“Spróbuj choć raz, odsłonić twarz”

Witajcie, witajcie! 
Dziś mam dla Was nie tak dawno zapowiedziany, wpis o szczęściu!
Powiedzcie mi, czy macie jakieś piosenki, na których dźwięk od razu się uśmiechacie? Albo robicie głośniej radio? Jakieś piosenki z dzieciństwa, z młodszych lat, albo po prostu podoba Wam się jej tekst? Zapewne TAK! Ja mam kilka takich piosenek. Niektóre potrafię odtwarzać non-stop i słuchać ich po kilka godzin. Zwłaszcza w pracy, na nocnej zmianie puszczam je i podśpiewuję sobie. Później wychodzę na halę produkcyjną i pracownicy pytają mnie ze zdziwieniem, co ja taka szczęśliwa. A no po prostu – odpowiadam – bo co mam się smucić?
Dziś obudziłam się ze słowami piosenki:
“Spróbuj choć raz, odsłonić twarz i spojrzeć prosto w słońce. 
Zachwycić się po prostu tak i wzruszyć jak najmocniej.
Nie bój się bać, gdy chcesz to płacz – idź szukać wiatru w polu”
I to jest chyba słuchajcie sedno.

MyNaSwoim_3
1. Aby być na prawdę szczęśliwym, musimy pozwolić sobie na to szczęście, i nie bać się być sobą! 

Czasem gdy jesteśmy z Dawidem w supermarkecie czy na spacerze, o czymś gadamy, żartujemy potrafię zacząć skakać, kręcić się wokół siebie i cieszyć się. Bo wpadliśmy na jakiś super, fajny, a za razem głupi pomysł. Kompletnie nie dbam o to, co pomyślą sobie totalnie nie znani mi ludzie!
Słuchajcie, na prawdę nie ma się co przejmować opinią innych. Nie każdy będzie Was lubił. No niestety – smutne ale prawdziwe. Więc czemu macie odbierać sobie przyjemność ekspresji, emanowania radością, gdy Wy właśnie rzygacie szczęściem?! Z emocjami jest jak z grypą – łatwo się nimi zarazić.
Mam w pracy faceta, oj dorosły jest, który zawsze ma skwaszoną minę. Gdy biorę karton do zważenia, on wydaje z siebie ten dźwięk dezaprobaty, bo ewidentnie mu przeszkadzam. Za każdym razem mnie to bawiło! Teraz, gdy już idę w stronę tego Pana, albo gdy nasze oczy się spotkają – on zaczyna się uśmiechać! Raz nawet zagadał! 😀
2. Nie uczcie się doceniać – po prostu doceniajcie.

Moja mama powiedziała mi jak miałam z 5 lat, żebym codziennie na koniec dnia, starała się wybrać 3 rzeczy, ktMyNaSwoim_4óre były dziś pozytywne, np.: ulepiłam bałwana, zjadłam pyszną kanapkę, zrobiłam z piachu żółwia. Chciała wyrobić we mnie nawyk dostrzegania pozytywnych zdarzeń i skupiania się na nich. To jest najlepsze co mogłam dostać od mojej mamy w całym życiu! Teraz doceniam to jaki mam dom, jakich mam rodziców_wariatów, jakiego mam cudownego, przystojnego, kochanego chłopaka! Doceniam to, i cieszę się jak głupia, że mam swój samochód, że mogę sobie nim pojechać gdzie tylko chcę i nie marznę, a do tego mam moje cudowne rękawiczki!

Idę do pracy z uśmiechem – bo wiem kto będzie na zmianie, jacy pracownicy i wiem, że będzie super! I kiedy ja nie dopuszczam produktu do handlu z jakiegoś powodu, wiem, że oni się na mnie nie złoszczą, bo wiedzą, że nie robię tego złośliwie.
3. Znam ludzi, którzy są złośliwi.

Jak tylko mogą to dogryzą, umniejszą Ci. Nie wiem czy robią to by poczuć się lepiej. Bo czują się w jakiś dziwny MyNaSwoim_5sposób zagrożeni nie wiadomo czym? A może mszczą się na innych za to, że sami nie są tak szczęśliwi?

To za pewne zależy od natury człowieka, ale każda złośliwość idzie w parze z goryczą. Niesmakiem. Czuć potem, że powietrze jest jakieś takie gęstsze, cięższe, niezdrowe. Jedna złośliwość, rodzi drugą. Zostaje uraza. Błędne koło. Odechciewa się wszystkiego.

Wiecie, nie mówię tu o sporadycznych przypadkach, spięciach między ludźmi, ale o takim nagminnym zachowaniu. Gdy ktoś praktycznie dzień w dzień, lub za każdym razem jak tylko rozmawiacie, stara Ci się pokazać, że jest lepszy w rzeczach, które Tobie mogą nawet nie imponować. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek taki człowiek zrozumie, że on nie szkodzi mi tylko sobie. To on karmi siebie negatywnymi emocjami a nie mnie. Bo ja  albo się komuś wygadam, albo po mnie to spłynie. Ale w osobie, która sieje złośliwość buzuje to wszystko. Kisi się. Jak w kreskówkach – otacza go wtedy taki czarno-biały dym.

4. Pomagaj

Aż przypomniała mi się jedna, bardzo zabawna historia:
Kilkanaście lat temu widziałam niewidomą panią, która chciała przejść przez jezdnię. Ktoś jej pomagał, ale w końcu ta osoba poszła w inną stronę, zostawiając niewidomą przed przejściem dla pieszych. Widać było zakłopotanie niewidomej.
Ja – Przepraszam, potrzebuje Pani pomocy?
Niewidoma – Chciała bym pójść na ten przystanek autobusowy. Spieszę się do lekarza, a zaraz ma być.
Ja – Ale to jakby nadjeżdżał to co, biegniemy?

Pani się uśmiała! Odprowadziłam ją na ten przystanek i jeszcze chwilę rozmawiałyśmy, dopóki nie przyjechał autobus.
Zboczyłam ze swojej trasy na kilka minut. Na prawdę nic mnie to nie kosztowało. Korona z głowy też mi nie spadła. A poprawiłam tym zdarzeniem i swój, i jej dzień.
Powiem Wam, że w dzisiejszym świecie, świecie zawiści, zazdrości, goryczy, krytyki – coraz bardziej uwielbiam komedie i ociekające szczęściem piosenki. Z tymi wszystkimi przekazami, nawoływaniami do bycia szczęśliwym. One nakręcają! Powodują, że kuksaniec w bok, który dostajesz od znajomego, kąśliwa uwaga jakiejś obcej osoby w Twoją stronę, stają się nieistotne. Nie ruszają Cię. Bycie szczęśliwym pozwala nie zwariować w tym porąbanym, pędzącym świecie! Nie przejmować się nic nie znaczącymi drobnostkami, a skupiać na tym co na prawdę ważne.
I litości… – ludzie nie obrażajcie się za byle co. Po co psuć?
(Visited 13 times, 1 visits today)