utworzone przez WolnoWolniej.pl | cze 11, 2017 | żyć lepiej
Kiedy ktoś pyta mnie o czym jest nasz blog, mówię, że o relacjach damsko-męskich. Próbujemy pokazać ludziom, że związek może być fajny, może dawać radość, można być w związku i się nie kłócić. I za każdym razem słyszę: Co?! Wy się nie kłócicie?! Jak to możliwe?! My się często kłócimy.
Dojście do tego miejsca w związku jaki teraz mamy – zajęło nam naprawdę dużo czasu. Byliśmy z Dawidem swoimi pierwszymi partnerami, pierwszymi miłościami, przez co nie mieliśmy zbyt dużego doświadczenia w związkach. Nie wiedzieliśmy jak powinniśmy się zachowywać i z czym tak naprawdę ten związek się je. Z perspektywy czasu widzę, że popełnialiśmy niesamowicie podstawowe błędy, które faktycznie powodowały u nas kłótnie lub ciche dni.
Im u nas było gorzej, tym bardziej przypatrywaliśmy się naszemu związku i – przede wszystkim – sobie w związku.
Nie chcę psuć, jest tak dobrze
Klasyczny błąd jaki popełnialiśmy to: chcieliśmy dobrze – nie chcieliśmy psuć. Czasem zdarzało się tak, że coś nas dotknęło, a to jakiś żart, jakaś uwaga, reakcja, zachowanie – cokolwiek. To był też czas, kiedy gdzieś tam trochę brakowało nam dystansu do siebie. Wszystko co mówiliśmy, odbieraliśmy bardzo osobiście. Mimo, że byliśmy już w związku kilka ładnych lat, to wciąż się baliśmy kłótni. Nieświadomi baliśmy się, że kłótnia spowoduje u nas rozpad związku, doprowadzi do – no właśnie – nie wiadomo czego. Kłótnia kojarzyła nam się z czymś złym, z negatywnym wpływem na związek, więc za wszelką cenę staraliśmy się jej uniknąć. Więc kiedy jedno z nas uraziło drugie – milczeliśmy. Zazwyczaj zagryzaliśmy zęby i udawaliśmy, że nic się nie stało, nie było tematu. Jest okej, choć humor nam jakby zszedł.
I to był błąd. To był jedne z największych błędów jakie popełnialiśmy!
Zaciskanie zębów, trzymanie w sobie tych (negatywnych) emocji, chowanie nawet najmniejszej urazy – działało na nas bardzo źle. To było jak malutki, uwierający kamyk w bucie w czasie długiej wędrówki. Niby głupotka, niby coś małego, niby nieistotnego – a jednak! A jednak w końcu tak cię drażni, no tak wkurza – że zatrzymujesz się, rzucasz soczystą kurwą, zdejmujesz but i próbujesz znaleźć tego małego skurczybyka, który tak cię uwierał.
I tak było z nami. Długo skrywany żal, ni stąd, ni zowąd, nagle urastał do nie wiadomo jak wielkiej rangi! Nagle, pozostawiony papierek po cukierku powodował, że zalewała nas krew! Rosnąca, długo skrywana uraza powodowała, że nieświadomie skupialiśmy się na swoich negatywnych cechach, zamiast na tym co dobre.
Z jednej strony staraliśmy się nie mówić o tym co nas boli, co nas uraziło, co sprawiło nam przykrość, a z drugiej strony wybuchaliśmy! Zamiast od razu, wprost powiedzieć: “nie podoba mi się jak tak robisz” i zakończyć temat, my toczyliśmy bezsensowną rozmowę przez 3 godziny, by po 3 godzinach dojść do wniosków żadnych. To było po prostu wyrzucanie z siebie wszystkiego.
Zawsze jest dobry czas
Dziś już wiemy, że zawsze jest dobry czas by powiedzieć coś złego. Zawsze jest dobry czas, by powiedzieć co nam się nie podoba, co nas wkurza, co sprawia nam przykrość. Teraz, jeśli coś mnie denerwuję – mówię o tym Dawidowi od razu. Tak jak stoimy, tak mówimy. I nie ciągniemy tematu więcej, bo nie ma sensu. Najważniejsza informacja została przekazana. Jesteśmy dorosłymi ludźmi, miej więcej wiemy co jest dobre a co złe, więc nie musimy sobie nic tłumaczyć. Uwagę przyjmujemy i staramy się więcej przykrości nie sprawiać.
Czasem zdarza się, że jedno z nas przegnie i powie za dużo nie zdając sobie z tego sprawy. Wtedy od razu o tym rozmawiamy. Nie zostawiamy niczego na lepszy czas, bo lepszego czasu niż tu i teraz nie będzie.
Lepiej jest poświęcić 2 minuty na powiedzenie tego co nas boli, niż później tracić dwa dni na kłótnię i ciche dni po wylaniu na siebie wzajemnie wiadra pomyj.

Gdy wspominam nas sprzed lat – nie wierzę, że mogliśmy bać się mówić. Jak można chcieć budować z kimś przyszłość, swoje życie – bojąc się powiedzieć tej osobie, że coś sprawia nam przykrość? Nie możemy, ani my, ani wy – bać się mówić najważniejszej nam osobie co czujemy, co nas rani, co trapi, co sprawia nam przykrość. Nie da się budować związku na żalu. I nie da się codziennie z radością wracać z pracy do domu wiedząc, że w tym domu jest tak gęsta atmosfera, że aż nożem można ją kroić. Tak się nie da. Jesteście dla siebie najbliższymi osobami – nie możecie się bać.
Lepszego momentu niż tu i teraz – nigdy nie będzie.

utworzone przez WolnoWolniej.pl | maj 30, 2017 | żyć lepiej
Ten weekend spędziliśmy w Poznaniu na Blog Conference Poznań. BCP jest to jedno z największych w Polsce spotkań blogerów. Było nas około 1000 osób! To był niesamowicie inspirujący i (wbrew pozorom) długi weekend. Dawno nie mieliśmy tak dobrze spożytkowanych dwóch dni!
Jeśli śledzicie nasze
instastory to widzieliście urywki ze spotkania. My Blog Conference Poznań potraktowaliśmy nie tylko jako czas zdobywania wiedzy i wymiany doświadczeń, ale też rekreacyjnie, jak inny, niż typowy, sposób spędzenia weekendu we dwoje.
Zobaczcie, co nam dał Blog Conference Poznań:

Ludzie
Poznaliśmy ludzi, blogerów, których czytamy. To było niesamowite! Nagle widzisz tą osobę, którą w sumie, wbrew pozorom dobrze znasz, i nagle okazuje się, że ta osoba jest bardzo niska albo bardzo wysoka, co burzy Ci nagle całe wyobrażenie o tej osobie!
Ktoś, kto wydawał się nieśmiały – okazał się być bardzo zabawny i towarzyski.
No niesamowite to było!
Wymiana poglądów
Mogliśmy usiąść i wszystko z siebie wyrzucić. Mogliśmy podzielić się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi blogosfery, wątpliwościami, jakie mieliśmy w związku ze swoim blogiem i skonsultować z kimś nasze plany. Okazało się, że to czego nie byliśmy pewni, co poniekąd spędzało nam sen z powiek i działało demotywująco – jest bardzo dobrym pomysłem!


Prelekcje
Od 10 do 17 trwały prelekcje znanych i lubianych. Opowiadali swoje historie jak zaczęła się ich przygoda z blogowaniem, jakie błędy popełnili. To niesamowite, że w swoich pasjach mamy możliwość uczyć się na błędach innych. Dowiedzieliśmy się, jak możemy sobie zaszkodzić i co zrobić, by tego uniknąć. To było bardzo, bardzo cenne! To był też taki głos rozsądku. Ilu blogerów tyle dróg, tyle doświadczeń. My siedzieliśmy tam i analizowaliśmy, przekładaliśmy ich doświadczenia na nas.
Motywacja
Ostatnio na pewno zauważyliście, że nasz blog ucichł. Ślub i mieszkanie sprawiły, że trochę spadła nam motywacja do bloga. Mieliśmy też parę wątpliwości, w którą stronę powinniśmy iść. Teraz wiemy! Idziemy w związki i relacje damsko-męskie. To zdecydowanie ta dziedzina, w której czujemy się dobrze. Dostaliśmy ogrom motywacji, inspiracji i siły – by móc w końcu usiąść i wszystko rzetelnie przemyśleć. Teraz wiemy, że chcemy Was inspirować i dodawać Wam energii do tworzenia swojego, idealnego związku.
Wciąż zadziwiają mnie reakcje ludzi, kiedy mówię, że tak, można być w związku i żyć razem i się nie kłócić. Da się!

Rekreacja
My potraktowaliśmy Blog Conference Poznań nie tylko jako źródło ogromnej wiedzy i inspiracji, ale też możliwość zwiedzenia miejsca, którego nie znamy. Nigdy nie byliśmy w Poznaniu, nigdy nie jedliśmy poznańskich pyr ani plyndz. Teraz mieliśmy możliwość spróbowania oryginalnej, poznańskiej kuchni i zobaczenia jak wygląda Rynek Poznania, infrastruktura, tryb, styl życia poznaniaków.
To była też możliwość spędzenia czasu inaczej. Oderwania się od codzienności, od uliczek, które znamy, od codziennych i obowiązków. Choć to był weekend wypełniony po brzegi wiedzą – był dla nas szalenie relaksujący.
Zdecydowanie potrzebowaliśmy oderwać się od organizacji ślubu, który jest już za miesiąc!!

Szalenie zachęcamy Was do szukania grup, organizacji, które zrzeszają ludzi z taką samą pasją jak Wasza. To nie tylko możliwość poznania kogoś nowego, wymiany wiedzy, doświadczenia, ale może i przede wszystkim – możliwość spędzenia czasu inaczej. To możliwość oderwania się od rzeczywistości, codziennych obowiązków i czerpanie z życia tego co oferuje. Wspaniale jest czuć, że się żyje, że ma się energie do zdobywania szczytów i przenoszenia gór! A jeszcze lepiej – kiedy możemy to wszystko robić z kimś wyjątkowym.
utworzone przez WolnoWolniej.pl | maj 29, 2017 | żyć lepiej
Jakiś czas temu dowiedziałam się, że moja bardzo bliska osóbka jest chora, choć nie wiem, czy można to nazwać chorobą. Ta wiadomość spadła na nas jak grom z jasnego nieba – rak szyjki macicy. Jak to możliwe?! – pytali wszyscy wszystkich i nikogo. Jak to możliwe, że ta osóbka, ten wulkan energii, ta żona, matka i szalenie pozytywna wariatka – ma raka?! I jak to możliwe, że to już drugie stadium?!
Ta wiadomość wstrząsnęła mną. Postanowiłam coś z tym zrobić! Nie może tak być, że przez niewiedzę, lenistwo, strach, ignorancję – będziemy musiały stresować się, zamartwiać, przechodzić operacje – a to wszystko niepotrzebnie! Postanowiłam stworzyć akcję #nie_wstydzę_się_być_kobietą, która miała na celu uświadomić kobiety jak ważna jest profilaktyka. Jak ważne jest dbanie o siebie, ale nie tylko o swój wygląd zewnętrzny. Ta akcja miała uświadomić kobiety, że najważniejsze co mamy to czas. I niestety, ale to dziadostwo, ten cały rak – może zabrać nam to co mamy najważniejsze – czas – życie.

Od dziś na naszym blogu będą pojawiały się informacje o raku szyjki macicy. Będziecie mogli znaleźć tu mnóstwo inspirujących historii kobiet, które pokonały raka i pokazały temu dziadu kto tu rządzi! Przeczytacie wzruszające historie kobiet, które z początku poddały się, ale później znalazły siły do walki i życia.
Szalenie wierzę w to, że te publikację dadzą Wam odwagę i będą dla Was bodźcem by chodzić na badania. By nie wstydzić się być kobietą, nie wstydzić się “babskich spraw” i znaleźć czas by pójść do ginekologa.
Wiecie, często gdy słyszymy o jakiejś tragedii wydaje nam się, że ona nas nie dotyczy. Wmawiamy sobie, że jedna na milion, że przecież prowadzimy zdrowy tryb życia. Wyobraź sobie teraz moje zaskoczenie, kiedy opowiadając o tej sytuacji dwóm koleżankom z pracy, z jednego pokoju – usłyszałam, że… obie miały styczność z rakiem. Jedna jest pod stałą kontrolą lekarza, gdyż jej mama zmarła na nowotwór, a druga opowiedziała historię swojej koleżanki: w klasie maturalnej, pod wpływem bodźca jej koleżanka z klasy postanowiła pójść do ginekologa przebadać się. Zrobiła to pod wpływem jakiejś kampanii telewizyjnej. Okazało się, że ma raka szyjki macicy… .
Wystarczył bodziec.
Tłumaczymy sobie, że “niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgodzić trzeba”. Tylko kurcze – po co kusić los? Wolą Nieba będzie byś miała raka szyjki macicy, ale wolą Nieba już nie będzie byś regularnie chodziła na badania? No coś tu jest nie tak.
Do dentysty chodzimy bo boimy się próchnicy, nie chcemy borowania, o leczeniu kanałowym nie wspominając, a nie pójdziemy do ginekologa? Nie boimy się operacji? Nie boimy się, że będzie za późno i nie będziemy już mogły zajść w ciążę? Bardziej boimy się dziury w zębie od operacji?

Jeśli tak jak ja macie kogoś kogo kochacie, jeśli macie kogoś kto kocha Was, jeśli macie dla kogo żyć – to zadbajcie o siebie. Szkoda by było stracić jeszcze tyle wspaniałych lat razem.

utworzone przez WolnoWolniej.pl | maj 23, 2017 | żyć lepiej
Ostatnio w oczy rzuciło mi się nagranie jak policjanci znęcają się nad mężczyzną błędnie uznanym za podejrzanego. To był przypadek. Trafić mogło dosłownie na każdego. Policjant wytypował ofiarę, na której. No właśnie co? Na której będzie mógł dać upust emocjom? Nerwom? Kompleksom?
Na filmie pokazane było jak policjant obezwładnia paralizatorem leżącego, zakutego w kajdanki, nie stwarzającego zagrożenia mężczyznę. Później każe mu ściągnąć spodnie grożąc “powtórką z rozrywki”. Przestałam oglądać film gdy usłyszałam jak policjant upokarza ofiarę każąc mu robić przysiady.

Ludzie, z którymi rozmawiałam, strasznie burzyli się na postawę policjanta. Policja w naszym kraju i tak nie ma dobrej opinii a coraz to nowsze skandale z nią związane wizerunku nie poprawiają. Znajomi retorycznie dziwili się jak ktoś, kto ma stać na straży prawa może w tak bestialski sposób potraktować (niewinnego) człowieka?!
* * *
Kiedyś oglądałam film, bodajże “Domowe piekło”. Policjant znęcał się nad swoją żoną. Bił ją, poniżał. W konsekwencji żona zabiła męża. To był jej ostatni ratunek, bo gdzie miała szukać pomocy? Na policji? Kto miał jej pomóc?
W pewnym momencie filmu żona rozmawia z jakąś kobietą opowiadając swoją historię. Kobieta dziwi się żonie, że za zabójstwo w samoobronie dostała tak wysoki wyrok. Żona tłumaczy, że zabiła policjanta.
– Był dobrym policjantem? – pyta kobieta
– Policjantem tak. Ale mężem nie. – Odpowiedziała żona.
* * *
Kiedy oglądałam filmik z nagrania jak policjant w toalecie, przy zgaszonym świetle znęca się nad niewinną ofiarą pomyślałam sobie: kim musi być ten facet?! Jak słaby musi być? Jakie musi mieć kompleksy, że znęcanie się, upokarzanie bezbronnej osoby daje mu taką radość? A później pomyślałam – kim ten człowiek musi być w domu?
Jeśli sprawia mu przyjemność znęcanie się nad niewinną osobą, jaki jest w stosunku do żony, o ile ją ma? Jaki musi być dla najbliższego otoczenia? Do czego skłonna jest taka osoba?

Kiedyś ktoś mi wytknął, że żyję w swoim dziecinnym, wyidealizowanym świecie. Że dla mnie wszystko jest takie fajne, takie wesołe, beztroskie. Ale wiesz co? Zdecydowanie wolę tworzyć swój świat, otaczać się ludźmi podobnymi do mnie i mieć męża, który równie potrafi cieszyć się życiem co ja – niż ze zdwojoną siła odbierać cały ten syf, który nas otacza i przeżywać go.
Wolę móc przytulić się do męża bo tak, bez powodu, niż chodzić na szpilkach i drżeć, czy przypadkiem nie zrobiłam czegoś źle i nie wzbudzę w nim agresji.
Wolę mój wyidealizowany świat, w którym codziennie wieczorem żona mówi mężowi przed snem “kocham cię” a on przytula ją mówiąc “ja ciebie bardziej”.
Wolę ignorować arogancję i śmiać się z prostactwa ludzi o zbyt dobrym mniemaniu o sobie, niż przejmować się i odbierać osobiście ich przytyki.
Zdecydowanie bardziej wolę entuzjazm, radość, pozytywną energię – od strachu, bólu i upokorzenia.
Kiedyś ktoś mi powiedział, że ludzie tacy jak ja, którzy odbierają świat bardziej, którzy zwracają uwagę na emocje, intencje, dźwięk – mają w życiu trudniej. A ja myślę, że mamy łatwiej. Umiemy bardziej doceniać, bardziej się cieszyć i potrafimy świadomie wybrać między tym co naprawdę daje nam szczęście, a tym, co chwilowo je zastępuje.
I wiesz co? W takich chwilach, gdy oglądam takie filmiki, gdy widzę co się dzieje wśród innych małżeństw wiem, że wybrałam dobrze! Że lepszego męża, tak troskliwego, błyskotliwego, radosnego, mądrego – nie mogłam sobie wymarzyć. Bo wiesz – ja, to wiedziałam, że za niego wyjdę jak tylko zobaczyłam go na zdjęciu jeszcze nie znając. Już wtedy wiedziałam, że ten chłopak będzie moim mężem! A miałam wtedy 12 lat? Co jak co – ale intuicję to mam dobrą.
Bo wiesz – mamy to co chcemy. Albo mamy siły by to zmienić, by rzucić to co nas rani, co zadaje ból, albo mamy siłę by ten ból znosić. Ja zdecydowanie wybieram życie bez bólu i pełne radości! I choć innym to życie może wydawać się głupie, dziecinne i w ogóle totalnie niepoważne – ono jest moje. I ja je szalenie kocham!
utworzone przez WolnoWolniej.pl | maj 18, 2017 | żyć lepiej
Jeśli śledzisz nasz blog to wiesz mniej więcej jak dojrzewaliśmy do decyzji o zakupie własnego M. Pisaliśmy o tym w czym się kierować kupując mieszkanie oraz opisywaliśmy jak zaplanować jego remont.
Właściwy moment na zakup mieszkania można rozpatrywać z dwóch punktów widzenia:
etapu związku i z typowo finansowego punktu widzenia
Najlepiej jednak rozpatrywać zakup domu z tych dwóch perspektyw jednocześnie.
Do dzisiejszego artykułu zaprosiliśmy finansistę i byłego bankiera Szymon Ziembę, autora bloga finansowego Rekin Finansów. Podzieli się on bardzo ciekawymi doświadczeniami odnośnie finansowych aspektów zakupu mieszkania, jak i typowo biznesowym spojrzeniem na to jaki jest najlepszy moment na zakup nieruchomości.

Asia: Szymon, kiedy Twoim zdaniem jest najlepszy czas aby kupić mieszkanie?
Szymon: Przede wszystkim nie jestem zwolennikiem kupowania nieruchomości w celach inwestycyjnych, bo bardzo trudno na takiej transakcji zarobić. Nie ma też perspektyw na mocny wzrost cen nieruchomości. Często inwestycja w nieruchomość zamraża nam pieniądze na wiele lat zanim ktoś zechce kupić taką nieruchomość po cenie zbliżonej do naszych oczekiwań.
Dlatego, odpowiadając na Twoje pytanie, według mnie najlepiej kupić mieszkanie, kiedy rzeczywiście jest taka potrzeba – kiedy chce się mieszkać w danym miejscu albo ułożyć sobie życie z drugą połówką, ale o tym ty chyba wiesz dużo więcej ode mnie.
Asia: Zdecydowanie tak! Choć znalezienie odpowiedniego mieszkania było dla nas mega trudne! Każde mieszkanie jakie oglądaliśmy miało wadę, której nie mogliśmy przełknąć. Dlatego też powstał post: Na co zwrócić uwagę kupując mieszkanie, w którym wylaliśmy chyba wszystkie gorzkie żale.
Szymon:A w jakim miesiącu kupiliście swoje mieszkanie? Pamiętasz?
Asia: Pewnie, że tak! To były takie emocje, że pamiętam nawet w co tego dnia byłam ubrana! To był początek jesieni.
Szymon: To trafiliście! Od wielu handlarzy nieruchomościami m.in. w Warszawie i na Śląsku słyszałem, że mieszkanie najlepiej jest kupować jesienią i pod koniec roku. Jesienią jest co prawda mniej ofert sprzedaży nieruchomości, ale jest także nieproporcjonalnie mniej kupców. Do tego na jesień kupcy są bardziej zdecydowani, a sprzedawcy bardziej skorzy do obniżki oczekiwań finansowych. Od stycznia do lipca też est bardzo dużo osób niezdecydowanych, które po prostu przychodzą tylko pooglądać mieszkania bez zamiaru ich zakupu. Jest to naturalne, że na wiosnę myślimy o zmianach i o nowym domu. Najczęściej jednak nic z tego nie wynika.
Asia: No jednak zakup mieszkania to nie taki mały koszt. Od rozeznania w rynku do dojrzenia o zakupie, wybrania tego co nam odpowiada upływa trochę czasu. Mieszkania w Polsce są bardzo drogie w stosunku do zarobków, zwłaszcza, jak się dopiero wkracza w dorosłość.
Szymon: Niestety Asia realia są takie jak wspomniałaś. Choć osobiście nie jestem wielkim zwolennikiem kredytów, to z drugiej strony z perspektywy naszego życia i czasu na ziemi po prostu nie warto czekać 20-stu lat aby cieszyć się wspólnym życiem we własnym mieszkaniu. Lepiej po prostu mieć to tu i teraz. Cieszyć się tym przez 20 lat, a nie czekać na to 20 lat.
Asia: I mieszkać z rodzicami przez kolejne 20 lat? To już wolę kredyt :)
Szymon: Właśnie kredyt hipoteczny jest jednym z popularniejszych rozwiązań, zwłaszcza jeśli rodzice nie mogą lub nie chcą sfinansować mieszkania młodej parze.
Asia: Szymonie, na swoim blogu doradzasz, w jakim banku warto wziąć kredyt hipoteczny, stworzyłeś także popularną porównywarkę najtańszych kredytów hipotecznych. Powiedz proszę czy teraz jest dobry moment na zaciągniecie kredytu mieszkaniowego i ile to kosztuje. To chyba najbardziej interesuje moje czytelniczki – konkret!
Szymon: Nigdy, od 1989 roku, kredyty hipoteczne nie były tak tanie jak teraz. Stopy procentowe są na bardzo niskim poziomie, a inflacja jest dosyć wysoka i wynosi około 2%.
Asia: Co to dla mnie, osoby kupującej znaczy?
Szymon: Oznacza to, że kredyty na mieszkanie są teraz rekordowo tanie. Co więcej banki nie stawiają wysokich wymagań kredytobiorcom. Wystarczy zarabiać minimum 2300 zł na rękę. Pomimo, że kredyty są teraz bardzo tanie to znalezienie najtańszej oferty kredytowej nie jest wcale proste. Dlatego też stworzyłem porównywarkę kredytów hipotecznych, o której wspominałaś. Oprócz tego pomagam indywidualnie pozyskać taki kredyt, zwiększyć zdolność kredytową i ominąć pułapki zastawione przez banki.
Asia: Zdolność kredytowa – co to takiego?
Szymon:Zdolność kredytowa oznacza w potocznym rozumieniu wysokość kredytu jaką może uzyskać dana osoba w banku. Banki wnikliwie oceniają osobę, która stara się o kredyt. Oceniają około 70 rzeczy związanych z sytuacją finansową i osobistą danej osoby. 1 czynnik może decydować o tym czy dostanie się tani czy drogi kredyt. Można spotkać się także z odmową udzielania kredytu.
Asia: O mój Boże, aż 70?! Możesz podać jakieś zaskakujące przykłady?
Szymon: Na przykład masz konto bankowe i nie zapłaciłaś opłaty za jego prowadzenia, albo nie zapłaciłaś miesięcznej opłaty za kartę. Bank wysyła taką wiadomość do Biura Informacji Kredytowej informując o tym inne banki. Taki z pozoru błahy wpis w BIK często przekreśla szansę na uzyskanie kredytu.

Asia: Inny przykład?
Szymon: Ja jestem singlem, ty jesteś mężatką. Niczym innym się nie różnimy. Jednak bank gorzej oceni mnie bo jestem singlem. Co Ciebie Asia skłoniło do zaciągnięcia kredytu mieszkaniowego?
Asia: Wiesz co, u nas to była dość spontaniczna decyzja, że nagle Dawid porzuca swoje dotychczasowe życie i przeprowadza się do mnie do Warszawy. Nawet nie odkładaliśmy pieniędzy na mieszkanie. Wiedzieliśmy natomiast, że nie chcemy wynajmować mieszkania. Te pieniądze, które musielibyśmy płacić za wynajem mieszkania w Warszawie – woleliśmy przeznaczyć na spłatę kredytu i być na swoim, i mieć swoje.
Szymon: Czy rata waszego kredytu jest mniejsza niż miesięczna opłata za wynajem?
Asia: No oczywiście! Dlatego decyzja mogła być tylko jedna – bierzemy kredyt. I kolejny plus bycia na swoim od początku – mieszkasz w takim mieszkaniu, w jakim chcesz! Urządzaonym po swojemu i dostosowanym do Ciebie.
Szymon: Sytuacja idealna.
Asia: Oczywiście :) To co Szymon, jakieś podsumowanie? W trzech słowach kiedy najlepiej kupić mieszkanie?
Szymon:
– kiedy chcemy mieszkać w danym miejscu przez dłuższy czas
– kiedy nasz związek jest do tego gotowy tzn. oboje tego chcemy
– kiedy mamy minimum 10% wartości mieszkania w gotówce, ponieważ jeśli nie mamy takich oszczędności, w banku kredytu nie dostaniemy
– rata kredytu jest porównywalna lub niższa od wszystkich opłat za wynajem mieszkania.
Uff mam nadzieję, że nie było nudno. Temat (dla mnie) trudny i niezrozumiały ale staraliśmy się zrobić to dobrze! Łatwo przekazać wiedzę -> na co zwrócić uwagę kupując mieszkanie.
utworzone przez WolnoWolniej.pl | maj 15, 2017 | żyć lepiej
Rok w rok w internecie pojawia się fala postów z propozycjami prezentów na dzień mamy. Zazwyczaj są pogrupowane od/do jakiejś kwoty. Z jednej strony jest to fajne, ale z drugiej – no właśnie – czy to są aby na pewno trafione prezenty? Czy prezent zawsze musi być praktyczny? Albo czy zawsze trzeba kupować coś, co jest totalnie do niczego i wyląduje w szufladzie bez dna?
Dziś mam dla Ciebie propozycję wspaniałego prezentu na dzień mamy! Jestem święcie przekonana, że obie zapamiętacie go na długo!
Przyjedź do mamy na śniadanie

Kiedy się wyprowadzamy, zazwyczaj odwiedzamy rodziców gdy przyjeżdżamy na obiad lub jest jakaś uroczystość. Czasem wpadniemy tak w przelocie, zamienimy kilka słów i ot – całe spotkanie.
Tego dnia przyjedź do mamy na śniadanie! Przyrządźcie je razem, albo pozwól mamie przygotować je dla Was. Przypomni sobie jak to było, gdy byłaś małą dziewczynką.
Zabierz mamę na spacer
Czy pamiętasz, kiedy ostatnio poszłaś z mamą na spacer? Kiedy poświęciłaś jej czas? Ale tak totalnie tylko jej, bez marudzenia, bez patrzenia na zegarek i bez fejsa? Kiedy ostatnio tak spokojnie rozmawiałyście co u Was słychać?
Zabierz mamę na spacer! Pójdźcie do miejscowych parków, ogrodów, na fontanny. Spędźcie ten czas totalnie razem, na totalnej rozpuście!
Wypijcie razem kawę
Zabierz mamę na kawę. Zamówcie do tego jakieś pyszne ciastko! No hej – w takie dni przecież żadne ciasto nie tuczy.
W pewnej książce, już nie pamiętam jakiej, przeczytałam, że najpiękniejsze historie rozpoczęły się w kawiarni przy kawie.
Coś w tym jest, że kawa tak nieziemsko nas nastraja, pobudza nasz dobry humor i skłania do otworzenia się. Dla mamy nie ma chyba nic lepszego niż rozmawianie ze swoją córką jak z przyjaciółką.
Zadbajcie o siebie
A co powiesz na wspólną wizytę u kosmetyczki? Niech Twoja mama poczuje się tego dnia totalnie rozpieszczona! Może zaprosisz ją także do fryzjera? Niech tego dnia mama czuje, że świat leży u jej stóp!
Zjedzcie obiad w restauracji

Niby takie banalne, ale kiedy byłaś z mamą na obiedzie? Ale na takim uroczystym obiedzie, eleganckim a nie na pizzy z dostawą do domu? Wiesz, że wspólne posiłki zbliżają do siebie ludzi? Dają nam poczucie przynależności, więzi. Zaspokajają nasze zmysły estetyki, bezpieczeństwa.
Podaruj mamie czas
Zaproś mamę na badania ginekologiczne. Szok, co? Czy wiesz, że kobiety, które już urodziły dziecko i więcej dzieci nie planuje, bardzo rzadko chodzą do ginekologa?
W mediach ciągle mówi się o cytologi, że należy ją robić, że raz do roku. Ale czy właściwie wiesz po co należy ją robić?
W czasie badań cytologicznych można wykryć komórki nowotworowe raka szyjki macicy. Wiele kobiet boi się robić badania, bo jak to się mówi – pójdziesz do lekarza raz, i chodzić będziesz cały czas! Lekarz zawsze coś znajdzie, na co możesz być chory. Polki wciąż boją się nowotworów i ze strachu przed nim wolą się w ogóle nie badać, niż dowiedzieć się, że są chore. Ale raz szyjki macicy jest uleczalny! Ba! Wcześnie wykryty nowotwór jest uleczalny do tego stopnia, że można mieć później dzieci.
A im później nowotwór zostanie zdiagnozowany… tym mniejsze szanse na przeżycie.

Ja wiem, że temat badań ginekologicznych jest u nas wciąż tabu. Ale… czy chciałabyś odebrać od mamy telefon, w którym poinformowałaby Cię, że jest już za późno? Ja broń Boże nie! Dla chwil spędzonych z mamą chyba warto poświęcić te 15 minut na badanie, które może uratować jej życie.

Ten wpis powstała w ramach akcji #nie_wstydzę_się_być_kobietą.
Dla nas, kobiet, wizyty u ginekologa powinny być czymś równie normalnym, co wizyta u fryzjera. Co nam po pięknych włosach, wspaniałej cerze – kiedy nie będziemy miały czasu cieszyć się tym?
Nie wstydź się być kobietą – i daj osobie którą kochasz czas <3
Grafikę akcji #nie_wstydzę_się_być_kobietą wykonała Rudoróż <3 Dłonie kobiet malowane akwarelami <3
utworzone przez WolnoWolniej.pl | maj 13, 2017 | żyć lepiej
Zaproszenia ślubne były moją zmorą! Tanie zaproszenia ślubne były zwyczajnie brzydkie. Te ładne – zbyt drogie. Na spotkaniu blogerów ślubnych, zorganizowanych przez Magdę i Maćka z bloga Zrób Swój Ślub, usłyszałam mega fajną rzecz – Zaproszenie ślubne to pierwszy kontakt gościa z Twoim weselem. To, jakie będzie wesele, jaki będzie miało klimat, często pokazuje właśnie zaproszenie, dlatego warto o nie zadbać. Dlatego my postanowiliśmy, że sami zrobimy swoje zaproszenia. Bez tandety i bez wymiany 5 tysięcy maili z firmą – bo każda zmiana w zaproszeniu, to już inna jego cena.
Nasze zaproszenia ślubne – DIY
Grafika zaproszeń
Nie chciałam typowych białych zaproszeń, zaproszeń w groszki albo z kokardką, dlatego postanowiłam poszukać gotowych grafik. W google wpisałam “free printable wedding”. Wyskoczyła mi strona greetingsisland z genialnymi grafikami! Od dawna po głowie chodziły mi ozdoby z tiulowych girland, lampek puszczonych pod sufitem sali, dlatego od razu spodobał mi się motyw pomarańczowo-różowych kul! Genialnością strony jest to, że od razu z tym samym wzorem są RSVP!
Edycja zaproszeń
Każde zaproszenie ślubne można edytować na stronie. Można dodawać swój tekst, zmieniać jego font, kolor, wielkość. Minusem natomiast jest to, że tylko jedna czcionka ma polskie znaki. Dzięki możliwości pobrania naszego zaproszenia, postanowiliśmy zachować z oryginalnego tekstu tylko “dzień | data | godzina” a resztę dopasować pod siebie.

Bardzo chciałam zrezygnować z napisu “wedding” na zaproszeniu, ale nie miałam pomysłu czym go zastąpić by ładnie wyglądał. Nie chciałam pisać “zaproszenie ślubne”, bo przecież wiadomo, że ślubne. Zależało mi też, aby nasze zaproszenia oddawały nas, ludzi, Młodych, a nie były zwykłym wydrukiem. Chcieliśmy aby były jak najbardziej spersonalizowane, dlatego zdecydowaliśmy się na napis: ZAPRASZAMY WAS NA NASZ ŚLUB pomiędzy serduszkami, w których jestem totalnie zakochana. Szalenie brakowało mi jakieś kolorowego akcentu na zaproszeniu poza kulami, dlatego zdecydowaliśmy się na różowy tekst.
Na samym dole zaproszeń wpisaliśmy adresy kościoła, w którym bierzemy ślub i sali weselnej.
Na Instastory pokazywałam Wam jak wyglądały zaproszenia tuż po odbiorze z drukarni. Sami musieliśmy je porościnać. W tym celu użyłam trymeru, który na taśmę przezroczystą przyczepiłam do podłogi. Dzięki temu, bez denerwowania się, swobodnie mogłam przekręcać i ustawiać arkusz, aby cięcie było jak najrówniejsze.

Aby nadać zaproszeniom jeszcze bardziej indywidualny charakter, włożyliśmy je do kopert, na których stempelkami napisaliśmy dla kogo jest zaproszenie.
Podobny motyw będziemy chcieli zastosować na winietkach.
Koszt jednego zaproszenia to 60 groszy.
Jestem z nich tak szalenie zadowolona, że patrząc na nie mam ogromną ochotę na to wesele!
utworzone przez WolnoWolniej.pl | maj 8, 2017 | żyć lepiej
Jako dziecko byłam dość… niesforna. Można powiedzieć, że przez mój brak taktu oraz mówienie rzeczy prosto z mostu często pakowałam się w kłopoty. Najgorzej było w szkole. Wypracowania – zawsze za krótkie, poróżnienia z koleżankami – zawsze za mało sprytna. Wzywanie rodziców na pogawędkę z wychowawczynią było bardziej lub mniej normą. I za każdym razem po wywiadówce – wychowawczyni kuliła po sobie uszy. Ale co się dziwić? Na zebrania zawsze chodziła moja mama!

Musisz coś wiedzieć o mojej mamie – to typowa matka polka waleczna! Co jak co, ale swojego dziecka to ona nie da skrzywdzić. Jest jak lwica broniąca swojego stada. Warunek zawsze był jeden – ona musiała wiedzieć. Nie mogła być zaskoczona przez nauczycielkę.
Więc kiedy w szkole, w liceum, niezbyt ładnie nazwałam koleżankę (och) przy wychowawczyni, ale mając ku temu powody (!) – od razu zadzwoniłam do mamy powiedzieć jej co się stało. Opowiedziałam jej całą sytuację od A do Z. Jak to się zaczęło, co się działo po drodze, i jak się niefortunnie zakończyło. Oczywiście nauczycielka jeszcze tego samego wieczoru zadzwoniła do mojej mamy powiedzieć jej jaka to Asia jest zła i jak brzydko przezwała koleżankę. Koniec incydentu był taki, że… – nauczycielka mnie przeprosiła – jak zawsze.
Muszę przyznać, że to było dla mnie dość dziwne. Za każdym razem, rok w rok w dniu zakończenia roku szkolnego wychowawczyni przepraszała mnie za swoje zachowanie i wyrażała wiarę, jakoby przyszły rok miałby być dla naszej współpracy lepszym. No przyznaj – to jest dziwne. Co za nauczyciel przeprasza ucznia za swoje błędy? No żaden! – chyba, że miał styczność z moją mamą.
Wiesz, teraz jestem już dorosła. Wiele rzeczy umiem, w niektórych jestem lepsza od mamy. Ale… jak przyszedł czas na naszą parapetówkę… – poległam! Jeśli śledzisz nasze instastories to wiesz o czym mówię – o ślimakach drożdżowych! Do 1 w nocy robiłam te pyszności! I nie zgadniesz. Koniec końców i tak z samego rana zadzwoniłam do mamy po pomoc. Pomoc – czyli: mama ratuj! Nie wyszło! Zrobisz mi je?
Wiesz, gdybym robiła je na chłopski rozum to by wyszły. Ale ja – zrobiłam jak poleciła Ania Starmach w swojej książce. I ni huka do ślimaków to nie było podobne. Bardziej wyglądały jakby stado ślimaków popełniło w piekarniku hara-kiri. Niby smakiem broniły się, ba! dzięki mące pszennej pełnoziarnistej były mega dobre! No ale co z tego jak wyglądem… nie zachęcały?
No i mama uratowała imprezę! Zrobiła mega pyszne sałatki i surówki w ilości hurtowej! I jeszcze pyszniejsze słodkości.

Wiesz, czasem te mamy wkurzają. Są nadopiekuńcze, ględzą i marudzą do urzygu. Ale… koniec końców fajnie jest mieć mamę. Niby ględzi nad tym uchem ale chce dobrze. I to jest mega miłe. Fajnie jest mieć kogoś kto tak szalenie mocno chce dla Ciebie dobrze, by Ci się udało, powiodło, byś była szczęśliwa.
Więc jeśli jeszcze masz mamę – idź i ją uściskaj! Mamy są różne, ja wiem – ale one to zazwyczaj lubią. Nawet jeśli Ty jesteś nieprzytulaśna – no zrób jej tą przyjemność. Przecież to jest mama.
Ps. Wiesz, ostatnio często odwiedzam mamę przed pracą. Około 7:20 podjeżdżam do niej coś zabrać, coś jej dać, oddać. I kurcze muszę przyznać – to jest fajne. Fajnie widzieć swoją mamę przed pracą i słyszeć: spokojnej pracy.
Mamy są fajne! – tyle Ci powiem :).
utworzone przez WolnoWolniej.pl | maj 4, 2017 | żyć lepiej
Z Dawidem jesteśmy trochę jak ogień i woda – lubimy totalnie różne rzeczy, także w kwestii odżywiania. O ile razem lubimy włączyć film, wypić do niego piwko czy winko, tak jedzenie czipsów trochę mnie odpycha. Jako żywieniowiec, a w dodatku kobieta wiecznie na diecie, mam świadomość ile pustych kalorii i tłuszczu mają takie czipsy. Dlatego aby był wilk syty i owca cała (czytaj: Dawid syty a moja waga nie rosła zbyt drastycznie) – postanowiłam poszukać zdrowszych zamienników. I tak znalazłam czipsy z cieciorki. Choć to bardziej taka przekąska niż czips, ale robotę robi!

Składniki:
- ciecierzyca
- przyprawy
- oliwa
Przygotowanie:
- Moczymy ciecierzycę całą noc w wodzie (około 12 godzin)
- Wylewamy wodę, w której moczyła się ciecierzyca i wlewamy nową wodę do garnka, w którym będziemy gotować ciecierzycę
- Po ugotowaniu odsączamy wodę i mniej więcej wycieramy ciecierzycę z wody
- Ciecierzycę mieszamy z oliwą tak, aby każde ziarno było pokryte oliwą
- Ciecierzycę wykładamy na blachę z papierem do pieczenia i posypujemy przyprawami
- Pieczemy
Czas gotowania ciecierzycy: 90 minut
Czas pieczenia: 20-40 minut (do przyrumienienia)
Temperatura pieczenia: 180-200stC






Warianty smakowe:
- Słodka papryka wędzona, ostra papryka, sól
- Zioła prowansalskie
- Papryka chilli i wegeta
Zdecydowanie należy uważać z ostrą papryką! Daliśmy jej za dużo i nas paliło.
Ale muszę też przyznać, że jestem tą przekąską zaskoczona. Zawsze wydawało mi się, że sięgam po czipsy właśnie dla ich smaku. Dla tej ostrej papryki i glutaminianu sodu. A tu jednak nie! Okazało się, że sięgam po czipsy bo… – wmówiłam sobie, że one pasują i są niezastąpione, a ich smak jest najlepszy na świecie. Dokładnie tak – wmówiłam sobie. Po czipsy z cieciorki sięgałam równie ochoczo co po zwykłe czipsy. Z jedną różnicą – po czipsach z cieciorki, na brzuchu, czułam się dużo lepiej niż po tradycyjnych czipsach! A więc można? Można!
Ta miłość do fast foodów naprawdę – ona jest tylko w naszych głowach.
To co jest ważne, przy takich czipsach z cieciorki – one muszą się upiec! Musza być chrupkie, suche. My pierwszą partię za krótko trzymaliśmy w piekarniku przez co była taka… – mało czipsowa, mało chrupka, miękawa.
Kilka słów o ciecierzycy:[wc_row]
[wc_column size=”one-third” position=”first”]
Wartość odżywcza w 100g:
białko: 8,86g
tłuszcz: 2,59g
węglowodany: 27,42g
w tym cukry proste: 4,80g
wartość energetyczna: 164g
[/wc_column]
[wc_column size=”one-third”]
Mikroelementy:
Witamina C: 1,3 mg
Niacyna: 0,526 mg
Witamina B6: 0,139 mg
Tiamina: 0,116 mg
Ryboflawina: 0,063 mg
Kwas foliowy: 172 ug
Witamina K: 4 ug
[/wc_column]
[wc_column size=”one-third” position=”last”]
Makroelementy:
Potas: 291 mg
Fosfor: 168 mg
Wapń: 49 mg
Magnez: 48 mg
Sód: 7 mg
Żelazo: 2,89 mg
Cynk: 1,53 mg
[/wc_column]
[/wc_row]
Właściwości ciecierzycy:
- obniża stężenie tzw. “złego” cholesterolu
- obniża ciśnienie krwi
- zapobiega zaparciom
- hamuje refluks żołądkowo-przełykowy
- powoduje wzdęcia (dlatego nie należy jej gotować w tej samej wodzie, w której ją namaczamy!)
- obniża wchłanianie węglowodanów
- powoduje wcześniejsze osiągnięcie uczucia sytości