W tym roku 2019/2020 byłam dużo bardziej wyczulona na fajerwerki. Na początku grudnia odszedł od nas nasz pies, Czarek, na nowotwór serduszka. Jadąc w przeddzień sylwestrowej nocy na wieś, pierwszy raz sami, bez niego, było nam strasznie smutno. Ale jak to mówi moja mama „po takiej stracie, wiele będzie takich najgorszych pierwszych razów”. Noc sylwestrowa, choć dla nas była wyjątkowa – spędziliśmy tę noc z rodzicami i ich psami, przy ognisku, wśród drzew, gwiaździstego nieba i muzyki… – konsekwencje tej jednej nocy widzimy do dziś.
A przecież to ponoć tylko jedna noc…

Sylwester to tylko jedna noc, która zbiera żniwa przez kilka miesięcy

Grudzień był dla mnie bardzo ciężkim miesiącem. Wraz z pożegnaniem naszego pięcioletniego owczarka, moja wrażliwość na inne psy w okresie sylwestrowym wzrosła do granic możliwości. Mając przed oczami mojego psa, który w ostatnich dniach, zamiast radości w oczach miał strach i niezrozumienie, serce pękało mi na myśl o tym, co przeżywają zwierzaki, które boją się wystrzałów.

I nie jedna osoba powiedziała: to wina nieodpowiedzialnego właściciela! Bo co za debil wychodzi z psem w sylwestra, o północy na dwór?!

Tylko czy naprawdę tak jest?

W okolicy mojego mieszkania, na warszawskiej pradze-południe, fajerwerki słychać już było od początku grudnia. Z początku sporadycznie, co kilka nocy zza okna widać było kolorowe rozbłyski. Z początku widowisko trwało krótko – kilka wystrzałów, kilka huków i był spokój. Im bliżej było sylwestra, tym liczba wystrzałów nasilała się. 31 grudnia, pokazy sztucznych ogni były już od 16, od chwili, kiedy zaczął zapadać zmrok.

Kiedy piszę te słowa, mamy połowę stycznia 2020. Jest godzina 16, a z oddali wciąż dochodzą mnie huki fajerwerkowych wystrzałów.

Ale to tylko jedna noc, prawda?
Co za debil wychodzi z psem na spacer, jak puszczają fajerwerki, prawda?

Od grudnia po styczeń grupy na facebooku o zaginionych i znalezionych zwierzętach szaleją, pękają w szwach!
Codziennie pojawiają się setki nowych ogłoszeń, w których ktoś prosi o udostępnienie postu z wizerunkiem psa, który zaginął. Zerwał się, spłoszył, przestraszył wybuchu. Codziennie pojawiają się setki ogłoszeń o znalezieniu psa: zadbanego, przyjaznego, przestraszonego, w szelkach, z obrożą. Posty o tym, że jakiś pies błąka się po ulicy, wśród bloków…
I codziennie pojawiają się jeszcze jedne zdjęcia – te najgorsze – zdjęcia psów zabitych, potrąconych przez samochody – wbiegły pod koła w wynik amoku, w jakie potrafią wpaść zwierzaki z przerażenia. A w chwili strachu, zwierzaki nie patrzą gdzie biegną, na co biegną. Boją się. Panicznie się boją. Uciekają jak najdalej i nie patrzą na nic. Uciekają od niebezpieczeństwa, od tego czego nie rozumieją, nie widzą.

Nie jestem za zakazem strzelania fajerwerków w sylwestra, choć sama fajerwerków nie puszczam.
Rozumiem, że jest to jakaś forma rozrywki, tradycji, atrakcji i niektórzy mogą nie wyobrażać sobie bez nich tej nocy.

Ale… niech sylwester to będzie tylko jedna noc. Niech to będzie tylko kilka minut.
Niech każdy z nas, i zwolennik i przeciwnik fajerwerków – wykaże się zrozumieniem dla innych.

Nie dzielmy się na dwa obozy.
Nie rzucajmy kamieniami w tych, którzy chcą strzelać i nie szydźmy z tych, którzy przejmują się losem zwierząt i ludzi, którzy boją się wybuchów.

Niech sylwester będzie tylko jedną nocą.
Niech te żniwa nie trwają całe miesiące…

Sylwester – sztuka życia w społeczeństwa.