Więcej niż się wydaje | Sum #11

W tym roku to chyba listopad był najdłuższym miesiącem w całym naszym roku! Tyle ile dobrego i złego wydarzyło się w ciągu tego miesiąca, nie wydarzyło się w żadnym innym. To był miesiąc nowości, strachu, prób, sukcesów i ani jednej porażki.

Więcej niż się wydaje | Sum #11

 

9 listopada

Tego dnia w końcu kupiłam lampkę nocną! Dawno z żadnego przedmiotu tak bardzo się nie cieszyłam, jak z tej małej lampeczki przyczepionej do nocnej szafeczki.
Nocna lampka rozwiązała nasze wieczorne sprzeczki – kto jest ostatni w łóżku i kto gasi światło :).

Tego dnia narodziła się też moja nowa tradycja – w każdą sobotę poranek zaczynamy od wspólnego oglądania detektywa Monka, a później ja oglądam “Pokochaj albo sprzedaj”.

Akurat tego dnia, przed Monkiem lecieli Flinstonowie 🙂

10 listopada

Dzień szaleństwo! Tego dnia miał premierę nasz ebook “Oszczędzaj dzięki uważności i życiu wolniej“. Ebook powstawał od lipca i w końcu po korekcie, grafice, składzie – miał swoją premierę.
Jestem szalenie dumna! Nie ma nic wspanialszego niż próbowanie! Niż pokazanie sobie, że jestem w stanie.

11 listopada 

Tego dnia wybraliśmy się spontanicznie na wieś. Jak staliśmy, tak wybiegliśmy z domu na działkę. Niby to był tylko jeden dzień, niby tylko kilka godzin… ale możliwość obcowania z naturą, z tym spokojem jaki tam mamy – jest bezcenny i wart każdej minuty.

12 listopada 

Obudziłam się do pracy o 3:50. Bez dwóch zdań pobiłam swój własny rekord i w pracy byłam już o 4 rano…
To był taki eksperyment, byłam ciekawa czy uda mi się przed 5 być w pracy. Udało się, ale więcej nie będę tego powtarzać. Później byłam dętka.

13 listopada

Dostałam mega wsparcie w związku z prowadzeniem bloga. Usłyszałam dużo cennych rad, które już zaczęłam wcielać w życie. Nie do końca umiem jeszcze wszystko zgrać, połączyć, odnaleźć się w swoich planach, ale i tak się bardzo cieszę.

14 listopada

Dzień premiery świeczek do boxów świątecznych! Wszystkie słoiczki były już gotowe, przyszedł jeszcze tylko czas na wydrukowanie etykietek.
Ze wszystkich produktów w naszym sklepie z tego jestem najbardziej zadowolona. Jest ekologicznie, przyjaźnie dla środowiska i człowieka, naturalnie i szalenie pachnąco!
Jestem w tych świeczkach zakochana do szaleństwa i tą jedną prawie prawie cały czas, a ona wciąż i wciąż mnie zachwyca swoim wyglądem i aromatem.

15 listopada

Dzień figielek. Wszystko co zaplanowałam – legło w gruzach. Ani nie poszłam na bazarek po włoszczyznę i dynię, ani nie wydrukowałam etykietek na świeczki, ani nie poszłam na kolację z mamą. Mimo wszystko – dzień był bardzo udany, choć na opak.

16 listopada

Dzień wariata. Pies chory, mąż chory, dom na mojej głowie. Całe szczęście nim Dawida zmogło do reszty, zdążył wstawić rosół. Do trzeciej w nocy co godzinę biegałam z psem na spacer… W pewnym momencie już przestałam się nawet denerwować.

17 listopada 

Anomalia pogodowa. Balkon otwarty pół dnia, w głośnikach Sade, w powietrzu zapach naszych wosków. Spokój, błogość – coś co kocham najbardzej. Nawet bieganie z psem na spacer co godzinę jest wtedy jakieś przyjemniejsze…

18 listopada

Dawid podszedł do mnie i przytulił mnie bardzo, bardzo mocno. To było inne przytulenie niż zawsze. Było pełne miłości i przede wszystkim wdzięczności.
Doceniamy siebie.

19 listopada 

Odebrałam etykietki na świeczki!! Można ruszać ze sprzedażą boxów świątecznych!
Wyszły piękniej niż przypuszczałam, i całe szczęście zrezygnowałam z czarnej ramki dookoła etykietki.

20 listopada 

Spadek formy, stres bo przede mną bardzo ciężkie dwa dni w pracy! Szykuje nam się kontrola…

21 listopada

Kontrola przeszła bezbłędnie! Jeden sukces za mną!
Tego dnia przekonałam się, że nie da się ładnie pisać pisząc w łóżku.
Przekonałam się też, że jeśli tylko powstrzymamy się od negatywnych słów, cały dzień będzie po prostu wspaniały! Nawet kiedy mamy gorszy dzień, warto zachować go dla siebie. Mój gorszy dzień nie powinien mieć złego wpływu na innych.

22 listopada

Kolejna kontrola i kolejny sukces! Można odetchnąć z ulgą i spokojnie zacząć weekend.
A przynajmniej tak myślałam do czasu – aż Czarek nam nie zemdlał na dworzu… Dziś zaczęliśmy “przygodę” z kardiologiem. I dopiero zaczęły nam się kłopoty…

23 listopada

Po raz kolejny uśmiechnęłam się do siebie, gdy okazało się, że Dawid jest moim głosem rozsądku. My już tacy jesteśmy – kiedy jedno panikuje, denerwuje się, drugie uspokaja je i mówi, że nie warto. I ma rację. Nie ma sensu denerwować się na coś, na co i tak nie mamy wpływu.

24 listopada

Psikus! Okazało się, że kartony, które kupiłam są za małe na boxy świąteczne. Musiałam na cito szukać większych!
Jak ja mogłam to przeoczyć? Nie mam zielonego pojęcia.

25 listopada

Przypomniałam sobie co świadczy o wartości drugiego człowieka. To był dzień, w którym wertowałam w swojej głowie wszystkie lekcje, jakie dostałam od moich rodziców. Wszystkie zasady, które próbowali mi wpoić. I z radością stwierdzam – że przekazali mi wspaniałe wartości!
Chyba pierwszy raz od baaardzo dawna poczułam, że straciłam do kogoś szacunek. Bardzo przykre uczucie. Ale rozczarowania nigdy nie są przyjemne… tym bardziej gdy próbujesz w każdym człowieku widzieć coś dobrego – nawet gdy jest zły.

26 listopada  

Byłam z Czarkiem u weterynarza. To był jakiś cyrk! W gabinecie był właśnie kastrowany kot. Czarek tak wariował na jego zapach, że myślałam, że padnie tam! Nie miało dla niego nawet znaczenia to, że razem z nami w poczekalni jest inny kot i pies.
Przerażenie z rozbawieniem! Ale gdy adrenalina już Czarkowi puściła… – powrót do domu nie był już tak zabawny.

27 listopada

Zrobiłam zupę z dyni pierwszy raz! Jestem z siebie dumna! Zauważyłam, że sprawia mi przyjemność robienie rzeczy samej. Coraz częściej ciągnie mnie do rzeczy pierwotnych, do gotowania prostych dań z produktów z własnego ogródka.
Człowiek powinien być samowystarczalny. Niech pomocny będzie drugi człowiek, a nie technologia.

28 listopada

Czarek znów zemdlał na spacerze. I muszę przyznać – jestem szalenie pozytywnie zaskoczona reakcją obcych ludzi. Gdy mijali mnie chłopcy z podstawówki, powiedzieli, że bardzo im przykro i współczują mi chorego pieska. To było wzruszające. Nie przeszli obojętnie.
Pani w wieku około 40 lat zatrzymała się z niepokojem koło nas i pytała jak może nam (mi i Czarkowi) pomóc. Nie odjechała samochodem, dopóki Czarek nie podniósł się z chodnika.

29 listopada

Odebrałam kartony na wysyłkę boxów i wzięłam się za ich pakowanie. Kupiłam przy okazji kartony na same świeczki (!) które w sprzedaży będą od połowy grudnia – tak na wszelki wypadek… .
Byłam też na genialnych warsztatach z marką Wosh Wosh, w której dowiedziałam się szalenie ciekawych rzeczy o produkcji i pielęgnacji obuwia! Nie przypuszczałam, że but może wymagać kremu nawilżającego!
Na wydarzeniu robiłam też swoją woskowilijkę dzięki Julii z Na nowo śmieci. W końcu miałyśmy przyjemność poznać się na żywo i wymienić uściskami. Kupiłam też Julii książkę w przedpremierze. Ach, nie mogę się jej doczekać!

30 listopada

Po raz kolejny zaskoczyli mnie ludzie reakcją na Czarka. Za pierwszym razem Czarek zmęczył się na przejściu dla pieszych. Musiałam z nim tak stać na środku ulicy i czekać, aż złapie oddech. W tym czasie mijał nas samochód – żadnego trąbienia, żadnego komentarza w naszą stronę.
Wieczorem Czarek zemdlał na chodniku. Jakie było moje zdziwienie, kiedy mijający nas samochód zatrzymał się i wyskoczył z niego młody chłopak pytając czy nie potrzebuję pomocy.
Ludzie reagują!
Może to w Internecie jesteśmy tak toksyczni, tak hejtujemy, a kiedy już widzimy drugiego człowieka, kiedy widzimy, że ktoś potrzebuje pomocy, że jest słabszy – to pomagamy. Nie śmiejemy się, nie drwimy. Może właśnie o to chodzi? Może powinniśmy częściej wychodzić do ludzi, niż tylko z nimi pisać…
Dziś byliśmy też na Starówce na spacerze. Wiecie czym pachnie Stare miasto? Cukrem z grzanego wina. To już czuć po prostu sam lepki cukier.

 

Dotrwaliści do końca? 🙂

W listopadzie kupiłam sobie mini planer pełen czasu z kolekcji glamour. Postanowiłam, że będę w kilku zdaniach streszczać każdy dzień. Kiedy wcześniej zapisywałam po jednej najważniejszej rzeczy z danego miesiąca, okazało się, że tak naprawdę w naszym życiu, w tej naszej szarej codzienności, tym praca-dom, dzieje się tak dużo, że nie jesteśmy w stanie sobie tego wszystkiego przypomnieć. Wydaje nam się, że nic się nie dzieje, kiedy tak naprawdę dzieje się mnóstwo fantastycznych rzeczy!
I zaczęłam tak opisywać każdy dzień, tak jak Wam teraz.

I wiecie co? Szalenie Wam polecam!
W swoimi mini pamiętniku staram się pisać głównie pozytywne rzeczy, ale wiadomo, w naszym życiu nie zawsze jest wspaniale. Czasem łapiemy dół, czasem ktoś nam sprawi przykrość… Ale warto skupiać się na tym co dobre i te rzeczy pamiętać. Wtedy okazuje się, że nasze życie jest dużo lepsze niż nam się wydawało!

Często mówimy, że trzeba żyć tym co jest tu i teraz. I to prawda. Należy czerpać radość z chwili obecnej, cieszyć się z tego co mamy, co jest, co nas łączy. Ale przeszłość jednak jest częścią nas i warto o niej pamiętać – zwłaszcza, gdy tak trudno jest nam cieszyć się akurat z tego co tu i teraz..

(Visited 81 times, 1 visits today)