Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Trzydzieści dni to dużo czy mało? Za każdym razem, kiedy przychodzi koniec miesiąca, kiedy piszę podsumowanie śmieję się z absurdu miesiąca.
Trzydzieści dni – przecież to tak niewiele, tak mało. Jeden miesiąc. Jeden miesiąc, kiedy Ty żyjesz już tych miesięcy kilka. Litości, przecież nie będziemy mówić ile!
Trzydzieści dni… – niby tak dużo, niby tyle się wtedy dzieje, a tak naprawdę i tak najważniejszy jest ten jeden dzień z trzydziestu dni.

Podsumowanie marca

Marzec był dziwnym miesiącem pod każdym względem. Gdybym miała rozłożyć go na czynniki pierwsze, na dom, pracę i codzienność, w każdej z tych kategorii znalazłabym coś dziwnego. Coś nowego, nietypowego, zbyt szybkiego, zbyt chaotycznego, aby móc się nad tym zastanowić i zareagować tak jak trzeba, powoli, z rozwagą.

Śmieję się, kiedy piszę to podsumowanie miesiąca, bo czasem nieprawdopodobne jest dla mnie jak wiele potrafi wydarzyć się w jedne miesiąc, i jak wszystko potrafi wydarzyć się raptem w jeden dzień.

Marzec, mogłabym streścić właśnie w jednym dniu. W jednym weekendzie – tym ostatnim…

Czasem słyszę teksty, rady, ba, sama takich udzielałam chociażby sobie – że powinno dać się czas. Powinno się dać tydzień, dwa tygodnie na przemyślenie spraw. Tydzień lub dwa – szmat czasu!
Człowiek myśli sobie wtedy, że te dwa tygodnie to tak niewiele, a wtedy człowiek w jeden dzień podejmuje decyzję, że to koniec, czas na rozstanie.

Bawi mnie ten absurd czasu. Dajemy dwa tygodnie, a całe nasze życie potrafi zmienić się raptem w jedne dzień.

Mój marzec natomiast, nabrał sensu w ostatni weekend miesiąca, kiedy wyjechaliśmy na wieś.

Ach, to właśnie wtedy świeciło słońce, i choć dopadło mnie przeziębienie – nie mogłam odmówić sobie przyjemności z wylegiwania się na fotelu, na samym środku ogródka. Nie mogłam odmówić sobie wystawienia twarzy ku słońcu, i ku mojemu zdziwieniu okazało się, że brzozy puszczają już sok!

W ostatni weekend marca, pierwszy raz od dawien dawna, usiedliśmy na huśtawce i rozmawialiśmy. Tak na luzie, beztrosko, poświęcając sobie czas i jedną nogą odpychając się od ziemi.

I wiecie co? Dawid naprawił stare WIGRY 3 mojego dziadka! Jazda na tym rowerze, i cała ta otoczka, która towarzyszyła mi w czasie jazdy na nim, biegania za Dawidem i ścigania się z naszymi psami – to wszystko sprawiło, że czułam się jakbym grała w filmie z dawnych lat! Czułam się tak bardzo beztrosko, tak bardzo wolna, szczęśliwa…!
To był najlepszy w tym miesiącu czas!

W marcu zdałam sobie sprawę, że trudno jest zachować równowagę, jeśli nie zmienia się otoczenia. Można mieszkać najpiękniej na świecie, można chodzić do pracy i wracać do domu każdego dnia, można mieć swoje sprawy i wspólne pasje – ale jeśli raz na jakiś czas nie zmieni się otoczenia – trudno jest zachować równowagę. Bo w innym miejscu do głowy przychodzą inne myśli. Inne sprawy stają się ważne, i inne przedmioty przestają mieć znaczenie. A ciężko jest o zmianę, kiedy nic się nie zmienia.

I żeby nie przeciągać tego postu w nieskończoność, nie wodzić Was za słowo i nos, powiem Wam wprost – nawet najlepsze małżeństwo posypie się, jeśli nie dopuści się do niego tlenu.

Dom jest tym miejscem, do którego codziennie wracamy, lub, w gorszym przypadku, w którym non stop jesteśmy razem. Dom jest tym miejscem, w którym kumulują się dobre i złe emocje, i nie mają tu znaczenia nasze intencje, co byśmy chcieli. To miejsce, w którym przeplatają się radości ze zmartwieniami i głośne śmiechy z wrzaskami.
Dlatego tak ważne jest, żeby raz na jakiś czas zostawić dom samemu sobie i pozwolić mu na oczyszczenie ścian, tak samo jak ważne jest oczyszczenie naszych myśli z żalów i pozwolenie sobie na uwolnienie uczucia, emocji, które w nas drzemią.

W marcu zrozumiałam jedno – każdy z nas potrzebuje wolności. A nawet najpiękniejszy dom ma ściany, którego go ograniczają.

A Wam co przyniósł marzec? Zmienił coś w Waszym życiu?

SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS?

SKOMENTUJ GO I UDOSTĘPNIJ
pokaż innym co jest dla Ciebie ważne

podobał Ci się ten post?

skomentuj go i puść dalej w świat!

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Dwa lata temu, moja mama pierwszy raz dała mi kilka doniczek z pomidorkami koktajlowymi. Powiedziała mi wtedy: jak się przyjmą, to będziesz miała pomidorki, a jak się nie przyjmą - to wyrzucisz, co ci szkodzi wziąć? Uśmiałam się, ale moja mama ma właśnie takie...

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu? Zdarzyło Wam się kiedyś wyjść z siebie, wpaść w złość, furię, bo miałyście dość udawania? Dość spełniania oczekiwań, grania roli w jaką wpadłyście? Roli, którą same stworzyłyście?  Czy bycie sobą, życie po swojemu możemy nazwać...

Jedno słowo, które definiuje wszystkie moje wybory

Jedno słowo, które definiuje wszystkie moje wybory

Któregoś razu usłyszałam o czymś takim, już Wam kiedyś o tym wspominałam, jak słówko roku. Nie wdając się nazbyt w szczegóły, chodzi o słowo, które ma nakreślić sens, znaczenie naszego roku, być takim drogowskazem na najbliższe 365 dni. To “słówko roku” ciągle gdzieś...

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Odbierz prezent

Darmowy e-book: Miniporadnik jak żyć wolniej na co dzień