Wszystko byłoby inne, gdybyś…

Wiele lat temu, kiedy jeszcze każdego dnia dzieliło nas z Dawidem trzysta kilometrów, kiedy dzieliliśmy życie na Zabrze i Warszawę osobno, nie razem, okazało się, że czas drogi do domu każde z nas przeżywało inaczej. To, co dla jednego było pełne miłości i bólu rozłąki przeplatanego ogromnym szczęściem rozrywającym serce przez tych kilka dni, dla drugiego było pękniętym sercem, smutkiem obawą co dalej, jak tak długo można… .

Dopiero po latach, po wspólnym zamieszkaniu, po czasie pełnym niepewności i strachu zobaczyliśmy, jak bardzo odmiennie potrafimy przeżywać ten sam czas, odbierać te same słowa… .

Wszystko byłoby inne, gdybyś…

Wiele lat temu, kiedy jeszcze każdego dnia dzieliło nas z Dawidem trzysta kilometrów, kiedy dzieliliśmy życie na Zabrze i Warszawę osobno, nie razem, często mówiliśmy o sobie miejscowościami. Mówiliśmy “Zabrze do mnie przyjeżdża”, “idę z Warszawą do centrum”. Nazwy naszych miast brzmiały dla nas szalenie wyjątkowo! Brzmiały jak cały świat. Jak coś ukochanego. I jakie było moje zdziwienie, kiedy po wielu latach dowiedziałam się, że za każdym razem, kiedy Dawid do mnie jechał – słuchał Lady Punk “stacja Warszawa”. I kiedy ja z całego serca wierzyłam, że nam się uda, damy radę, bo “jeśli miłość coś znaczy to musi dać znak” on z niepokojem słyszał “zniknie Warszawa tak jawa jak sen, życie to nie zabawa…”.

Ale jedno wiedzieliśmy oboje: wszystko byłoby inne – gdybyś tu była – ja wiem…. .

 

Dziś mieszkamy razem. To niesamowite, ale dziś mieszkamy razem! Razem!
Po wielu trudnych, ciężkich latach – udało się! W końcu mieszkamy razem i nie dzielą nas już żadne kilometry!
Jestem tu. Jesteśmy.
Jesteśmy tu razem.

 

Dziś mieszkamy razem.
Jesteśmy na wyciągnięcie ręki, na głośniejszy ton głosu.  Przez osiem godzin dzieli nas pół godziny drogi od siebie, które każdego dnia wieńczymy wspólną kawą w naszym mieszkaniu. Jako mąż i żona.
Kosmos!

Dziś mieszkamy razem.
Jesteśmy tu. Pokonaliśmy wiele przeszkód, przegnaliśmy wątpliwości, strach i złe wróżby. Daliśmy radę najgorszym przeciwnościom lasu i ludziom. Kiedy dzieliło nas trzysta kilometrów – ufaliśmy sobie bez granic. Kochaliśmy się. Wierzyliśmy.
Nawet kiedy milczeliśmy – w głębi serca my wiedzieliśmy.

Dziś mieszkamy razem.
Jesteśmy na wyciągnięcie ręki, na głośniejszy ton głosu. Daliśmy radę, kiedy było najgorzej, najtrudniej.
Dlaczego teraz miałoby być inaczej? Dlaczego teraz mielibyśmy się kłócić? Robić sobie na złość?

 

Czasem słyszę jak ludzie mówią, że nie warto wchodzić w związki na odległość. Wróżą z powietrza zdrady, kłamstwa, cierpienie.
A tym czasem, coraz częściej słyszę o nieszczęśliwych małżeństwach. O niedocenianiu. O krzywdzie. Biciu. Poniżaniu.
Przemocy… .

 

* * *

 

 

Czasem zastanawiam się nad sekretami naszego małżeństwa. Nad złotymi radami jakie mogłabym dać.
I dziś tak sobie myślę, że jedną z takich moich złotych myśli byłoby “jesteśmy tu”.
Dziś możemy porozmawiać ze sobą siedząc na dwóch końcach łóżka, ale jednak przy sobie. Możemy przytulić się, kiedy nam ciężko, dotknąć się, przyłożyć rękę, objąć, złapać za paluszek i posmerać po nóżce, kiedy widzimy, że gdzieś między sercem a rozumiem rozsypujemy się, ale jeszcze nie umiemy obrać tego w słowa, zdefiniować uczuć, emocji, i nie muszą one wcale nawiązywać do związku, a po porostu – do życia.

 

Kiedy jesteśmy przy sobie, po prostu, wszystko jest inne (…) nie tak trudne i dziwne. 

(Visited 1 times, 1 visits today)