażałam sobie pójść na ślub bez kwiatów.
– Dawid, ja polecę do Platana po jakieś kwiaty!
– Coś Ty, w tej sukience będziesz teraz leciała? Zajmie Ci to lata, a zaraz wychodzimy!
– Ja polecę! – zrywa się mój kuzyn, który był naszym świadkiem.
gozdziki 1
Gdy ja prostowałam włosy, kuzyn wysyłał mi zdjęcia kwiatów na messengera. Na małym ekranie telefonu totalnie nie wiedziałam, jakie pokazuje mi kwiaty. Rozróżniałam jedynie słoneczniki.
– Weź mi te różowe z 1 zdjęcia, albo słoneczniki – napisałam do niego.
Okazało się, że wziął mi goździki. Nawet nie widziałam ich na zdjęciu, a pasowały idealnie! W drodze do USC przycinał mi łodyżki, aby bukiecik wyglądał bardziej estetycznie i delikatnie.

Ceremonia

Ślub cywilny bez gości był najlepszą decyzją jaką podjęliśmy. Przed USC żartowaliśmy, opowiadaliśmy sobie śmieszne scenki z filmów totalnie nie czując stresu.
Na sali ślubów urzędniczka wprowadziła nas w cudownie ślubny klimat. Chwila, w której trzymaliśmy się za dłonie i wypowiadaliśmy słowa przysięgi były najbardziej wzruszające! W połowie Dawida słów zalałam się łzami. Później nie byłam w stanie złożyć przysięgi – płacząc i śmiejąc się na zmianę. Wszystko zostało nagrane przez mojego kuzyna. Odtwarzaliśmy z Dawidem ten film jeszcze kilka razy.
usc zabrze 1a

usc zabrze 1

usc zabrze 2

Obiad

Totalnie nie wiedzieliśmy, gdzie możemy pójść w Zabrzu na obiad. Zdecydowaliśmy się na lokal, który poleciła nam mama Dawida tuż przed ceremonią. Ku naszemu zaskoczeniu był tam cudowny ogród z przepysznym jedzeniem! Zamówiłam sałatkę, którą ledwo zjadłam, tak było jej dużo. Po obiedzie, będąc jeszcze w lokalu w czwórkę zagraliśmy w moją ulubioną grę planszową – kolejkę.

 

Nie mogliśmy wymarzyć sobie lepszego ślubu! Ten dzień bardzo wpłynął na nasze postrzeganie wesela i jego organizację. Możliwość przeżycia tej chwili tylko we dwoje był strzałem w dziesiątkę! Nic nie rozpraszało naszego szczęścia oraz wzruszenia. Następnego dnia pojechaliśmy do Krakowa, gdzie wciąż nie mogliśmy uwierzyć w to, że jesteśmy małżeństwem!

 

skomentuj-1

Jeden dzień do ślubu

Pomysł na ślub cywilny jeszcze w tym roku był totalnym szaleństwem! Zdecydowaliśmy się na niego w momencie, jak zaczęła nas drażnić organizacja wesela, a dokładniej poszukiwanie odpowiedniej sali o czym pisałam tutaj. Zdaliśmy sobie sprawę, że tak na prawdę nie potrzebujemy tego wszystkiego. Nie potrzebna nam pięknie wystrojona sala, kościół pełen gości ani winietki dobrane do zaproszeń aby wziąć ślub. Jedyne czego potrzebujemy to siebie. I świadków ;).

suknia slubna 7

Po załatwieniu papierów w USC, opłaceniu ceremonii i zamówieniu obrączek pozostało czekanie. Nasz ślub za miesiąc! Przez cały ten czas nie musieliśmy totalnie nic organizować i niczym się przejmować. Po ceremonii w USC nie planujemy też uroczystego obiadu ani przyjęcia. Będziemy tylko my i nasi świadkowie. Totalny luz!

Na forach internetowych często widziałam “został nam miesiąc/tydzień do ślubu – tak się stresuję! Nic nie jem!”. Wiesz co? My się w ogóle nie stresujemy. My nie możemy się już doczekać! Codziennie kładąc się razem spać, odliczamy dni do tego dnia. A to już jutro!!!!

Dasz wiarę, że jeszcze wczoraj kupowaliśmy Dawidowi koszulę i muchę?

suknia slubna 6

Ślub cywilny bez gości jest świetnym rozwiązaniem! Gdybym jeszcze raz miała planować swój ślub, zrobiła bym dokładnie tak samo. Dzięki takiemu rozwiązaniu nie czujemy żadnej presji ze strony rodziny i nie stresujemy się. Jesteśmy w stanie przeżywać chwilę przygotowań jak i samej ceremonii bez martwienia się o szczegóły, za to pełni podekscytowania! Możemy skupić się na tym, co tego dnia jest dla nas najważniejsze – na powiedzeniu sobie TAK. Aaaa nie mogę się doczekać tak bardzo!!!!

suknia slubna 4

Słyszałam komentarze, że ślub kościelny to już nie będzie to samo. Bzdura!
Dla nas ślub kościelny będzie odnowieniem przysięgi małżeńskiej. Jeszcze raz, rok po ślubie, będziemy mogli powiedzieć “biorę sobie Ciebie za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską”. Będziemy nie mniej wzruszeni niż nasza rodzina i przyjaciele. Razem z nimi będziemy mogli cieszyć się minionym rokiem i wieloma wspaniałymi latami, które jeszcze przed nami.

suknia slubna 2

 

suknia slubna 9

 

Dlaczego mężczyźni nie kupują kobietom kwiatów?

Dlaczego mężczyźni nie kupują kobietom kwiatów?

Gdy kobieta zaczyna narzekać na swojego mężczyznę, często-gęsto mówi z wyrzutem: On w ogóle nie kupuje mi kwiatów! Łobuz jeden!
Dziś zdradzę Wam sekret, dlaczego tak jest. Otóż… – mężczyźni są na to za logiczni! Dokładnie tak, dawanie kwiatów kobiecie nie mieści się im w ich logicznym rozumowaniu.

Uwaga! Te historie zdarzyły się na prawdę!

Moja kumpela poznała któregoś razu faceta. Pierwsza randka, druga, trzecia. Na trzeciej podarował jej wielką różę z grubymi, miękkimi płatkami. Kumpela wróciła do domu po czym wdała się w rozmowę:
– Co to jest? – pyta jej brat
– Róża. 
– Od tego faceta? 
– Tak
– Ile kosztowała? 
– Nie wiem. Około dwóch dych.
– ?! To już nie mógł dać Ci kasy? Dwie dychy za badyla? 

 

 

Innym razem, wśród moich bliskich znajomych, ewidentnie dwoje miało się ku sobie. Romantyczny spacer po Warszawie, bardziej i mniej poważne rozmowy. W pewnym momencie mijają starszą panią sprzedającą kwiaty na chodniku. Chłopak chciał być romantyczny:
– Ej, pożycz kasę – powiedział do dziewczyny – to dam ci kwiatka. 

Dziewczyna zdębiała parskając śmiechem równocześnie. Dziś nie są razem. I nikt nie wie – dlaczego? ;)

 

Jeśli następnym razem będziesz narzekać na swojego faceta, bo nie dostajesz od niego kwiatów pamiętaj – dawanie kwiatów jest przereklamowane! Co innego wino – które i on mógłby wypić ;)

Suknie ślubne od 300 do 1500zł

Im dłużej planuję swój ślub, tym mam większą ochotę aby był on kameralny i “dla nas”. Bez spełniania oczekiwań i marzeń naszych gości. Po przymierzeniu dziesiątek sukien doszłam do wniosku, że mi to wcale do szczęścia nie jest potrzebne! Po co mam się męczyć w najdroższej sukience jaką kiedykolwiek kupię? Na co dzień nie lubię blichtru. Moja garderoba jest dość stonowana. Dlaczego więc tego dnia mam się wyróżniać wśród gości?
– To Twój dzień, musisz wyglądać olśniewająco! Suknia ślubna musi kosztować! Nie możesz na niej oszczędzać! – słyszę.
Muszę? Nie mogę? Twój dzień, ale co inni powiedzą?

Na ślub cywilny wybrałam długą, białą sukienkę z sieciówki i wydałam na nią całe 160zł! Dziś chcę Ci pokazać, że suknia ślubna nie musi kosztować majątku!

Suknie ślubne do 300zł:

ślub cywilny 5

Tom Tailor 224,25zł

 

ślub cywilny 10

Rare London 265,30 zł

 

Suknie ślubne do 500 zł

ślub cywilny 2

NAF NAF 439,20zł

 

 

ślub cywilny 9

More&more 407,20zł

 

ślub cywilny 8

Mascara 431,50zł

 

ślub cywilny 18

695,40zł

695,40zł

Sukienki ślubne do 700zł

ślub cywilny 13

Mascara 532,95zł

 

ślub cywilny 12

Laona 587,30zł

 

ślub cywilny 3

Intropia 674,50zł

 

Suknie ślubne powyżej 700zł

Unique 762,30zł

Unique 762,30zł

ślub cywilny 7

Rene Lezard 1175,30zł

 

ślub cywilny 22

Zetterberg 1491,75zł

 

Wszystkie pokazane wyżej suknie zostały znalezione na Zalando. Obecnie trwają wyprzedaże, więc zalezienie niedrogiej a pięknej sukni ślubnej nie stanowi problemu. Ja szukając sukni dla siebie, klikałam kategorie “koktajlowa” i “długa”. Unikałam zaznaczania koloru “biały”, gdyż część sukien jest koloru ivory, co wg Zalando pod biały nie podlega.

skomentuj-1