Work life banalce – 6 czynności, które pozwalają mi zachować równowagę między pracą a życiem

Myślicie, że work life balance to ściema? Że coś takiego jak zachowanie równowagi między pracą a życiem prywatnym to mit?
Niedawno, na jednym z dość dużych blogów, przeczytałam właśnie takie zdanie. Autor uważał, że nie ma czegoś takiego jak zachowanie równowagi między pracą na etacie, a życiem domowym. Uważał, że osiągnięcie takiego stanu jest niemożliwe, a próba dążenia do niego – tylko nas bardziej męczy.
Czy to znaczy, że dla wspomnianego mężczyzny praca jest całym życiem?
Nie wiem. 

Wiem natomiast, że ja nie wyobrażam sobie mojej codzienności bez rytuałów, które pozwalają mi zostawić pracę etatową za drzwiami mieszkania…

6 czynności, które pozwalają mi zachować równowagę między pracą a życiem

Czas po pracy jest dla mnie świętością. Te pierwsze minuty po przekroczeniu progu mieszkania są dla mnie wręcz decydujące o tym, czy resztę dnia będę miała udaną, czy nie. Są jak wyraźna granica, która oddziela obowiązki etatu od mojego życia.
Bo moje życie – to czas, w którym mogę się spełniać, realizować, rozwijać się w rzeczach, które mnie odprężają, sprawiają mi radość. Moje życie to czas spędzony z rodziną, z mężem. To chwile, które chcę przeżyć w szczęściu i spokoju.
Moje życie to czas, w którym chcę doświadczać. 

Jednak zmiana stanu umysłu z intensywnego myślenia na doświadczanie – wymaga odrobiny czasu. Wymaga rytuałów, które wprowadzą nas w nowy stan. 

Spacer

Choć nie lubię zimna ani deszczu, lubię ten rytuał, którym jest wyjście z psem po przyjściu do domu. Świadomie używam tu słowa “rytuał” a nie “obowiązek”, bo popołudnowy spacer właśnie taki jest – jest rytuałem, który pozwala mi się odprężyć. Wolno, krok za krokiem przemierzam z owczarkiem uliczki wokół bloku, ciesząc się naturą, zapachem pór roku i jednostajnym szczekaniem psa, z którego, jak ze zdartej płyty, wydobywa się jeden dźwięk.
I ta radość w oczach. Wolność…
Jest to dla mnie jedna z ważniejszych czynności w ciągu dnia. Chwila, w której mogę obcować z przyrodą, a nie betonowymi ścianami.

Cisza

Po przyjściu do domu nie włączam żadnych dźwięków. Nie włączam telewizora ani muzyki. Odcinam się od bodźców, hałasu, gwaru, który mam przez osiem godzin etatowych.
Będąc w domu pozwalam sobie na odprężenie i wyciszenie umysłu.
Dom jest dla mnie tym miejscem w pędzącym świecie, w którym mogę uspokoić myśli. W moim domu nie ma miejsca na agresję, krzyki, problemy.
Odprężenie – najważniejsza cecha domu, zaraz po bezpieczeństwie.

Kawa

Po przyjściu do domu włączam ekspres i parzę sobie kawę. Nie dlatego, że potrzebuję się rozbudzić czy potrzebuję energii. Parzę jedną ze słabszych kaw, na jaką pozwala mi ekspres.
Kiedy byłam nastolatką, mój mąż uczył mnie picia kawy. To on zaszczepił we mnie rytuał parzenia kawy po porannym przebudzeniu i po popołudniowej drzemce. To on pokazał mi, że moment z kawą, to jest chwila dla siebie i swoich myśli.
Chwila, w której nie rozmawiamy o niczym złym…

Ogarnianie

Po przyjściu do domu daję sobie 5 minut na szybkie ogarnięcie mieszkania. Na wyniesienie piżamy do sypialni, pochowanie naczyń do zmywarki lub schowanie czystych kubków i talerzy do szafki.
To czas na wprowadzenie harmonii do mieszkania i na podlanie roślin. Przetarcie kurzu i sierści ze stolika kawowego.
To nieprawda, że czyste domy mają tylko nudne kobiety.
Czyste domy mają ci, którzy cenią sobie spokój. A w czystym miejscu – lepiej się odpoczywa.

Telefon do rodziców

Nim mąż wróci z pracy, nim wrócimy do rozmów o tym co na obiad i jakie mamy plany, dzwonię do rodziców.
To nie są długie rozmowy i nie są też o niczym szczególnie ważnym.
Ważne natomiast jest usłyszenie ich głosu. Usłyszenie jak tata nazywa mnie “córcią”, jakbym wciąż miała 6 lat, i mamy, która pyta jak minął dzień w pracy, czy wszystko było dobrze.
Było dobrze. Mam fajną pracę.
Może właśnie o to chodzi w rozmowach z rodzicami – rozmawiamy o rzeczach miłych i samych pozytywnych emocjach. 

Nie rozmawiamy o pracy

Kiedy przychodzi mój mąż do domu, kiedy przebrnie przez swoje rytuały wyciszenia i zostawienia pracy za drzwiami mieszkania, staramy się nie rozmawiać o pracy.
Pytamy siebie jak było, jednak nie wdajemy się w szczegóły. Nasza rozmowa to bardziej przekazanie ogólnie informacji – było dobrze, ciężko, spokojnie, jestem zmęczony lub nie.
Jesteśmy w domu.
Praca została za drzwiami. 

Niektórzy uważają, że nie ma czegoś takiego jak równowaga między pracą a życiem prywatnym. Dla mnie, umiejętność zachowanie tej równowagi jest niezbędne, do przeżywania życia i cieszenia się nim.
Uwielbiam te dwa światy, między którymi lawiruję każdego dnia. Każdy z nich daje mi radość, spełnienie, stawia przede mną nowe, ciekawe wyzwania. Każdy z nich też stawia na mojej drodze przeszkody, zdarza się, że popełnię błąd, który będzie gorzko smakował.
Ale to właśnie zachowanie równowagi między nimi sprawia, że porażka nie jest tak trudna do przeżycia – bez względu, w którą dziedzinę naszego życia uderza. Każdy świat może stać się odskocznią od tego drugiego, byle nie na długo.

Dajcie znać, jak Wy radzicie sobie z zachowaniem równowagi w codziennym życiu 🙂

Ps. Wpis powstał w ramach kampanii społecznej higieny umysłu #Równoważę, stworzonej przez Kamilę z bloga uwazniej.pl 

(Visited 139 times, 1 visits today)