Miałyście kiedyś takie poczucie, że jakaś ogromna szansa przeszła Wam koło nosa?
Ja tak miałam.
Kiedyś miałam okazję wyjechania na trzy miesiące na praktyki za granicę. Praca byłaby w polskiej firmie, gdzie wszyscy mówią po polsku, z zakwaterowaniem, a co najlepsze mieszkanie znajdowało się na terenie pracy, jakieś 10 metrów od niej i co?I spanikowałam.
Strach był tak ogromny, że w ostatniej chwili wycofałam się, nie pojechałam.
Do dziś tego żałuję, choć od tamtego czasu minęło już… – pięć lat? Plus, minus.

Strach ma tylko duże oczy | Sum#2

Naprawdę, z przeogromną goryczą wspominam tamten czas, tamten wybór. To wtedy postanowiłam sobie, że już nigdy nie spanikuję i nie wycofam się jeśli tylko los da mi szansę!

I gdybym miała się porównać do czegokolwiek, miałabym porównać swoją odwagę i drogę od pomysłu do realizacji, powiedziałabym, że jestem jak ciasto drożdżowe szykowane na wypieki. Ja po prostu muszę do decyzji dojrzeć.
Teraz jestem już troszkę starsza i wiem, że ciasto drożdżowe nie musi rosnąć na blacie kuchennym pod ściereczką, równie dobrze można włożyć je do nagrzanego piekarnika.
I w lutym właśnie tak zrobiłam! Swoje lęki i strachy włożyłam do piekarnika, aby szybciej się ich pozbyć i szybciej delektować się ciastem!

Może ciasto mi nie wyrośnie, może to będzie zakalec, a może zamiast cukru dodam do niego sól i wszystko pójdzie do kosza. Ale w lutym spróbowałam! Odważyłam się, zaryzykowałam, podjęłam decyzję o działaniu a nie o ucieczce.
Nie, nie wyszłam ze swojej strefy komfortu. Lubię komfort i chętnie sobie w nim posiedzę. W lutym po prostu odważyłam się dać sobie szansę i wcielić w życie myśl, która narodziła się kilka lat temu – zaryzykuj, nic nie tracisz. Za trzy miesiące już nikt nie będzie o twojej gafie pamiętał…

Wiecie, czasem boimy się zbłaźnić.
Nikt nie lubi (ani nie chce mieć świadomości) kiedy za jego plecami inni sobie drwią, kpią z podjętych wyborów, śmieją się z poniesionych strat. Tylko… czy tacy ludzie są warci naszej uwagi, naszej energii i naszej bierności?

A jeśli nawet ktoś wypomni mi ten głupi ruch, głupi, bo wykonany w ekscytacji, w nadziei i bez przemyślenia – wzruszę ramionami, uśmiechnę się do siebie i zrzucę go na barki błędów młodości! Bo i młodość ma swoje prawa!

I luty kończę właśnie z takim uśmiechem na buzi – zaryzykowałam. Odważyłam się i spróbowałam. I więcej sobie w brodę pluć nie będę.

A poza tym…

W lutym napisałam dla Was ebooka, z którego się bardzo, bardzo cieszę!
Ten ebook to taki przedsmak tego, na co chcę się porwać! Nie wiem czy ten pomysł zrealizuję czy nie, ale bardzo bym chciała i na pewno zrealizować go spróbuję. A moim pomysłem jest napisanie książki!
Napisanie książki o życiu wolniej w mieście, o dzieleniu życia na etat i czas wolny, i poczuciu szczęścia jakie daje życie bez pośpiechu, bez presji czasu i społeczeństwa. I nawet te poukładane majtki w szafie zaczynają nabierać większego sensu.

Zapisz się na nasz
newsletter 

i pobierz bezpłatny

#miniporadnik
Jak żyć wolniej na co dzień?

W lutym stworzyłam też nową zakładkę sekcji BLOG o nazwie kalendarz treści. Znajdziecie tam wszystkie posty, które pojawiły się na blogu w 2020 roku, a także tematy tych postów, które dopiero się pojawią 🙂
To tak po to, abyście wiedzieli czego się spodziewać i szybko mogli odnaleźć posty, które szczególnie Wam się spodobały <3

 

Wiecie, tak podsumowując ten miesiąc, stwierdzam, że luty był naprawdę dobrym miesiącem! Dobrym, choć na pozór nic szczególnego się nie wydarzyło… Po tych wszystkich ostatnich burzach i zmęczeniach w końcu przyszła stabilizacja i… słońce 🙂

 

A jak Wam minął luty? Jesteście zadowoleni z tego miesiąca? Jak byście go podsumowali?