Suknia z dobrym PRem

Wchodzisz do salonu, idziesz po schodach na górę. U progu wita Cię pani „zapraszam do poczekalni, proszę poczekać chwilkę” bla bla. Idziemy, siadamy. „Czego się panie napiją? Kawa, herbata? Biała czarna?” Siedzisz, pijesz, rozmawiasz, czekasz.


Zaprasza Cię pani – Twoja kolej. Pierwsza sukienka z trenem. Pani tren rozkłada, welon zakłada. I koniec bajki.

Z każdą następną sukienką konsultantka była coraz mniej zaangażowana. Słodziła, cukrzyła i uciekała. A Ty stoisz w sukience która Ci się bardzo nie podoba i czekasz. I czekasz. I dalej czekasz.
Przychodzi konsultantka i prosisz o coś kompletnie innego. Pani kręci nosem i ucieka. Niby coś przynosi ale Ty już wiesz że tam pieniędzy nie zostawisz.

Salon Madonna na Marszałkowskiej 90a.

Muszę przyznać że ze zniecierpliwieniem czekałam na tą wizytę. Właściciel salonu w rozmowie telefonicznej zrobił mu super reklamę swoją kulturą, swobodą i szczerością. Kawa, herbata podana na początku i uprzejmość innych pań (choć trochę karykaturalna momentami) sprawiała naprawdę bardzo dobre wrażenie. Ba! Przy przymierzalniach stoją kieliszki i dzbanek lemoniady jakby przyszła Młoda czy osoba towarzysząca chciała się napić.

Ale! Konsultantka choć to niby nic złego w wieku około 40 lat. Zęby niezadbane – ciemne, szare, miejscami bardzo szare. Przypina Ci szpilkę koło dekoltu, zbliża usta do Ciebie, mówi coś i nie oszukujmy się – trochę to odpycha. Przypina szpilkę – lakier miejscami już z paznokci zszedł, odprysł. Palce poranione, skóra na nich popękana.. . Wygląda to nawet nie wiem czy dziwnie czy jak… – do tego salonu to po prostu nie pasuje. Gryzie się. Zbyt eleganckie miejsce do takich wpadek.
Oświetlenie też zbyt intensywne, zimne.

Nie ukrywam wstępnie choć bez zachwytu spodobała mi się jedna sukienka. Poprosiłam panią o jej model. Wiadomo, chodzisz po salonach, różne sukienki przymierzasz to w domu na spokojnie chcesz je porównać. „Niestety nie podam Pani jej modelu. Zapiszę sobie koło Pani nazwiska – jak Pani do nas wróci to będziemy wiedzieć która to”. – Aha.

To co pozornie wydaje się plusem tego salonu to to że można zamówić sukienkę i bardzo w nią zaingerować. Gdy powiedziałam „szkoda że sukienka nie ma przodu takiego jak tył” usłyszałam że to żaden problem. Pani przyniosła kawałek materiału podłożyła pod delikatną prześwitującą siateczkę na plecach i powiedziała że taki przód mogą mi uszyć… jak kupię sukienkę. I tu jest pies pogrzebany – jak kupię. A co jak ja kupię tą sukienkę z przeróbką której wcześniej nie widziałam i okaże się… okropna? Musztarda po obiedzie.

Jednym słowem: Salon z dobrym PRem. I tyle. 

Cześć, jestem Asia

Jestem autorką bloga wolno wolniej. Mam nadzieję, że ten post zainspirował Cię do zwolnienia tempa, zatrzymania się i spokojniejszego życia.

A jeśli Ci się spodobał – skomentuj go i udostępnij w swoich social mediach.

4 komentarze

  1. Szczęśliwa posiadaczka sukni

    Salon ten odwiedziłam jako pierwszy, chciałam przymierzyć różne rodzaje sukienek żeby zobaczyć w czym jest mi dobrze, ale moment w którym Pani konsultantka/doradczyni na siłę kazała wcisnąć mi się w sukienkę na moje oko ze 3 rozmiary za małą był na tyle niekomfortowy że byłą to ostatnia sukienka w tym salonie.

    Odpowiedz
  2. my na swoim

    Masz rację. Myślę że była bym w stanie kupić w ciemno zaprojektowaną sukienkę której wcześniej na oczy nie widziałam ale rozmowa o tym musiała by wyglądać zupełnie inaczej. Na pewno nie przez pryzmat przyłożonego ścinka materiału który niewiele oddaje.

    Odpowiedz
  3. Anonimowy

    Wydaje mi sie ze nikt nie uszyje ci sukienki według twoich upodoban przed tym jak ją kupisz. Dla salonu to ryzyko i koszty… jak chce sie bawic w projektanta to trzeba to dobrze przemyślec

    Odpowiedz
  4. Anonimowy

    Mocne słowa ale prawdziwe. Również nie polecam salonu :)

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wszystkie kategorie bloga

MNIEJ STRESU

WIĘCEJ SPOKOJU

LEPSZE RELACJE

DOBRA ORGANIZACJA

WOLNOWOLNIEJ