Czego o związku nauczył nas nasz pies Czarek…

Mówi się, że każdy na tym świecie ma jakąś misję, jakiś cel, który musi zrealizować. Mówi się, że żyjemy po coś, i że jeśli tą misję wypełniły – nasz czas nadchodzi.
Mówi się też, że to nie człowiek wybiera psa, tylko pies wybierana człowieka.
I u nas, te wszystkie “mówi się” spełniły się jak nigdy nic…

Pożegnaliśmy naszego psa. Naszego członka rodziny. To była miłość w obie strony – i zaraz powiem Wam dlaczego…

Czego o związku nauczył nas nasz pies Czarek…

Każdy mówi, że jego pies jest wyjątkowy, i każdy powie, że jego pies naprawdę był wyjątkowy. Ale nasz – naprawdę (!) był jedyny w swoim rodzaju. To nie był nasz pupil, to nie był nasz piesek, to nie było nasze zwierzę. To był pełnoprawny członek rodziny. On dosłownie uczestniczył w tworzeniu naszego małżeństwa. Czarek nauczył nas jak być dobrym małżeństwem.

Uczucie

Pierwszą lekcją jaką dostaliśmy od naszego psa było okazywanie sobie uczucia. To było dla nas tak niesamowite, że już rok temu napisałam o tym zdarzeniu post – jak pies nauczył nas czułości.
Czarek pokazał nam, że związek to coś więcej niż rzucone “cześć” na wejście do domu. Związek to wysiłek. Nawet, jeśli wysiłkiem ma być podniesienie tyłka z kanapy, żeby przywitać ukochaną osobę tuż przy drzwiach…

Dźwięki

Śmiejemy się, że Czarek, jak na dziecko przystało, miał połowę cech ode mnie i połowę cech po mężu. Po mnie Czarek nie lubił wysokich dźwięków i krzyków. Lubił spokój. Kiedy jedno z nas zaczynało podnosić głos, bez względu czy to były emocje wywołane smutkiem czy radością, Czarek zaczynał ujadać. Przypominał nam, że trzeba panować nad emocjami. Nauczył nas, że nawet jeśli jesteśmy na siebie bardzo źli, jeśli coś nam się tak bardzo, bardzo, bardzo nie podoba – nie możemy do siebie krzyczeć.
Za każdym razem, kiedy unosiło się głos, Czarek wstawał z legowiska i zaczynał robić “au, au, au, aauuu”, a my momentalnie, za każdym razem pękaliśmy wtedy ze śmiechu, głaskaliśmy go uspokajając, i od razu było w domu lepiej. Dzięki niemu zaczęliśmy przykre sytuacje rozwiązywać słowami, zaczęliśmy bardziej słuchać co drugie ma do powiedzenia, niż po prostu mówić samemu.

Agresja

Czarek nie lubił przemocy ani agresji. Nie dawał nas skrzywdzić ani obcym ludziom i zwierzętom, ale także dbał o to, abyśmy my siebie nie skrzywdzili. Kiedy jedno z nas robiło energiczny ruch w stosunku do drugiego – Czarek od razu reagował. Stawał między nami i zaczynał ujadać lub szczekać. Kiedy, któregoś razu, chciałam “osunąć” się na Dawida dając mu buzi – Czarek skoczył na mnie odpychając mnie od Dawida – bał się, że robię mu krzywdę. Kiedy, natomiast, innym razem Dawid chciał rzucić się na mnie w żartach, kiedy siedziałam na kanapie – Czarek wciskał swój pysk między nas.
W naszym domu nie mogło być żadnej agresji. Tego nauczył nas nasz pies. Nie możemy się krzywdzić.

Trud

Czarek udowodnił nam, że jeśli ktoś kogo kochamy jest w potrzebie – dla drugiej osoby nie ma żadnych przeszkód. Nie ma obrzydzeń, nie ma odczuć. Robisz to. Jeśli trzeba – robisz to. Jeśli tego potrzebuje – robisz to. Nie czujesz chłodu jaki jest na dworzu. Nie czujesz zmęczenia. Robisz to, bo czujesz, bo wiesz, że to pomaga. Nie robisz “bo musisz”. Robisz bo chcesz pomóc, bo chcesz ulżyć, bo jesteś odpowiedzialny. Bo kochasz.
Czarek pokazał nam, że nie istnieją wymówki. Nie istnieje złość. Jeśli jest potrzeba – nie czujesz żadnych przeszkód. Czujesz miłość – bo robisz coś dobrego dla kogoś kogo kochasz całym serduszkiem.

Emocje

Może to brzmi banalnie, ale nasz pies potrafił okazywać emocje. Obserwując go nauczyliśmy się, że warto być szczęśliwym. Po prostu. Banalnie. Warto robić to, co daje szczęście. Jeśli masz ochotę pognać za sarną – biegnij! Jeśli chcesz wykopać wszystkie kwiatki w ogródku i to da Ci szczęście – zrób to! To tylko kwiatki… – jeśli tylko będziesz szczęśliwa.
Nie złościliśmy się na naszego psa, że nie mamy kwiatów pod domem w tym jednym miejscu. Nie mieliśmy kwiatów, ale mieliśmy czystą radość przed sobą.
Rzeczy materialne, namacalne przedmioty, a nawet i szkody – są niczym w porównaniu do emocji, do radości, do uczucia szczęścia. Nawet zarysowany samochód nie ma znaczenia. Przecież nikt kto kocha nie robi specjalnie źle…

Miłość

My jesteśmy ludźmi. My wiemy, rozumiemy, choć nie zawsze się ze wszystkim godzimy. Ale rozumiemy. Czarek – co czuł to pokazywał. Pokazywał radość, kiedy był szczęśliwy. Pokazywał smutek, kiedy czuł się źle. W ostatnich dniach pokazywał, że nie rozumie.
Kiedy Czarek tracił nas z oczu – pękało mu serce.  Cierpiał. I to było widać po jego oczach, to było słychać w jego głosie, było widać po jego ciele.
Czarek pokazywał co to miłość. Kiedy mieliśmy wyjść na dwór, kiedy czekaliśmy na windę – opierał pysk na moim udzie i “kazał” się głaskać. Kiedy mieliśmy wolne od pracy – przychodził do nas i nas budzi. Zazwyczaj o tej porze wstawaliśmy do pracy więc on dbał, żebyśmy nie zaspali. Jak nas obudził – sam szedł spać. I nie było poranku, żeby nie kładł pyszczka na nasze łóżko i nie “kazał” się drapać po nosku. Tak jak nie było poranku, żebyśmy z mężem nie dawali sobie buzi na dzień dobry.
Czarek okazywał nam miłość. Tak jak my okazujemy sobie i jak okazywaliśmy jemu.
Co w sercu, to na zewnątrz. Co w sercu to w oczach, słowach, gestach. Tego nauczył nas nasz pies Czarek…

Czarek był z nami dwa lata.
W ciągu tego czasu był z nami w Gdyni, gdzie szczekał na fale i biegał po plaży.
Wielokrotnie jeździł z nami do Zabrza, gdzie ganiał się całymi dniami z psem sąsiadów. Mało tego, jedna z Was poznała nas na Zabrzańskich ulicach właśnie po Czarku! Był z nami w Parku Dubiela i tradycją już było chodzenie po lesie na Czołgistów.
W każdej wolnej chwili jeździł z nami na wieś, gdzie ganiał sarny, kąpał się w rzece i… podkradał nam kiełbaski z ogniska.
Zwiedzał z nami Warszawę. Latem brałam Czarka na smycz i robiliśmy sobie długi spacer do Dawida pracy, aby razem wrócić do domu.

Odszedł od nas w wieku 5 lat. Miał nowotwór serca.
Byliśmy z nim do samego końca.
To była miłość w obie strony.

(Visited 316 times, 1 visits today)