Kochana, czy w Internetowych formularzach zawsze podajesz prawdziwą datę urodzenia? Ja praktycznie zawsze wpisuję datę na chybił-trafił. Dopóki nie założyłam facebooka, nie sądziłam, że ta data urodzenia będzie do czegokolwiek wykorzystana! A jednak! Pewnego dnia, jak co dzień, weszłam na facebooka. Oczom nie wierzyłam! Na mojej tablicy pojawiło się mnóstwo życzeń urodzinowych, choć moje urodziny miały być dopiero za kilka miesięcy. O co chodzi?! – zastanawiałam się. Okazało się, że facebook powiadomił moich facebookowych znajomych, że dziś są moje urodziny. Nawet nie wiesz ilu moich znajomych było złych, że ich okłamałam, że się zbłaźnili. Od tamtej pory miałam ukrytą datę urodzin.


Jednak dni mijały, a co kolejny znajomy miał urodziny. Widziałam, jak na ich tablicy pojawia się milion życzeń: kochana, wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia, musimy się napić, sto lat.
Cholera, pomyślałam sobie, to jest miłe! Fajnie jest, kiedy dostajesz tyle życzeń od swoich znajomych. Przecież TY tych ludzi nasz. Chodzisz z nimi do szkoły, pracy, na imprezy, macie na co dzień kontakt. Ale zaczęłam się też zastanawiać – ciekawe czy ci wszyscy ludzie od facebookowych życzeń wiedzą, kiedy ja naprawdę mam urodziny!? Postanowiłam zrobić mały eksperyment. Chciałam zobaczyć, ilu moich facebookowych znajomych będzie pamiętało o moich urodzinach i złoży mi życzenia jeśli facebook im o nich nie przypomni.
No powiem Ci było słabo. O moich urodzinach, tak naprawdę pamiętali ci, z którymi rzeczywiście żyłam blisko. To byli moi przyjaciele. Od nich dostałam życzenia i smsowe, i telefoniczne, i osobiste. To było szalenie miłe! Obudziłam się rano, w dzień swoich urodzin, a na moim telefonie już miałam kilka nieodebranych połączeń, smsów z życzeniami. Niektórzy pisali do mnie:
– Hej, czy Ty przypadkiem nie masz dziś urodzin?
– A no mam – odpowiadałam im.
– No tak coś mi się kojarzyło, ale facebook mi nie przypomniał i nie byłem pewny czy dobrze pamiętam.

I to cholera też było mega miłe! No facebook nie przypomniał, ale gdzieś tam pamiętali, gdzieś tam w głowie lampka świeciła, że Asia ma dziś urodziny. No bardzo to było miłe!

Ale następnego roku postanowiłam włączyć na facebooku powiadomienia o moich urodzinach. A co! Bywam próżna, chciałam poczuć się jak BIG STAR i otrzymać milion życzeń urodzinowych. I zrobiłam to! Włączyłam je. Faktycznie na mojej tablicy pojawiło się mnóstwo życzeń, mnóstwo sto lat, szczęścia, musimy się spotkać i opić. Wszystkie życzenia były zakończone buziaczkami i uśmieszkami. Ja równie miło odpisywałam dziękuję dając uśmiech.
I w sumie powiem Ci, że te facebookowe życzenia i tak nic nie znaczyły. W sumie tylko denerwowały mnie te ciągłe powiadomienia, które w konsekwencji wyłączyłam. Najwięcej uśmiechu, jak rok temu, wywołały u mnie życzenia smsowe, telefoniczne i te osobiste.

życzenia urodzinowe

Minęło parę lat. Moi znajomi zaczęli brać ślub, wielu urodziło się dziecko. Facebook „szalał” od gratuluję, szczęścia, śliczna para, śliczne dziecko. Wyobraziłam sobie taką sytuację:
Biorę ślub. Wysyłam rodzinie, znajomym zaproszenia na ślub i wesele. Nadchodzi ten dzień! Ja stres, pan młody stres, rodzice i dziadkowie (pokolenie bezfejsowe) stres. Są przy mnie, czekają, chcą mnie zobaczy, uścisnąć, złożyć życzenia. I nikogo więcej. Nikt ze znajomych, „dalszej” rodziny nie przyszedł, za to wysłali mi życzenia na fejsie. Życzenia pełne radości, miłości, jak to się cieszą ze mną i moim szczęściem.

Znajomym urodziło się niedawno pierwsze dziecko. Pod jego zdjęciem było mnóstwo gratulacji, komplementów jaki syn piękny, śliczny, do schrupania. I pomyślałam sobie: cholera, ciekawe ilu z tych ludzi zadzwoniło do świeżo upieczonych rodziców złożyć im gratulacje tak bardziej osobiście? Powiedziało coś więcej, niż facebookowych komunikat „gratulacje :)”.

Te facebookowe życzenia, te wszystkie miłe słowa z okazji – to trochę takie słabe są. Takie na odpierdol. Mam ją w znajomych, ona dała wydarzenie z życia, chciała się pochwalić, że ślub/dziecko/urodziny to napiszę jej „sto lat/graty” i dobre relacje zachowane, mogę dalej drapać się po dupie i dłubać w nosie oglądając kwejka na kompie i ukrytą prawdę w TV.

życzenia urodzinowe
Choelra jasna! Przecież my nie urodziliśmy się na fejsie, aby składać nam przez niego życzenia. Nie bierzemy ślubu na fejsie. Fajnie, że na tym fejsie jesteśmy znajomymi, fajnie, że wiemy po łebkach co u na słychać bo fejs nas o tym informuje, ale bez jaj. W taki dzień jak urodziny fajnie byłoby gdyby życzenia były złożone nie z obowiązku, a z serdeczności, życzliwości, chęci. Nie przez dyndające okienko „Twój znajomy ma dziś urodziny, złóż mu życzenia” ale nawet przez prywatną wiadomość. No coś od serca, coś więcej niż „sto lat mam cię w dupie”.

W ogóle wyobrażasz sobie w Święto Zmarłych nie odwiedzić grobu rodziców, dziadków, brata, siostry, swojego dziecka – tylko wysłać mu wirtualny znicz?!
Boże, jak absurdalnie to w ogóle brzmi! Więc dlaczego w dzień urodzin wysyłamy sobie wirtualne życzenia? Po śmierci okazuje się, że brakuje nam tych osób, że tęsknimy, jeździmy na grób by popatrzeć na zdjęcie, poczuć się jakoś bliżej tej osoby, bo tylko tam, tylko tak jesteśmy naprawdę blisko, a w dniu urodzin nie stać nas na telefon. Na usłyszenie tej osoby.

 

Może spróbuj potraktować czyjeś urodziny jak pretekst do odnowienia kontaktu? Widzisz, że kolega/koleżanka z podstawówki, z dawnej pracy, z którą się bliżej kolegowałaś ma urodziny – to zaproś na kawę. Spotkajcie się na te 2-3h. Nie traćcie czasu na 3h rozmowę na fejsie o tym co u Was słychać, i że koniecznie musicie się spotkać. Ale koniecznie! Tylko nie teraz bo nie mam czasu.

Mamy te komunikatory, Internet, technologie. One są bardzo wygodne. Ale nie urodziliśmy się przez wi-fi, by przez wi-fi składać sobie życzenia. Lekarz przez wi-fi nie odbiera porodu. Przez wi-fi nie wysyłał Ci miski z wodą, abyś obmyła się z płynów płodowych. Nie wysłał Ci naklejki kocyka, abyś nie marzła. Mama przez wi-fi nie wysyła butelki z mlekiem, abyś nie była głodna i nie wysyła serduszek byś czuła się kochana.

Więź tworzy się przez kontakt fizyczny. Przez ciepłe słowo wypowiedziane, a nie tekst napisany. Przez spotkania w kawiarniach i te nad Wisłą. Przez znalezienie swoich miejscówek, przez wydarzenia, wspomnienia. Przez mocny uścisk przy „czeeeeść!” i spojrzenie w oczy przy „dziękuję”.

życzenia urodzinowe

Wiesz, w sumie to ja się nie dziwę, że w realnym życiu jest tyle chamstwa, zimna, butności, kiedy to ich miłe życie toczy się w Internecie. Ludzie to już powoli zapominają jak okazać sympatię w inny sposób, niż wysłanie emotikona.

 

Kochana, jeśli na fejsie zobaczysz, że jakaś Twoja koleżanka, którą darzysz większą sympatią ma urodziny – wysil się i sięgnij chociaż po telefon. Zadzwoń do niej, złóż życzenia i powiedz coś miłego. Powiedz, że dziś o niej myślałaś, o tym, że ma urodziny i wspominałaś sobie jak to kiedyś razem…. .
Może chociaż niech na ten jeden dzień nasze życie toczy się w realu, a nie przez wi-fi. Co myślisz? Da radę?