utworzone przez WolnoWolniej.pl | cze 24, 2016 | żyć lepiej
Gdy byliśmy parą niezaręczoną, często śmialiśmy się, że nam zaręczyny nie są potrzebne. Gdy wybraliśmy się na jednodniowy wypad do Zakopanego, kiedy spędzaliśmy ten czas totalnie zajęci sobą, rozmowami, zwiedzaniem, chodzeniem bez celu i gadaniem o wszystkim i o niczym… – doszliśmy do wniosku, że to już czas. Czas na nas. Na wspólne zamieszkanie. Wspólne życie. O historii naszyc
h niby zaręczyn w Zakopanym możesz przeczytać o tu.
Później Dawid wprowadził się do mnie i oświadczył mi się tak oficjalnie. I wiesz co? Wbrew pozorom, ku mojemu zaskoczeniu – zmieniło się wszystko!

My
Przede wszystkim zmieniło się nasze podejście do nas. Powoli bo powoli, ale zaczęliśmy oswajać się z narzeczony, przyszła żona. Z początku było dziwnie. Przez cały okres narzeczeństwa dojrzewaliśmy do decyzji o ślubie, do jego planowania, organizowania. Do tej poważnej i odpowiedzialnej decyzji o wspólnym życiu. Jasne, Dawid wprowadził się do mnie, porzucił swoje dotychczasowe życie w Zabrzu – ale w każdej chwili mógł spakować walizki i wrócić do domu.
Zbliżyliśmy się do siebie.
Zaręczyny zdecydowanie sprawiły, że zaczęliśmy inaczej na siebie postrzegać. Nie przejmujemy się już drobnostkami. Kiedy jedno warknie, ma zły humor, nie przejmujemy się tym. Jesteśmy zaręczeni. Planujemy ślub. Byle zgrzyt nie powoduje u nas strachu, że zaraz się rozstaniemy. Dzięki zaręczynom potrafimy też być wobec siebie bardziej empatyczni, mamy więcej zrozumienia do siebie. Nie mamy już takich oporów w mówieniu tego, co myślimy. Nie krępują nas żadne pytania. Planujemy ślub. Już nie ma tajemnic. Nie ma strachu, wstydu, niepewności. Zaraz stworzymy naszą małą, dwuosobową rodzinę – będziemy sobie najbliższymi ludźmi na świecie. Czego mielibyśmy się wstydzić czy bać?

Rodzina nas nie lekceważy
Kiedy byliśmy parą, rodzina nie do końca w nas wierzyła. Ot, dziewczynka z gimnazjum, później liceum romansuje sobie z synkiem ze Śląska. Mało kto widział naszą przyszłość wspólnie. Część osób traktowała ten związek jak kaprys, fanaberię. Przelotny romans gimnazjalistki.
– Minie Ci – mówili.
– Kwestia czasu aż o sobie zapomnicie.
– Znalazłabyś sobie kogoś tu na miejscu! A nie jakieś cyrki odstawiasz! Mało tu chłopaków?!
Zaręczyny sprawiły, że bez pardonu widzą w nas dorosłych ludzi. Ludzi, którzy wkraczają w związek małżeński, w dorosłość, podejmują odpowiedzialne decyzje, idą na swoje. W ich oczach i podejściu nie jesteśmy już dziećmi.
Wygłupiamy się bardziej
Zawsze lubiliśmy się wygłupiać, ale po zaręczynach robimy to częściej. Jesteśmy bardziej szczęśliwi. Nie boimy się, że się skompromitujemy w oczach drugiego. Krzywe spojrzenie na zachowanie drugiego nie powoduje, że zamykamy się w sobie, cofamy. Wręcz przeciwnie! Popychamy się do śmiałości, do odwagi, do swobody! I tak czasami śpiewamy razem, choć na mój głos ponoć Dawidowi uszy więdną. Ale robimy to! Śpiewamy razem w samochodzie, na koncercie i nie dbamy o nic! Czujemy się wolni! Dużo bardziej wolni, niż przed złożeniem sobie obietnic wspólnego życia.
Weryfikacja
Otrzymanie pierścionka to pewna weryfikacja. Wtedy zaczynasz na prawdę myśleć, czy z tym gościem naprawdę chcesz spędzić resztę życia. Cholera, to już poważna sprawa! Przyjęłaś pierścionek, więc teraz czas na konkrety – podpisanie dokumentów. Poznałam kiedyś chłopaka, który był zaręczony. Był. Po kilku miesiącach narzeczeństwa rozstali się. Wiedzieli, że zaręczyny to taka kolej rzeczy. Żyli ze sobą już długo, mieszkali razem, było im dobrze. A kiedy przyszedł czas na poważne kroki – nie chcieli tego. Było im wygodnie, było im fajnie ale nie widzieli siebie razem za 15 lat. My się widzimy – i jestem o tej przyszłości szalenie przekonana!

utworzone przez WolnoWolniej.pl | cze 22, 2016 | żyć lepiej
W Salonie Sukien Ślubnych musisz czuć się przede wszystkim – komfortowo! Jeśli będziesz czuła się źle, każda suknia będzie dla Ciebie brzydka, zła, niewłaściwa. A przecież nie o to chodzi! Przymierzanie sukien ślubnych powinno sprawiać Ci radość!

Kilka wskazówek jak się przygotować do wizyty w salonie sukien ślubnych:
Depilacja
Depilacja jest jednym z ważniejszych kluczy do Twojego dobrego samopoczucia. Pamiętaj, że przymierzając suknię ślubną będziesz musiała zdjąć spodnie i bluzkę. Ogolone nogi, bikini i pachy sprawią, że nie będziesz czuła się skrępowana w obecności konsultantki.
Stanik
Niektóre konsultantki, jak w przypadku salonu Pronovias, będą prosiły Cię o zdjęcie stanika. Dobrze jest mieć wtedy na sobie taki materiałowy, sportowy stanik bez ramiączek. Czasami zakłada się je pod bluzkę z dużym dekoltem aby nie było widać prawdziwego stanika.
Makijaż
Powinien być i powinien być delikatny! Nie każda z nas, kobiet ma nieskazitelną cerę. A wiele z nas, kobiet ocenia się bardzo krytycznie. Aby nie psuć sobie widoku siebie w sukni ślubnej – umaluj się delikatnie. Im makijaż będzie zbliżony do tego jaki chcesz mieć na swoim ślubie, tym lepiej. Inaczej będziesz odbierała swój widok w szmince bordo, a inaczej w delikatnej czerwieni czy różu. To takie mankamenty, które mogą zepsuć, jak i “zrobić” kreację.
Osoba towarzysząca
Przyjęło się, że Przyszłe Panny Młode chodzą do salonów z przyjaciółką, mamą, całą rodziną. Swój wybór argumentują najczęściej słowami: nikt, tak jak ona, nie powie mi prawdy, jak naprawdę wyglądam. Ale też nikt, tak jak one nie doprowadzi Cię do płaczu. Szczerość jest fajna, dobrze jak ktoś powie Ci, że w tej sukience nie wyglądasz najlepiej, ale pamiętaj, że osoba towarzysząca to nie jest konieczność. Możesz pójść sama i nie będzie to źle odebrane. Nikt nie będzie Ci też mówił, że powinnyście już kończyć te przymiarki bo się nudzi. Smutne, ale tak się zdarza.
Fryzura
Pójdź w czystych włosach! Umyj je przed wizytą w salonie. Wyglądaj świeżo. Brudne włosy, przetłuszczone, mogą zepsuć Ci odbiór sukni.
Bielizna
Załóż taką, która nie będzie miała żadnych odstających kokardek. Jeśli szukasz obcisłej sukni, wiedz, że te kokardki mogą się odznaczać. Warto założyć też wtedy zwykłe figi, niż stringi. Będziesz nie tylko Ty się lepiej czuła, ale i konsultantka pomagająca Ci włożyć suknię.

utworzone przez WolnoWolniej.pl | cze 21, 2016 | żyć lepiej
Idąc dziś ulicami Warszawy, zobaczyłam Salon Sukien Ślubnych Pronovia na al. Jana Pawła II. Jest to całkiem nowy salon, gdyż swoje otwarcie miał dopiero w lutym tego roku!

Muszę przyznać salon zauroczył mnie! Eleganckie wnętrze, profesjonalna obsługa i przede wszystkim – oryginalne suknie! I mówiąc oryginalne, nie mam na myśli “od czapy”, a po prostu inne niż we wszystkich salonach. Ich materiał, koronki – majstersztyk!
Spotkanie rozpoczyna się przeglądaniem z konsultantką katalogu na obecny i przyszły rok. Twoim zadaniem jest powiedzieć co Ci się podoba a co nie, tak, by konsultantka wiedziała jakie suknie dla Ciebie przygotować. Dużym atutem salonu było to, że nie wciskali na siłę wymyślonych przez siebie modeli. Przynosili takie suknie, jakie faktycznie mnie interesowały.
Jako jedyny salon ze wszystkich w jakich byłam (klik) zaproponowali mi specjalną bieliznę, (a’la Bridget Jones). Bielizna może nie jest najpiękniejsza, za to pomaga ukryć te niedoskonałości, które pokaże krój sukni ślubnej – oczywiście jeśli wybieramy suknię bardzo przylegającą do ciała.
Kolor, jaki spodobał mi się na sukniach a nie widziałam w innych salonach to szampański. Suknia, która jest moją faworytką i czułam się w niej cudownie miała właśnie w tym kolorze wstawki na gorsecie. Druga suknia jaką przymierzałam, bardzo wytworna i elegancka, była praktycznie cała w tym kolorze. Zakochałam się w niej! Niestety nie pasuje do naszego stylu wesela – BOHO.

Ceny, to mankament salonu. Jedna z tańszych, a za razem bardzo delikatnych, skromnych kosztowała 2 tysiące. Moja faworytka – 7 tyś. Czy jest to dużo? Na pierwszy rzut oka – tak! W pozostałych salonach, gdy cena dochodziła 4 tysięcy było to już strasznie dużo! Tutaj, w salonie Pronovias, suknie są warte tej ceny!
Płatność za suknie następuje w 3 ratach. Pierwsze 33% płaci się przy zamówieniu sukni, drugie 33% przy pierwszej przymiarce, a ostatnie już przy odbiorze. Bardzo przyjemne rozwiązanie, zwłaszcza, kiedy musimy wydać na suknię więcej pieniędzy. Rozłożenie w ratach, w odległym od siebie czasie takich sum jest dużo łatwiejsze, niż jednorazowy wydatek większej kwoty.
To, co również spodobało mi się w salonie, to możliwość robienia zdjęć. Mało tego – robiła je sama konsultantka moim telefonem. Salon wychodzi z założenia (i chyba słusznie!), że ich suknie nie są do podrobienia. Są tak wyjątkowe, że jak najbardziej zdjęcia można robić, a później w domu decydować, którą zakupić.

Obsługa była tak nienachalna, tak pomocna, że na prawdę chce się tam wrócić. Pani oczywiście pomagała mi założyć każdą suknię, ale nie krępowała mnie. Już na wstępie poinformowała, że nie ma się czego wstydzić, że to normalne, że wszystko widziała ;). To bardzo ważne podczas przymierzania sukni, czuć, że konsultantka Tobie sprzyja, a nie chce Ci po prostu, zwyczajnie wcisnąć produkt.
Przeróbki sukien, jakie można zrobić w salonie są bezpłatne. Ograniczają się natomiast do skrócenia sukni, zdjęcia nadmiernej ilości tiulu jeśli klientka ma takie życzenie, wszycie paska lub delikatne modyfikacje, np. okolic biustu.
Gifty to coś niespotykanego w salonach. Tutaj kupując suknie ślubną, każda panna młoda dostaje skórzane balerinki i inne produkty będące akurat w ofercie giftu, np. piżamkę, szlafrok, świece. Bardzo fajna praktyka! Bardzo mi się to spodobało.
Salon posiada także w swojej ofercie bardzo ładne suknie dla druhen! Miętowa jaką tam widziałam (identyczna była biała dla Panny Młodej! za 2 tyś) była tak ładna, że mogłabym w niej chodzić na co dzień.
Zdecydowanie mogę polecić ten salon. Jest profesjonalnie, oryginalnie, miło. W żadnym salonie nie czułam się tak dobrze, jak w tym. Czułam się w pełni dopieszczona.

utworzone przez WolnoWolniej.pl | cze 20, 2016 | żyć lepiej
Gdy tylko na forum, ktoś prosi o radę, czy wybrać działkę z domem oddaloną od miasta o kilka kilometrów, kilka minut drogi samochodem, czy mieszkanie w mieście – wybucha wojna! Zwolennicy “domu” nie rozumieją jak można kisić się w bloku, w czterech ścianach. Natomiast przeciwnicy “domu” nie wyobrażają sobie być odciętym od łatwej komunikacji, spontanicznych wypadów nad Wisłę z przyjaciółmi, czy na Stare Miasto. Przeanalizujmy to na spokojnie:

1. Godziny szczytu
Kilka kilometrów to żadna różnica. Wsiadasz do samochodu, 3 minuty i już jesteś w Warszawie (mieście) – punkt dla „domu”. Problem zaczyna się wtedy, kiedy musisz do tego miasta dojeżdżać w godzinach szczytu. I w godzinach tego szczytu z niego wracać. Kiedy o 6 rano próbujesz wjechać z Piaseczna czy Zielonki do Warszawy – stracisz przynajmniej godzinę na stanie w korku. Już nikogo nie dziwią kierowcy czytający książki czy kobiety malujące paznokcie na kierownicy. Jest czas. Te kilka kilometrów od Warszawy, to zazwyczaj jej sypialnia. Dużo łatwiej i szybciej jest wybiec z bloku na przystanek autobusowy, wskoczyć do metra czy wsiąść spod bloku do samochodu i ruszyć dalej. Punkt dla „miasta”.
2. Prace w ogrodzie
Przeciwnicy życia w domu powiedzą: ogród to obowiązek. To koszenie trawy, pielenie, podlewanie. Zwolennicy natomiast: praca w ogrodzie to sama przyjemność! To w ogóle nie męczy, a trawę koszę raz na tydzień lub rzadziej. Lub robi to mąż.
Komu przyznać punk? Nikomu. Ten argument jest największą pomyłką! To jest tak indywidualna kwestia, że nie ma co tutaj dyskutować.
Warto natomiast dodać, że wiele mieszkań (choćby w samej Warszawie) ma ogródki! I to wcale nie takie małe. Jeśli nie chcesz się przemęczać, a chcesz mieć swój kawałek zieleni, nie potrzebujesz do tego domu.
3. Fundusz remontowy
W blokach mieszkańcy zazwyczaj zakładają fundusz remontowy. Co miesiąc, raz na kwartał przelewane są tam pieniądze od każdego mieszkańca bloku na remont. Kwota najczęściej zależy od metrażu mieszkania. Kiedy dach zacznie przeciekać a garaż zaleje – pieniądze na remont pochodzą właśnie z funduszu remontowego.
Co wychodzi drożej? Trudno powiedzieć. Dla naszej kieszeni na pewno bardziej odczuwalne jest jednorazowe wydanie większej sumy pieniędzy na naprawę dachu. Ale czy wydamy więcej? Nie wiem.

4. Uliczny hałas
Przedmieścia kojarzone są z ciszą. Brak samochodów, ruchliwych dróg. „Ja mieszkam pod miastem przy lesie i mam ciszę i spokój” – broniła „domu” pewna kobieta z forum. I miała rację! Ciężko oczekiwać od lasu hałasu Marszałkowskiej.
Jednakże wszystko zależy od lokalizacji, w której chcesz kupić dom lub mieszkanie. Ja, żyjąc w bloku mam ciszę i spokój. Nie słyszę samochodów. Kiedy jestem u babci pod Warszawą – nie mogę wytrzymać! Słyszę każdy samochód, każde hamowanie, każde ruszanie. Ciągły szum!
5. Sąsiedzi
Często spotykam się ze stwierdzeniem, że w każdym bloku znajdzie się taki pajac, co będzie upszykszał życie innym. Który jeszcze do 23:30 będzie wiercił dziury w ścianie nie dając Ci spać. Imprezy sąsiada z góry, płacz dziecka z klatki obok – wszystko to może doprowadzać Cię do szału. O palącym na balkonie papierosa sąsiedzie już nie wspominając.
A co mówią mieszkańcy domów, gdy zwróci się im uwagę? Wolność Tomku w swoim domku! Jestem u siebie! I znów przytoczę tu przykład mojej babci z sypialni Warszawy: grill, hałas, muzyka puszczona na full, długie posiadówki w altanie i zabawa w najlepsze. Kto zabroni? Nikt. U siebie jestem.
W blokach często panuje pisana lub nie zasada – cisza nocna 22:00-6:00. Na prawdę huczne imprezy są sporadycznie. Co kulturalniejszy lokator wywiesi kartkę informacyjną o zabawie.
A sąsiad z domu obok? W czasie lata zjeżdżają do niego wszystkie wnuki. Cały dzień bawią się na dworze, krzyczą, hałasują, biegają. Zamykasz się wtedy w domu, w swoich czterech ścianach i próbujesz nie zwariować. Głowa pęka! Najgorzej gdy wieczorem dorośli z domu obok urządzą spotkanie zakrapiane w altanie. Ty w tym czasie zamykasz wszystkie okna i drzwi i dusisz się we własnej sypialni.
Sąsiadów się nie wybiera. Bez względu czy w bloku czy domu – zawsze może znaleźć się ktoś, kto zatruje Ci życie.
6. Metraż vs cena
Zdecydowanie taniej wychodzi dom, w przeliczeniu zł/m2. Do tego mieszkańcy bloku płacą co miesiąc czynsz. Im nowsze budownictwo, tym czynsz jest droższy. Kiedy my kupowaliśmy mieszkanie czynsze wahały się od 8 do nawet 15zł/m2!
Mając do dyspozycji 400.000zł w Warszawie za tą cenę kupisz mieszkanie ok 45m2. Za te pieniądze mogłabyś postawić porządny dom!

7. Integracja wśród dzieci
Na osiedlach często buduje się place zabaw dla dzieci. Jest to o tyle świetne rozwiązanie, że zrzesza i integruje dzieci z pobliskich mieszkań. Kiedy mieszkasz w domu, często jedyny placem zabaw Twojego dziecka jest to, które Ty mu postawisz na waszej działce. Możesz mu kupić zjeżdżalnię, piaskownicę i huśtawki – ale nie kupisz mu kolegów, gry w zgniłe jajo i skakania przez gumę.
8. Prywatność
Pamiętaj, że ściany mają uszy. Kiedy w bloku będziesz uprawiać głośny seks, albo będziecie kłócić się z mężem – sąsiedzi będą o tym wiedzieć. Kiedy biorę popołudniową kąpiel potrafię słyszeć burzliwą rozmowę sąsiadów, co będzie na obiad. Taki urok życia w bloku. Kiedy mieszkasz w domu, słyszysz tylko to, co na podwórku. No, chyba, że ktoś na full słucha muzyki przy otwartych oknach.
Nie pytaj obcych ludzi na forum, czy lepiej kupić mieszkanie w mieście czy dom pod miastem. Nikt tak dobrze nie zna Twoich upodobań jak Ty.
utworzone przez WolnoWolniej.pl | cze 14, 2016 | żyć lepiej
Kiedy Dawid mi się oświadczył byłam przeszczęśliwa! Już od dawna po cichu planowałam swoje nasze wesele, wyobrażałam sobie jak ono będzie wyglądało, ale dopiero po zaręczynach mogłam zacząć realizować swoją wizję pełną parą! Od razu wpadłam w pęd przymierzania sukien ślubnych, szukania sal, które umożliwiłyby mi wesele w stylu BOHO. Takie właśnie wesele chcieliśmy – naturalne. Z elementami drewna, zieleni. Moim marzeniem były lampki rozwieszone pod sufitem. To było nasze jedyne kryterium. Jednakże, im dłużej szukaliśmy odpowiedniej sali, tym większy trafiał nas szlag! Upust swojej frustracji dałam w poście weselna chamówa. W rezultacie odwlekliśmy temat ślubu. Przez dobrych kilka miesięcy w ogóle do niego nie wracaliśmy. Odechciało się nam całej organizacji! Postanowiliśmy więc, że nasze wesele oddajemy w cudze ręce! Konsultant ślubny – tego nam było trzeba!
Zdjęcia: Anna Cupczyńska, Kolor Selektywny / www.kolorselektywny.pl
Produkcja: Portal abcslubu.pl

Konsultant ślubny to osoba, która będzie Was reprezentowała. Która podejmuje się znalezienia Wam takich podwykonawców, którzy spełnią Wasze oczekiwania. Dlatego tak ważne jest, aby już na początku współpracy z konsultantem ustalić najważniejsze rzeczy dotyczące uroczystości, a więc:
– na kiedy planujecie wesele
– ile pieniędzy chcecie na nie przeznaczyć
– czy wesele ma być w Waszej miejscowości, czy, np. w odległości do 40 km

Konsultant ślubny jest po to, by Ci pomóc. By zdjąć z Was stres i ciężar związany z wyszukaniem odpowiednich firm, które zrealizują Wasz pomysł. Jeśli marzy Ci się wesele w stylu Harry Potter, wyścigi formuły 1, Minionków, czy BOHO – powiedz mu o tym! Powiedz mu wszystko, co chcesz mieć na weselu i… czego nie chcesz. Przedstaw całą swoją wizję! Konsultant ślubny jest od tego, by urzeczywistnić Wasze marzenia. By znaleźć takie firmy, które podejmą się organizacji jego realizacji.

Jeśli natomiast nie masz pomysłu na Wasz ślub, a chciałabyś, by był niezapomniany – konsultant ślubny pomoże Wam w odlezieniu odpowiedniego dla Was stylu. Pomoże Wam poskładać w całość wszystkie pomysły i znaleźć w tym wspólny mianownik.

Co najważniejsze, konsultant ślubny jest z Tobą w trakcie całej realizacji wesela! Od jego wynajęcia, po zabawę. To konsultant dba o to, by makijażystka dojechała na czas, byś między malowaniem jednego, a drugiego oka zjadła kanapkę i Twoja mama też!
To konsultant ślubny pilnuje, by sala weselna nie oszukała Cię na ilości alkoholu wypitego przez gości, zwłaszcza, gdy płacisz korkowe od butelki. To konsultant dba o to, by umowy sporządzone z zespołem i fotografem nie były na Twoją niekorzyść.
Konsultant ślubny oddaje Ci siebie i swoje doświadczenie po to, byś tego wyjątkowego dnia nie musiała się o nic martwić i niczym stresować. Byś nie musiała głowić się, czy jak ślub masz o 16, to makijażystka powinna być na 10 czy może lepiej na 14?

Napisz w komentarzu, jak chciałabyś by wyglądało Twoje wesele marzeń!
Nagrodą w konkursie jest indywidualnie ułożony harmonogram dnia Twojego ślubu przez konsultanta ślubnego z Say Yes!
Będziesz miała zawarte tam wszystkie informacje, dostosowane do Twojego dnia. Ponadto, osoba, która opisze najciekawsze wesele otrzyma rabat od firmy Say Yes! w wysokości 50% na wcześniej przeze mnie wspomniane usługi konsultanta ślubnego na terenie Warszawy i okolic.
A więc: pomoże Ci w znalezieniu odpowiedniej sali, zespołu, fotografa, florystki, dekoratorki, i innych usługodawców, jakich tylko będziesz chciała mieć na Waszym weselu!
Konkurs trwa do 1.07.2016
Regulamin konkursu: klik
Trzymam kciuki !!!
Wyniki konkursu!
Dziewczyny sprawdźcie maile!! Miła niespodzianka jest od Say Yes! :)
utworzone przez WolnoWolniej.pl | cze 13, 2016 | żyć lepiej
Kiedy zaczęliśmy organizację swojego wesela, nie wiedzieliśmy w co się pakujemy! Wesela z dzisiejszych czasów, te, na które chodzimy obecnie, różnią się diametralnie od tych, na których byłam jako dziecko. Nikt wtedy nie myślał o motywie przewodnim przyjęcia, indywidualnym wystroju wnętrza i zaproszeniach pasujących do winietek i sukni ślubnej. Większość wesel, na których byłam, odbywały się w remizie strażackiej lub biało-pomarańczowej, czy biało-łososiowej sali. Część z nich miała nawet “marmurowe” kolumny. Za Młodymi obowiązkowo była ściana udekorowana białymi balonami oraz, gdzie nie gdzie, czerwonymi lub złotymi. Pod sufitem zaś, ciągnęły się kilometry brudnej tkaniny w kolorze ścian. Ot, miłość na bogato!


Współczesne wesela to zupełnie inna bajka! I słowo bajka jest tu najwłaściwszym określeniem. Motyw przewodni przyjęcia nie ogranicza się już tylko do wyboru koloru przewodniego. Dziś motywem przewodnim jest spójność! Spójność kolorów, dodatków, faktur, wzorów. Majstersztyk. Kunszt. Wyobraźnia.

Dziś, wesele to spełnienie marzeń. Stworzenie czegoś nierealnego, bajecznego. Na kilka godzin tworzymy swój idealny, wyśniony świat. To zatrzymanie czasu.


Planując własne wesele, stajesz się dyrektorem artystycznym. Zajmujesz się dopieszczaniem najmniejszych szczegółów, by wynik końcowy zaparł dech w piersi. Planujesz i analizujesz budżet. Chodzisz na spotkania, negocjujesz. Wymyślasz, inspirujesz się. Od dnia zaręczyn po ceremonię zaślubin nadzorujesz największe wydarzenie swojego życia! Wydarzenie, które zostanie z Tobą na zawsze. Do którego będziesz wracać, kiedy się strasznie pokłócicie. Wyciągniesz wtedy zdjęcia z tego dnia i przypomnisz sobie uczucia jakie Ci wtedy towarzyszyły. I zobaczysz swoją bajkę, którą stworzyliście razem.

Dziś, motyw przewodni wesela ogranicza tyko wyobraźnia.

współautorzy sesji

utworzone przez WolnoWolniej.pl | cze 9, 2016 | żyć lepiej
W naszym domu i ja, i mama nie mamy talentu do gotowania. O ile mama gotuje pysznie, robi świetne surówki, ziemniaczki, a mielone to pierwsza klasa… – o tyle jedna rzecz w obiedzie zawsze będzie przesolona. Ja natomiast, cóż… – nie chwaląc się, skromnie powiem, że udało mi się spalić makinetkę robiąc kawę, a przypalone schabowe to u mnie chleb powszedni.

W naszym domu mężczyźni królują w kuchni.
Najczęściej, kiedy z kimś rozmawiam i mówię, że ja do kuchni nawet nie próbuję wchodzić – spotykam się z wielkim szokiem i kpiną. Tak, jakby gotujący facet był wybrykiem natury. A mój facet robi najlepsze obiady na świecie! Z niczego, potrafi zrobić coś. Ze zwykłego schaboszczaka zrobi bajecznie dobrego kotleciorka. Dlaczego więc to miało by być śmieszne? Facet gotujący. Mój facet jest zaradny! Pomysłowy. Szuka, inspiruje się, cieszy się tym. Czy to jest śmieszne i warte kpiny?
Przyjęło się, że to kobieta odpowiada za dom, a więc i za posiłek. Rola faceta ogranicza się do przyniesienia pensji i wypicia piwa przed telewizorem. Mam wrażenie, że do mężczyzn przyległa łatka fajtłap, niedorajdów, dwóch lewych rąk, i co gorsza – są z tego dumni. Facet kpi z faceta gotującego, ciesząc się, że sam potrafi nic albo ma od tego żonę. On jest lepszy, bo nie umie.
I takich żon mi strasznie szkoda, a mężczyzn takich bardzo żałuję. Nie ma nic gorszego, niż kobieta, która dała sobą zawładnąć, która jest na każde skinienie męża. Która bierze na swoje barki całym dom, troszcząc się, by jej facet miał wszystko w chwili, kiedy ona nie ma nic. Nie ma czasu dla siebie. Nie ma nic gorszego niż mężczyzna, uważający swoją kobietę za służącą, której zadaniem jest sprzątanie i gotowanie, kiedy on odpoczywa po pracy – z której ona też przecież wróciła.

Jestem szalenie dumna z mojego gotującego faceta!
Codziennie, bardziej lub mniej mój ukochany zaskakuje mnie w kuchni. Sprawia mi ogromną radość patrzenie na niego jak szuka przypraw, zastanawia się czy dane składniki będą do siebie pasować, zwłaszcza, gdy używa ich pierwszy raz. Uwielbiam, kiedy stawiając obiad na stole mówi mi: ciekaw jestem czy będzie Ci smakować, bo dodałem… .
Dla odmiany, kiedy gotuje mój tata (mam to po nim) – kuchnia wygląda później koszmarnie! Dawid śmieje się, że po każdym moim gotowaniu, kuchnia wygląda jakby ktoś wrzucił do niej granat. Majstersztyk! I powiem Ci jedno – kocham widok tej zasyfionej kuchni po robieniu obiadu. Mój tata w kuchni zawsze eksperymentuje. Gotuje bo lubi, bo chce nas nakarmić, uszczęśliwić. Robi to bo nas kocha. Czy jest to powód do drwin? Facet gotujący? Facet robiący coś dla swojej kobiety, swoich dzieci? Nie wydaje mi się… . Każdy brudny blat jest tego wart!

utworzone przez WolnoWolniej.pl | cze 8, 2016 | żyć lepiej
Nas do wspólnego zamieszkania zmusiła sytuacja. Chcąc być razem, nie było siły – Dawid musi przenieść się z Zabrza do Warszawy! Ja, mając duże mieszkanie, nie wyobrażałam sobie aby Dawid wynajmował gdzieś pokój i płacił obcym ludziom za wynajem. Jedynym słusznym (logicznym) rozwiązaniem było wspólne zamieszkanie. O zgrozo wspólne, bo w jednym pokoju!

Wcześniej opowiadałam Ci, że wspólne zamieszkanie było błędem. Jakaś obca osoba wkracza w buciorach w mój teren, żąda biurka w pokoju i miejsca w komodzie. W pierwszych miesiącach wspólnego życia byłam na Dawida cięta jak osa. Czułam się za niego odpowiedzialna, wszak rzucił dla mnie swoje dotychczasowe życie. Ale nie mogłam już znieść jego obecności. Codziennie, prawie 24h razem! Z czasem nauczyłam się odpuszczać. Zostawiać go samego. Wychodzić ze znajomymi bez niego, jak do tej pory i bez wyrzutów sumienia.
Niepohamowana radość!
Szalenie się cieszę, że zamieszkaliśmy razem przed ślubem! Szalenie cieszy mnie to, że takich emocji, jakie miałam w pierwszych tygodniach wspólnego życia na swoim, nie miałam jako żona. To był czas, kiedy mogliśmy się dotrzeć, nauczyć się wspólnego funkcjonowania bez brudzenia naszej małżeńskiej karty.
Początki wspólnego mieszkania mieliśmy już w Zabrzu. Dawid wynajmował kawalerkę. To było cudowne doświadczenie! Nie było nic lepszego, niż my na małym swoim robiący razem obiad, kolację, śniadanie. Parzący kawę. Było cudownie! Wspólne mieszkanie przed ślubem nauczyło nas też, kto za co będzie odpowiadał w małżeństwie. Po tych kilku pierwszych dniach już wiedzieliśmy, kto odkurza, kto gotuje obiady, jaki będzie podział obowiązków. Wspólne mieszkanie po raz kolejny pokazało nam, jak mało o sobie wiemy, i jak reagujemy w nowych sytuacjach. Nauczyliśmy się żyć ze sobą. Teraz wiem, że będąc małżeństwem, ominie nas wiele nieprzyjemności. Jedyne co nam pozostanie po ślubie, to cieszenie się sobą i nową sytuacją.

Małżeństwo ogranicza
Ze strony mężczyzn spotkałam się ze stwierdzeniem, że małżeństwo kończy pewien etap. Już nie będzie spontanicznych nalotów na piwko. Nie będzie meczyków z kolegami. To bardzo przykre. Z jednej strony bierzesz ślub, po ślubie od razu zamieszkujecie razem, jest euforia i… masz takie przygnębiające myśli.
W naszym wypadku było inaczej. Kiedy mieszkałam u Dawida w Zabrzu, jego koledzy wbijali do nas bardzo często! Koledzy – często totalnie nie z mojej bajki. I choć gdzieś tam się na to denerwowałam – lubiłam to. Lubiłam nasz otwarty dom. Lubiłam to, że będąc już w piżamie pukał do naszych drzwi jakiś koleszka z piwkiem dla nich i czekoladkami dla mnie do śniadaniowej herbatki. Żyliśmy w kawalerce, oni sobie gadali a ja… zasypiałam. Jak gdyby nigdy nic.
Są dwa światy i nas jest dwoje
Żyjąc w kawalerce, siłą rzeczy słuchałam też ich żartów o kobietach. Na początku więdły mi uszy. No co za oszołomy! – myślałam sobie. Z czasem nauczyłam się dystansu. Nauczyłam się popadać w skrajne żarty. Dziś, nie mamy z Dawidem problemu z komentowaniem ludzi. On nie burzy się gdy ja mówię “ale z niego ciacho, taki przystojny, męski”. Ja też nie obrażam się gdy słucham jak Dawid gada z kolegami o kobietach. To jest właśnie wspólne mieszkanie – dzielenie męskiego i żeńskiego świata.

Gdy decydujesz się na wspólne zamieszkanie, dostrzegasz kolosalne różnice między wami. Nagle okazuje się, że WY jesteście z totalnie innych bajek. Okazuje się, że macie zachowania, żarty, często i poglądy, o które byście się nie podejrzewali. Czasem takie sytuacje prowadzą do kłótni. Czasem do rozstań. Czasem uczą Was wspólnego życia. Czasem ta nauka usłana jest gorzkimi słowami. A czasem przynosi cudowne owoce.
Tak, zdecydowanie uważam, że warto zamieszkać razem jeszcze przed ślubem. Nie ma nic gorszego niż skok na głęboką wodę bez deski ratunku, kiedy jeszcze nie umiesz pływać.

utworzone przez WolnoWolniej.pl | cze 7, 2016 | żyć lepiej
Kiedy przejeżdżasz przez Warszawę, widzisz, że dookoła Ciebie powstają coraz to nowsze biurowce i bloki mieszkalne. Kiedy szukasz mieszkania dla siebie, zauważysz, że jeszcze dobrze inwestycja nie ruszyła, dopiero pierwsze koparki wjeżdżają na plac, a część lokali już jest sprzedana! Czysty obłęd! Od podjęcia decyzji o kupnie mieszkania, do uściśnięcia sobie dłoni z deweloperem potrzebowaliśmy ponad pół roku! Tyle czasu zajęło nam szukanie naszego wymarzonego kąta.

Czym się kierować kupując mieszkanie?

1. Jak długo chcesz w nim mieszkać
My wiedzieliśmy, że nasze mieszkanie będzie mieszkaniem przejściowym. Nie potrzebowaliśmy więc pokoju dla (przyszłego) dziecka. Wystarczyła nam sypialnia i salon.
2. Czego (nie)potrzebujesz
Żadne z nas nie pracuje zdalnie. Nie potrzebowaliśmy więc gabinetu. Nie planowaliśmy też mieć w domu siłowni, czy pokoju dla gości. Zależało nam na otwartej kuchni i garażu oraz swobodnym poruszaniu się i możliwości ustawienia mebli!
3. Dodatki
Obecnie mieszkamy w bloku z ogródkiem. Jest to świetne rozwiązanie dla życia w mieście. Bardzo mi zależało, aby i nowe mieszkanie posiadało ogród. Jednakże, te mieszkania, które oferowały ogródki nie spełniały naszych oczekiwań. Zadowoliliśmy się więc średniej wielkości balkonem.

1. Komunikacja miejska
Choć oboje jeździmy samochodem, zależało nam aby blisko naszego mieszkania była komunikacja miejska. To, czego nie znoszę, to długie “spacery” do domu w środku nocy. Nigdy nie wiesz kogo spotkasz na swojej drodze.
2. Plany zagospodarowania przestrzeni
Kiedy wydawało nam się, że znaleźliśmy mieszkanie marzeń okazało się, że miasto ma w planach wybudowanie obok niego obwodnicy! Znaczy to tyle, że przez kilka lat mielibyśmy za oknem plac budowy, robotników, maszyny – hałas i kurz.
Nie chcieliśmy też, by obok naszego bloku powstał inny blok. Obawialiśmy się, że mielibyśmy okno w okno z sąsiadami.
3. Puby, przedszkola
W rozmowie z deweloperem wyszło, że w jednym z lokali usługowych ma powstać pub. Mecze, imprezy okolicznościowe, patio, które byłoby częścią pubu – zamknięte okna całą noc, całe lato! Nie można oczekiwać, że do tego pubu będą przychodzić sami kulturalni ludzie. Musieliśmy brać pod uwagę wrzaski, krzyki i głośną muzykę co noc.

1. Funkcjonalność
Zależało nam, aby mieszkanie było funkcjonalne. Nie chciałam siedzieć w części salonowej na kanapie, i z tejże kanapy mieszać zupę w kuchni.
Za każdym razem gdy oglądaliśmy jakieś mieszkanie, wyobrażaliśmy sobie gdzie jakie meble mogłyby stać. Dzięki temu uniknęliśmy kilku wpadek!
2. Czystość
Wyobraź sobie, że znaleźliśmy mieszkanie z antresolą, gdzie od podłogi do sufitu ciągnęło się okno. Mieszkanie wyglądało obłędnie przepięknie! Ale jak umyć to okno? Nie było jak się do niego dostać! Przez większość dni mielibyśmy brudną okno-ścianę z zaciekami, kurzem.
3. Rysuj i pytaj projektanta o możliwość wprowadzenia własnych poprawek
Dzięki temu zyskaliśmy o metr dłuższą sypialnie, kosztem przedsionka. Przestawiliśmy też drzwi do sypialni, dzięki czemu będziemy mogli mieć dłuższą szafę.
Dorzuciliśmy też dodatkowe wyjścia na TV i gniazdka. Dzięki temu będziemy mieć wybór, na której ścianie chcemy postawić telewizor, bez konieczności ciągnięcia kabli po ziemi.
4. Piętro
Najwyższe, nie ostatnie. Nie chcieliśmy brać na siebie kłopotu przeciekającego dachu i duchoty. Nie chcieliśmy też mieszkać na parterze czy pierwszym piętrze tuż przy chodniku. Jeśli ogródek lub okna mieszkania nie są zaprojektowane z głową, możesz być pewna, że prędzej czy później albo ktoś Cię okradnie, albo będziesz miała wiecznie zasłonięte rolety.
5. Północ/południe
Zależało nam na maksymalnie jasnym mieszkaniu! Wybierając mieszkanie za każdym razem zwracaliśmy uwagę, na którą stronę wychodzą okna.