Sałatka z ryżu, świeżego ogórka i koperku

Bez względu czy szykujecie imprezę czy szukacie jakiejś odmiany jako przekąska, obiad do pracy – tą sałatkę musicie znać! Sałatka z ryżu, świeżego ogórka i koperku to, wcale nie skłamię jak powiem, że jest moje odkrycie kulinarnego życia. Smak dotąd mi nie znany, połączenie dla mnie nietypowe.

Pierwszy raz spróbowałam jej latem. To był strzał w dziesiątkę jakich mało. Jak na filmach, kiedy ktoś chcąc wzbudzić zazdrość, pokazać swoją siłę wystrzeli z kuszy strzałę trafiając w sam środek tarczy. Już myśli, że wygrał, duma rozpiera ciało, a zaraz po nim przychodzi następna osoba. Niepozorna. I bez większego wysiłku, niby od niechcenia swoim strzałem rozdziera na pół strzałę poprzednika. – Bardziej w dziesiątkę się nie da!

Ta sałatka to mój smak lata. Dzięki ogórkowi i koprowi jest szalenie orzeźwiająca. Wyjęta prosto z lodówki daje przyjemne, deliaktne uczucie chłodu. Ze względu na wypełniający ryż i kurczaka – można jej niewiele zjeść aby czuć się porządnie najedzonym.

Sałatka z ryżu, świeżego ogórka i koperku

Składniki sałatki

– filet z kurczaka: 2 sztuki
– ryż: 2 woreczki
– ogórek zielony: 4 sztuki
– koper

– sól, pieprz do smaku
– olej do smażenia: 2 łyżki

 

Składniki sosu:

– jogurt kubek: 150 gramów
– majonez: 1 łyżka
– sól, pieprz
– czosnek: 2-3 ząbki

 

Posypka

– koperek: 1 – 2 pęczki w zależności od wielkości

 

Sposób przygotowania

  1. Filety
    Pokroić w drobne, krótkie paseczki, wymieszać je z solą, pieprzem, rozgniecionym czosnkiem
    Całość usmażyć na oleju
    Rada 1: Filet można kroić lekko zamrożony. Wtedy dużo łatwiej kroi się go na małe kawałeczki.
    Rada 2: Przed usmażeniem całość można wymieszać z olejem i zostawić na noc
  2. Ryż
    Ugotować, odsączyć.
  3. Ogórki
    Obrać i drobno pokroić.
    Rada: jeśli nie chcecie aby w sałatce pływały Wam pestki ogórka – wydrążcie przed krojeniem jego środek.

Całość (wraz z częścią kopru – 3/4) wymieszać ze sobą dodając składniki sosu. Czosnek można sprasować, przecisnąć przez wyciskarkę lub pokroić – pełna dowolność.

Wierzch sałatki posypać pozostałą ilością koperku.

Zjadać zdecydowanie schłodzoną.

Sami widzicie – prostszego przepisu nie może być. To tylko trzy składniki, zero roboty (tyle, co podsmażyć kurczaka) a efekt, smak jest fantastyczny!

Kiedy zabieram ją ze sobą do pracy, zazwyczaj napełniam nią sobie większy słoiczek (około 350g). Taka porcja w zupełności wystarczy mi na cały dzień.

 

Smacznego!

Czy w dzisiejszych czasach możemy być jeszcze sobą?

Ten post nie będzie felietonem i nie będzie pozytywny. Ten post nie zmotywuje Was do bycia lepszym. Wrażliwszym. Nie będzie o związku ani tworzeniu domu. Ten post będzie pełen żalu i rozczarowania. Będzie protestem i równocześnie prośbą – prośbą o możliwość bycia sobą.

Tylko…

Czy w dzisiejszych czasach możemy być jeszcze sobą?

Pierwszy e-book, który zostanie przez nas wydany już w maju tego roku, o tworzeniu pozytywnej relacji w związku będzie dotyczył “mnie w związku”. Bo aby móc się dogadać z partnerem, musimy wcześniej poznać dwie inne rzeczy – siebie i partnera. Brzmi to dla Was śmieszne? Rozumiem – przecież każdy siebie jakoś zna no i partnera też. W końcu z jakiegoś powodu jest naszym partnerem.

Jednak o ile potrafię w związki, potrafię wytłumaczyć jak powinno funkcjonować pożycie dwoje skoncentrowanych na wspólnym życiu ludzi – tak nie potrafię w grupy. Nie potrafię w tłum i w to, co wypada.

Szalenie doceniam możliwość bycia sobą w związku. Uważam, że to jest najcenniejsze co może być w życiu każdego z nas. Ponad wszystko kocham ten stan, w którym mogę wejść zapłakana do domu i od progu z podniesionym od bólu głosem i głosem pełnym cierpienia powiedzieć “w dupie to mam! Pieprzę to. Pierdolę!” Ponad wszystko kocham ten stan, w którym mogę być sobą bez bycia ocenioną. Bez krzywego spojrzenia. Bez zniesmaczenia.
Bo mój mąż mnie zna. Wie jaka jestem.

Mój mąż wie, że jeśli płaczę, to przez smutną scenę w filmie. W tym filmie albo cierpi zwierzę, albo umiera główny bohater o wzruszająco czystym sercu – jak w tym filmie “Odrobina nieba” z moją ukochaną Kate Hudson, która zaczęła planować swój pogrzeb. Kiedy dobro przegrywa, kiedy odchodzi ktoś tak wspaniały – ryczę jak bóbr. W moim świecie nie ma zrozumienia na niesprawiedliwość.
Kiedy oglądaliśmy film “Był sobie pies” także więcej wyłam niż oglądałam. Bo psy takie są – w swym uczuciu szczere. Są sobą. Jak na dłoni pokazują czystą radość, kiedy wraca się z pracy do domu. I pokazują rozrywający ich serduszko smutek – bo pan wychodzi i opuszcza go nie wiadomo czy na zawsze.

Mój mąż wie, że jeśli płaczę – to odczuwam ogromne wzruszenie. A jeśli płaczę i przeklinam, kiedy płaczę i w dupie mam wszelkie wypada bądź nie – stało się coś poważnego. Z jakiegoś powodu pękło mi serduszko. Z jakiegoś powodu, narazie tylko mi znanego, odczuwam ogromny ból niesprawiedliwości. I to jest właśnie ta chwila, kiedy musimy być dorośli. Kiedy mąż odkłada na bok wszystko co dotychczas robił, i musi dać czas – czas na wygadanie się, na popłakanie, na przytulenie, na poprzeklinanie, na podniesiony głos i ten ledwo słyszalny.

 

Boli mnie to.

 

Często, kiedy ktoś ocenia kogoś negatywnie, kiedy doszukuje się drugiego dna, złej intencji, pouczamy go mówiąc “nie mierz ludzi swoją miarą”. Dajemy reprymendę, karcimy, jak uderzeniem po łapach karci matka dziecko, które próbuje posmakować nadzienie z ciasta, które mama uszykowała dla cioci. A przecież – ciasta ze śladami paluchów dać nie wypada.
Kiedy jesteśmy sobie obcy, kiedy łączą nas jedynie więzi koleżeńskie – trzeźwym okiem powiemy “nie mierz ludzi swoją miarą”. Mamy odwagę powiedzieć “nie oceniaj źle, nie wszyscy ludzie są źli, nie wszyscy ludzie węszą podstęp… – jak ty”. Ale kiedy jesteśmy bliżej – kraczemy jak wrony. Wyłączamy myślenie. Nie szukamy zwady. Kiedy jesteśmy bliżej nie narażamy się.

 

I ja też dostałam lekcję.
Nauczyłam się, że nie tylko można dawać reprymendę komuś, kto źle ocenił swoją miarą. Nauczyłam się, że każda miara ma inny kolor. Każda miara jest inna. I choć moja miara mówi mi, że ludzie z natury są dobrzy, choć moja miara mówi, że nie ma co szukać drugiego dna, przecież nikt nie chce dla ciebie źle – to dziś już wiem, że i ja nie mogę oceniać ludzi swoją miarą. Bo nasze miary różnią się od siebie. I nie mam pewności, czy w dobrej intencji ktoś nie będzie doszukiwał się drugiego dna.

Ale przeraża mnie to, że w dzisiejszych czasach oczywiste jest zakładanie złego. Szukanie podstępu. I ocenianie bez poznania przyczyny.

 

I choć zawsze broniłam się przed słowami “w dzisiejszym świecie” zakładającym, że dzisiejszy świat to coś złego, to dziś zastanawiam się, czy w dzisiejszym świecie wciąż można być sobą?

Czy w dzisiejszym świecie można powiedzieć zdanie, na które choć nie wszyscy będą znali odpowiedź, choć nie wszyscy będą znali kontekst – można nie zostać negatywnie ocenionym?

Zastanawiam się, czy w dzisiejszym świecie wciąż możemy być sobą?

Zastanawiam się, czy w dzisiejszym świecie ktokolwiek jest sobą? Czy te wszystkie hejty w internecie to prawdziwe oblicze czy postawa obronna przed atakiem? Czy wpadliśmy już w taką paranoję, że bronimy się na zaś, na wszelki wypadek?

 

Zastanawiam się też, czy w dzisiejszych czasach ktokolwiek (!) ma zrozumienie dla bycia kimś innym niż twoim odzwierciedleniem? Czy możesz założyć zabłocone buty na Pierwszy Dzień Świąt, choć pozostała część rodziny przychodzi w wypastowanych pantofelkach? Czy możesz przyjść w spodniach, bo po prostu nie lubisz sukienek i nie chcesz na siłę w nich chodzić czując dyskomfort tylko dlatego, że wypada? Czy w dzisiejszych czasach masz prawo do przeżywania ważnych dla Ciebie chwil po swojemu, bez oceniania czy to co Ciebie wzrusza jest śmieszne, głupie, urocze czy normalne?

Czy w dzisiejszych czasach mogę nie lubić gotować, nie chcieć gotować, w dupie mieć to czy widelec leży po prawej czy po lewej stronie talerza? Czy w dzisiejszych czasach mogę mieć w dupie to co choć dla mnie jest nieistotne, dla kogoś jest ważne, ale jesteśmy w moim domu? Czy w dzisiejszych czasach mogę być sobą bez bycia krytykowaną?

 

Czy w dzisiejszych czasach mogę być sobą?

Tak zwyczajnie – czy mogę być sobą? Czy mogę mieć inne spojrzenie na świat niż Ty?

Tak po ludzku – czy możemy się od siebie różnić bez krytykowania siebie, obgadywania, skarżenia i wyśmiewania?

 

Czy naprawdę żyjąc w świecie, w którym jest tyle zła – musimy robić z siebie tych najgorszych?

Czy w świecie, w którym jest tyle zła, niewypastowane buty na święta to tak wielka zbrodnia?

Czy w świecie, w którym jest tyle zła, chęć zrobienia czegoś co sprawi komuś przyjemność – a czego ktoś inny nie rozumie – to powód do afery?

 

Czy w dzisiejszych czasach możemy być jeszcze sobą?

 

I mówiąc “być sobą” nie mam na myśli “mieć wyjebane na innych”. Po prostu – być sobą… . Być akceptowanym takim jakim się jest. Po prostu.

 

Czy w dzisiejszych czasach możemy akceptować innych takimi jakimi są?
Tak, kurwa mać, po prostu.

Dlaczego tylko SZCZĘŚLIWE kobiety mają nieskazitelnie czyste domy

Znacie ten żarcik “tylko nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy”? Kiedy pierwszy raz go usłyszałam, moja reakcja z pewnością była taka sama jak dla większości kobiet – zaśmiałam się i bez cienia zawahania przyznałam mu sto procent racji!
Do tej pory nie słyszałam lepszego argumentu, który usprawiedliwiałby lenistwo i bałaganiarstwo w piękniejszy sposób.

A później wyszłam za mąż.
Wyprowadziłam się od rodziców i od teraz dom, w którym zaczęłam mieszkać – zaczął świadczyć o mnie. Wyprowadziłam się od rodziców i teraz mam swój dom. I swoją dwuosobową rodzinę.

I choć na próżno szukać u nas i w nas nudy – to nasze mieszkanie jest nieskazitelnie czyste. Z prostej przyczyny.

Tylko szczęśliwe kobiety mają nieskazitelnie czyste domy

 

Kiedy byłam dzieckiem, byłam straszną bałaganiarą. Nie przywiązywałam żadnej wagi do porządku – właściwie, to im był większy bałagan tym lepiej się czułam. Byłam szczęśliwa otaczając się tymi wszystkimi pluszakami, kolorowymi flamastrami i kredkami. Nie przeszkadzały mi spodnie na podłodze. W tej chwili byłam szczęśliwa! Byłam wolna! Byłam u siebie w pokoju, u siebie w rodziców i moim domu.
Ale bałagan w moim pokoju, pozostawione sweterki i bluzy w salonie, porozwalane buty w korytarzu zdjęte w biegu, rzucony na fotel tornister – przeszkadzał mojej mamie.

A moja mama – zawsze chciała dla nas jak najlepiej. Nawet jeśli to było (jest) zagłaskanie, wytulenie i wycałowanie na śmierć.

Mama chciała dla nas dobrze. Chciała naszego szczęścia – chciała, żebyśmy mieli czysty dom – my – jej mąż i jej dzieci. Żebyśmy mieli przytulny dom, do którego będzie chciało nam się wracać. W którym po ciężkim dniu w szkole i w pracy będziemy mogli usiąść albo położyć się i nie robić nic – jeśli tego własnie będziemy potrzebować.
I faktycznie – potrzebowaliśmy tego.
Jednak wcześniej trzeba było posprzątać. Ułożyć buty w korytarzu – bo nie było jak przejść. Wynieść plecak do pokoju – bo nie było gdzie usiąść. Pozbierać ubrania z łóżka i rzucony na nie ręcznik po porannym myciu głowy – bo nie było gdzie się położyć…  .

Tak to z dziećmi i mężami już jest.

 

A teraz mam swój dom.
I z licencjonowanej bałaganiary z dyplomem – stałam się szczęśliwą żoną z czystym domem. Z takim domem, o jakim dla mnie zawsze marzyła moja mama.

Ale nie jesteśmy nudni. Jesteśmy szczęśliwi i dobrze zorganizowani – choć nie wiem, które z tych określeń powinnam poprzedzić słowami “przede wszystkim”. Jesteśmy przede wszystkim szczęśliwi czy przede wszystkim dobrze zorganizowani?

 

Urządzając nasze mieszkanie, staraliśmy się zaprojektować je w taki sposób, aby samo się sprzątało. Już na etapie wybierania mebli zastanawialiśmy się co będziemy trzymać na poszczególnych pólkach i w szufladach. Dzięki temu, każda rzecz ma u nas swoje miejsce – jak w zabawkach dla małych dzieci, w których aby wepchnąć klocki do środka trzeba dopasować kształty do otworów. Kółko nie przejdzie przez dziurkę na kwadrat, a trójkąt, o dziwo, jest większy od trapezu choć w ogóle się nie wydaje.

Wyprowadzając się na swoje, musieliśmy też przyznać mamie rację – przyjemniej siedzi się w czystym otoczeniu. Miło jest wrócić do domu i nie musieć sprzątać. Miło jest wrócić do domu i móc oddać się przyjemnościom, zamiast… – sprzątać niekończący się bałagan.
Miło jest położyć się razem na kanapie i przytulić się bez głębokiego wdech i wydech przygnębienia, jaki tu syf… .

 

Czasem mamy z Dawidem takie dni, w których nie chce nam się totalnie nic.
Garnek już trzeci dzień stoi w zlewie i czeka, aż ktoś zwróci na niego uwagę, zainteresuje się i w końcu poświęci mu tą minutę. I tego trzeciego dnia zakasamy rękawy i razem sprzątamy. Wygłupiając się i kąsając uśmiechami. Śmiejąc, tańcząc i słuchając muzyki.

Czy jesteśmy nudni bo mamy czyste mieszkanie? Nie. Jesteśmy szczęśliwi. Robimy to razem – dla siebie samego i dla siebie na wzajem. Robimy to aby drugie po powrocie z pracy mogło uśmiechnąć się, zaparzyć sobie kawę i odpocząć. Wyciszyć się. Zrelaksować. I nie martwić się obowiązkami domowymi – te służbowe w zupełności wystarczą.

Poświęcenie 5 minut dziennie na porządki to nie jest nudne życie. To życie dobrze zorganizowane, choć bez harmonogramu. To szczęśliwe życie – choć nie ma w tym żadnego wyczynu.

Zapisy z budżetu domowego – styczeń 2019 do pobrania

Możecie w to uwierzyć, że mamy już 2019 rok? Ja wciąż nie wierzę. Pamiętam jak za dziecka zmieniał się rok, i jeszcze przez cały styczeń myliłam się zapisując datę lekcji w zeszycie. Co i raz pisałam tą z minionego roku.
Dziś, od kilku lat, nie mam problemu z nową datą, nowym rokiem. Przychodzi styczeń i bez większego zastanowienia piszę dobry rok. Ten czas tak mija, tak leci, a dla nas, dorosłych, jest to takie oczywiste. Taka kolej rzeczy.

A mimo to wciąż jak dzieci wyznaczamy sobie  cele, spisujemy marzenia wierząc, że w nowym roku na pewno je spełnimy. Na pewno spełnią się wszystkie.

Zapisy z budżetu domowego – styczeń 2019 do pobrania

Mam dla Was nowy plik do pobrania zapisków z budżetu domowego. Dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z budżetem domowym – poniżej przedstawiam krótki opis jak należy go wypełniać.

O arkuszu zapisy z budżetu domowego

Arkusz powstał w celu poznania swoich wydatków i swoich zwyczajów zakupowych. Dzięki niemu zobaczycie jak często kupujecie pewne produkty, ile wydajecie na poszczególne kategorie i ile jesteście w stanie realnie odłożyć pieniędzy.

 

Dlaczego to takie ważne aby znać swoje zakupowe zwyczaje

Nigdy nie wiemy co przyniesie przyszłość, dlatego zawsze powinniśmy mieć odłożoną pewną kwotę pieniędzy na czarną godzinę. W naszym przypadku, niedawno taką czarną godziną był wypadek samochody, który pochłonął bardzo dużo pieniędzy. Dzięki oszczędnościom mogliśmy uniknąć zapożyczenia się w banku – czego unikamy jak ognia!
Mamy taką niepisaną zasadę między sobą, że nigdy nie weźmiemy żadnego kredytu.

 

Jak wypełniać zapisy z budżetu domowego

Zapisy podzielone są na dwie części.
Część po prawej stronie służy do zapisywania wszystkich wydatków. U nas to wygląda tak, że zapisujemy kategorie zakupowe, które są dla nas szczególnie istotne i każdy rachunek/część rachunku przypisujemy odpowiedniej kategorii.
Kiedy robimy zakupy spożywcze – w tym część produktów jest dla psa – w kategorię “żarcie psa” wpisujemy ile na niego wydaliśmy, a w kategorii jedzenie wpisujemy pozostałą kwotę z rachunku.

Nasze stałe kategorie to:
Jedzenie
Alkohol
Leki
Ubrania
Kosmetyki
Higiena
Dom

W ciągu miesiąca mamy też kilka wydatków nieplanowanych, jak, np. czyjeś wesele, zakup sprzętu elektronicznego, wyjście do teatru. Tworzymy wtedy dodatkowe kategorie o takich nazwach.
Wszystkie wydatki wypisujemy po przecinku, aby na koniec miesiąca łatwo było je wszystkie zsumować.

Część po lewej stronie to podsumowanie miesiąca.
Piszemy tam wszystkie opłaty stałe jakie musimy wykonać w danym miesiącu, wszystkie zobowiązania finansowe, ich kwotę i odhaczamy, kiedy opłata została wykonana. Dzięki temu mamy pewność, czy nie zalegamy z opłatami.

Do naszych opłat stałych należą, m.in:
Telefon Asi
Telefon Dawida
Internet
Karnet na siłownię
Czynsz
Prąd
Fryzjer Dawida
6 liquidów

Poniżej spisujemy sumę jaką wydaliśmy na daną kategorię. Dzięki prowadzeniu zapisów przez kilka miesięcy wiemy już ile wydajemy pieniędzy na jedzenie chociażby w różnych porach roku. To daje nam też informację ile pieniędzy w poszczególnych porach roku możemy zaoszczędzić.
Wszystkie wydatki nieplanowane, to tak naprawdę nasze przyjemności. Nie odmawiamy ich sobie, ale staramy się kontrolować aby nie przegiąć. Prowadzenie tej kategorii radykalnie przyczyniło się do zwiększenia naszych oszczędności. Zobaczyliśmy ile pieniędzy marnujemy na głupoty. Teraz zakupy robimy zdecydowanie bardziej świadomie, zastanawiamy się, czy na pewno potrzebujemy tego produktu.

Na samym końcu robimy podsumowanie zysków i strat.
Sumujemy nasze dochody, sumujemy wydatki i sprawdzamy ile zaoszczędziliśmy (lub nie) w danym miesiącu.

 

Więcej o naszych sposobach na oszczędzanie pieniędzy przeczytasz tu:
Jak oszczędzać pieniądze na rachunkach za wodę
Jak oszczędzać pieniądze na rachunkach za prąd
Jak oszczędzamy pieniądze nie rezygnując z zachcianek
Co się dzieje z naszymi pieniędzmi po wypłacie

 

Informacje dodatkowe:
Zapisy zostały wykonane w formacie A4 i taki zalecam drukować
Nie ma możliwości zmiany kolorystyki arkuszu

 

pobierz plik: zapisy z budżetu domowego styczeń 2019

Każdy koniec jest nowym początkiem – podsumowanie 2018 i plany na 2019

Pamiętam te emocje jakie towarzyszyły mi, gdy pierwszy raz w życiu poszłam do kierownika z wypowiedzeniem z pracy. Złożyłam je nie mając żadnych planów na przyszłość, prócz wydatku na organizację własnego ślubu, który miał się odbyć już za trzy miesiące. Złożyłam je nie wiedząc jak to będzie. Czy szybko znajdę nową pracę? Czy w ogóle znajdę ją w zawodzie? Czy potencjalna nowa praca będzie lepsza od tego syfu,w którym do tej pory byłam?
Nie miałam zielonego pojęcia. Na duchu nie podnosili mnie też znajomi mówiąc, że przecież wszędzie jest syf… .
Nie wiedziałam jak to będzie, ale wiedziałam jedno – zostając tu będzie tylko gorzej… .

Znacie to powiedzenie “każdy koniec jest nowym początkiem”? Ja je uwielbiam! To zdanie jest takie pozytywne; co by nie było, co by się nie działo – będzie dobrze bo nadchodzi nowe. Lepsze. Bo nie kończy się nic co jest dobre.

 

Każdy koniec jest nowym początkiem – podsumowanie 2018/plany 2019

Nigdy nie rozumiałam dlaczego ludzie robią podsumowanie starego roku. Czy jest sens dołować się tym co nam nie wyszło? Dziś już myślę z goła inaczej! Moje podsumowanie nie zawiera porażek.

Podsumowanie 2018

Praca zawodowa

W tym roku minął rok odkąd pracuję w nowej firmie na etacie. To była najlepsza zmiana na świecie! Bez dwóch zdań mogę tą pozycję wpisać na samym szczycie najlepszych decyzji 2018. Mam pracę u osoby prywatnej pełną parą, w której totalnie się spełniam, która daje mi ogrom przyjemności i satysfakcji. Zawsze wszyscy przestrzegali mnie przed “prywaciarzami”, a ja swoją pracę u tych ludzi po prostu kocham!
Pierwszy raz wstaję do pracy o 4:20 i idę do niej z wielką radością. Współpracuję ze świetnymi ludźmi, którzy już od samego progu przekroczenia bramy wprawiają mnie w dobry nastrój.

Kiedy w poprzedniej firmie mówiłam, że chcę rzucić tą pracę w cholerę, ci powtarzali mi “po co? wszędzie jest syf, a tu przynajmniej wiesz co robić”. Mylili się. I dzięki Bogu nie posłuchałam ich rad.

 

Blog

W tym roku dojrzałam blogowo. W końcu otworzyłam się, co sprawiało mi ogromną trudność. W końcu pokonałam swoje lęki. Pamiętam jak latem poszliśmy z mężem na spacer i mówiłam mu, że waham się czy nie zamknąć bloga. Tak po prostu – porzucić go, jak porzuca się samochody w Dubaju. Mercedesy.
Dawid był zaskoczony moimi wątpliwościami.
– Jak to? Dlaczego? Co będziesz robić, skoro nie blog? – Pytał totalnie zaskoczony.
– Nie wiem. Ale nie chcę by mówili, że jestem głupia. – Odpowiedziałam mu.

Miałam straszny dół. Nie chciałam już prowadzić bloga. To było miłe, kiedy czytałam od Was wiadomości, kiedy prosiliście mnie o rady, ale… – kpina była gorsza. I pretensje, że post na blogu jest taki krótki, kiedy problem taki duży – godny pracy dyplomowej.

Długo skrywałam przed mężem wątpliwości, aż w końcu na tym spacerze powiedziałam mu jaki jest powód. Dlaczego od pewnego czasu snuję się jak cień i nie mogę znaleźć sobie miejsca.
Szliśmy wtedy wzdłuż Ostrobramskiej, nad jeziorko Gocławskie. Byłam ubrana w białą bluzkę w ciemne paski i białe trampki w ciemne paski. Wtedy Dawid powiedział mi:
– Nie jesteś ani głupia, ani pusta, ani dziecinna. Co Cię obchodzi ich krytyka? Ja Ciebie Kocham – także za te przemyślenia i co robisz w naszym związku.

I wiecie co? Wtedy postanowiłam nie zamykać bloga. Dawid miał rację – co mnie obchodzi, że ktoś krytykuje moje poglądy? Ktoś, kto nie widzi nic złego w publicznym umniejszaniu i krytykowaniu drugiej osoby? Kto wręcz czerpie z tego obrzydliwą radość?
Postanowiłam nie zamykać bloga. Ba, postanowiłam go rozwinąć! Skupić się na ludziach, którzy czują podobnie do mnie. Którzy czują, że w głębi duszy są dobrzy, tylko boją się tego co ja – tej krytyki, najazdu, publicznego zlinczowania za bycie sobą.

My

2018, o dziwo okazał się dla nas szaloną próbą. Kilkukrotnie żyliśmy na dwa domy, dzieląc życie na dwa. Kilkukrotnie mieliśmy totalnie dość obowiązków i zastanawialiśmy się jak związać koniec z końcem. Związać go własnoręcznie – bez pomocy banku.
Jednak wtedy postanowiliśmy wziąć życie w nasze ręce i zacząć prowadzić zapisy z budżetu domowego. Do dziś, od ponad pół roku, zapisujemy każdy jeden wydatek w miesiącu. Zobaczyliśmy na co przepuszczamy pieniądze, na co ile pieniędzy wydajemy – i od tamtej pory nasze finansowe życie stało się dużo spokojniejsze.

Jednak później nastał nowy problem – nadeszła próba, która okazała się być największą próbą w naszym związku. Okazało się, że muszę mieć operację. I do samego końca nie wiadomym było, czy jednak będziemy mogli mieć kiedyś dzieci, czy nie. I czy obudzę się z uśpienia, czy nie?
Odkąd dowiedziałam się o operacji chodziłam strasznie przygnębiona. Tak bardzo bałam się tego uśpienia, tego, że się nie obudzę, że w końcu zaczęłam bać się, czy na tyle tak bardzo się tego boję, że mój mózg sam się nakręci na to aby się nie obudzić. Bałam się w końcu, że sama siebie wkręcę w nieobudzenie się.
Na szczęście, i tu biorę głęboki oddech pisząc te słowa, wszystko poszło lepiej niż dobrze.
Od razu po obudzeniu poleciały mi łzy ze szczęścia. Pielęgniarka (autentycznie!) zaproponowała, że puści muzykę. Zapytałam ją, czy z youtube’a a ona powiedziała, że tak. I na moją prośbę puściła mój ukochany Sound and Grace.

Podsumowując ten rok mogę powiedzieć – a, niech mówią, że jestem dziecinna, niedojrzała i gówno wiem. Ale przynajmniej mam męża, na którego  w i e m,  że mogę liczyć, w i e m,  że mnie nie zostawi w trudnej chwili i  w i e m, że pomoże mi, kiedy ja nie będę w stanie być samodzielna.

 

Ja

Ten rok był dla mnie ważny także z innego punktu. Tego egoistycznego – co też jest ważne.

W końcu zapisałam się na siłownię, o której tyle gadałam – że powinnam, a nic nie robiłam. W końcu, za zapewnieniami przyjaciół, odważyłam się pójść tam, i nie patrzeć na to czy będę oceniana, czy nie. A to był mój największy strach.
Koniec końców – pokochałam ćwiczenia z rozciągania i pilatesu. I jakie było moje zaskoczenie, gdy na zajęciach pojawili się 70-cio latkowie!

Ograniczyłam ilość dóbr materialnych. Zminimalizowałam ilość kosmetyków do tych, których naprawdę potrzebuję.
Przestałam kupować ubrania bo promocja, bo ładne. Teraz skupiam się na tym czego potrzebuję.
Sprzedałam też część rzeczy, z których nie korzystałam, a których posiadanie wcale nie czyni mnie lepszą osobą.

Zrozumiałam też, że nie da się żyć w zgodzie z zero waste i nawet tego nie chcę. Chcę żyć po swojemu, w zgodzie ze sobą, swoimi przekonaniami, korzystając z tego co oferuje mi świat – ale rozsądnie. Staram się segregować śmieci, wykorzystywać rzeczy ponownie, nie kupować bezmyślnie i angażować społeczność mojego bloku w niemarnowanie i dzielenie się.
Zaczęłam też odżywiać się zdrowiej i ograniczam mięso do minimum – choć nie odmawiam sobie przepysznego rosołu mojego ukochanego męża i teścia, i nie odmówię spagetti.
Zrozumiałam, że od radykalnych kroków lepszy jest rozsądek i umiar.
I gdybym miała jakoś nazwać ten rok – tak właśnie bym go nazwała: radykalny z umiarem.

 

Plany na rok 2019

E-book

To mój najważniejszy plan tego roku – wydać e-booka!
Kiedy zaczęłam pisać e-book o tworzeniu pozytywnych, dobrych relacji w związku nie wiedziałam, że pierwsze rozdziały okażą się tak bardzo obszerne. Sam wstęp do pozytywnych relacji mierzy 20 stron!
Dlatego… postanowiłam wydać dwa e-booki!

O czym będą przeczytacie tu: wydajemy e-booka!

 

Planner budżetu domowego

Hitem 2018 okazało się prowadzenie zapisów z budżetu domowego. W 2019 będziemy chcieli wydać jego papierową, fizyczną wersję, taką jaką my prowadzimy. Czuję, że to będzie coś przewspaniałego! Dla nas jest to centrum dowodzenia całym domem. Dzięki niemu żyjemy spokojniej, bez pytań, niewiadomych i lęków bo wszystko, dzięki jednemu zeszytowi, mamy pod kontrolą.

 

Blog

Nie będziemy już pisać o tym jak wyjść z trudnej relacji, co robiliśmy przez większość tego czasu. Zrozumieliśmy, że to była błędna droga. Chcemy skupić się na tych co chcą uczyć się jak tworzyć pozytywne relacje. Na tych, co chcą starać się i widzieć wartość. Być lepszą wersją siebie.

 

My

2019 upłynie nam, mam nadzieję, nadzwyczaj powoli. Chcemy poświęcić ten rok sobie, razem we dwoje, bez obowiązków, zobowiązań i zmartwień. Chcemy przeżyć go jak najdłużej się da i jak najspokojniej. W końcu – po swojemu i na swoim.
Chcemy skupić się na tym co dla nas jest ważne – a więc na rodzinie i przyjaciołach. Na tym aby być szczęśliwym wśród ludzi, których kochamy i którzy nas kochają.

Jak to powiedział mój mąż za czasów, kiedy się jeszcze spotykaliśmy – najważniejsza jest rodzina.

 

 

A jak Wasze podsumowania roku i plany na 2019? Planujecie wprowadzić jakieś zmiany? Macie jakąś myśl, z którą chcecie wkroczyć w nowy (lepszy) rok?

Dla nas taką myślą jest: bez negatywnych emocji. To chyba taki nasz najważniejszy wewnętrzny cel na 2019 rok – jak najmniej negatywnych emocji.

Ogarniamy zapasy – jak ograniczyć marnowanie zapasów w zamrażarce i spiżarce

Od mojego zamążpójścia, a tym samym od wyprowadzki minęły już dwa lata. Dwa lata ciągłych zmian, porzucania wyuczonych wzorców na rzecz bycia sobą, życia po swojemu, w zgodzie ze swoimi przekonaniami – życia swoim, a nie rodziców życiem.
Z każdymi zakupami, z każdym wyrzuconym spleśniałym produktem, z każdym wyrzuconym przeterminowanym produktem, z każdym chyba dobrym produktem, ale jednak lepiej nie ryzykować – zastanawialiśmy skąd się to bierze? Dlaczego marnujemy żywność, choć w naszym domu tej żywności się nie marnowało? Dlaczego mimo wykonywania takich samych zakupów jak za czasów mieszkania z rodzicami, za czasów, kiedy zjadało się lub mroziło wszystko – my tą żywność wyrzucamy?
Nie znaliśmy sekretów naszych rodziców na niemarnowanie zapasów. Ale za to stworzyliśmy swój.

Ogarniamy zapasy – jak ograniczyć marnowanie zapasów w zamrażarce i spiżarce

W domu najwięcej żywności marnuje się przez zapomnienie. Zapomnienie, że kilka dni temu otworzyliśmy jogurt, i do dziś on stoi na drzwiczkach lodówki. Zapomnienie, że głęboko w szafce jest humus i brzoskwinie, których data przydatności minęła pięć miesięcy temu. Zapomnienie, że w zamrażarce, w tym pudełku po lodach czekoladowych jest bigos, zupa fasolowa czy przygotowana wcześniej zasmażana marchewka.

Naszym sekretem na niemarnowanie tych produktów jest… – zapisywanie.

Na tablicy korkowej koło lodówki wisi kartka. Zapisujemy na niej wszystko to, co wkładamy do zamrażarki na dłużej, na zaś. Dlaczego to takie istotne? Ponieważ kupujemy też dla naszego psa, Czarka, opakowania mięsa, które mrozimy. Jego żarcie schodzi nam regularnie i regularnie jest uzupełniane, dlatego nie ma potrzeby zapisywania ich.
Kiedy pobierzemy coś z zamrażarki – skreślamy produkt z listy. Dzięki temu zawsze wiemy co w zamrażarce jest.

Zapisywanie tego co mamy w zamrażarce i w spiżarce jest bardzo przydatne.
Kiedy zastanawiamy się co zjeść na obiad, kiedy planujemy zakupy, a więc i posiłki na najbliższe dwa, trzy dni – spoglądamy na listę i wiemy już, czego nie kupować.
Naszym celem stało się – opróżnianie zamrażarki. Niechomikowanie.

 

Podobnie z zapasami suchymi, w słoikach i tych w puszkach. Nie chcemy już kupować produktów, na które kiedyś może będziemy mieć smak. Kupujemy tylko to, co jemy regularnie. Nawet, jeśli regularność to co dwa miesiące.

 

Nie chemy marnować żywności.

Marnowanie żywności jest najgłupszą rzeczą w domu. Marnując żywność – marnujemy nasze pieniądze. Za każdym razem, kiedy muszę wyrzucić jakąś żywność do kosza wyobrażam sobie jak wyrzucam pieniądze. Dziś trzy złote, jutro siedem… .
Marnując żywność marnuję też więcej worków na śmieci, które też kosztują. Marnując żywność – przyczyniam się do zwiększania ilości śmieci, częstszego odbioru śmieci, powiększania wysypisk śmieci, które ostatnio mają tendencję do płonięcia, samozapłonu z małą ludzką pomocą. Marnując jedzenie przyczyniam się też do marnowania zasobów żywności, prądu i wody, która była potrzebna na jej wyprodukowanie.
Marnowanie żywności to coś więcej niż jej wyrzucenie. Nie chcemy tego robić. Z każdego względu.

 

Nasze zapiski z zapasów trzymamy na tablicy korkowej obok lodówki, ale Wy możecie trzymać chociażby na lodówce. Zapiski ze spiżarki – mamy przyklejone na drzwiczkach od spiżarki. Ważne, żeby było pod ręką. Wtedy będzie spełniało swoją funkcję.

 

Wydajemy e-booka!

To zdecydowanie jest już ten moment, w którym oficjalnie mogę powiedzieć to na blogu – wydajemy e-booka, a nawet dwa! A te dwa to Wasza zasługa – wszystkich tych, co obserwują nasz instagram i tak nam doradziliście.

I muszę przyznać – mieliście 100% racji!

 

Wydajemy e-booka! A nawet dwa!

Odkąd prowadzimy blog o budowaniu pozytywnych relacji w związku, dogadywaniu się, tworzeniu związku bez kłótni… – zauważyliśmy, że w związkach bardzo, bardzo często powstają konflikty na tym samym tle. Staraliśmy się pisać posty na blogu na ten temat, mówić o tym na instastory – jednak związek to poważna sprawa, dość duża, i nie da się na jeden problem odpowiedzieć jednym postem.

To, co my się najcenniejszego dowiedzieliśmy o budowaniu związku to nie było, że trzeba ze sobą rozmawiać. Ten frazes powtarza każdy, jednak to nie rozmowa jest kluczem do udanego związku. Najcenniejszą informacją jaką dowidzieliśmy się o budowaniu związku było – związek to ciągła praca. Praca nad sobą i nad nami – nawet, kiedy jedno pracować nie chce.

I o tym właśnie będą te e-booki. O pracy nad sobą razem i oddzielnie.

 

E-book Przygotuj się do związku

Pierwszy e-book, który zostanie wydany, mam nadzieję pod koniec maja, będzie dotyczył „mnie w relacji”.

Często słyszymy hasła typu „najpierw pokochaj siebie” czy „nie oczekuj miłości od kogoś, skoro sama się nie kochasz”.

Nie do końca się z tym zgadzamy. To tak, jakby powiedzieć, że aby dobrze nurkować wystarczy wskoczyć do wody. A co z oddychaniem? Co z opanowaniem? Nurkowanie to coś więcej niż bycie w wodzie, pod wodą.
Tak samo jest „ze mną w związku”. Nie wystarczy kochać siebie, aby móc stworzyć dobrą relację. Przede wszystkim trzeba zrozumieć siebie – dowiedzieć się kim jesteśmy. Jeśli wejdziemy w związek bez umiejętności opanowania siebie, spanikowane – utoniemy. Bez względu jak bardzo byśmy siebie kochały.

E-book „przygotuj się do związku” pomoże lepiej poznać siebie, co później przełoży się na lepsze poznanie partnera i związku, w którym jesteśmy.

Co ważne – jest on kierowany do kobiet, które chcą wkroczyć w związek, ale i dla tych, które już są w związkach, ale chcą je uczynić lepszym.

 

E-book Dwa to już drużyna

Lubię myślec o tym e-booku jak o tworzeniu drużyny, choć wiem, że tytuł może mało oddawać budowanie pozytywnych relacji w związku. Jednak dla mnie – jest on w stu procentach trafiony!

Ten e-book pomoże Wam bardziej zrozumieć swoje odrębności i inności. Dowiecie się, jak uniknąć wielu niepotrzebnych konfliktów oraz jak wyeliminować negatywne emocje – co według mnie – jest szalenie kluczowe!

Kiedy my zaczynaliśmy tworzyć związek, nasze emocje były na bardzo wysokim poziomie. Potrafiliśmy szybko się na siebie denerwować, kłócić przez pierdoły i wiele rzeczy odbieraliśmy jak „robisz mi na złość”, „robisz to specjalnie, bo przecież wiesz, że ja tego nie lubię”.

Dziś nasze emocje są na bardzo niskim poziomie. Nie czujemy już złości, a już na pewno nie odbieramy pewnych zachowań jak ataków na siebie czy robienia czegoś z premedytacją.

Dziś nasz związek jest spokojny, choć jest w nas znacznie więcej szaleństwa i swobody.

I o tym będzie drugi e-book – o byciu wolnym w związku. O tworzeniu takiej relacji, która da nam poczucie największej wolności i bezpieczeństwa.

 

Jestem szalenie podekscytowana na ten pomysł! Nie wiem jak pogodzę pracę na etacie, prowadzenie bloga i pisanie e-booków, ale wiem, że się uda! To będzie szalony rok, a na pewno szalone pół roku. To będą 182 dni, które będę chciała wycisnąć bardziej niż jak cytrynę! To będzie moje 182 dni, które bez względu na wynik – będę wspominać do końca życia. Bo spróbowałam!

 

Jeśli chcecie tworzyć z nami e-booki i być na bieżąco z jego powstaniem – zapiszcie się do naszego newslettera i obserwujcie nas na instastory. To za pomocą tych dwóch mediów najczęściej będziemy się z Wami komunikować i prosić Was o pomoc, rozwianie wątpliwości oraz to tam będziemy Was informować o wszystkich promocjach i sprzedażach!

 

NIE MOŻESZ SIĘ DOCZEKAĆ
e-booka?

zapisz się na Newsletter NaSwoim

jeśli chcesz:
• dostać DARMOWY rozdział e-booka

• dostać RABAT z okazji premiery

• tworzyć LEPSZY związek

DO PREMIERY E-BOOKA POZOSTAŁO:

00
dni
00
godzin
00
minut
00
sekund

Właśnie zapisałaś się do naszego newslettera. Szalenie się cieszę! Zaraz dostaniesz od nas pierwszego maila :)








Pieprz rodzinę, zostań na Święta sama!

Wiecie co najbardziej lubię w Świętach Bożego Narodzenia? Tą ogromną ilość wzruszeń.
Magię, która towarzyszy podczas wspólnego śpiewania kolęd, wspólnego pójścia do kościoła… . Rok temu byłam na Święta Bożego Narodzenia w kościele w Zabrzu – kościele św. Patryka. Było tak pięknie…! Aż, choć wiem, że to złe, zrobiłam zdjęcia by pokazać rodzicom jak pięknie potrafi być w kościele. Kocham to siedzenie przy skromnie nakrytym stole, na którym stoją świeczki włożone w pomarańczę ozdobioną goździkami. Uwielbiam te śmiechy przy migających lampkach i to, że prezenty jakie sobie dajemy są symboliczne. Drobiazgi, do 30 zł max.
Wzrusza mnie widok rodzin gramolących się z samochodu. Mam, które starają się wyjść z auta z klasą i dzieci, które wyskakują nie mogąc się doczekać uścisków dziadków. I tatusiów, którzy nurkują do bagażnika wyciągając prezenty… .

Ale “pieprz rodzinę, zostań na święta sama!”

 

Pieprz rodzinę, zostań na Święta sama!

Wiecie co najbardziej lubię w Świętach? Tą ogromną ilość wzruszeń. Już dwa tygodnie przed wigilią puszczam kolędy, świąteczne piosenki i chłonę całą sobą świąteczną magię. Wzrusza mnie to. Naprawdę mnie wzrusza. To jest jedyny czas, kiedy można być dobrym, można mówić miłe rzeczy, i nie jest się odbieranym jak dziwak. Można sobie życzyć wszystkiego najlepszego, można życzyć spokojnych Świąt, co, tak naprawdę brzmi “spokojnych dwóch dni”.
Święta Bożego Narodzenia to takie święto dobrych ludzi.

 

Kiedy w zeszłym roku przez cały grudzień (łącznie z Wigilią, I i II Dniem Świąt) czytałam posty na facebookowych grupach bojkotujące święta – nie wiedziałam co myśleć. Czułam się bardzo zmieszana. Z jednej strony myślałam sobie, że to najwspanialszy okres w roku. Na ulicach i w sklepach słychać jak ludzie życzą sobie Wesołych Świąt, są dla siebie życzliwsi, hojniejsi – także w uśmiechach. A z drugiej strony… – oni. Z drugiej strony byli ci, co świąt nienawidzą.
Przez chwilę nie wiedziałam już czyje to są święta – tych co kochają, czy nienawidzą? Kto miał swoje pięć minut?

Facebook zalały kobiety narzekające na obowiązki domowe. Przeklinały, bo trzeba umyć okna i posprzątać chałupę.
Narzekały – na fałszywe uśmiechy i nieszczere życzenia składane podczas świątecznej kolacji.
Jedyne z czego się cieszyły i co wszystkim polecały, to spędzenie Świąt w samotności… – bez tej głupiej, pieprzonej, fałszywej i wścibskiej rodziny.
Przeglądając w Wigilię facebooka nie dało się nie zauważyć tego zgorzknienia i jadu jaki siedzi w ludziach. Kobietach.

 

Jak to możliwe, że tylu ludzi woli spędzić Święta samemu?

 

Wiecie nad czym się zastanawiam? Kiedy mama, tata, brat, siostra, babcia, dziadek – kiedy ci ludzie umrą – czy naprawdę nie ruszy ich to? Czy poczują ulgę? Czy tak bardzo ci ludzie nie lubią swojej rodziny, tak bardzo “pierdolą fałszywe rodzinne spotkania”, że nawet powieka im nie drgnie? Nie będą żałować, że w Święta woleli pluć jadem, strzelać focha, obrażać się i  psioczyć na nich na fejsie niż poświęcić im czas?

 

Kim trzeba być, aby nawet w Święta mieć serce czarne jak smoła? Pluć jadem i życzyć wszystkiego co… najgorsze?

Wiecie, ja też znam ludzi, z którymi nie chciałabym spędzać świąt. I nie dlatego, że ich nienawidzę. Ale znam (mam) inne osoby, które po prostu, zwyczajnie kocham. Ot, tak – kocham ich sobie. I z nimi chciałabym spędzić święta. Bardzo żałuję, że święta musimy dzielić na dwie rodziny – tą warszawską i tą śląską. Chciałabym byśmy spotykali się całą moją rodziną w jednym miejscu, ale wiem też, że tak się po prostu nie da – tym bardziej, że coraz więcej z nas tworzy swoje nowe rodziny.

Wiecie, ja mam ludzi, z którymi chciałabym spędzić święta. To nie są wszyscy ludzie, których znam. Ale są tacy, z którymi chciałabym spędzić święta, ten radosny, pełen miłości czas.
I tak zastanawiam się, kim trzeba być, aby nawet w Święta nie mieć z kim spędzić tego czasu – nie z musu, ale z chęci. Kim trzeba być aby większą radość sprawiała samotność? Kim trzeba być aby w święta być samemu? – z musu – okłamują się, że to wybór.

 

Nie wierzę, że w ten dzień, będąc samemu, pragnąć samotności, nie wzruszyłby dźwięk domofonu, dźwięk pukania do drzwi, nie wzruszyłyby słowa Wesołych Świąt osoby przekraczającej próg naszego mieszkania. Nie wierzę, że w Święta nikogo nie wzruszy dobrego słowo czy dźwięk łamiącego opłatka.
Nie wierzę.

 

Nikt w Święta nie chce być sam.

Więc zamiast pisać głupoty na fejsie, pisać “pieprz rodzinę, zostań na święta sama!” szalenie błagam Cię napisz “są święta… daj szansę im i sobie. spróbuj…”

Jak zapakować prezenty z korzyścią dla środowiska i portfela

Lubicie pakować prezenty i w ogóle dawać prezenty? Ja uwielbiam! Mam to chyba po moich rodzicach, którzy, odkąd pamiętam, zawsze jak skądś wracają przywożą prezenty. I to nie tylko dla mnie – dla rodziny, bliskich znajomych… .
Kiedy są czyjeś urodziny – nigdy nie wręczają jubilatowi prezentu od czapy. Zawsze są to przemyślane podarki, specjalnie pod tą osobę. A wszystko po to by sprawić prawdziwą przyjemność.

Ale nie tylko prezent jest ważny podczas jego wręczania. Ważny jest także sam moment wręczania, pierwsze wrażenie, kiedy spoglądamy na opakowanie. Cała ta otoczka, która sprawia, że ten prezent i ta chwila są wyjątkowe.

Tylko…

Jak zapakować prezenty z korzyścią dla środowiska i portfela

Odkąd pamiętam, u nas w rodzinie zawsze pakowało się prezenty w torebki, albo ozdobny papier. I nigdy po papierze się nie pisało, żeby mógł przydać się na następny rok. To nie wynikało ze skąpstwa rodziny, tylko z rozsądku. Zawsze powtarzali, że taki dobry papier, taka dobra torebka – szkoda wyrzucać.
Ale umówmy się – te rzeczy – nigdy nie były tanie. Mało tego, z roku na rok są coraz droższe!
Czy wiecie, że za rolkę papieru ozdobnego można zapłacić już ponad 5 zł ?!

Przygotowałam dla Was alternatywę – dużo tańszą i znacznie przyjaźniejszą środowisku.

Brązowy papier

Nasze prezenty zapakowałam w brązowy papier. Kupiliśmy jego dwa wielkie arkusze za około 2 zł. Papieru było tak dużo, że w część zapakowaliśmy prezenty i jeszcze mogliśmy owinąć nim doniczkę od choinki.

 

Flamastry

Do ozdobienia papieru użyliśmy flamastrów. Napisaliśmy na nich życzenia świąteczne i namalowaliśmy choinki, gwiazdki i prezenty. Nie ozdabialiśmy całego papieru, tylko frontową część.

 

Sznurek

Do zapakowania prezentu użyliśmy sznurka jutowego (lub, jak podają inne źródła – wędliniarskiego). Jedne prezenty zapakowaliśmy klasycznie, na krzyż, inne – poprzez kilkukrotne owinięcie prezentu.

 

Podczas takiego pakowania prezentu w ogóle nie potrzebowaliśmy taśmy przezroczystej! Te miejsca, które zazwyczaj skleja się taśmą (bardzo często dla zwykłej wygody podczas pakowania) obwiązaliśmy po prostu sznurkiem.

 

Może Wam się wydawać, że takie zapakowanie prezentu jest nieeleganckie. Ale wiecie co? Kiedy braliśmy ślub i robiłam zaproszenia ślubne – chciałam, aby wszystko wyglądało idealnie. Każde zaproszenie, każda personalizacja były wykonane na komputerze. Ale o jednym zaproszeniu zapomniałam… – to zaproszenie wypisałam ręcznie.
Nie wiem jak to się stało, całe szczęście osoba, której wręczaliśmy zaproszenie nie poczuła się w żaden sposób urażona, ale to właśnie wtedy zrozumiałam, że to te ręcznie pisane zaproszenia są najbardziej wyjątkowe.
Tak samo w podczas pakowania prezentów – to te opakowane ręcznie najbardziej chwytają za serce. Które, jak w przypadku prezentów wręczanych przez moich rodziców – szykowane są z myślą o konkretnym obdarowywanym.

 

Taśma klejąca jest tu tylko przykładem, ale wiecie co? Taśma jest wygodna – jak wiele rzeczy w dzisiejszych czasach. Przypomnijcie sobie czasy randkowania. Inaczej brzmi “odprowadzę cię do domu” a inaczej “zamówię ci taksówkę”, prawda? Taśma jest właśnie taką taksówką – taką wygodą pozbawioną czaru i romantyzmu. A spacer – to jest prezent pakowany jak pączki w ulubionej cukierni – w papier i sznurek. Prawdziwe pączki z nadzieniem różanym… . Jeszcze ciepłe… .

Magia tkwi w prostocie, nie uważacie?