MyNaSwoim na Twoim telefonie!

Na jakim urządzeniu najczęściej czytacie nasz blog? Na komputerze, tablecie czy może na telefonie? Z programu podpiętego pod nasz blog wynika, że ponad 70% z Was korzysta z telefonu. Ponad 70%! Dlatego mamy dla Was coś wspaniałego:

aplikacja dla blogerow mynaswoim
MyNaSwoim na Twoim telefonie!

Facebook ostatnio bardzo tnie zasięgi. Posty na naszym fanpagu trafiają średnio do 30% obserwujących. To żenująco mało, a będzie jeszcze gorzej. Taka prawda. Facebook jest i zawsze będzie darmowy ale tylko dla profili prywatnych. Jak to powiedział mojej koleżance były pracodawca: albo nauczysz się pływać, albo giń. Tak samo będzie z nami. Niedługo facebook wprowadzi całkowitą niewidoczność postów z poziomu fanpaga i wtedy albo będziemy musieli płacić byście widzieli nasze posty, albo zginiemy.
Jest jeszcze jedna możliwość!

Dzięki Apptento możecie mieć nas na swoim telefonie i być całkowicie na bieżąco ze wszystkimi wpisami! Świetnie, co? Ja jestem szalenie podekscytowana! Nigdy w życiu nie sądziłam, że będę mieć swoją własną aplikację! To niesamowite jak życie potrafi zaskakiwać.
Aplikację możecie pobrać z google play oraz itunes i mieć nas na swoim pulpicie – jak my.

 

 

Jak już ściągniecie MyNaSwoim na telefon – pochwalcie się screenami! <3

Anna Lewandowska i afera batonikowa – czego nie wiesz o czekoladzie

Pamiętacie ostatnią aferę z batonikami Anny Lewandowskiej? Jakaś laska wkleiła zdjęcie batonika FoodsByAnn, w którym był mol. Choć “afera” została rozwiązana w kuluarach, firma przeprosiła dziewczynę za zaistniałą sytuację, dała bon na 200 zł do wykorzystania w swoim sklepie – dziewczyna i tak postanowiła nagłośnić sprawę.
Niehonorowo. Totalny brak klasy!
Zaczęły pojawiać się też głosy o białym nalocie na czekoladzie. To pleśń! – można było przeczytać. To teraz ja dam Wam do czytania!

Czego nie wiesz o czekoladzie

1. Pleśń na czekoladzie
Na czekoladzie często (!) możemy zauważyć biały nalot. Jest to zwykły tłuszcz, który w wyniku rozwarstwienia wydobywa się na wierzch. Powstaje poprzez:
a. niewłaściwe przechowywania wyrobu czekoladowego
b. w czasie procesu technologicznego.

Najczęściej biały nalot pojawia się, w chwili gdy czekolada zostanie rozpuszczona a następnie w zbyt wolnym tempie schłodzona. Pleśń sama w sobie nie lubi czekolady. Aby pleśń się rozwinęła potrzebna jest odpowiednia wilgotność, temperatura i skład produktu. Czekolada jest dla niech zbyt sucha, słodka, zbyt uboga w składniki odżywcze i ma nieodpowiednie do wzrostu podłoże.

2. Próchnica
Rodzice często powstrzymywali nam przed jedzeniem czekolady, że będziemy mieli dziurawe zęby. Rodzice kłamali! Czekolada na tyle szybko rozpuszcza się w naszych ustach, że nieznacznie obniża w nich pH. Próchnica nie zdąży się rozwinąć.W czekoladzie zawarte są też garbniki mające działanie bakteriobójcze (!) oraz magnez – który jest budulcem zębów.

3. Koncentracja i uroda
Czekolada faktycznie poprawia naszą koncentrację i urodę. Zawarte w niej magnez, selen i cynk mają korzystne właściwości na nasz organizm. Szybko podniesiony cukier powoduje chwilowy przypływ energii dzięki czemu jesteśmy jeszcze bardziej efektywni. Poleca się spożycie odrobiny czekolady na 20 minut przed ważnym egzaminem.

4. Zdrowie
Nie tylko mikroelementy pozytywnie wpływają na organizm. W czekoladzie zawarte są także flawonoidy – substancje, które wyłapują wolne rodniki odpowiadające za powstawanie w organizmie zmian nowotworowych.

Skąd się biorą mole spożywcze w produktach

Mole spożywcze mogą dostać się do produktu niezauważenie. Są w stanie “przegryźć” foliowe opakowanie bez pozostawienia jakiegokolwiek śladu. Nie mamy pewności czy dostały się do (na przykład) batonika w naszym domu.
Najczęściej jednak mole spożywcze do domu przynosimy z zewnątrz, z pomieszczeń, które nie są myte i dezynfekowane:
a. z magazynów wyrobów gotowych fabryki, w której są produkowane,
b. z magazynów i półek sklepowych,
c. z brudnych samochodów, którymi transportowane są palety z produktem.
Mole spożywcze znajdują się w suchych produktach. Mogą być przyniesione do domu z kaszą, ryżem, czekoladą, przyprawami a także karmą zwierzęcą. Mole mogą dostać się do naszego mieszkania także od sąsiada.

Data przydatności do spożycia też nie ma nic wspólnego z obecnością moli w produkcie. Mol może się dostać w każdym momencie. Data ważności dotyczy samego wyrobu. Mówi o tym, w jakim czasie od wyprodukowania producent gwarantuje, że jego wpływ na nasze zdrowie się nie zmieni (nie rozwiną się bakterie, pleśń) ani jego właściwości organoleptyczne – zapach, smak, wygląd.Na naszym rynku są firmy, o których mogę powiedzieć, że tak, oni mają problem z higieną. Wiem to nie tylko z doświadczenia, poprzez kupowanie ich produktów, ale dzięki temu, że skończyłam technologię żywności część moich znajomych także poszła do pracy do różnych fabryk i zwyczajnie opowiadają co tam się dzieje.

Gdy widzę takie “afery” jak ta, w której jakaś dziewczyna pokazuje batonik nienadgryziony, całkowicie ładnie otworzone opakowanie i tam gdzieś leży larwa, zastanawiam się – jak ta dziewczyna je batony? Kto kupując baton “rozbiera” go z opakowania by zjeść? Zazwyczaj rozrywamy opakowanie i stopniowo ściągamy je z batonika w miarę naszej konsumpcji.

 

Pierwszy krok do uporządkowania swojego życia!

Zazwyczaj rano, do porannej kawy przeglądam blogi. To jest takich kilka chwil dla mnie zanim zacznę codzienny pęd i obowiązki. I tak wczoraj trafiłam na genialny tekst: Jak zniszczyć sobie Nowy Rok. Z początku trochę mnie przygnębił. Faktycznie takie mamy podejście – nowy rok, nowa ja. Pokładamy nadzieje w nowym roku jakby jedna noc miała zmienić całe nasze życie. Jakbyśmy miały obudzić się za 6 godzin z nową, czystą kartą. Ale tak niestety nie jest. I już w lutym czujemy, że nowa ja poszła w Polskę, a stara przywitała nas z otwartymi ramionami.
Jednak cały czas z tyłu głowy siedział mi ten post… .

Pierwszy krok do uporządkowania swojego życia!

Zaczęłam zastanawiać się – dlaczego właściwie nowy rok ma wszystko zmienić? Dlaczego cały ten bałagan, który mam dzisiaj – mam zabrać ze sobą w coś, co ma odmienić moje życie i ma być przełomowe?

Do końca roku został miesiąc. 30 dni na przestawienie się, zmianę nawyków, posprzątanie przestrzeni wokół mnie.

Swoją zmianę zaczęłam od porządkowania tego, z czym mam do czynienia codziennie i codziennie marnuję nad tym mnóstwo czasu. Postanowiłam zrobić porządek w komputerze i skrzynce mailowej. Czysta karta.

 

Komputer

Wszystkie pliki zostały starannie skatalogowane. Zdjęcia z naszego życia w jednym folderze, inspiracje w drugim, a wszystko posegregowane w oddzielnych podfolderach. Przestałam bawić się w “hasła”, nazwy plików, które nic mi nie mówią i aby zobaczyć co w nim jest muszę cały folder przescrolować i pootwierać losowo wybrane zdjęcia. Teraz wszystkie foldery nazywają się konkretnie:
– zdjęcia ze ślubu cywilnego – zamiast – cywil/ślub cywilny
– zdjęcia z pierwszego wypadu do Krakowa – zamiast – nowy folder 14
– zdjęcia z Parku Skaryszewskiego z Czarkiem- zamiast – skaryszak

Uporządkowana przestrzeń dookoła nas daje nam przestrzeń do zmian. Nie ma nic gorszego, niż powierzchowne ogarnięcie i świadomość, że cały syf znajduje się w tej jednej szufladzie komody. Mimo, że na pierwszy rzut oka nasz pulpit wygląda czysto – z tyłu głowy wiemy w czym tkwimy i ta świadomość nie daje nam cieszyć się w pełni.

 

Skrzynka mailowa

Wiecie czego nigdy nie zrobiłam? Nigdy nie skasowałam całej zawartości poczty elektronicznej! Dziś zaczęłam przeglądać wszystkie foldery, podfoldery, wszystkie “wysłane”, “spam”, “powiadomienia” – i usuwać ich zawartość. Lista maili na mojej skrzynce równa się zero!

Postanowiłam, że nie będę zapychała swojej skrzynki śmieciami. Wchodząc na swoją pocztę nie chcę czuć przygnębienia ilością spamu i reklam.

Moja nowa zasada to – kończyć dzień z pustą skrzynką. 
Wiadomości dzielę na grupy:
1. maile, na które muszę bezzwłocznie odpisać – i robię to, po czym usuwam maila. Jeśli będę chciała do niego wrócić – będzie w koszu
2. ciekawostki/rabaty – zobaczę je wieczorem na spokojnie
3. spam niechciany – wchodzę na wiadomość aby wypisać się z newslettera i usuwam maila
4. spam chciany – szybko przeglądam treść maila i kasuję wiadomość

W Nowy Rok nie można wejść ze starym bałaganem! Dlatego i Was zachęcam do przygotowania się do nadejścia nowego roku. Do zakończenia wszystkich spraw w ciągu najbliższego miesiąca tak, aby 1 stycznia był prawdziwym pierwszym dniem naszego nowego życia!

To co, podejmujecie wyzwanie?
Dacie radę zacząć zmianę swojego życia od posprzątania skrzynki mailowej bez ruszania tyłka z kanapy?

Mam czas rozmawiać ale nie wiem jak

Zastanawiałyście się kiedyś, jakiego tematu rozmowy nigdy nie podjęłyście albo głupio było Wam go podjąć?
Przygotowując się do tego wpisu przeglądałam stronę Krajowego Centrum ds. AIDS. Szukałam ciekawostek, pytań, odpowiedzi, statystyk. W pewnym momencie Dawid zagląda mi przez ramię, wpatruje się, czyta… i pyta:
– Kochanie, chcesz ze mną o czymś porozmawiać?
– Nie, dlaczego? – odpowiadam.
– Co ty oglądasz?!

#mamczasrozmawiac

Mam czas rozmawiać ale nie wiem jak

Przeglądanie strony internetowej było bardzo dobrym pomysłem na sprowokowanie rozmowy na temat AIDS. Ale ile razy możemy w taki sposób inicjować rozmowę? Zastanawiałyście się kiedyś jak zacząć rozmawiać na takie tematy? To nie jest coś o czym rozmawiasz z mamą, dziadkami, koleżanka będąc na mieście na kawie. Nie przyjeżdżasz do mamy na obiad i nie pytasz: hej mama, co to tam słychać? Ej, wiesz ile kosztuje badanie na HIV?

Wzbogacona o wiedzę z Krajowego Centrum ds. AIDS wiedziałam jak poprowadzić rozmowę. Wiedziałam o co pytać i jakie są odpowiedzi. Jadąc z babcią samochodem chciałam jakoś zagadać, podpytać, poruszyć ten temat ale nie wiedziałam jak! W pierwszym momencie nie chciało mi to przejść przez gardło. Skoro trudno byłoby mi poruszyć ten temat z mężem, osobą mi najbliższą – to jak to zrobić z babcią?!

W końcu odważyłam się! Zebrałam się w sobie i zapytałam:
– Słuchaj, możemy porozmawiać o HIV?
– O czym!?
– O HIV, AIDS.

To było bardzo ciekawe doświadczenie. Mogłam poznać myśli niby osoby mi bliskiej, a jednak tak odległej.

– Jak myślisz, kto jest w grupie ryzyka osób, które mogą zakazić się AIDS?
– No… prostytutki. Narkomani bo się kłują jedną igłą. Ogólnie ludzie prowadzący taki tryb życia rozwiązły, “rozrywkowy”, co mają wielu partnerów. 
– Kto jeszcze?
– Hm… chyba matka w ciąży jak jest chora może zakazić dziecko w brzuchu… .
– Kto jeszcze?
– To jest jeszcze ktoś?!
– No jeszcze z 2-3 grupy osób.
– Nie wiem… .
– Lekarze – oni mają kontakt z różnymi pacjentami.
– Aaaa no racja!
– A jak myślisz, jak możesz Ty zarazić się HIV prowadząc taki tryb życia jaki prowadzisz. Ty nie jesteś wyrzutkiem a możesz się zakazić. Jak?
– Ja?! Z moim trybem? Nie mogę.
– A jakbyś miała jakieś skaleczenie na palcu i chciałabyś pomóc motocykliście, który miał wypadek?
– Aaa no tak – bo przez krew. Ale to nieprawdopodobne, ekstremalne.
– Nie pomogłabyś? A jak myślisz, ile kosztuje takie badanie na HIV?
– Z 500 zł.
– Jest darmowe. A jak myślisz, gdzie można zrobić takie badania?
– Nie wiem.
– W szpitalu. A jak myślisz, ile osób rocznie dowiaduje się, że jest chora?
– 10 000.
– 1200. A jak myślisz, kto ma większe prawdopodobieństwo zakażenia się wirusem: kobieta, która współżyje z mężczyzną zakażonym HIV czy mężczyzna współżyjący z zakażoną wirusem kobietą?
– Kobieta.
– Dobrze. A dlaczego?
– Bo jesteśmy słabsze. Częściej chorujemy.
– Nie. To wynika z naszej budowy anatomicznej i tym, że kobieta ma jakby większą powierzchnię, przez którą do organizmu może dostać się wirus niż mężczyzna. A jak myślisz, czy można zakazić się HIV przez seks oralny?
– Nie!
– Można!

I tu moja babcia mnie zaskoczyła:
– Wiesz, ja to się zatrzymałam. Już dawno. Jak chodziłam do szkoły byłam na bieżąco z badaniami. Nauczyciele mówili nam o nowinkach, nowych wynikach badań, o obowiązującym prawie… . Dziś, nie wiem nic o nowych technologiach. Nie wiedziałam, że można HIV zakazić się przez seks oralny. W naszych czasach nikt o tym nie mówił. Wmawiano nam, że HIV to choroba nieudaczników, marginesów społecznych, “gigantów” i prostytutek. Nikt nie mówił, że lekarz może się zakazić, że policjant, zwykły człowiek chcący pomóc osobie poszkodowanej w wypadku. Za moich czasów ludzie chorzy na HIV byli wykluczani ze społeczeństwa… .Wiecie, to było niesamowite i szalenie trudne. Ciężko jest rozmawiać z osobą wiekową, mi bliską nie dość, że na temat samego HIV, niegdyś wirusa owianego złą sławą, to jeszcze poruszać temat rozwiązłości i seksu oralnego. Niesamowite było słyszeć, jak babcia mówi, że czuje, że się zatrzymała, że nasza wiedza o świecie kończy się tak naprawdę na etapie edukacji. Później – już nie aktualizujemy wiedzy.

 

Nie uważacie, że tak właśnie jest?
Po skończonych studiach, mało kto jest na bieżąco z ustawami, wiedzą medyczną. Zajmujemy się tylko pracą i domem, rodziną i zleceniami od przełożonego i łykamy to co widzimy w telewizji zapominając, że poza tym jest coś więcej. Nie rozmawiając i nie aktualizując wiedzy – żyjemy w świecie stereotypów – często niepotrzebnie i bezzasadnie raniąc innych.

The founder – McImperium

Czy wiecie jak powstało Imperium Mc’Donaldsa? The Founder opowiada właśnie tę historię! Jest to niesamowity film o tragicznej historii – historii wielkiego sukcesu i ogromnej porażki. O tym, że nie można odnieść sukcesu opierając swoją raczkującą firmę ani o jakość, ani o zaszczytną ideę. Liczy się idea dochodu. Kasa! Wizja, kasa i odwaga do zmian!

the founder

Fabuła

Film opowiada historię dwóch braci, którzy postanowili stworzyć restaurację. Dowiadujemy się skąd się wziął pomysł na biznes, jak przepołowili (dosłownie) pierwszy lokal aby przenieść go gdzieś indziej.
Poznajemy wartości jakimi kierowali się braci tworząc biznes i dlaczego te wartości doprowadziły ich do bankructwa.

Film opowiada historię faceta w średnim wieku. Tym facetem jest Kroc. Kroc ma żonę, która go nie wspiera. Ma pracę – ale tak jakby jej nie miał – handluje czym popadnie. W pewnym momencie swojego życia trafia do małej restauracji braci McDonald. Zakochuje się w idei lokalu!
Kroc stanowi ogromny kontrast w stosunku do konserwatywnych braci. On widzi w restauracji pieniądze i potęgę! Ma wizję, w której złote łuki McDonalda są rozpoznawane w całym kraju niczym krzyż na budynku kościoła.

Ale zachowawczy bracia nie podzielają jego wizji. Nie chcą aby ich rodzinna firma przekładała pieniądze nad wartości. W swej dobroci, zaufaniu – podjęli jedną ryzykowaną decyzję, która zmieniła ich biznes i życie na resztę życia!



Wiecie, my od dawna nie jadamy w McDonaldzie. Wiemy też, że w tam gdzie są duże pieniądze trudno być altruistą. Ale po tym filmie – nasze zdanie o sieciówce potwierdziło się. To co od dawna czuliśmy, okazało się być słuszne.
Nie ma czegoś takiego jak miejsce spotkań rodzinnych, miejsce przeznaczone dla rodzin z dziećmi, w którym równocześnie serwowane są tak niezdrowe rzeczy!

A niedługo na blogu dam Wam przepis na dużo lepszą alternatywę!

Pleśń w doniczce z kwiatami – jak się przed nią uchronić

Zawsze myślałam, że pielęgnacja roślin ogranicza się tylko do ich podlewania i czasem przetarcia liści z kurzu. Odkąd postawiliśmy na wystrój mieszkania w stylu botanicznym, przekonałam się, że rośliny potrafią być szalenie kapryśne! Fikus nie lubi być przestawiany, liwistona przecierania na mokro a i sukulenty “wiedzą” swoje.
Okres zimowy, w przypadku roślin jak i ludzi, potrafi dać w kość.

Pleśń w doniczce z kwiatami – jak się przed nią uchronić

Pleśń w doniczkach z kwiatami pojawia się najczęściej w okresie przedzimowym i zimą. Aby się przed nią chronić powinniśmy:

1. Wietrzyć pomieszczenie
Pleśń lubi spokój. Gdy jest ciepło, wilgotno, a powietrze stoi – pleśń chętniej się rozwija. Wietrzenie pomieszczeń, obniżanie (lub zbytnie podwyższenie) temperatury zaburzy jej optymalne warunki do wzrostu.

2. Rzadziej podlewać rośliny
Zimą w naszych mieszkaniach jest większa wilgotność i niższa temperatura niż latem. Dzięki tym dwóm czynnikom woda nie paruje tak szybko z gleby.
Rośliny powinniśmy podlewać wtedy, gdy dotykając ją palcem poczujemy, że jest susza a nie mokra, wilgotna.

3. Przestawić w lepiej nasłonecznione miejsce
Pleśń nie lubi słońca. Szybciej ziemia będzie pleśnieć w zaciemnionym miejscu, niż ta w nasłonecznionym. O ile jest taka możliwość – warto przenieść roślinę w takie miejsce, aby dochodziły do niej promienie słoneczne.

 

Kiedy już pojawi się pleśń – co robić

Widoczna pleśń, biały puszek na ziemi, jest tylko wierzchołkiem góry pleśniowej. Możemy usunąć ją z wierzchu ziemi, jednakże zarodniki wciąż będą w głębi ziemi. Najlepszym rozwiązaniem byłoby wymienienie ziemi, w której jest roślina, zdezynfekowanie doniczki i użycie nowego, dobrego jakościowo podłoża.
Jednakże, w okresie zimowym rośliny przeżywają małe uśpienie. Tak duża ingerencja w środowisko rośliny da jej znak, że już czas się budzić i zacząć kwitnąć. Z tego względu z wymianą ziemi powinniśmy wstrzymać się do wiosny – gdy temperatura oraz nasłonecznienie naszego mieszkania będą stanowić optymalne warunki dla rozwoju rośliny.

Kasza jaglana z cynamonem i owocami

Moja mama doskonale wie, jak bardzo nie lubię stać w kuchni. Gotowanie to zdecydowanie nie jest moja mocna strona! Nie rozumiem jak gotowanie może być czyjąś pasją. Dlatego jeśli już zabieram się za przygotowanie posiłku – musi on być nad wyraz prosty, szybki, smaczny i trudny do zepsucia.

kasza jaglana z owocami
Kasza jaglana z cynamonem i owocami

Zamiast brać do pracy kanapki, które tylko zapychają, i po których szybko robię się znów głodna – postanowiłam zrobić coś zdrowszego – kaszę jaglaną z owocami i cynamonem! Jako, że jestem leniuszkiem, oryginalny przepis troszkę zmodyfikowałam, uprościłam.

[wc_row]

[wc_column size=”one-third” position=”first”]

Składniki:
1/2 szklanki kaszy jaglanej
2 połówki brzoskwiń z puszki
1 jabłko
1/4 laski cynamonu
ziarna granatu

[/wc_column]

[wc_column size=”one-third”]

Opcjonalnie:
wiórki migdałowe
orzechy włoskie

[/wc_column]

[wc_column size=”one-third” position=”last”]
Uwaga: porcja dla 1 osoby

[/wc_column]

[/wc_row]

Przygotowanie:
Kaszę jaglaną dajemy na sitko i zalewamy wrzątkiem. Następnie wrzucamy ją do garnka z gotującą się wodą. Do gotującej się wody i kaszy dorzucam ćwiartkę laski cynamonu, aby kasza miała lepszy smak. Sama kasza mi nie smakuje, a cynamon dodaje całości aromatu.
Czas gotowania kaszy – około 20 minut.

Jabłko trzemy na tarce o grubych oczkach i przekładamy do małej miseczki. Dorzucamy brzoskwinie, które rozdrabniamy widelcem na (w miarę) papkę.

Jabłko z brzoskwiniami przekładamy do miseczki, pojemniczka lub pucharka, dajemy na to ugotowaną kaszę jaglaną, a na to owoce granatu i dodatki.

 

Całość jest niesamowicie łatwa w przygotowaniu, przepyszna i syta! Genialna do zjedzenia na ciepłe śniadanie w domu, jak i na zimno w pracy.
Dajcie znać jak Wam się podoba ten przepis. Jak dla mnie – strzał w 10!

Dlaczego nasi dziadkowie nie brali rozwodów

Słyszeliście kiedyś tekst porównujący Was, związek, współczesną młodzież do tego co było kiedyś? Jak to było za czasów naszych dziadków? Ja te teksty słyszę zbyt często! O ile faktycznie uważam, że meble kiedyś były lepsze jakościowo niż dziś – do dziś mamy krzesła z 1950 roku i są ogólnie w bardzo dobrym stanie, to te krzesła, które rodzice zakupili w latach 90-tych trzeba było szybko wymienić, bo tu pęka, tu się pruje, tu wypacza. A związki? Czy ja wiem, czy kiedyś były lepsze?

[eltdf_button size=”” type=”” text=”odsłuchaj post” custom_class=”” icon_pack=”font-awesome” fa_icon=”” link=”https://soundcloud.com/user-466563188/mowisz-ze-nie-ma-idealnego-faceta-to-kim-jest-twoj-maz” target=”_blank” color=”” hover_color=”” background_color=”” hover_background_color=”” border_color=”” hover_border_color=”” font_size=”” font_weight=”” margin=””]

dlaczego dziadkowie sie nie rozwodzili

Dlaczego nasi dziadkowie nie brali rozwodów

Co i raz słyszę, że kiedyś ludzie naprawiali a nie wyrzucali. Że kiedyś to kierowano się wartościami, a dziś? Dziś nie ma wartości! Każdy patrzy tylko na siebie – mówi każdy.
Coraz częściej słyszę też: kiedyś brało się ślub kościelny, a dziś same cywile.

/minuta ciszy/

Szalenie łatwo jest osądzać. Łatwo jest powiedzieć – kiedyś to były wartości – wiem to, bo moi dziadkowie do dziś są razem. Łatwo powiedzieć, że kiedyś to się naprawiało – wiem to, bo dziadkowie się kłócili a jednak dalej są razem i pokonali trudności, a mój maż, co? Idiota. Mówiłam do niego, tłumaczyłam, płakałam i krzyczałam a do niego nie docierało – nie chciał naprawiać związku choć oj psuło się w nim, psuło. 

W dzisiejszych czasach szalenie łatwo jest osądzać. Zrzucać winę, obrażać, lekceważyć i poniżać. W dzisiejszych czasach szalenie łatwo jest wziąć ślub – jakikolwiek.

My z Dawidem na ślub zdecydowaliśmy się po 10-11 latach bycia razem. Powiedzieliśmy sobie jedno – nie uznajemy rozwodów. Nie weźmiemy ślubu dopóki nie będziemy na milion procent pewni, że wszystko przetrwamy. Dopóki nie będziemy pewni, że umiemy ze sobą rozmawiać, że się szanujemy i jesteśmy gotowi na miłość na starość.
Decyzja o ślubie, o małżeństwie, o wspólnym tworzeniu rodziny była przez nas maksymalnie przemyślana. Poznaliśmy się już we wszystkich możliwych sytuacjach, dzięki czemu wiedzieliśmy kim jesteśmy. W chwilach największej słabości, w chwilach, kiedy sami o sobie zapomnimy – wiemy, kim jesteśmy w głębi serca. Doszliśmy do tego etapu, w którym ktoś może nam mówić: odpuść, nie warto, daj sobie spokój – a my i tak będziemy wiedzieć swoje. My wiemy, że nie ma innej opcji! – jesteśmy dla siebie stworzeni – na zawsze. Dziś, wciąż od wielu ludzi słyszę jakimi to oni kierują się wartościami. Wciąż widzę głód spokoju, pokoju i wielkich wzruszeń. Wciąż i wciąż ludzie powtarzają jak wielkiej pragną miłości, jak liczy się szacunek, wsparcie i jak ważna jest rozmowa. Skoro każdym o tym mówi, skoro dla każdego to jest tak szalenie ważne – dlaczego mówią, że kiedyś ludzie dbali bardziej? Kiedyś się naprawiało a teraz wyrzuca?

Łatwo jest oceniać. Powiedzieć – gnojek bez wartości. Ale trudno jest przyznać – byliśmy za młodzi, pobraliśmy się pod naciskiem, z kaprysu, nie byliśmy gotowi, nie pasowaliśmy do siebie. Wszak wszystkie namiętności szybko się kończą. Niektóre – kończą się tragicznie.

 

 

Otaczają Cię sami toksyczni ludzie?

Czy spotkaliście się kiedyś z osobą, która żaliłaby się na całe swoje otoczenie? Że jest zawistne, że rodzina zła, znajomi, sąsiedzi, że strach, że zero dobrego słowa, same negatywne emocje?

Kiedy ja słyszę takie gorzkie żale, od razu zapala mi się czerwona lampka. Jak to możliwe, że cały świat ma cię w dupie? Jak to możliwe, że na nikim nie możesz polegać, że nikt cię nie poklepie po ramieniu mówiąc “hej, dobra robota! Gratulacje! Brawo!” Jak to możliwe by nikt nie cieszył się z twoich sukcesów? 

[eltdf_button size=”” type=”” text=”odsłuchaj post” custom_class=”” icon_pack=”font-awesome” fa_icon=”” link=”https://soundcloud.com/user-466563188/otaczaja-cie-sami-toksyczni-ludzie” target=”_blank” color=”” hover_color=”” background_color=”” hover_background_color=”” border_color=”” hover_border_color=”” font_size=”” font_weight=”” margin=””]

toksyczne otoczenie

Otaczają Cię sami toksyczni ludzie?

W takich chwilach zastanawiam się, kto w tej opowieści jest toksyczny? Rodzina mojego rozmówcy i jego otoczenie, czy on sam? Jeśli wszystko dookoła nas jest złe, podłe, zawistne, na nikogo nie możemy liczyć, od nikogo żadnej pomocy – to chyba z nami coś jest nie tak. Dlaczego ludzie nam źle życzą? Dlaczego nie cieszą się z naszych sukcesów? Dlaczego są tacy podli – dla nas?

Problem poniekąd nakręciła moda na facebook. Wpadliśmy w szał zapraszania do znajomych każdego kogo znamy, kiedykolwiek poznaliśmy i z kim nawet słowa nie zamieniliśmy. Zaczęliśmy tworzyć wokół siebie friends społeczność, z którą niewiele nas łączy. Możliwość okłamywania rzeczywistości poprzez wycinki zdjęć, ociekające szczęściem statusy gdy w rzeczywistości pęka nam serce sprawiło, że zaczęliśmy czuć się coraz bardziej samotni. Zaczęliśmy czuć, że mimo tysiąca znajomych nie mamy z kim porozmawiać o tym, jak jest naprawdę.
Czy ktoś przyzna się, że jego życie takie wspaniałe nie jest? Jeśli pokazujemy jak bardzo jesteśmy szczęśliwi, czy ktoś poważnie podejdzie do naszego zmartwienia?

 

Pamiętacie kogo najmniej lubiło się w podstawówce? To zawsze była osoba, która popisywała się wiedzą, umiejętnościami lub przechwalała się tym co ma. Nie chcieliśmy bawić się z tymi dziećmi nie dlatego, że im zazdrościliśmy. Mieliśmy ich zwyczajnie dość. Ileż można słuchać jakim się jest wspaniałym, czego to się nie ma? Nikt nie lubi osób wywyższających się.

 

Dziś, gdy ktoś nie zachwyca się naszym sukcesem, kto nie pomoże nam w trudnej sytuacji – mówimy, że jest toksyczny. Że ludzie uczuć już nie mają. Znieczulica dookoła panuje, a każdy patrzy tylko na siebie. Ze smutkiem mówimy, że już tylko kiwi kiwi kiwi, bo człowiek człowiekowi człowiekiem już nie.

Wśród ludzi, którzy są dla siebie serdeczni, mają dobre relacje, mają kontakt lepszy niż poprawny – zawsze znajdzie się ktoś kto pomoże. 

 

Kiedy nasz pies, którego przygarnęliśmy nie znając jego historii, chorował – cała rodzina dzwoniła, pytała: a jak Sraluch? Jak się czuje? Macie już wyniki krwi, usg? I co powiedział lekarz? A ja czytałem w Internecie (…) może powinniście spróbować?
Sama weterynarka dzwoniła i pytała: a jak dziś? 

To było szalenie wzruszające!

 

Nie każdy musi nas lubić, nie z każdym musimy stworzyć więź. To normalne – nie każdy nadaje na tych samych falach. To piękne, że jesteśmy tak różni. Ale nigdy nie zdarza się tak, by jednej osoby nie lubił cały świat bez powodu.
Jeśli masz wrażenie, jeśli myślisz, że wszyscy są toksyczni – zacznij szukać problemu w sobie. W swojej komunikacji z innymi.

Łatwiej jest przyciągnąć do siebie dobrych ludzi, gdy sami jesteśmy dla nich serdeczni.