Ach, i przyszedł czas na pierwsze podsumowanie miesiąca w tym roku.
Przez chwilę zastanawiałam się, czy SUM powinien być pierwszy czy też trzynasty, wszak mija już trzynaście miesięcy od pierwszego SUMA, ale koniec końców – w tym roku SUM jest pierwszy, więc pierwszym pozostanie!
I to będzie chyba jedyna niezmienna rzecz w tym miesiącu – pierwszy zawsze jest na pierwszym miejscu.

„Wszystko wokół się zmienia…” | Sum #1

Pamiętam to listopadowe podsumowanie, w którym opisywałam każdy dzień z osobna. To ono tak dobitnie pokazało mi, jak wiele dzieje się w naszym życiu. Gdybym chciała takie podsumowanie zrobić i w tym miesiącu – podsumowanie miałoby charakter różny, bowiem styczeń upłynął mi pod ogromnymi zmianami! Ale tak to już w życiu jest – mówią, że aby coś docenić trzeba najpierw stracić. W styczniu poszłabym o krok dalej w tym powiedzeniu i powiedziałabym, że aby zrozumieć bez czego nie możemy żyć – musimy to stracić…

Pies
W grudniu pękły nam serduszka, kiedy musieliśmy pożegnać się z naszym ukochanym, najlepszym na świecie psem, Czarkiem. Rozpacz, jaką po nim przeżywaliśmy, była przeogromna! Brak Czarka uświadomił mi jedno – nie mogę żyć bez zwierzaka w domu. Dom bez zwierzaka jest pusty. Cichy. Niepełny.
Po wielu bojach, myślach za i przeciw, po przepłakaniu za straconą miłością wielu wieczór i poznania już na pamięć wszystkich potrzebujących psów z okolicy – postanowiliśmy przygarnąć psa!
I na nowo życie wróciło do domu. I na nowo zaczęłam się uśmiechać, śmiać, czuć…

Lupo, na cześć Czarka. 

Relacje i czas
W styczniu mój mąż obchodził swoje urodziny. W styczniu mieliśmy też pierwszy małżeński bardzo duży problem do rozwiązania. 
Po raz kolejny w życiu przekonałam się, że trzydzieści jeden dni to szalenie dużo dni! W ciągu tych trzydziestu jeden dni, miesiąca, który tak szybko przecież zleci, może się wszystko zmienić.

I już abstrahując od problemu, który pojawił się gdzieś tak w połowie miesiąca, między szczęśliwymi urodzinami a szczęśliwym pogodzeniem się, po raz kolejny widzę jak potrafimy my, ludzie, marnować czas. Nie doceniać jego wagi. 
W ciągu tego miesiąca nauczyliśmy się bardzo dużo o naszym związku. Pod tym kątem to był bardzo owocny miesiąc. 
A z drugiej strony – w głowie mam wyczekiwanie. Wyczekiwanie do dnia, miesiąca, do wydarzenia. Wyrywanie dzień po dniu kartek z kalendarza w oczekiwaniu na ten jeden wyjątkowy dzień, jakby wszystkie inne poprzedzające go dni były nieistotne. 
Marnujemy czas na czekanie a przecież w ciągu tych kilku dni, na które tak machamy ręką, może się tyle wydarzyć…! Może się tak dużo zmienić.

I choć post miał być podsumowaniem miesiąca, a nie rozprawką o budowaniu relacji, to nie mogę oprzeć się pokusie przypomnienia i sobie, i Wam, że związek to praca. Bardzo ciężka praca i nieustanna lekcja uważności. W oczekiwaniu na zdarzenie, w tęsknocie za zwierzakiem – nie można zapomnieć o pracy nad związkiem. Bo miłość nie czeka, nawet ta między nami. Zaniedbana miłość – ucieka. Po prostu. Zajmuje się swoimi sprawami i ucieka odwrócona na pięcie, niezauważona.

Więc, jak to powiedział Ojciec Chrzestny a później powtórzył mi mąż: pamiętaj, że najważniejsza jest rodzina. A ja od siebie tylko dodam, że nie ważne co złego zrobi druga osoba, nieważne, jak bardzo TY będziesz cierpieć, tęsknić, przeżywać – pamiętaj, że najważniejsza jest rodzina. I choć w związku MY jesteśmy odrębnymi jednostkami, choć w związku każde z nas ma prawo do samotności, swoich lubię i nie, to mimo wszystko – jesteśmy rodziną. I z tyłu głowy zawsze trzeba tą myśl mieć.

Wieś
Ach, tęskniłam. 
Gdyby wieś była kochankiem, pisałabym do niego list każdego dnia wyrażając swoje najskrytsze uczucia. 
Styczeń zaczęliśmy od ogniska w nowy rok, a później, prawie co tydzień, jeździłam tam oglądać przepełnione od gwiazd niebo, oszronione źdźbła traw i przepiękne, zapierające dech, zatrzymujące czas wschody słońca. 
Bo z dwojga – to wschody słońca kocham najbardziej. 
Bo o wschodzie słońca się milczy, miłości się budzi, a o zachodzie kończy się dzień. A ja szalenie nie lubię zakończeń. 
No i ta kawa… – czy jest coś lepszego od zaparzonej kawy o bladym świcie, gorącym kubku ocieplającym dłonie, aromacie pobudzającym zmysły i czy jest coś lepszego od tej ciszy? 
Tylko dzięcioł postanowił przerwać nam ten poranek – wskoczył czerwony czubek do karmnika i ziarno zaczął rozsypywać. Ale wtedy przyleciały sójki i wszystko wróciło do normy…

W styczniu zdałam sobie sprawę z jeszcze jednej rzeczy – pięknie brzmią słowa „znajdź piękne miejsce, w którym możesz się zgubić”. Ale jak na ironię – ta zguba potrafi być zgubna. Ale o miłości do siebie samej – opowiem Wam innym razem.

I w styczniu właśnie, będąc otoczona miłością, będąc otoczona ludźmi, którzy tak bardzo mnie kochają, wspierają, którzy tak bardzo chcą dla mnie dobrze – z miłości – nie można zapominać o jednym – o serdeczności. O takim zwykłym lubieniu. 
Bo miłość, nawet ta bezwarunkowa, ta najpiękniejsza, najsilniejsza na świecie – jest niczym, kiedy tak zwyczajnie, po prostu jedno nie lubi drugiego. 
Może właśnie po tym można poznać czy to naprawdę miłość?

Luty, obyśmy się polubili bardziej.