Bycie singlem jest fajne? Obalamy MIT!

Ostatnio wpadł mi w ręce artykuł “5 powodów dla których bycie singlem jest fajne”. Myślę sobie, może ja, stara wyjadaczka związkowa, która z tym samym chłopakiem jest od 15 roku życia nie znam tych zalet. A że wato się rozwijać, to pomyślałam, że przeczytam artykuł!
I wiecie co? Po raz kolejny Internet mnie nie zawiódł. Po raz kolejny upewnił mnie w przeświadczeniu, że nie każdy powinien pisać.

Bycie singlem jest fajne? Obalamy MIT!

Własny czas
Będąc w związku, tak samo i będąc singlem, możemy wychodzić z domu o której godzinie chcemy, i możemy wracać o której nam się podoba. Różnica polega na tym, że będąc w związku nawet nie muszę prosić męża aby przyjechał po mnie o 24 do centrum – on sam to zaproponuje – z troski, bym nie musiała sama wracać po nocy do domu, bym nie musiała brać taksówek i aby mieć pewność, że nie stanie mi się krzywda.
Będąc w związku również mogę spotykać się z przyjaciółmi, kiedy tylko mam na to ochotę – i nie muszę wszędzie taszczyć ze sobą męża, jeśli ten ma ochotę pobyć w domu.

 

Nowe znajomości
W zdrowej relacji partner nie ogranicza nam możliwości poznawania nowych osób. Możemy chodzić do klubów, na siłownię, bingo i warcaby i poznawać nowych ludzi. Bycie w związku nie znaczy, że nagle jedynym naszym nowym i starym znajomym jest nasz partner.
Co więcej, dzięki temu, że jest nas dwoje – mamy możliwość poznania jeszcze większej ilości nowych ludzi, a każdy z tych ludzi może stać się naszym przyjacielem.
Dzięki temu, że poznajemy z Dawidem nowe osoby, ja poznaję jego znajomych, on moich – dużo się uczymy, dowiadujemy nowych rzeczy  i możemy rozwijać się w kierunku, o którym wcześniej nie mieliśmy pojęcia, wydawał nam się nudny.

 

Kuchnia, zakupy, gotowanie
Będąc w związku nie znaczy, że nie możesz jeść tego co lubisz. Odkąd pamiętam w moim rodzinnym domu zawsze gotowało się ryż i makaron równocześnie. Dlaczego? Bo ja wolałam danie z ryżem, a mój tata z makaronem. Wspólna lodówka, wspólne posiłki nie znaczą, że musimy jeść coś, czego nie lubimy.
W sezonie truskawkowym ja zajadam się ryżem z truskawkami i białym serem. Dla Dawida to nie jest obiad. W tym czasie Dawid przygotowuje sobie danie mięsne.
Będąc w związku, mieszkając razem dużo łatwiej jest nie marnować jedzenia i pieniędzy! Nie zawsze mamy ochotę codziennie jeść sałatę czy zajadać się białym serem. Prowadząc kuchnię wspólnie – te produkty zjadamy szybciej – a więc wywalamy do kosza mniej i żywności, i pieniędzy.

 

Znalazłam też całe mnóstwo argumentów “dlaczego warto być singlem” mówiące o tym, że będąc same jesteśmy niezależne, możemy oglądać filmy jakie chcemy, nie musimy się kłócić z partnerem o to, kto ma wygodniejszą poduszkę, a nawet, że będąc samemu możemy robić głupie rzeczy bo nikt nas źle nie oceni.
Ręce opadają.

Będąc w związku również możemy oglądać co chcemy, czytać co chcemy i mieć swoje pasje – inne, od pasji partnera. Wciąż przecież jesteśmy tymi samymi ludźmi! Bycie w związku nie oznacza, że od dziś jesteśmy nierozłączni i każdą wolną chwilę musimy spędzać razem. Wręcz przeciwnie – w zdrowych związkach nie ograniczamy się do życia partnera życiem. Wciąż, jeśli tylko chcemy, możemy być niezależne, samowystarczalne, spędzać nasz czas jak tylko chcemy. Będąc w związku możemy wyjechać na wakacje bez partnera i bez pytania go o zgodę kupić sobie nowe ubrania.

Bycie singlem jest lepsze tylko w jednej sytuacji – kiedy jest się z facetem, który nas bije, poniża i sprawia, że odechciewa nam się wszystkiego!

W zdrowej relacji bycie w związku jest czymś przewspaniałym! Wtedy czujemy, że możemy góry przenosić. Że nic się nie liczy prócz tego tu i teraz. Że jesteśmy najszczęśliwsi na świecie i mamy wszystko! – choćbyśmy mieli kredyt na 30 lat.

 

Spodobał Ci się wpis? Uważasz, że warto promować zdrowe relacje w związku?
UDOSTĘPNIJ GO!

 

Jak doprowadzić do zdrady partnera i rozpadu związku

Wszystkie posty jakie publikujemy w tej kategorii dotyczą polepszania relacji w związku. Nie mówimy tu o żadnych patologiach, jak ratować związek z pijakiem, bokserem czy hazardzistą. Mówimy o normalnych ludziach, którzy są trochę zagubieni, chcą się zrozumieć, dotrzeć do siebie ale nie zawsze im to wychodzi tak jak powinno.
Staramy się też zwrócić Waszą uwagę na to, że nie zawsze przyczyną nieudanego związku jest partner.
Pewnego razu koleżanka żaląc mi się na swojego faceta, na ich związek i jego zdradę powiedziała, że on zrobił to wszystko przez nią! – tak powiedział. – To ona “zmusiła” go do zdrady swoim zachowaniem.
Wtedy wydawało mi się to głupie. Bo jak niby? Żadna kobieta specjalnie nie pcha swojego faceta w ramiona (lub nogi) innej. Dzisiaj jednak – to zdanie ma dla mnie sens!

Jak doprowadzić do zdrady partnera i rozpadu związkuJak doprowadzić do zdrady partnera i rozpadu związku

Każdy punkt w tym poście powinnam zacząć od: najgorsze co możesz zrobić w związku to… .

Szantaż
Wymuszanie na partnerze pewnych działań i zachowań zakazem na seks.
Drogie panie, czy seks jest Waszą jedyną kartą przetargową w związku? Czy nie potraficie dojść z facetem do porozumienia w inny sposób niż “karanie” go zakazem na seks?
Czy nie “potępia” się tak sposobu wychowywania dzieci? Jeśli nie posprzątasz pokoju nie wyjdziesz z kolegami.
Jak mnie rodzice próbowali nauczyć porządku to tłumaczyli mi, dlaczego powinnam utrzymywać ten porządek. Mówili, że najem się wstydu jak ktoś do mnie przyjdzie, a w pokoju będzie taki syf.  I to działało lepiej niż szantażowanie odebraniem przyjemności.
Jak można traktować kogoś poważnie, jak można kogoś szanować, dla kogo jedyny argument to szantaż przez łóżko?

Groźby
Rozwiodę się z tobą jeśli… odejdę od ciebie jeśli… – jeśli ci tak bardzo źle to odejdź i już, ale nie strasz! Jedna taka groźba może poskutkować, o ile nie powiemy jej w ataku szału i furii. Grożenie odejściem przy każdej kłótni sprawi, że nie dość, że stracimy wiarygodność w oczach partnera, to jeszcze pokażemy mu, że co by się nie działo, czego by nie zrobił – nie odejdziemy. To tylko słowa rzucone ot tak – nic nie znaczące.

Wymagania
Są pewne niepisane zasady jacy powinniśmy być w związku. Powinniśmy o siebie dbać, chcieć szczęścia drugiej osoby. Ale nie możemy tego wymagać. Jeśli musimy czegoś żądać, upraszać się, wymagać – znaczy, że mamy problem ze sobą. Nie możemy wymagać od faceta czułości, bliskości, że będzie nas słuchał. Te rzeczy powinny być w związku, ale nie biorą się znikąd. Więź trzeba stworzyć. Musimy czuć chęć przytulenia drugiej osoby, musimy czuć, że to przytulenie jest z miłości, czułości a nie konieczności wykonania obowiązku.
My kobiety nie jesteśmy księżniczkami. I nie możemy wymagać takiego zachowania wobec nas.
Miło jest, kiedy facet nam coś poda, zrobi za nas, pojedzie z nami – ale on nie musi tego robić. Warto doceniać i zachęcać do robienia miłych rzeczy, niż wymuszać.

[wc_box color=”secondary” text_align=”left” margin_top=”” margin_bottom=”” class=””]

Polecane wpisy:

Jak mamy stworzyć więź?

Jak pies przypomniał nam o wadze bliskości

[/wc_box]

Porównywania
Wiecie co by mi sprawiło przykrość? Słuchanie, że ktoś tam ma lepszą dziewczynę, bo coś tam.
Porównywanie partnera do innych facetów w związkach przynosi totalnie odmienny efekt. Porównywanie zachowań faceta X do Y mija się z sensem, bo każdy z nas ma inny charakter. Skoro tamci są tak bardzo lepsi – to czemu wciąż jesteś z tym swoim? Skoro Twój facet nie spełnia Twoich potrzeb, sprawia, że czujesz się niekochana, niedowartościowana – to czemu z nim jesteś? Bo tak? Byle ktoś był, byle nie być sama?
Oczekujemy od partnera aby akceptował nas, nasz charakter i ciało takimi jakie są. To działa w obie strony.

Narzekanie
Kiedy człowiek przychodzi zmęczony po pracy do domu, ostatnie czego chce to słuchać narzekań. Obowiązków i nakazów mamy dość w pracy. Po pracy, we własnym domu chcemy zabawy i spokoju. Chcemy pozytywnych emocji.
Nawet puszczanie pranie można obrócić w zabawę!
Jeśli będziemy cały czas narzekać partnerowi na naszą pracę, na dom, na niego – on pójdzie tam gdzie ma ciszę i spokój.
Zauważcie, jak reagujecie na swoje koleżanki, które ciągle narzekają. Też nie możecie ich słuchać i wycofujecie się z tych relacji, prawda? Bo ileż można… .

Życie życiem partnera
Wiecie co ma kochanka a nie ma zdradzana żona? Swoje życie. Nikt nie lubi, kiedy siedzi mu się uwiązanym do szyi, kontroluje, sprawdza i zna każdy jego ruch. Każdy potrzebuje mieć swoje sprawy i swój czas tylko dla siebie. Człowiek, który ma zainteresowania sam jest interesujący.
Jeśli naszym zainteresowaniem będzie partner i jego życie – to co z naszym? Gdzie w nim będą emocje?

Wiecie, nikt nie ucieka z miejsca, w którym mu dobrze. Jeśli jest nam dobrze, miło, jeśli jesteśmy szczęśliwi – trwamy w tym!
Mając do wyboru pozytywne i negatywne emocje – wybierzemy te pozytywne. Wybierzemy to, co nas nie dołuje, nie denerwuje, nie sprawia, że chodzimy przygnębieni.

Zamiast narzekać na mężczyzn – może czasem byłoby warto zwrócić uwagę na to, w jaki sposób to my komunikujemy się z naszym partnerem. Jakie emocje mu pokazujemy.
Może okaże się, że zmieniając słowa, ton głosu osiągniemy znacznie więcej niż krzykiem, groźbą i prośbą.

Bo wiecie, kij ma zawsze dwa końce.

Elegancki pokój dzienny z funkcją biurową

Choć na co dzień obserwuję wnętrza głównie w stylu botanicznym, z dużą ilością roślin, zieleni, to nie mogę przejść obojętnie koło wnętrz ze swoim stylem, charakterem. Które mają nietypowy dobór kolorów, pomieszanie stylów czy w całej tej na pierwszy rzut oka harmonii – jakiś dodatek, który stanowi taki psikus dla całości. Który sprawia, że z pozoru uporządkowane wnętrze – staje się od razu przyjemniejsze, bardziej domowe.

Zobaczcie pokój dzienny z funkcją biurową Moniki Chrzanowskiej, projektantki wnętrz. Nie mogłam nie wykorzystać sytuacji i nie podpytać Moniki o rozwiązania jakie zastosowała w swoim pomieszczeniu!

Elegancki pokój dzienny z funkcją biurową

Czym kierowałaś się urządzając to wnętrze? 

Z racji mojego zawodu, większość czasu pracuję w domu przed komputerem, a raczej komputerami, z przerwami na wizyty u klientów, bądź na budowach. Głównym założeniem było stworzenie pokoju, który pełniłby zarówno rolę biura, jak i pokoju dziennego. Niewielki metraż, a jednak spore potrzeby! Z czasem okazało się również, że oprócz wspomnianych funkcji, pokój miał również posiadać dużo miejsca do przechowywania.

A widzisz, właśnie miałam zapytać też o telewizor – dlaczego jest w biurze?I powiedz proszę, jak duży jest ten pokój? Jaki ma metraż, jaką wysokość?

18m2 i 2,7m wysokości.
Pomijając kwestię funkcji pokoju – w trakcie pracy uwielbiam oglądać programy o wnętrzach, a także kulinarne, a już w ostatnim moim repertuarze są nowości filmowe.

A czym kierowałaś się wybierając taką kolorystykę? Bo rozumiem, że jest to wnętrze dla Ciebie i partnera. A jednak wyglada bardzo kobieco. Nie ma u Ciebie też za dużo żółci i turkusu, które tak uparcie kobiety strają się upchnąć w pokoju. Dlaczego?

Rzeczywiście pokój wygląda odrobinę kobieco, ale mój partner na szczęście uznał, że w jego mniemaniu po prostu jest elegancki.
W kwestii kolorów jestem ostrożna. Wiele osób wchodząc do pokoju reaguje bardzo pozytywnie, szczególnie mając na uwadze jego poprzedni wygląd ? I choć jestem fanką ciemniejszych kolorów, ostatecznie pokój urządziłam w bieli i szarości, które są świetną bazą do wszelkich dodatków i akcesoriów. Ponadto, pokój ten nie ma dostępu do dużej ilości światła – okno umieszczone jest od strony północnej, przez co wybór jasnej kolorystyki był dla mnie oczywisty. Co do żółci i turkusu, niestety fanką żółci nie jestem – toleruję ją jedynie w postaci kwiatów. Turkus natomiast chyba już mi się znudził, szczególnie, że urządzając wnętrza klientów, bardzo często kierowali się oni trendami, a więc kolor miętowy, turkusowy królował na stałe w moich projektach.

Właśnie! Jest bardzo elegancki, choć widzę, że przemyciłaś takie kuksańce jak poduszka z jeżami! Takie psikusy w eleganckim wnętrzu.
Ale o co chcę zapytać – różnica między elegancją, a kobiecym wystrojem. Gdzie leży granica? Jak zachować tą równowagę? Bo jednak i u Ciebie jest różowy element.
Ps. Też jestem fanką ciemniejszych/mocniejszych kolorów.

Prawdę mówiąc, granica, o której mówisz jest bardzo “ruchoma”. Jest to uzależnione od gustu i preferencji odbiorcy. O kobiecym wystroju możemy mówić, kiedy we wnętrzu pojawiają się co jakiś czas akcenty dekoracyjne cieszące oko – mężczyźni z reguły unikają zbędnych ozdobników. Wynika to często z ich przekonania do minimalizmu, a raczej ukrytymi za tym względami praktycznymi – im mniej dekoracji, tym mniej sprzątania. Kobiety patrzą na to zazwyczaj bardziej przychylnie. A co do fikuśnych poduszek – lubię tzw. smaczki. Czasami nie potrzeba wiele, a już po wejściu do pomieszczenia mogą one spowodować uśmiech na twarzy.

Masz w swoim salonie dużo szaf. To mnie bardzo zaskoczyło! Chyba nigdy nie spotkałam się z takim rozwiązaniem. Powiedz coś o tym więcej. Czy to wynika z tego, że tam trzymacie ubrania, dokumenty, książki? Czy to takie minimalistyczne w wyglądzie rozwiązanie dla meblościanki, która zazwyczaj ma pomieścić wszystko!

Ilość szaf wynika przede wszystkim z dużej ilości ubrań – w końcu jak to kobieta, nie dość, że nie mam ubrań, to jeszcze wszystko wypadało mi z szafek! Chwilowo zajmujemy część piętra, przez co obecnie potrzebowaliśmy znacznie więcej miejsca na przechowywanie zarówno ubrań, jak i moich dokumentów. Na książki wstępnie przeznaczyłam pojedynczy regał oraz połowę regału z witrynką. Jednak w trakcie ich układania okazało się, że moje zasoby literackie są tak duże, że musiały ponownie wrócić do mojego rodzinnego domu.
Niestety, jestem molem książkowym!

Mówisz, że zajmujecie chwilowo część piętra – jak już będziecie zajmować całe planujesz zatrzymać te szafy? Jednak one zajmują sporo przestrzeni.

Zdecydowanie tak. Szafy były zaplanowane tak naprawdę z myślą o niedalekiej przyszłości, a więc z myślą o dzieciach.

W jakim kolorze są Wasze ściany?

Ściany są w kolorze kremu mascarpone, a więc jest to lżejsza wersja ecru.
To też był celowy zabieg – kilka lat temu pracowałam nad wnętrzem niewielkiego mieszkania, gdzie ogromnym wyzwaniem okazało się rozjaśnienie jego wnętrza. Wtedy też zastosowałam kolor mascarpone i był to strzał w dziesiątkę – kolor, który użyłam również u siebie, ociepla wnętrze i sprawia, że nawet w pochmurne dni może być przyjemnie. Śnieżnobiałe ściany, w moim odczuciu, wprowadzają kolejną porcję chłodu, który na dłuższą metę jest dla mnie męczący.


Co byś jeszcze powiedziała o tym wnętrzu co “robi robotę” ale nie jest zauważalne na pierwszy rzut oka? Widzę, że masz dość ciężkie meble ale zaszalałaś z żyrandolem. Powiedz coś więcej o takich wariacjach? Jak je dobierasz?

Żyrandol jeszcze nie jest docelowym – ten wymarzony jest dopiero w drodze do nas. “Robotę” robią przede wszystkim faktury, tekstylia, które rozmiękczają wnętrze, nadając mu przytulności, którą osobiście uwielbiam. Bo jak sama widzisz, większość wnętrza choć pozornie jasna, mimo wszystko jest chłodna. Detale, które wprowadzają ten smaczek widać dopiero po wejściu do środka – wymieniliśmy parapet na kamienny, ale w pięknym ciepłym odcieniu, dywan, choć szary, jest bardzo przyjemny w dotyku i posiada widoczne włosie, właśnie o fakturze, która znowu wprowadza wspomnianą przytulność. Ponadto, wymieniłam wszystkie uchwyty na jednakowe, chromowane. Innym przykładem może być upięcie zasłon, posiadające piękny pleciony wzór – także na całość, jak cały czas to podkreślam, wpływ mają przede wszystkim detale.

Cenna uwaga! Można powiedzieć – jak najwięcej dotykowych bodźców niż wszystko gładkie, płaskie, jednolite.
Planujesz dodać na ściany jakieś zdjęcia, obrazy?

Tak, jest to kolejny krok jaki zamierzam wykonać. Nad fotelem planuję powiesić jeden ze swoich obrazów, natomiast w pobliżu regału na książki, zawisną zdjęcia w białych ramach. Ważne jest też to, aby nie przesadzić z ilością dodatków. W przypadku naszego wnętrza, niewskazane jest nadmierne obwieszane ścian, bo pozostało nam zresztą niewiele wolnych przestrzeni.

Zauważyłam też, że nie macie stolika kawowego. To chyba dość nietypowe rozwiązanie?

Za tym kryje się funkcjonalne rozwiązanie – w tym celu wykorzystujemy pufę, na którą w trakcie wizyt ląduje taca. A dzięki temu, że nie ma stolika – nie potykamy się o niego w ciągu dnia.

Jaką radę dałabyś kobietom, które same urządzają swoje wnętrza?

Że naprawdę warto tworzyć wnętrza, które jeśli mają pełnić wiele funkcji – niech będą bazą, a resztę niech tworzą dodatki. Dzięki temu wnętrze nie tylko nam się nie znudzi, ale też będzie miało szansę na wiele wcieleń i aranżacji uzależnionych np.: od zmiany pory roku :).

Mam nadzieję, że podobał Wam się pokój dzienny z funkcją biura Moniki! Po przeprowadzonej rozmowie i tak wnikliwej analizie jej pokoju poczułam ogromną chęć na zmiany w swoim salonie! Na pewno do wymiany jest dywan!

Jeśli macie nietypowe, ciekawe, wyróżniające się wnętrza i chcecie się nimi podzielić – podeślijcie zdjęcia i ich opis na maila: asia@mynaswoim.pl z tytułem: wasze wnętrza.

 

 

Nie wymagam od ciebie mężu wierności

Rozmawiacie czasem z małżonkiem co by było gdyby? Co by było gdyby, na przykład, jedno z Was zachorowało? Stało  się niedołężne, warzywem, zostałoby sparaliżowane i wymagało stałej opieki?
My ostatnio odbyliśmy z Dawidem taką rozmowę. Bodźcem do jej przeprowadzenia były komentarze różnych kobiet na jednym z for Internetowych. Chciałam poznać Dawida zdanie na to konkretne zjawisko. Zastanawiałam się, czy tylko dla mnie to co czytam jest abstrakcją, czy może jest jeszcze nadzieja i ktoś myśli podobnie!
W przeciwieństwie do kobiet z Internetu – mój mąż mnie nie zawiódł!

Długo zbierałam się do napisania tego postu, a wszystko dlatego, że w głowie mi się nie mieściło to co czytałam. Nie wiedziałam jak przekazać Wam absurd sytuacji i nasz pogląd.

Nie wymagam od ciebie mężu wiernościNie wymagam od ciebie mężu wierności

Zapytałam Dawida co sądzi o takim zachowaniu: facet ma żonę, która wymaga stałej opieki. W trakcie choroby żony facet poznaje inną kobietę. Facet deklaruje nowej kobiecie, że nie odejdzie od żony bo ta jest chora i musi (chce) się nią opiekować bo ją kocha; ale równocześnie spędza z nowo poznaną kobietą mnóstwo czasu i deklaruje, że i nową bardzo kocha.

W pierwszym odruchu Dawid powiedział: kocha dwie na raz? Nie da się! Jak miał napięcie to mógł iść na dziwki, a nie szukać sobie nowej baby.

Zaczęliśmy rozmawiać o tym co byśmy czuli, co uważamy. Byliśmy całkowicie zgodni: tu nie chodzi o przysięgę małżeńską, ani żadne “w zdrowiu i chorobie”. Jesteśmy małżeństwem bo się kochamy. Bo kochaliśmy się przez wiele lat! To, że jedno nagle zachorowało, wymaga stałej opieki i nie jest w stanie współżyć – nie znaczy, że mamy szukać darmowego seksu. Bardzo spodobały mi się słowa Dawida, który, w przeciwieństwie do kobiet z Internetu, nie spłycał małżeństwa do seksu i obniżania napięcia seksualnego.

Wyobrażacie sobie dbać o drugiego, myć go, karmić, dbać o jego psychikę – a później wyjść, zabawić się i jak gdyby nigdy nic wrócić do małżonka, spojrzeć w oczy i okazać troskę? Tak po prostu: nakarmić, napić, przewinąć, dać całusa w czółko i zostawić samą, a samemu pójść się bawić? Miałybyście odwagę spojrzeć swojemu mężowi po tym wszystkim w oczy i tak cały czas?

 

Część kobiet pisała, że nie ma, nie chce mieć i nie wymaga od małżonka “wyłączności na penisa”. Pisały, że to dobrze, że on się nią opiekuje. Pisały, że kiedy same były chore i uprawiały seks raz na dwa/trzy miesiące (!) myślały nad tym, by chłopakowi (bo nawet nie mężowi) zaproponować by ten poszukał sobie kogoś do seksu. Bo przecież wszyscy wiemy jak “seks w życiu każdego człowieka jest ważny” – nie ważne z kim, byle był! “Bo to normalna potrzeba”.

I tak zastanawialiśmy się z Dawidem czytając te komentarze: jaka potrzeba jest silniejsza od opieki nad żoną? Jak dużo większym priorytetem dla człowieka musi być seks od miłości by chodził do obcego?

To dla nas było nie do pomyślenia! Staraliśmy się zrozumieć – więc po co ci ludzie są ze sobą? Czym dla nich jest związek? Są ze sobą by w czasie choroby mieć darmowego sanitariusza? Pielęgniarza? Kogoś kto będzie podtrzymywał cię przy życiu w większej lub mniejszej godności? Tylko co to za godność gdy mąż jest ale innej.
Czy do tego potrzebny jest nam jakikolwiek związek? Czy w ogóle można nazwać jeszcze związkiem (oraz związkiem małżeńskim) relację, w której on się nią tylko opiekuje, a kocha inną?

Czy naprawdę kobiety są aż tak wyzwolone. że ani ich ciepli, ani mrozi czy mąż właśnie kogoś ma na boku?

Nie uwierzę, jak któraś powie mi, że jest ze swoim facetem bo to jej najlepszy przyjaciel i tylko to się liczy.

Ta jedna osoba staje się naszym partnerem, naszym mężem bo łączy w sobie wszystkie te cechy: jest sanitariuszem – kiedy trzeba, jest przyjacielem – kiedy trzeba, jest kochankiem – kiedy trzeba. Obnażamy się przed tą jedną osobą fizycznie i psychicznie. Gdyby chodziło tylko o seks, gdyby chodziło tylko o głębokie rozmowy nocą, gdyby chodziło tylko o pielęgnacje – nie zwieralibyśmy związków, tym bardziej, niczym najwięksi hipokryci, nie brali byśmy ślubów kościelnych – tylko dalej trwali w poligamii: ten od seksu, ten od rozmów a ten sanitariusz. I z żadnym nic by nas nie łączyło. Bo nie da się zbudować jakiejkolwiek większej relacji – nie mogąc w pełni ufać i polegać. Nie da się stworzyć więzi tylko na jednym temacie. W takim wypadku to jest tylko i wyłącznie kierowanie się prymitywnymi odczuciami.

Nawet jak macie jakąś koleżankę, z którą możecie szczerze i otwarcie, bez tajemnic i strachu rozmawiać na jeden temat – to nie jest wasza przyjaciółka. To jest po prostu jedna osoba, z którą rozmawiacie na jeden temat. Kiedy temat się skończy, kiedy to co was łączyło przestanie istnieć – nie będziecie kolegować się z nią z obowiązku. Ta znajomość po prostu przestanie istnieć.

Może właśnie po tym poznać kim dla drugiej osoby jesteśmy w związku – gdy nastąpi jakaś zmiana, czy to choroba, bezwład, impotencja – czy nadal przy niej będziemy. Okaże się co dla nas było tak naprawdę ważne i było fundamentem związku.

I proszę, nie mówcie mi o jakiejkolwiek więzi, uczuciu, zaangażowaniu i emocji jeśli jesteście ze sobą dla konkretnej korzyści. Jeśli spłycacie związek do ulgi podatkowej – to jak by nie patrzył – jesteście ze sobą dla kasy.

I wiecie, po raz kolejny przekonałam się, że nie da się wyjść z trudnej relacji z partnerem, gdy słucha się rad innych toksycznych kobiet, i w nich szuka aprobaty. Nie nauczymy się tworzyć zdrowej relacji z facetem – gdy same staramy się być nazbyt liberalne, nazbyt nowoczesne i nazbyt świadome. Gdy staramy się być bardziej męskie w męskich poglądach od samych mężczyzn.

Często słyszę narzekania, że prawdziwych facetów już nie ma. A po co mają być? Dla kogo? – Gdy same kobiety sprawiają, że wszelkie piękne wartości i idee są o kant kultury potłuc.

Liwistona – jak dbać aby nie uschła w jeden dzień!

Dacie wiarę, że ta piękna roślina uschła mi raptem w jeden dzień? Jeden dzień!
Tyle słyszę i czytam o podlewaniu roślin, o tym jak lubią być zraszane, psikane, pielęgnowane, a tu taki psikus! Ledwo się obejrzałam a moja roślinka padła. A wszystkiemu winna nadgorliwość… .

Liwistona – jak dbać aby nie uschła w jeden dzień!

  1. Podlewanie
    Palma nie lubi mieć stale wilgotnego podłoża. Stawianie jej na spodku z wodą to bardzo zły pomysł. Liwistonę należy zwyczajnie podlewać.
  2. Temperatura
    W związku z tym, że liwistona jest palmą, wymaga stałej, wysokiej temperatury. Optymalna to 18-24stC. W okresie zimowym, temperatura jej otoczenia może spaść maksymalnie do +16stC.
  3. Wilgotność
    Palemka lubi wilgotne powietrze, dlatego bardzo źle się czuje postawiona koło kaloryfera. Gdy jest jej za sucho – zaczynają marnieć jej końce liści.

 

Bardzo polecam Wam liwistonę do domu! Jest mało znana, a szalenie pięknie prezentują się jej liście.

Nie jestem materialistką by chodzić po podwyżkę!

Ostatnio przeczytałam na facebooku post, w którym wytwórnia muzyczna poinformowała o śmierci pewnego rapera. Zrobiło mi się przykro. Bardzo często puszczaliśmy go z Dawidem w samochodzie jak gdzieś jechaliśmy. Pamiętam jak Dawid opowiadał mi historie o nim, co zrobił. Świadomość, że muzyk pochodził z tej samej dzielnicy Warszawy co ja, budziła jeszcze większą moją sympatię do niego.
Jednak i w obliczu takiej tragedii znalazł się ktoś, kto musiał z tematu zrobić farsę.
“Bo skoro ja go nie znam – to znaczy, że nie był znanym raperem”. Proste.

Nie jestem materialistką by chodzić po podwyżkę

Ta sytuacja sprawiła, że zaczęłam przeczesywać Internety pod kątem trolowania. Zaczęłam zastanawiać się, kiedy mamy do czynienia z trolem, a kiedy z osobą, która ma swoje zdanie, która ma odwagę powiedzieć swoje zdanie na głos! Zdanie – które jest sprzeczne z ogólnie przyjętym taktem – o ile możemy to tak nazwać.

Praca powinna być pasją i rozwijać nas

Bardzo często w rozmowach o pracy, o etacie słyszę, że praca powinna coś nam dawać. Coś więcej niż pieniądze.
Powinna nas rozwijać, uczyć, być dla nas wyzwaniem. Powinniśmy jak najwięcej czerpać wiedzy z naszego obecnego stanowiska bo później, w przyszłości – może nam to szalenie zaowocować.
W tej firmie możemy zdobyć takie doświadczenie, które otworzy nam drzwi do nie jednej innej firmy.
Jeśli czujemy, że już się nie rozwijamy – powinniśmy zmienić pracę.

Tylko czy rozwój i pasja są mniej ważne od wynagrodzenia za naszą pracę?

Czy chęć zarabia więcej sprawia, że jesteśmy materialistami? Czy to znaczy, że nie liczy się dla nas rozwój osobisty, wiedza jaką nabywamy i doświadczenie – tylko liczą się dla nas pieniądze? Czy to czyni nas kimś złym?
Czy chęć zarabiania więcej znaczy, że jesteśmy kimś złym? Że liczą się dla nas tylko pieniądze, nie mamy żadnych wartości?

Nikt kto pracuje nie robi tego za darmo. Każdy za swoją pracę oczekuje wynagrodzenia. Wielu ludzi czuje się też pokrzywdzona, gdy ich wynagrodzenie nie jest adekwatne do włożonego wysiłku czy zaangażowania.

 

Ile powinniśmy dać w kopercie parze młodej? 

Bardzo często w rozmowach o ślubie, weselu słyszę, że ślub i wesele jest dla gości, a nie dla pary młodej.
Bardzo często słyszę, że ślub i wesele para młoda powinna robić po swojemu, tak, jak to im się podoba – bo to ich wesele!
Bardzo często słyszę, że w kopercie powinno dać się tyle, aby zwróciło się za talerzyk plus coś. Taki prezent.
Bardzo często słyszę, że powinno dać się tyle, na ile nas stać.
I bardzo często słyszę, że nie ważne ile dostaniemy w kopertach, najważniejszy jest czas spędzonymi z tymi ludźmi.
I ani razu nie słyszałam, aby ktoś nie przeliczył ile dostał w kopertach i nie wiedział, czy jest na plusie, czy na minusie! Ba, jeszcze nigdy nie spotkałam nikogo, kto nie chciałby aby weselu mu się zwróciło.

I wtedy przypominam sobie o infografice, która mówi: zamiast kwiatów lub wina – daj nam pieniądze – zbieramy na mieszkanie.
Infografika jest ładna, estetyczna i nie tak dosłowna. Ale czy wypada prosić o pieniądze, skoro powszechnie wiadomo, że i tak te pieniądze się dostanie?

Później na forach czytam, że nieważne ile ktoś nam dał – ważne, że był i spędził z nami ten czas.

I wtedy też zastanawiam się, czy naprawdę jest ktoś, kto widząc, że od pary dostał 200 zł (kiedy sam za talerzyk od 1 osoby dał 270) nie skrzywi się na chwilkę i nie pomyśli: trochę mało?

Czy to, że ktoś pomyśli, uważa, że 200 zł na parę to “szkoda, trochę mało” sprawia, że jest złym człowiekiem? Że jest materialistą bo “szkoda, że nie zwróciło nam się wesele”? Czy to czyni go materialistą, złym człowiekiem ale nie czyni go “złym” wprost proszenie o kasę na zaproszeniu, czy kupowanie specjalnie pudełka na koperty jakby oczekiwał i już nastawiał się na to, że te koperty dostanie?

Czy to, że chciałabym wyjść na plus – to coś złego? Czy nie mogę zwyczajnie czuć, że szkoda, że nawet nie TA osoba, ale ogólnie ktoś, nie dał więcej? Czy to znaczy, że nie liczy się dla mnie człowiek, tylko pieniądze?
Czy wesele było mniej udane, wspomnienia stały się mniej znaczące, mniej piękne – bo ktoś nam nie dał w ogóle koperty?

Wiecie, to trochę słabe wyzywać kogoś od materialistów, bo zwrócił uwagę, że ktoś dał tylko 200 zł, gdy on sam (powiedzmy) do kopert daje więcej.
To słabe, bo nie oszukujmy się – każdy z nas pracuje po to, aby mieć pieniądze. Każdy z nas chciałby mieć coś lepszego lub zrobić coś, wyjechać gdzieś – ale go nie stać, ale szkoda mu kasy.
Każdy z nas chciałby być w swoim życiu na plusie i mieć zapas pieniędzy. Nie martwić się o to, czy będzie go stać na leczenie kanałowe, naprawdę auta, opłacenie czynszu.

Na ślub zapraszamy ludzi nam bliskich – a przynajmniej tak jest z założenia. Czy ktokolwiek z Was odwróciłby się od kogoś kto dał mu 200 zł? No nie! Ale czy to znaczy, że nie możecie rzucić na wiatr “szkoda, że nie więcej” – no nie.

 

 

Wielu narzeka, że w dzisiejszych czasach ludzie nie kierują się wartościami. Narzeka, że teraz ci wszyscy ludzie to tacy płytcy są, fałszywi, że “wszyscy tylko ą i ę – pardą i pierdolę” jak to mówił Bratny.
Wielu narzeka, że nie można być sobą bo zaraz lincz.

No to może czas przestać srać wyżej i nabrać odwagi do wypowiadania się swoimi poglądami, a nie mówić to co wypada? Może czas wyzbyć się wstydu za to jacy jesteśmy?
Czego Wam potrzeba? Uznania ludzi, których nie znacie? Nie chcecie być podmiotem gównoburzy bo powiedzieliście to na co innym zabrakło odwagi?

 

Wiecie, niektórzy w Internetach są trolami. Pieprzą głupoty i śmieją się zza monitora z obrońców sprawiedliwości i prawd. Ale nie wszyscy są trolami. Niektórzy mają odwagę wyjść przed szereg i powiedzieć na głos to, co wszyscy tak naprawdę myślą i robią. Szkoda tylko, że nikt nie jest w stanie wtedy usiedzieć cicho, tylko broni swoich strzępków moralności mówiąc “ale z ciebie materialista”.

I wiecie, tak się zastanawiam, kto w tym wszystkim jest tak bardzo zły i niedobry: ten, co przyznaje, że mając do wyboru, aby zwróciło mu się z kopert za wesele lub nie – wybrałby “zwrócenie”, czy ten, kto widząc jedno zdanie, jeden (sprzeczny z nim pogląd) zaczyna nagle gardzić drugim człowiekiem i wyzywać go od żałości, marności i życzyć źle? – Oczywiście – na forum Internetowym.
Bo przecież nikomu z nas nie zależy na pieniądzach, spokojnym życiu i każdy z nas pracuje nie dla pieniędzy, a dla samorozwoju. Przecież nikt nie pójdzie do szefa po podwyżkę – jeszcze ten nazwie go materialistą i co to będzie?

Z kim uprawiasz seks – ze swoim tatą czy facetem?

Pamiętacie jak miałyście naście lat i o wszystko musiałyście prosić rodziców? O królika, o chomika, o pieniądze na kino, o zawiezienie, przywiezienie i czy mogę przekuć sobie uszy? 
Każda z nas, każda!, przez to przechodziła. Każda musiała prosić o zgodę na cokolwiek jak jeszcze mieszkała z rodzicami. Ale w chwili wyprowadzki, przejścia na swoje – to się skończyło. Nie tyle mogłyśmy, co musiałyśmy zacząć decydować same. Zaczęłyśmy wracać do domu o której chcemy. Zaczęłyśmy piwkować, kiedy tylko miałyśmy na to ochotę. Zaczęłyśmy sprzątać – jak to MY uznałyśmy, że jednak już czas.

A potem znalazłyśmy faceta!

Z kim uprawiasz seks – ze swoim tatą czy facetem?

Kiedy kobieta wchodzi w nowy związek, bardzo często stara się w nim za dwoje. Robi wszystko aby było po myśli. Udaje, że coś jej nie zraniło, udaje, że wszystko jest okej. Boi się, że swoim przeciwstawieniem straci faceta, zniechęci do siebie.
Jednak wraz ze stażem związku jej pewność siebie rośnie. Stać ją na coraz więcej! Także – na powiedzenie czego chce; o czym myśli.
Tylko dlaczego wciąż szuka aprobaty dla swojej decyzji?

 

Od zawsze powtarzam, że w związku nie jesteśmy identyczni. Możemy się genialnie dobrać, ale jednak nie jesteśmy identyczni. Nie musimy lubić tych samych rzeczy. Możemy nawet mieć całkowicie odmienne poglądy. Nie czyni to z nas złej pary, źle dobranej, a już na pewno nie jest to powód do rozstania!

Nie raz i nie dwa, w każdym związku zdarzy się, że będziemy mieli różne poglądy. U nas tak było gdy tworzyliśmy obraz zebry. Według Dawida pomysł był totalnie od czapy i bez sensu. Był przekonany, że do naszego mieszkania on ni jak nie będzie pasował! Ale nie prosiłam Dawida o zgodę na jego zrobienie. Pewnego dnia, zwyczajnie, tak po prostu kupiłam farby i wzięłam się za jego wykonanie. Do dziś ten obraz wisi u nas w salonie i oboje jesteśmy zdania, że idealnie pasuje do naszego wnętrza!

Choć Dawid do obrazu nie był przekonany, nie chciał go, to nie musiałam mieć jego zgody na jego wykonanie. To jest też moje mieszkanie. To moja sprawa na co poświęcam swój wolny czas. Jeśli obraz okazałby się brzydki, nieudany – straciłabym tylko trochę farb i trochę czasu. Nic więcej. Czy to, że Dawid był jemu przeciwny znaczy, że nie powinnam w ogóle brać się za jego wykonanie?

Kiedy chciałam ściąć włosy – Dawid też był temu przeciwny. Podobałam mu się w długich włosach i nie wyobrażał sobie mnie w krótkich. Odkąd się poznaliśmy zawsze miałam długie włosy.
Pewnego dnia, po prostu poszłam i je ścięłam. Od tamtej pory już nigdy nie zapuściłam tak długich włosów. Nie na przekór mężowi – po prostu lepiej czuję się w krótkich.
Jaki byłby sens nieścinania włosów tylko dlatego, że mężowi podobam się w długich? Dlaczego mam przekładać swoją wygodę nad jego “podoba mi się jak jest teraz”?

 

Możemy same decydować do jakiej pracy składamy CV.  W pracy same podejmujemy odpowiedzialne i ważne decyzje. Na drodze – same kierujemy samochodem. Jesteśmy osobami dorosłymi i odpowiedzialnymi. Dlaczego więc dla tak błahych spraw potrzebujemy zgody męża, niczym zgody ojca?

 

Możemy się z facetem skonsultować, zapytać co myśli. Często-gęsto jego głos jest głosem rozsądku! Tłumi nasz zapał, nasze “czuję, mogę wszystko” i stawia do pionu zmuszając do racjonalnego spojrzenia na sprawę i oszacowania ryzyka. Ale od jego “lubię – nie lubię” nie może zależeć nasze szczęście, dobre samopoczucie, komfort, czy poczucie spełnienia!

W związku jak najbardziej musimy liczyć się ze zdaniem partnera, bez względu czy to jest nasz chłopak, czy mąż – ale nie możemy swoich decyzji uzależniać od ich aprobaty.
Wyprowadziłyśmy się od rodziców. Mieszkamy samodzielnie. Tworzymy nowy, swój dom. Nasz dom. Teraz to my powoli stajemy się osobami, które przyszłemu pokoleniu będą mówić co wolno, a czego nie.
Same musimy brać odpowiedzialność za nasze decyzje.

Ps.
Nie macie wrażenia, że takim zachowaniem, wiecznym szukaniem aprobaty, pogłębiamy stereotypy oraz uzależniamy się od partnera? Z jednej strony mówimy o równouprawnieniu, chcemy mieć takie same prawa, tyle samo zarabiać, być tak samo poważnie traktowane – a z drugiej strony na forach internetowych psioczymy na naszych facetów i radzimy się obcych kobiet.
– Co robić, bo ja chcę ściąć włosy a mój facet się nie zgadza i są wieczne kłótnie o to? Co robić?
– Zerwij z nim! Powinien Cię akceptować. Ja bym go zostawiła.
I pozamiatane.

Może już czas dorosnąć i puścić się spodni taty?
Może zamiast szukać zgód i akceptacji w oczach naszego faceta – warto byłoby zacząć myśleć samodzielnie i wziąć już odpowiedzialność za swoje decyzje?

Zakopane rzuca wyzwanie smogowi!

W marcu miałam przyjemność wziąć udział w konferencji EcoChallender. Wydarzenie było w pełni poświęcone smogowi i jakości powietrza w Zakopanem. I o ile kiedyś, Zakopane mogło szczycić się dobrej jakości powietrzem przez cały rok, było miejscem znanym z uzdrowisk i pięknych widoków – tak dziś jest to jego pięta Achillesa. Jedyne z czego Zakopane jest teraz znane to Krupówki i spory dotyczące tras dla narciarzy.

Jednakże, Tatrzańska Izba Gospodarcza wraz z prężnie działającymi sympatykami czystego powietrza wolnego od smogu postanowiła powiedzieć dość! Czas wrócić do dawnego dobrego imienia i zawalczyć o powietrze i Zakopane!

I tak powstał pomysł nagradzania ośrodków, hoteli, miejsc, które oferują nocleg – certyfikatem EcoZakopane.

eco zakopane

Zakopane rzuca wyzwanie smogowi!

Zakopane, postanowiło nagrodzić te ośrodki, które robią ukłon w stronę czystemu powietrzu przyznając im certyfikat EcoZakopane. Dostają je te placówki, które w znaczący sposób przyczyniły się do zmniejszenia zanieczyszczeń powietrza poprzez takie działania jak:
– uszczelnienie budynku, dzięki czemu traci się mniej energii na ogrzanie go
– wprowadzenie odzyskiwania wody
– segregację śmieci
– korzystanie z energii naturalnej (słonecznej, wiatru)
– wprowadzenie ledowego oświetlenia
– wprowadzenie czujników światła
– zbieranie deszczówki
– korzystanie z papieru z recyklingu.

Z rozmowy z właścicielami obiektu, w którym spałam, dowiedziałam się, że bycie ECO, prowadzenie ośrodka, który dba o środowisko – jest dużo korzystniejsze finansowo! Wprowadzenie takich rozwiązań sprawiło znaczne ograniczenie wydatków na energię.

Aby dostać certyfikat EcoZakopane trzeba także zatroszczyć się o zieleń znajdującą się na terenie obiektu, o architekturę i nawiązanie czy to budynkiem, czy wystrojem wnętrza – do stylu zakopiańskiego.

 

Jednak EcoChallender to nie było tylko słuchanie o smogu i korzystanie z zakopiańskich atrakcji. Naszą rolą było wskazanie słabych punktów ośrodków, w których spaliśmy, a które dostały certyfikat EcoZakopane. Byliśmy zachęcani do podzielenia się naszymi pomysłami na przyjaźniejszy środowisku ośrodek.

Moje postulaty dotyczyły głównie higieny wnętrz, jak:
1. Korzystania z dozowników na mydło/szampon – zamiast dawać miniaturki w plastikowym opakowaniu
2. Wprowadzenie dwóch koszy na śmieci zamiast jednego zbiorczego – jeden na odpady suche, drugi (znacznie mniejszy) na odpady mokre
3. Poinformowanie mieszkańców danego obiektu (czy to w formie książeczki, czy wywieszonych informacji) o ekologicznych rozwiązaniach jakie zostały wprowadzone i, przede wszystkim, dlaczego zostały wprowadzone! Co daje nam używanie energii słonecznej, rezygnacja z ogrzewania budynków węglem i segregacja śmieci.
4. Zrezygnowanie z miniaturowych, plastikowych pojemniczków z dżemami, miodami, masłem – na rzecz szklanych słoików, które można ponownie wykorzystać

Skupiłam się nie tylko na wprowadzaniu rozwiązań, ale także uświadamianiu tych gości, którzy wybrali dany obiekt ze względu na wygląd, prestiż – a nie koniecznie walory ekologiczne.

To było bardzo ciekawe doświadczenie! Najpierw słuchaliśmy wykładów o smogu, o Zakopanem, a później musieliśmy stać się swego rodzaju audytorami danego obiektu. Niesamowicie było wykorzystać wiedzę dotycząca zero waste, niemarnowania żywności, minimalizmu jakie wypracowali we mnie rodzice, wykształcenie wyższe, praca zawodowa czy miłość do naturalnych elementów we wnętrzach.
Jako miłośniczce drewna, roślin, higieny, która jest moim zawodowym konikiem, wspaniale czułam się przyczyniając się do polepszenia kryteriów, od których zależy przyznanie certyfikatu EcoZakopane.

Jestem szalenie zaskoczona też samą inicjatywą!
Dziś mamy EcoZakopane. Możemy poprzez wejście na jedną stronę internetową znaleźć ośrodek dla siebie, który jest zgodny z naszymi przekonaniami, wartościami jakimi się kierujemy. Teraz pozostaje nam, klientom, wczasowiczom czekać, aż inne miasta pójdą w ślad Zakopanego i zaczną tworzyć przyjazne środowisku kompleksy.

Wyobrażacie to sobie?
Czyż to nie wspaniale być częścią czegoś większego?

 

Zakopane jakiego nie znasz…

Wiecie, że wiele, wiele lat temu w Zakopanem poczuliśmy z Dawidem “decyzję”, że chcemy być razem już na zawsze? Pamiętam to jak dziś! Przechadzaliśmy się Krupówkami. Mijaliśmy jeden stragan z zakopiańską chińszczyzną, drugi… – i wtem, moim oczom ukazał się on! – Przepiękny, wełniany kubraczek dla niemowlaka! O mój Boże jakie to było słodkie! Malutkie, wełniane, słodziutkie.
Jako ta bardziej emocjonalna osoba w związku – nie kryłam zachwytu. I wtem wywiązał się dialog, który zaczął Dawid:
– Nasz synek będzie taki mieć.
– Nasz synek? Chciałbyś mieć ze mną dzieci?
– No tak! To chyba oczywiste.

Wtedy pierwszy raz zaczęliśmy o nas myśleć tak naprawdę poważnie! Myślę, że tamta chwila była chwilą, która zmieniła nasze myślenie o nas, o naszym związku, o tym co jeszcze może się u nas wydarzyć… .

Zakopane jakigo nie znasz

Ale Zakopane to nie tylko Krupówki. To nie tylko knajpy wzdłuż jednej ulicy, nie tylko domy z szyldami “wynajmę pokój”. To nie tylko narty, piesze wędrówki i boskie widoki. Zakopane to też historia. Historia, którą poznamy 3 minuty drogi od Krupówek, które już tak dobrze znasz.

Stary Cmentarz Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku

3 minuty drogi od Krupówek znajduje się stary cmentarz. Jest przepiękny! Każdy nagrobek jest dziełem sztuki. Zazwyczaj wykonane są z drewna. W sobie mają wyryte pasje leżącego.
Ogromne wrażenie wiecie co na mnie sprawiło? Przywiązane biało-czerwone wstążki, honorujące tych co polegli, co zginęli. Słuchaliśmy opowieści o łącznikach, którzy na nartach przemierzając góry, w śniegu, mrozie, chłodzie przemierzali setki kilometrów by przekazać ważny list, wiadomość.
Słuchaliśmy historii jak zginęli w akcjach ratunkowych.
Jakimi byli poetami, malarzami. Jak wiele zrobili dla Polski i Zakopanego. Jak ważne osobistości były na pogrzebie.
Słuchaliśmy historii przewodnika, który opowiadał jak niósł sztandar na pogrzebie… – on tych ludzi znał… .

Muzeum Stylu Zakopiańskiego

Mieliśmy okazje posłuchać o stylu zakopiańskim. Jak przetrwał, czym się charakteryzował.
Przewodnik opowiadał o wielkich, zdobionych spinkach przyczepianych do koszuli męskiej. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, kiedy właśnie te spinki zobaczyłam u kelnerów!
To wspaniałe gdy historia, tradycje są wciąż żywe.

Oscypki i serki wiejskie

Dowiedzieliśmy się dlaczego na Krupówkach wszędzie widać budki z napisem “serki wiejskie”. Ponieważ oscypki produkowane są w okresie, kiedy owce dają mleko, kiedy jest mnóstwo zielonych traw, na których się pasą – a więc od maja do października. W innych miesiącach nie są to oscypki tylko serki, ponieważ zawierają dużą domieszkę mleka krowiego.
Oscypek (który jest produktem regionalnym, wpisanym na listę Chronionych Nazw Pochodzenia) powinien zawierać przynajmniej 60% mleka owczego i mieć 17-23 cm długości.

Forma do wyciskania

Miłość do ludzi i gór

To co najbardziej mnie urzekło i wzruszyło w Zakopanem to… ludzie. Zwyczajni ludzie. Wiecie, to było niesamowite! Ci ludzie byli zwyczajni – tacy jacy powinni być ludzie. Bez wyścigu szczurów, bez zawiści, wredności. Byli serdeczni. Pomagali sobie gdy tylko mogli.

W Zakopanem byłam w ramach akcji Eco Challender. Zaprosiła mnie tam Agata Wojtowicz, prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej. Kobieta, która odmieniła to miasto i odmieniła nas!
Wspaniale było słuchać historii, w których to dzięki niej powstały w Zakopanem nowe biznesy.
Powstała Zakopiańska Akademia Śpiewu – pod akompaniamentem założycielki akademii, Pauliny Martini, mogliśmy słuchać śpiewu jej podopiecznych. Aż ciarki przechodziły!
Wrażliwość Pauliny i artystów była nie do opisania!

Dzięki pomocy i zaangażowaniu Agaty – Benita z Kamilem mogli otworzyć swoją firmę Trening Naturalny, o którym już Wam pisałam. Coś, w czym ja zakochałam się bez pamięci! Najlepszy trening ciała na jakim byłam.

Będąc na górskim szlaku widzieliśmy też jak sami przewodnicy się pozdrawiają, śmieją się do siebie. To samo z kierowcami busów.

Dzięki temu, że Zakopane to dość mała społeczność i każdy się zna – jedząc rybę w karczmie słuchaliśmy z czyjego stawu ona pochodzi.
Kto jest siostrą tego co zginął w akcji ratunkowej w górach.

Tak sobie myślę, że z jednej strony to straszne, gdy ludzie tak dużo o Tobie wiedzą. Wiedzą jakie radosne i bolesne chwile przeżyliśmy. Ale z drugiej strony to wspaniałe! Dzięki tej wiedzy, świadomości – darzymy tych ludzi większym szacunkiem. Wiemy, że ta rozchichotana matka pochowała brata, wujka, którzy zginęli w akcji ratunkowej… .

Czasami spotykam się z tekstem, nawet nie bezpośrednio kierowanym do mnie, ale jak ktoś mówi “gdybym wiedział, że przez coś takiego przechodziła, to bym się tak nie zachował…”. Strasznie tego nie lubię! Bo nie powinniśmy odnosić się do siebie, czy traktować siebie przez pryzmat doświadczeń tej osoby, a po prostu przez zwykłą kulturę i naturalny szacunek do drugiej osoby. Akceptowanie jej takiej jaka jest, bez konieczności znajomości jej historii.

Zakopane, ta społeczność, pokazało mi, że każdy kryje jakąś historię.
Tak samo jak wiele pięknych i tragicznych historii kryją same góry… .