Znacie ten studencki żarcik przytaczany za każdym razem, kiedy przychodzi czas na naukę do sesji: jeszcze tylko zamiotę pustynię i biorę się za naukę?
Szalenie go lubię!
Nie tylko przypomina nam o tym, że od nauki przedmiotów (zwłaszcza tych zapchajdziur) przyjemniejsze jest już nawet sprzątanie, ale mówi nam coś jeszcze. Mówi, że jest nam tak zwyczajnie lepiej mając uporządkowane wnętrze…

Dlaczego tak ważny jest porządek w Twoim domu

Kiedy sięgam pamięcią w lata dzieciństwa, beztroskiego życia z rodzicami, wspomnienie pewnego zdarzenia powoduje u mnie dyskomfort. A jeśli zacznę myśleć o tym, że owe zdarzenie nie było pojedynczą sytuacją a nagminną… – jest mi głupio. Dziś jest mi głupio i czuję się z tym wspomnieniem naprawdę źle. A rzecz dotyczy właśnie utrzymywanego porządku w naszym rodzinnym domu. Porządku utrzymywanego przez Mamę.

Jak byłam dzieckiem, nastolatką, różnie było u mnie z tym siedzeniem u siebie w pokoju. Od zawsze byliśmy z rodzicami bardzo zżyci, rodzinni, lubiliśmy spędzać czas na wspólnych rozmowach, lubiliśmy opowiadać sobie co w pracy, co w szkole i co w międzyczasie. A gdzież byłoby się lepiej spotkać jak nie w salonie?
Kiedy wracałam ze szkoły to właśnie do salonu kierowałam pierwsze swoje kroki. Nie do mojego pokoju – do salonu – tam gdzie byli wszyscy i tam gdzie był porządek.

Ach, mogłabym powiedzieć „lata mijały, aż nagle zdałam sobie sprawę z…”. Choć zdanie to brzmiałoby szalenie absurdalnie, to tak właśnie patrzę na miniony czas. Bardzo długo żyłam, przeżywałam, ale nie zastanawiałam się nazbyt nad wieloma sprawami. Nie zastanawiałam się też – dlaczego zawsze pierwsze kroki kieruje do salonu i to w nim chcę się wyciszyć, zamiast pójść do swojego pokoju, który przecież był urządzony tak bardzo według moich potrzeb i mojego gustu!

Dziś już wiem, że był to wynik bałaganu, jaki panował w moim pokoju. Bałaganu, który przypominał mi, że to nie czas na odpoczynek, o nie. Teraz jest najwyższa pora na posprzątanie! Na kolejny obowiązek, zadanie, czynność, działanie. To był wynik bałaganu, który powodował we mnie niepokój.

Dziś żyjąc w sztywnych ramach obowiązków służbowych, zadań, jakie muszę wykonywać w pracy i odpowiedzialności przed jaką stoję – jak nigdy potrzebuję spokoju. Świadomości, że wszystko jest dobrze, o nic nie muszę się martwić. Potrzebuję porządku wokół mnie aby móc uporządkować moje wnętrze.
Bo porządek, to nie tylko brak chaosu dookoła nas, ale i wewnątrz nas. To spokój, który nie męczy ani naszego wzroku, ani naszych myśli. O niczym nie przypomina, niczego nie chce.

Ale porządek wokół nas jest potrzebny nie tylko, aby móc się odprężyć bez cienia wyrzutów sumienia. Porządek wokół nas jest potrzebny, aby móc zrozumieć; rozwiązać problem, który tak bardzo nas trapi i męczy. Bo uporządkowany dom to uporządkowane myśli. To brak rozpraszaczy, wyciszenie umysłu i odprężenie mięśni.
Brak walki między tym co musimy zrobić, a tym co jest teraz najważniejsze – nasze dobro, zdrowie, samopoczucie. To brak poczucia obowiązku, brak punktu zapalnego, brak rozpraszaczy.
Niezmącony spokój.

Więc jeśli czujecie się zagubieni w codzienności, jeśli po powrocie do domu trudno jest Wam odpocząć – przyjrzyjcie się przestrzeni dookoła Was. Może to właśnie ona powoduje, że w Waszych myślach ciągle gości stres a w mięśniach napięcie…?

A o tym jak ogarnąć swoją przestrzeń w zgodzie ze sobą, a nie sztuką sprzątania – przeczytacie w przyszłym miesiącu. To wtedy skupimy się na prawdziwym znaczeniu rzeczy.

Ps. Czy czytając ten post nie mieliście wrażenia, że wszystkie zdania mówiące o bałaganie, nieładzie brzmiały tak ciężko, przytłaczająco, a te o porządku… – lekko, zwiewnie, tak delikatnie?
Bałagan, bez względu czy powierzchowny czy nie – męczy – bez względu czy na niego patrzymy, czy o nim mówimy.