Któregoś razu usłyszałam o czymś takim, już Wam kiedyś o tym wspominałam, jak słówko roku. Nie wdając się nazbyt w szczegóły, chodzi o słowo, które ma nakreślić sens, znaczenie naszego roku, być takim drogowskazem na najbliższe 365 dni.
To “słówko roku” ciągle gdzieś przemyka po mojej głowie, choć raczej w kontekście przeszłości niż teraźniejszości, o przyszłości nie wspominając.
Staram się poukładać w mojej głowie to co zrobiłam, co jest dla mnie ważne, czym się w życiu kieruje i tak zaglądając w głąb siebie, analizując podjęte decyzje, obrane drogi zdałam sobie sprawę, że moje wszystkie wybory definiuje jedno słowo. 

Jedno słowo które definiuje wszystkie moje wybory

Zastanawiałyście się kiedyś jakie jest najgorsze uczucie na świecie?

Czy to samotność? Nie… – wszak samotność nie jest przyjemna, ale na pewno są gorsze uczucia od samotności. Samotność łatwo też na chwilę “wyciszyć”, zagłuszyć ją spotkaniem z przyjacielem, skupiając się na sobie albo przygarniając zwierzę, którego czysta miłość nie odstępuję cię o krok.

A może bezradność? Czy jest coś gorszego od niemocy? Od rozłożonych rąk? Od widoku cierpienia, na które nie mamy wpływu? Od rwącego, drącego się w niebogłosy serca, które tak bardzo chciałoby pomóc lecz nie może, nie ma jak…?
Bezradność jest straszna.
Bezradność boli.
Ale bezradność mija i ból po niej też. 

A może to strach jest najgorszym uczuciem? Strach, który powoduje kołatanie serca, spędza sen z powiek, wstrzymuje oddech, napina mięśnie do walki jednocześnie tak bardzo osłabiając nasze ciało?

Kiedy zaczęłam zastanawiać się nad tym jak postępuję, jakie decyzje podejmuję, do czego jestem zdolna – zdałam sobie sprawę, że każde moje działanie podporządkowane jest jednemu słowu: poczuciu bezpiczeństwa. 

Wszystko co robię, każda decyzja, która podejmuję – podszyta jest poczuciem bezpieczeństwa. 

Związek

Są dwie takie sytuacje, w których jestem w stanie odejść od mojego męża bez mrugnięcia okiem. Jedną z takich sytuacji jest przemoc.
Stosowanie przemocy wobec mnie lub naszego psa jest czymś, co wylewa kubeł zimnej wody na całe moje ciało. Coś, czego nie jestem w stanie tolerować, znieść, zrozumieć.
Zaburzone moje poczucie bezpieczeństwa. Zaburzone moje poczucie bezpieczeństwa w domu, który ma mnie chronić przed złem tego świata.
Dom jest dla mnie tym miejscem, w którym wszystkie mięśnie mogą puścić po przekroczeniu progu drzwi.
Dom jest tym miejscem, w którym nie powinniśmy się bać. A już na pewno – nie powinniśmy się bać drugiego domownika…

Finanse

Pamiętam ten czas tuż po przeprowadzce na swoje – w pełni samodzielne utrzymywanie się, samodzielne opłacanie mieszkania, życia, przyjemności. Odpowiadanie na pytanie “czy nas na to stać” i ciągłe zaglądanie na konto bankowe czy wystarczy nam pieniędzy do pierwszego.
Pamiętam ten strach czy damy radę i czy nie będziemy musieli opuścić naszego mieszkania. 

Pamiętam to szukanie odpowiedzi, sposobów gdzie możemy zaoszczędzić, jak, jakim cudem, na czym?! 

I nie mogę wyjść z wrażenia, z tej przeogromnej dumy, że udało nam się zamknąć ten rozdział życia. Nie mogę przestać się uśmiechać na samą myśl, że dziś – nawet nie muszę zerkać na saldo konta bo wiem, że tam są pieniądze, wiem, że mnie stać, że na pewno nie zabraknie mi pieniędzy jak będę stać przy kasie z zakupami.
Z takiego dołka finansowego wyszliśmy po niecałych dwóch latach.
I chyba nie ma rzeczy, która bardziej zdjęłaby mi kamień z serca i sprawiła, że mogę spokojnie oddychać. 

Ryzyko

Czy jestem ryzykantką? Zdecydowanie nie. Na tyle na ile to możliwe staram się nie kusić losu. Już od czasów wczesnoszkolnych odmawiałam ćwiczeń na WF-ie, które, w moim odczuciu, były niebezpieczne i mogły spowodować moje kalectwo. Odmawiałam stania na rękach, na głowie, do dziś nie umiem też pływać. 
Staram się podejmować decyzje rozsądne. Rozważyć każde za i przeciw, i wybrać najbezpieczniejszy wariant mając z tyłu głowy “co a jeśli się nie uda…”
Co jeśli wezmę kredyt i nie dam rady go spłacić? Może trzeba cieszyć się tym co się ma i skupiać na tym na co nas stać?
Co jeśli zacznę wyprzedzać i się nie zmieszczę? Może jednak lepiej jechać spokojnie i się nie spieszyć?
A co jeśli pójdę pieszo… ? Może jednak lepiej zamówić ubera albo poprosić kogoś aby po mnie przyjechał?
Bo jeśli się nie uda, jeśli powinie się noga, jeśli coś się stanie – to chcę być na to przygotowana i mieć plan B. Plan, który nie zaburzy mojego życia i poczucia spokoju. 
Bo spokój to jest to, co cenię sobie ponad wszystko.

A bez bezpieczeństwa – nie ma spokoju.

Ps. 
Widzieliście kiedyś oczy pełne strachu? Oczy przerażonej kobiety, dziecka, psa? Szukania pomocy w oczach drugiej osoby? 
Nigdy więcej nie chcę widzieć tych oczu…

SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS?

SKOMENTUJ GO I UDOSTĘPNIJ
pokaż innym co jest dla Ciebie ważne