One little word – mały krok ku sobie

Początek nowego roku. Och, ależ ja na ciebie czekałam nowy roku! Choć dla wielu noc sylwestrowa jest zwykłą nocą jak każda inna – dla mnie jest wyjątkowa. To zakończenie pewnego etapu życia. Zamknięcie drzwi, za którymi są niepowodzenia, zmarnowane szanse, wyrzuty sumienia i zmartwienia. Ale to także zakończenie pewnego cyklu i otworzenie się na nowe.
Nowy rok to możliwość przesuwania kolejnych granic. 

No właśnie, granice.
Czy pracujesz nad tym, aby je przesuwać? 

Czy wiesz czym się różni wyjście ze swojej strefy komfortu od przesuwania własnych granic? 

Kiedy słyszę, jak ktoś mówi: wyjdź ze swojej strefy komfortu, mam wrażenie jakby mówił mi o strachu, ryzyku, dużym kroku. Nakłaniał mnie do opuszczenia swojej bezpiecznej strefy. 

Natomiast kiedy przesuwasz swoje granice to poszerzasz obszar w obrębie którego czujesz się bezpieczna. Próbujesz nowego, otwierasz się na nowe i doświadczasz nowego ale wciąż czujesz się w tym dobrze. 

Przesuwanie własnych granic jest jak wakacyjny wyjazd w nowe miejsce. Czujesz ekscytację bo przed Tobą coś nowego, nieznanego a za razem czujesz się bezpiecznie bo mniej więcej wiesz co może Cię spotkać. Ale przede wszystkim – to Ty kontrolujesz nową sytuację, a nie ona Ciebie. 

Czy to nie brzmi pięknie? Oj przyznaj, że tak.

Tylko jak wykorzystać tę metodę przesuwania granic a nie wychodzenia ze strefy komfotru w swoim własnym życiu, do rozwoju siebie?

Z pomocą przychodzi twórczyni trendu one little word – Ali Edwards. Ideą jednego małego słówka było wybranie takie słowa, które będzie towarzyszyć nam przez resztę roku: będzie nas wspierać, motywować i inspirować. 

Moim słowem roku w 2022 było: jestem na tak. Zgadzać się na wszelkie propozycje, okazje, zaproszenia. Mówić TAK nowym doświadczeniom. Mówić: ok. spróbujmy! 

Dzięki takiemu w cudzysłowie “zmuszeniu” się – spróbowałam wielu nowych rzeczy. Pierwszy raz poszłam na paznokcie (teraz chodzę już regularnie), wzięłam (z powodzeniem!) udział w różnych konkursach, kupiłam sobie sprzęt, na który normalnie nie wydałabym tylu pieniędzy – a jednak bardzo go potrzebowałam! 

Bycie na tak sprawiło, że w moim życiu pojawiło się mnóstwo okazji do radości – tej wewnętrznej, we mnie, jak i dzielonej z innymi.

W tym roku już nie potrzebuję wsparcia. Nie potrzebuję, aby ktoś (lub coś) popychało mnie do przodu. Dziś sama, pełna radości, ciekawości i ekscytacji mówię światu: TAK! Mówię: ZRÓBMY TO! SPRÓBUJMY!  

Moim słowem roku 2023 jest: otwartość.

W tym roku z otwartością przyjmuję wszelkie nowości i wyzwania. Już nie potrzebuję wsparcia – dziś mam w sobie odwagę w próbowaniu nowego. 

Dziś już nie oceniam i nie zastanawiam się nad tym, jakie coś jest. Jak bardzo jest zgodne ze mną. Jak bardzo do mnie pasuje. Dziś mówię – jestem otwarta na nowe. Jestem otwarta na doświadczanie.

Niektórzy potrafią robić sobie 30 punktową listę celów i postanowień na rok. Ja mam tylko jeden zapisany punkt: przeżyć ten rok z moim słówkiem. Dzięki temu wiem, że za te 365 dni zajdzie we mnie ogromna przemiana. I będę z niej szczęśliwa. 

Często słyszy się, że ograniczenia są w nas, w naszych głowach. Ale wiesz co? Dopóki to my nie zauważymy jak bardzo sami się ograniczamy – nigdy nie zrozumiemy tych słów. I zawsze będziemy więźniami samych siebie.

Jak znaleźć hobby

Jak znaleźć hobby

Któregoś razu scrollując facebooka, natknęłam się na post jakieś dziewczyny. Był bardzo smutny. Dziewczyna pisała w nim, że jest już po trzydziestce i… nie widzi sensu w życiu.
Wstaje codziennie rano, idzie do pracy, która nie daje jej satysfakcji, wraca do domu i… nic. Pustka. Czeka aż przyjdzie wieczór aby pójść spać i… znów pójść do pracy. Mówiła, że nie ma żadnej pasji, żadnego hobby. Niczego, co mogłoby obudzić w niej życie. 

Skąd właściwie bierze się pasja i hobby? Zastanawiałaś się kiedyś nad tym? Jak można ją w sobie odkryć? Jak się znajduje hobby?

Ten post zebrał bardzo dużo komentarzy. Ludzie dzielili się swoimi pasjami, opowiadali jak spędzają wolny czas po pracy i prawie za każdym razem dodawali: może też tego spróbuj? 

(wydech) Może… 

Ale takie dawanie rad nie mogło przynieść dobrego wyniku. Bo odkrywanie swoich pasji to nie jest świadomość istniejących możliwości. 

Dlaczego? 

No właśnie – dlaczego? 

Czy znasz tą ulubioną zabawę dzieci, a znienawidzoną przez dorosłych? Jak rodzic mówi, że muszą coś zrobić albo gdzieś pójść, to dziecko odpowiada: a dlaczego? Rodzic zaczyna mówić: ponieważ musimy zrobić to i tamto. A dziecko znów pyta: dlaczego? 

I rodzica w końcu trafia szlag! 

A dlaczego?

Bo w czasie tego spaceru z dzieckiem, dorosły już myśli co jeszcze musi zrobić, gdzie musi podjechać, co załatwić, co kupić, gdzie zadzownić, i już w myślach planuje od czego jutro zacznie pracę, aby ze wszystkim się wyrobić. Dorosły wie. 

A dziecko? Dziecko dopiero poznaje świat. Bada dorosłych. Sprawdza granice. Doświadcza. Próbuje. Szuka. 

Jeśli chcesz odkryć swoją pasję – bądź jak to natarczywe dziecko! Drąż temat!

 

Zastanów się: co jest dla Ciebie ważne? Co Cię wzrusza? Co porusza? Jakie emocje są dla Ciebie ważne?

 

Niedawmo czytałam artykuł o 70-latce, która miała dość siedzenia w domu i bycia bezproduktywną. Postanowiła więc otworzyć budkę z lodami. Coś niesamowitego!

Czytałam też o meżczyźnie, który był inżynierem, a zarazem chciał ratować planetę – ekologia była dla niego bardzo ważna. Swoje życie poświęcił na stworzeniu materiału konstrukcyjnego, który byłoby w pozyskiwaniu i całej eksploatacji przyjaźniejszy środowisku. 

Gdybyś zapytała mnie co jest moją pasją nie powiedziałabym Ci że robienie świeczek albo pisanie. To nie są moje pasje a jedynie narzędzia, które pozwalają mi realizować ją, urzeczywistniać to, co niematerialne, nienamacalne. Daje mi to ogromną radość, ale moją prawdziwą pasją jest odmienianie życia – czynienie życia przyjemniejszym, spokojniejszym, bardziej esencjonalnym. I właśnie do tego chcę inspirować innych. Po to działam w sieci, tworzę takie a nie inne produkty – bo wiem, że dzieki nim, ludzie zwolnią, złapią oddech, odnajdą swoją drogę do spokoju. Marzy mi się, aby w ludziach było mniej agresji. Mniej patrzenia tylko na siebie a więcje serdeczności, otwartych dłoni. 

Jeśli dla Ciebie ważna jest wrażliwość, piękno, możliwość wyładowania emocji – może swoją pasję odnalazłabyś w jeździe figurowej na łyżwach? Dlaczego nie?

Połącz swoje wartości z misją, a odkryjesz swoją pasję. 

 

Nie ma ludzi niepotrzebnych. Nie ma ludzi jałowych, niewidzialnych. Każdy z nas ma jeden brakujący puzzel do tego aby odmienić świat. Wyobraź to sobie: tysiąc ludzi kładzie ten jeden swój puzzel tworząc piękny, kompletny obraz. Czy to nie zmieni świata na lepszy? 

Kurcze, pewnie że zmieni! 

Co musisz zrobić aby zasłużyć na nagrodę?

Gdybym zadała Ci pytanie: co obecnie jest Twoim największym pragnieniem, zachcianką, jaką chciałabyś spełnić – to co by to było?

Czy jest taka rzecz, którą chciałabyś kupić, a może jest takie miejsce, które chciałabyś odwiedzić, ale… z jakiegoś powodu odmawiasz sobie tej przyjemności? Co Cię powstrzymuje przed spełnieniem tego marzenia? I nie, nie, nie, nie pytam Cię o pieniądze. Pytam o Twoje przekonania. Bo to o nich dziś porozmawiamy.

Czy lubisz być doceniana, za świetnie wykonaną pracę? Co czujesz, kiedy widzisz, że udało Ci się osiągnąć założony cel? Ba, mało tego – cel, który sama sobie postawiłaś.

Czujesz że jesteś z siebie dumna? Czy czujesz w sercu motylki, których trzepot skrzydeł układa się w dźwięk: udało Ci się! Udało Ci się!! Zrobiłaś to!

Ach, radość z tego, co udało nam się samemu dokonać jest szalenie niesamowita! To jest ten najsłodszy owoc włożonego trudu i wysiłku. 

Powiedz mi, czy czując te wszystkie rozpierające ciało emocje czy śmiało możesz powiedzieć, że zasłużyłaś na nagrodę?

Co było by tą nagrodą? Wyjście z koleżankami do restauracji lub knajpy? Celebracja sukcesu delikatnym zderzeniem kieliszków i szerokim uśmiechem na buzi? A może zakup nowego iPada lub komputera? O… a może tej obrzydliwie drogiej torebki?
Oj sukces jest bardzo przyjemny, prawda?! 

A co gdyby nie udało Ci się osiągnąć tego celu? 

Nakręciłaś się już na iPada, przed snem zdążyłaś setki razy krzyknąć cheers! z przyjaciółkami, ale cel wciąż jest nieosiągnięty… 

Czy ta torebka, na którą chorujesz od miesięcy, naprawdę nie może być Twoja? Czy tak wygląda porażka? 

Jeśli poczułaś, że ten tekst jest o Tobie, jeśli choć raz odmówiłaś sobie spełnienia marzenia, rozpieszczenia siebie, jeśli odmówiłaś sobie wynagrodzenia za  trudu jaki włożyłaś w osiągnięcie celu – to wciśnij teraz pause i napraw swój błąd. I mówię to śmiertelnie poważnie.

Nigdy, ale to nigdy w życiu nie traktuj rzeczy i pieniędzy jako nagrody za osiągnięcie celu. Cele mogą być różne. Mogą być śmiesznie małe, głupie, oczywiste. Jeśli stawiając sobie cel masz pewność, że uda Ci się go osiągnąć – to oszukujesz samą siebie nagradzając się. 

Ale jeśli wyznaczysz sobie cel i mimo usilnych starań nie uda Ci się go osiągnąć – wierz mi, będę pierwszą osobą, która powie Ci, że jest z Ciebie dumna! Bo próbowałaś. Bo dałaś z siebie wszystko! Zrobiłaś wszystko co mogłaś. 

Wiesz jakie jest jedno z moich ulubionych powiedzeń: jeśli zaczniesz oceniać rybę pod względem jej zdolności wspinania się na drzewa, to przez całe życie będzie myślała, że jest głupia.

Czasem tak jest. Nie wszystkie nasze cele są możliwe do spełnienia. Możemy marzyć, chcieć, ale nie uda nam się. Na naszej drodze może być mnóstwo przeszkód, których my po prostu nie widzimy, nawet nie zdajemy sobie sprawy z ich istnienia!

Czy to znaczy, że nie zasłużyliśmy na nagrodę? Bo nam się nie udało?

Z dzisiejszego odcinka chciałabym, abyś zapamiętała jedno: nie musisz osiągać rzeczy wielkich aby sprawić sobie przyjemność. Rozpieszczanie siebie to nie nagroda. To Twój wyraz miłości do siebie i troski. 

Odpoczywaj, kiedy jesteś zmęczona. 

Idź z koleżankami do knajpy, jeśli chcesz spędzić z nimi czas.

Kup sobie tę torebkę, skoro tak bardzo skradła Twoje serce i jest dla Ciebie ważna.

I kup ten komputer – jeśli naprawdę tak go potrzebujesz. 

Doceniaj siebie za każdy trud i każdy sukces. I niech Twoja radość z drogi którą przeszłąś będzie tak wielka, tak prawdziwa jak w ostatniej scenie legalnej blondynki, kiedy Elle Woods krzyknęła “we did it!” 

Rozpieszczaj siebie bez względu na osiągnięcia.

Jak się nie przejmować i odpuścić. 3 techniki

Czy zdarzyło Ci się kiedyś przeżywać coś negatywnego zbyt długo? Przejmować się czymś zbyt długo? Zamartwiać się czymś, na co nie bardzo miałaś wpływ? 

A może masz czasami tak, zwłaszcza wieczorami, niby chcesz odpocząć, zrelaksować się, ale czujesz, że Twoja głowa jest tak niemiłosiernie ciężka… że aż nawet ciężko Ci utrzymać powieki w górze? 

Jest tyle rzeczy, którymi potrafimy się zamartwiać każdego dnia… Praca, pieniądze, relacje, rodzina, przeszłość, przyszłość… ech… 

Myślisz sobie czasem, że chciałabyś, aby inaczej wyglądało Twoje życie?

Te myśli są strasznie toksyczne… wysysają z nas całą energię, całą sprawczość… 

Jak je powstrzymać? Co możesz zrobić, aby wyciszyć myśli i odpocząć? Jak przestać się zamartwiać? Jak odpuścić? 

Dziś opowiem Ci o mojej ulubionej technice odpuszczania. Ale od razu uprzedzam – moja mama jej we mnie nie znosi!

Moja mam uwielbia mieć wszystko zaplanowane. Ona już we wtorek wie, co będzie robić w sobotę za dwa tygodnie. Mało tego! Stara się przewidzieć kłopoty, które mogłyby pojawić się na drodze do realizacji planu i już obmyśla wszystkie możliwe rozwiązania. 

Następnie dzwoni do mnie i pyta: Asia, co robicie za dwa tygodnie w sobotę? Bo ja wymyśliłam… i tu opowiada mi cały scenariusz na każdą czarną godzinę i te po między też. 

I wtedy wpadam ja, cała na biało i mówię: mamuś, do tego czasu plany mogą nam się zmienić jeszcze 10 razy, zapytaj mnie o nie w piątek rano za dwa tygodnie to powiem Ci co będę robić w sobotę. 

Taak… moja mama nie znosi tego we mnie. Nie rozumie, jak można tak nic nie planować. 

A odpowiedź jest bardzo prosta: rozczarowania bolą. Kiedy się na coś nastawimy a zdarzenia nie układają się po naszej myśli, los rzuca kłody pod nogi a gwiazdy na niebie układają się w wielki wykrzyknik – z człowieka uchodzi cała energia i radość. Ma wrażenie, jakby za te swoje plany płacił bardzo dużą cenę. 

A nie tak powinno być. Piękne chwile nie powinne mieć smaku goryczy.

Bo widzisz, odpuszczanie to nie to samo co bycie obojętnym. Odpuścić to przestać walczyć, działać, zastanawiać się. Gdybym miała porównać do czegoś odpuszczanie, powiedziałabym, że jest jak płynięcie kajakiem po rzece. Nie musisz wiosłować, aby posuwać się do przodu, aby płynąć. Pewnie, możesz to robić, wtedy będziesz płynąć szybciej, ale będziesz też mieć dużo mniej czasu na reakcję, a twoje ruchy będą gwałtowne, chaotyczne. A kiedy nagle okaże się, że przed tobą jest przeszkoda – bardzo możliwe że stracisz równowagę i wpadniesz do wody. Natomiast jeśli będziesz biernie poruszać się po tej rzece, będziesz mieć czas na obserwowanie trasy a Twoje ruchy będą spokojne, opanowane – unikniesz katastrofy i będziesz płynąć dalej swoim własnym tempem suchy.

Kiedyś przeczytałam bardzo fajne zdanie: pośpiech jest złym doradcą. Takich złych doradców możemy znaleźć wielu, to będą też emocje. 

Dlatego… gdy dzieje się coś złego, kiedy natrafiam w swoim życiu na przeszkodę, coś zaczyna mnie trapić, sprawia, że moje plany zaczynają sypać się a rzeczywistość nie wygląda tak jak sobie to wymyśliłam… – odpuszczam. Podnoszę wiosła i pozwalam rzece prowadzić mnie. Dopiero kiedy emocje uspokoją się, krew przestanie buzować a w głowie zrobi się przestrzeń na jasne myśli: zaczynam układać nowy plan. 

Zastanów się, czy w czasie burzy, wielkiej ulewy i jeszcze większego wiatru – wychodzisz do ogrodu aby na nowo ustawić wszystkie poprzewracane doniczki? 

Nie. Nie robisz tego. Mogłaby Ci się stać krzywda. Czekasz więc spokojnie w domu, wtulasz się w najcieplejszy koc i popijasz gorącą herbatę z gałązką rozmarynu, plastrem pomarańczy i goździkami. I nie myślisz o tym, że na dworze jest zimno i mokro. Pocierasz stópką o stópkę i myślisz sobie jak bardzo Ci teraz błogo. 

Ale sama świadomość, że powinno się odpuścić, nie zawsze pomaga. Tak samo jak nie pomaga powiedzenie osobie wkurzonej: uspokój się. 

Wiesz co ja robię, kiedy muszę odpuścić a jestem w silnych emocjach? 

Wyobrażam sobie jedną scenę. Jeśli jesteś z pokolenia lat 90tych to może kojarzysz taką bajkę fabularną, która leciała na Jetix: Dziwne przypadki w Blake Holsey High.

W jednym z odcinków Josie trzymała w ręce dziennik i powiedziała do siebie: dorzuć wszystkie rzeczy, które cię bolą. Jeszcze nie rozumiała tych słów. Ale popatrzyła na dziennik i nagle wszystko stało się jasne – z calej siły odrzuciła go daleko od siebie. 

Kiedy czuję, że muszę odpuścić – w myślach odrzucam od siebie dziennik i obserwuję, jak wypadają z niego wszystkie kartki. Robi się w nim przestrzeń. 

Taka wizualizacja pomaga mi złapać oddech i wprowadzić spokój. 

Ale ta metoda nie zawsze się sprawdzi.

Jeśli jest coś, co Cię trapi tak mocno, że nawet wyobraźnia nie jest w stanie Ci pomóc – odrzuć to od siebie dosłownie. Weź coś ciężkiego, jakąś wielką gałąź czy badyl, napisz na nim albo wyryj ostrym nożem słowo, które jest powodem twojego zmęczenia, frustracji, obaw i odrzuć to daleko od siebie. 

Odrzuć to. Wyżyj się. Uwolnij się. 

Pamiętaj, nie przejmowanie się to nie to samo co bycie obojętnym. To danie sobie czasu i przestrzeni na odnalezienie się w nowej sytuacji i ułożenie nowego planu.

Jak znaleźć hobby

Jak Steve Jobs wykorzystywał moc kolorów

Wiesz kim był Steve Jobs? Na pewno wiesz. To ten facet od nadgryzionego jabłuszka co wiecznie ubierał się na czarno. Kiedyś ktoś go nawet o to zapytał, dlaczego zawsze chodzi w tym samym. Stivi odpowiedział, że… na co dzień musi podejmować tyle decyzji, że chociaż w kwestii ubioru nie chce tego robić.
Ach, pragmatyzm w najczystrzej postaci.

Ale wiesz co?

Ze Stevem Jobsem łączy mnie coś więcej. I myślę, że gdyby żył – czytałby by mój blog.

W tym odcinku podcastu opowiem Ci jak Steve Jobs żył wolniej i dlaczego warto skorzystać z jednej z jego zasad. 

Czy jest w Twoim otoczeniu taki ktoś, kogo wszyscy lubią? Znasz taką osobę? W mojej głowie Steve Jobs był właśnie taką osobą. Od jakiegoś czasu czytam sporo książek marketingowych i w prawie każdej ktoś wspomina o Stevenie: czego się od niego nauczył, jaką życiową lekcję dzięki niemu poznał. Choć nie znałam Stevena osobiście, to wydaje mi się, że był człowiekiem pełnym pokory. Potrafił przyznać przed sobą, że zrobił źle, cofnąć się i zacząć raz jeszcze. Bez wątpienia był facetem o otwartym umyśle. 

Niedawno dowiedziałam się też jak Steve Jobs przeprowadzał ważne biznesowe rozmowy. Otóż nie robił tego w siedzibie swojej firmy. Nie przeprowadzał ich tam, gdzie pracował. Nie robił tego też w kawiarniach ani restauracjach. Steve Jobs chodził tam, gdzie było jak najmniej bodźców, rozpraszaczy, a otoczenia sprzyjało budowaniu relacji i kreatywności. Steve Jobs na ważne rozmowy wybierał parki. Umawiał się z innymi biznesmenami do parku. 

Jak myślisz, dlaczego to robił? Czy pchała go tam intuicja? Wszak natura, lasy, parki pobudzają w nas pierwotne instynkty. Powodują, że uruchamia się w nas mechanizm walki i ucieczki. Stajemy się czujniejsi, bardziej pobudzeni a zarazem – wyciszamy się, dzięki czemu łatwiej nam skupić się na tym, co jest tu i teraz. A może świadomie wybierał parki wiedząc, że kolor zielony sprzyja kreatywności i relacjom? Myślisz, że Steve Jobs interesował się działaniem kolorów na nas i wykorzystywał psychologię kolorów do własnych celów?

Ja myślę, że to wcale nie wykluczone a nawet wielce prawdopodobne. Świat jakim się otaczamy wpływa na nas. Na nasze decyzje, nastrój, emocje. Ktoś, kto na co dzień zajmował się zmienianiem świata i kreowaniem nowych idei – musiał znać te mechanizmy. I Ty też możesz je poznać. 

  • Chcesz przeprowadzić ważną rozmowę?
  • Szukasz odpowiedzi na nurtujące Cię pytania?
  • Martwisz się pieniędzmi?
  • A mooże chciałabyś wreszcie przestać oceniać siebie tak surowo?

Jeśli cokolwiek budzi Twój niepokój – to ten kurs, Moc koloru, jest właśnie dla Ciebie. 

Skoro kreatorzy wielkich idei ufają psychologii kolorów – to dlaczego ty miałabyś tego nie zrobić? 

Dużo spokoju dla Ciebie. Pamiętaj o zieleni! 

Koń trojański wolniejszego życia

Wiesz ile trwała wojna trojańska? 10 lat. Po 10 latach ktoś wpadł na genialną intrygę, polegającą na uśpieniu czujności wroga i podarowaniu mu wielkiego, drewnianego konia. Kiedy mieszkańcy troi świętowali sukces, popili, pobalowali i poszli spać, wtedy grecy zaatakowali i tym samym – zakończyli wojnę. Ponoć to właśnie stąd wzięło się powiedzenie: nigdy nie ufaj swoim wrogom, nawet gdy wydają się przychylni. 

A Ty, czy wiesz kto dzisiaj jest Twoim wrogiem, który nie pozwala Ci żyć wolniej?

Pamiętasz jak jeszcze z dwa lata temu panowała moda na multitasking, wielozadaniowość? Zwłaszcza w mediach społecznościowych typu instagram i facebook można było zobaczyć posty, w których ludzie wręcz z dumą mówili ilu tu nie mają projektów, jak dużo mają pracy, jak bardzo się realizują a to wszystko – dodaje im sił do dalszego działania! 

Nassim Taleb powiedział: Dopiero niedawno „ciężka praca” stała się powodem do dumy, a nie wstydu z powodu braku talentu, finezji i, przede wszystkim, sprezzatury.

Moda na slow, którą mamy obecnie, musiała przyjść. Po prostu musiała. Bo nasz organizm nie jest w stanie być na wysokich obrotach non stop. Jego skrajne wykończenie to była kwestia czasu. Nic więc dziwnego, że dziś wypicie kawy w ciszy, z dala od komputera i mediów społecznościowych urosło do rangi celebracji chwili. 

A jednak. Mimo tak popularnego trendu uważności i tego tu i teraz – ja wciąż dostaję od moich czytelniczek pytania: jak żyć wolniej? Nagle okazuje się, że ta filiżanka kawy to za mało. Praktykowanie uważności i wdzięczności to za mało. 

Dlaczego? 

Czy wiesz dlaczego Grecy przegrali wojnę trojańską z plemieniem achajów? Bo ulegli namowie jednego człowieka, wojownika Sinona. Sinon był synem oszusta. Jego misją było za wszelką cenę przekonać Greków, do wprowadzenia drewnianego konia do Troi, co też uczynił. Zastanawiasz się pewnie – czy serio nie było tam nikogo, kto powiedziałby, że to zły pomysł? 

Był ktoś taki – księżniczka Troi, Kasandra. Kasandra miała dar przepowiadania przyszłości. Ale na Kasandrę Apollo rzucił kląstwę – nikt nie będzie wierzył jej przepowiedniom. 

To, co widzisz w mediach społecznościowych, reklamach w telewizji i bilboardach – to konie trojańskie. Wszelkie hasła reklamowe, bliscy, rodzina, znajomi, którzy  mówią Ci, że musisz coś osiągnąć, musisz przeć do przodu, pracować więcej, zarabiać lepiej, być piękniejsza i mieć większe zasięgi – to wojownik Sinon, syn oszusta. Natomiast Twoje emocje, Twoja mądrość i Twoje przekonania – to księżniczka Kasandra. 

Jeśli chcesz żyć wolniej, musisz zdjąć klątwę z Kasandry i uwierzyć jej słowom. A zrobisz to, zaglądając w głąb siebie i poznając swoje wartości. 


Pamiętaj: nieważne co mówią media, kto czym się chwali, czego nie osinągnął, jak wielką presję na Ciebei wywiera – Ty jesteś sobą. Tylko Ty wiesz czego potrzebujesz aby poczuć wewnętrzny spokój i równowagę. To Ty wyznaczasz granice swoich działań. Jeśli następnym razem poczujesz, że czegoś jest w Twoim życiu za dużo – postaw granice. Postaw granice i powiedz “nie”.
W przeciwnym razie – znów wpuścisz do swojego życia konia trojańskiego. A przecież wiesz, czym to się skończyło poprzednim razem…

Jak znaleźć hobby

Work life balance na początku działalności

Znasz to powiedzenie: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma? Ono idealnie pasuje, kiedy zastanawiamy się, czy lepiej pracować dla kogoś, czy na własny rachunek. Każda forma pracy ma swoje wady i zalety. A jedną z największych bolączek pracy na swoim jest… brak balansu, równowagi między pracą a domem. Tym bardziej, kiedy nasze biuro (czyli komputer) – znajduje się w naszym domu.

Co możesz zrobić, aby nie mieć poczucia bycia w pracy non stop? O tym opowiem Ci w dzisiejszym podcaście!

Organizacja pracy będąc na swoim wbrew pozorom nie jest prosta. Tym bardziej trudno odnaleźć się w nowej rzeczywistości, kiedy wcześniej przez wiele lat pracowało się na etacie. Czas pracy od do, lista obowiązków na dany dzień z góry określona, ba, każdy pracownik odpowiedzialny za coś innego, swoją wąską dziedzinę – to jest coś, z czym przyjdzie nam się zmagać, a o czym nie myśli się przechodząc na swoje. 

Bo będąc na swoim nagle okazuje się, że nie jesteś tylko specjalistką świadczącą konkretną usługę, ale musisz być przy tym również: księgową, graficzką, content writerką, strateżką, ogarniaczką, i wiele innych. Ale jesteś sama. A Twoja doba, nie jest z gumy. Właściwie, to ile godzin ma Twoja doba?

Jak wygląda Twój czas pracy? 

Kiedy zakładałam swoją firmę, nie wiedziałam jak będzie wyglądał mój dzień. Miałam pierwsze zlecenia, sama praca zajmowała mi raptem 20 godzin w miesiącu, a ja byłam zmęczona jakbym pracowała na dwa etaty! Codziennie spędzałam po kilkanaście godzin przy komputerze! Tak, dobrze słyszysz. Codziennie spędzałam kilkanaście godzin przy komputerze, z czego finalnie fakturę wystawiałam na 20 godzin. 

Jak to mówi Doktor Ania: to był kurwa dramat! Byłam okropnie rozregulowana i bardzo się bałam. Kiedy pod moje skrzydła przychodziła nowa klientka, stawałam na rzęsach, aby była ze mnie zadowolona. Dosłownie w nocy o północy potrafiłam wstać z łóżka, podejść do komputera i odpisać na wiadomość. Moja wysokowrażliwość, silne poczucie odpowiedzialności i chęć pomagania innym były głośniejsze niż zdrowy rozsądek.

Aż do pewnego wieczoru. A raczej pewnej nocy, kiedy to o 23 zabrzęczał mój telefon. Powiadomienie od klientki. Sięgnęłam po telefon najdelikatniej jak umiałam, aby nie zbudzić męża i nagle usłyszałam: chyba sobie kpisz. To już jest przegięcie.

Do dziś mam tę scenę przed oczami. 

Nie wiem co bardziej wybrzmiewało w głosie mojego męża: rezygnacja? frustracja? złość? bezsilność? 

Ale wiedziałam jedno: miał rację. To było chore! Zachowywałam się jakbym była Andreą z filmu Diabeł ubiera się u Prady, która dostawała białej gorączki za każdym razem, gdy pisała do niej Miranda Presley. Ale ja nie chciałam skończyć jak Andrea. Rozwalić sobie związek przez klientkę.

Wiedziałam, że muszę coś zmienić, bo tak dłużej nie pociągniemy. Musiałam wprowadzić drugą zasadę w swojej własnej firmie: w tygodniu pracuję do godziny 16.00, a w weekendy nic – zero. Weekend rzecz święta, czas dla siebie i rodziny, a rzeczy święte… trzeba święcić.  

Teraz, każdą współpracę, którą nawiązuję, zaczynam od ustalenia zasad współpracy. Specjalnie podkreślam tu słowo “współpracy”, bo to kolejna, trzecia z moich zasad. I to jest do zapamiętania: to, że świadczymy komuś usługę nie znaczy, że mamy się na wszystko godzić. Jak to powiedziała kiedyś jedna z dyrektorka w firmie w której pracowałam: z niewolnika nie ma pracownika. Choć ona powiedziała to w dość nieprzyjemnej sytuacji, to słowa jak najbardziej są cenną lekcją. Pracując z innymi, świadcząc usługę – podejmujemy się współpracy. Każdemu z nas powinno zależeć na tym, aby współpraca przebiegała w jak najlepszej atmosferze, z jak najlepszym porozumieniem i oboje powinniśmy mieć ten sam cel. Ale przede wszystkim współpraca polega na tym – że jesteśmy wobec siebie równi. 

Jeśli ja czuję, że moje wartości i moje podejście do pracy dość mocno mija się z drugą osobą – rezygnuję. Bo żadne pieniądze nie są warte tego, aby ktoś nie okazywał nam szacunku. Pieniądze nie są warte tego, aby cierpiało nasze małżeństwo, nasz związek, rodzina.

A świat – świat nie lubi próżni. Wierzę, że na miejscu tej osoby szybko pojawi się nowa i to bliższa moim wartościom. 

I tak na koniec uśmiechając się troszkę do przeszłości powiem Ci: kiedy odchodziłam z etatu, moja szefowa powiedziała mi: Asia, nigdy nie będzie tak, że będziesz się lubić ze wszystkimi, z którymi będziesz pracować.
Kiedy zakładałam swoją działalność to była pierwsza zasada jaką ustaliłam w swojej własnej firmie: będę pracować tylko z takimi ludźmi, którzy mają podobne wartości do moich i z którymi będę się lubić! 

 

Wierzę, naprawdę wierzę w to, że tylko wtedy, gdy mamy wspólne wartości – jesteśmy w stanie osiągnąć szalenie ogromny sukces! Dlatego rada ode mnie – pokieruj swoją firmą i swoimi zasadami tak, abyś nie była niewolnikiem w swojej własnej firmie. Tylko człowiek wolny jest w stanie tworzyć cuda. 

 

I tej wolności i cudów Ci życzę. 

Pst! Przygotowałam dla Ciebie arkusz PDF, dzięki któremu w prosty sposób wyznaczysz zasady dla swojej firmy i wprowadzisz do niej więcej spokoju.

Ściskam Cię mocno
Asia

 

Pobierz PDF

.

Znaczenie oddechu w życiu wolniej

Czy wiesz dlaczego dzieci płaczą tuż po narodzinach? Bo jest im zimno. Do tej pory siedziały sobie w ciepłym w brzuszku, w którym było 36,6 stopni, i nagle ktoś wyciągnął je z tych przytulnych warunków – na chłód. Dyskomfort, jaki wtedy czują, powoduje u nich płacz. 

Pierwsze chwile maluszka na świecie są bardzo ważne – z jeszcze jednego powodu. W tych chwilach, mały człowiek uczy się pierwszej czynności – oddychania. 

Kiedy jesteśmy dorośli, oddychanie staje się dla nas czynnością naturalną. Nie zastanawiamy się nad tym, czy powinniśmy wziąć teraz wdech, czy zrobić wydech. Ba, nie zastanawiamy się nawet nad tym, czy powinien on być głęboki czy płytki. A w chwili nagłego strachu, przerażenia – nie myślimy o tym, by nagle wstrzymać oddech. I nikt nam wtedy nie mówi: ej, zacznij już oddychać, już jest bezpiecznie.

To wszystko dzieje się “samo”. 

A jednak! 

W chwili ogromnego stresu, paniki – tracimy kontrolę nad naszym oddechem. Oddychamy szybko, płytko, przestajemy logicznie myśleć. I nagle okazuje się, że oddychanie, tak naturalne – sprawia nam ogromną trudność. Nie potrafimy opanować oddechu.

W takich chwilach bardzo pomocna jest obecność drugiej osoby, która powie: hej, popatrz na mnie – rób to co ja: weź głęboki wdech….. i powolny wydech… jeszcze raz… Świetnie Ci idzie.

Umiejętność kontrolowania swojego oddechu jest dla nas bardzo ważna. Spokojny oddech pomaga nam obniżyć tętno, ustabilizować ciśnienie krwi i zmniejszyć w niej poziom kortyzolu. Osłabia też działanie ciała migdałowatego w naszym mózgu, odpowiedzialnego za uczucie lęku, strachu i stresu.

Zauważyłaś, że to właśnie z tych powodów bierzemy głęboki wdech, kiedy musimy stawić czoła wyzwaniu, oczyścić umysł ze złych myśli i opanować emocje? 

Czy wykipiało Ci kiedyś mleko z garnka? Z ludzkimi emocjami jest podobnie jak z gotowaniem mleka: wystarczy chwila nieuwagi, około 1-2 minuty, aby nasze ciało zalały negatywne emocje. Umiejętność kontrolowania swojego oddechu jest jak wyłączenie kuchenki i delikatny podmuch, który sprawia, że piana mleka opadnie a mleko nie wykipi i nie zaleje wszystkiego co jest dookoła… 

Czy widzisz, jak wielkie znaczenie w naszym życiu ma tak ignorowana na co dzień rzecz jak oddech? 

Dlatego właśnie powstał ten podcast: Złap oddech. Każdy z nas mierzy się w swoim życiu z trudnymi sytuacjami, powodującymi w nas niepokój, strach i dezorientację. A oddech jest pierwszą czynnością, którą możemy wykonać, aby zachować spokój i móc trudne sytuacje – uczynić łagodniejszymi. 

Mam nadzieję, że dzięki temu podcastowi i Ty złapiesz swój oddech w pełnym chaosu i pośpiechu świecie. 

W końcu – wolno nam żyć wolniej. 

Ściskam Cię mocno
Asia