“Zimowa depresja” – skąd się wzięła i jak sobie pomóc?

„Dopiero w samym środku zimy przekonałem się, że noszę w sobie niepokonane lato”.

Albert Camus

Grudzień. O godzinie dziewiątej, o której normalnie powinno być widać słońce – za oknem jest ciemno, szaro, pada deszcz…  Zamiast czuć energię do działania, czujemy, jak powoli znika nasz dobry nastrój, mamy coraz mniej energii i mniejszą chęć na jakiekolwiek aktywności.

Gdy taki stan trwa dwa, trzy dni, a potem wracamy do siebie – możemy powiedzieć, że jest to całkiem normalny stan, spowodowany mniejszą ekspozycją na słońce. Jednak gdy utrzymuje się dłużej, a do tego dochodzą takie uczucia jak apatyczność, zaburzenia snu, niechęć do kontaktu z bliskimi – wtedy możemy już podejrzewać SAD, czyli sezonową chorobę afektywną zwaną również zimową depresją.

Co jest jej przyczyną?

SAD – z angielskiego “smutny”. Choroba pierwszy raz zidentyfikowana w 1984 roku przez brytyjskiego psychiatrę, dr. Normana E. Rosenthala jako cykliczna depresja zbieżna z porami roku, zazwyczaj osiągająca swoje apogeum w środku zimy.

Odpowiedź jest bardzo prosta i oczywista. A żeby tego było mało, lekarstwo, na depresję zimową, każdy z nas ma pod ręką.

Najprościej mówiąc – sezonowa depresja bierze się z braku słońca. A dokładniej – z konsekwencji jego braku!

Poziom melatoniny (hormonu snu) regulowany jest przez światło. Gdy jej brakuje, obszar w naszym mózgu zwany szyszynką sprawia, że wytwarzamy więcej melatoniny – przez co czujemy się znużeni, zmęczeni, senni… stajemy się apatyczni, ociężali.

Światło, które do nas dociera ma też niebagatelny wpływ na nasze samopoczucie i dobry nastrój.

ego ilość wpływa również na stężenie serotoniny (hormonu szczęścia) w naszym organizmie. A małe stężenie serotoniny oznacza nic innego jak smutek, który, jeśli trwa długo, może prowadzić do chandry braku chęci na jakąkolwiek aktywność.

Ciekawostka!

W czasie zimy, gdy jest pochmurno, natężenie światła będzie aż sto razy mniejsze niż latem w czasie słonecznego dnia i aż trzy razy mniejsze niż na wiosnę. To robi różnicę!

Jak pomóc sobie w czasie zimowej depresji?

Przede wszystkim łap każdy promień słońca! Wychodź na spacery niezależnie od pogody! I czerp ze świeżego powietrza jak najwięcej radości!

Z początku nie będziesz miała na to najmniejszej ochoty. Ale uwierz mi, nawet kilka minut na świeżym powietrzu, pod gołym niebiem – jest w stanie zrobić cuda!

Ciekawostka!

Czy wiesz, że okna, zwłaszcza te brudne (!) są w stanie pochłonąć od 40 do 70% promieni słonecznych?

Można też zaopatrzyć się w lampy przeciwdepresyjne, których naświetlanie jest bezpieczne i wspiera docieranie odpowiedniej ilości stężenia światła do naszych oczu.

Warto też znaleźć swój rodzaj aktywności fizycznej! Poczucie sprawczości, widoczne efekty i serotonina, która wydziela się w czasie ćwiczeń sprawia, że od razu czujemy się lepiej!

Co może być tą aktywnością? Regularne ćwiczenia we własnym domu (ja ćwiczę codziennie rano, tuż po powrocie z porannego spaceru z psem), zajęcia taneczne, pływanie, spacery z rodziną lub zwierzakami w pobliskim lesie lub parku…

Cokolwiek, co przynosi Ci radość – jest dobrym wyborem! 

Co jeszcze możesz zrobić dla siebie, gdy czujesz pogarszający się nastrój?

Dużo mogą zmienić codzienne rytuały. Małe rzeczy, które pozwolą Ci na chwilę zatrzymać się, odpuścić, wyciszyć.

To może być wypicie kawy w ciszy – bez telewizji, radia, kolegów w pracy.
To może być ograniczenie bodźców. Wyłączenie telewizora na rzecz radia. Nie rozprasza ani nie absorbuje Cię wtedy migoczący ekran.

To może być samodzielne przygotowanie zimowej herbaty! Dodanie do niej pomarańczy, imbiru i miodu – coś, czego w ciągu lata nie pijemy.

To może być także otulenie się leśnym zapachem. Na pewno słyszałaś o lasoterapii. 

Czy wiesz, że…

badania pokazują, że wystarczy przez 30 minut otaczać się naturalnymi olejkami leśnymi, aby nasz mózg zaczął odczuwać dokładnie te same emocje, których doznajemy będąc fizycznie na spacerze w lesie?

Aby zwiększyć ten efekt, należy zamknąć oczy i skupić się na odczuwaniu zapachów.

64,00 

7 w magazynie

A jeśli spojrzymy na zimę z oczami naszych przodków, zauważymy, że zima to czas spokojnego, powolnego odradzania.

To czas, w którym zakończyliśmy już prace na dworze, w polu i nareszcie możemy odpocząć. Poświęcić czas sobie, swoim bliskim, zajrzeć w głąb siebie i zastanowić się – jaki ma być ten przyszły rok? Czego od niego oczekujemy? 

Zima to czas wzrastania naszych pomysłów, marzeń i planów.

Znajdź bezpieczne miejsce w swoim domu i zastanów się za co jesteś wdzięczna. Co Ci się udało? Z czego jesteś duma? I co musiałoby się wydarzyć, abyś w przyszłym roku chciała otworzyć szampana!

A jeśli chcesz pamiętać o tym, co dla Ciebie ważne, o chwilach dla siebie i ze sobą to zapraszam Cię po piękną przypominajkę, Twój Manifest życia wolniej

 

25 w magazynie

Zima jest pięknym i bardzo potrzebnym czasem, jeśli tylko będziemy pamiętać – dlaczego tak ważna jest w naszym życiu. W naszej drodze w głąb siebie.

 I choć może to być utrudnione, gdy za oknem brak upragnionego światła, to jednak z odpowiednim nastawieniem, wsparciem i przypominajką – ten okres roku może być bardzo piękny dla każdej z nas.

Ściskam Cię mocno
Asia

Cześć, jestem Asia

Jestem autorką bloga wolno wolniej. Mam nadzieję, że ten post zainspirował Cię do zwolnienia tempa, zatrzymania się i spokojniejszego życia.

A jeśli Ci się spodobał – skomentuj go i udostępnij w swoich social mediach.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wszystkie kategorie bloga

MNIEJ STRESU

WIĘCEJ SPOKOJU

LEPSZE RELACJE

DOBRA ORGANIZACJA

WOLNOWOLNIEJ