Salon La Mariee

Nasza przygoda z sukniami ślubnymi zaczęła się przypadkowo. Ot tak w trakcie rozmowy padł pomysł by jutro (w sobotę) skoczyć pooglądać pierwszy raz suknie ślubne. Niewiele myśląc wpisałyśmy w google suknie ślubne warszawa i postanowione.
I tak udałyśmy się do salonu La mariee. Co za szczęście! Okazało się że jedna z klientek nie przyszła i konsultantka może nas przyjąć. Zostałam zaproszona do dużej beżowej przymierzalni ze świecącymi lampkami dookoła.
Pierwsza suknia ślubna i myśl „nie to do mnie nie pasuje! Wyglądam dziwnie!”. Ale przymierzam następną i następną.. i jest coraz lepiej.
Konsultantka była od początku do końca zaangażowana. Jedną sukienkę mogłam przymierzać tyle razy ile chciałam i za każdym razem pomagała mi ją założyć. Gdy świadkowa marudziła, spróbujmy bardziej świecącą, koronkową, większą, mniejszą, na ramiączka, bez ramiączek… – z uśmiechem na ustach konsultantka przynosiła nam (a w zasadzie mi) sukienki. I welon! W tym welonie się zakochałam i wiem że ja – go – chcę !

Ani razu konsultantka nie dała mi do zrozumienia że jest znudzona ani że już na nas czas bo ma inną klientkę. Wyszłyśmy z tego salonu pełne nadziei! To był początek naszych intensywnych (do póki nie zachorowałam a chusteczki higieniczne i katar stały się częścią mnie) poszukiwań TEJ wymarzonej sukni ślubnej.

Nie ukrywam że każdy następny salon porównywałam do tego. I każdy inny miał mankamenty.

Jedynym minusem tego salonu było oglądanie ich sukni w internecie. Jaki to ma związek? Otóż konsultantka spisała mi modele sukien które mi się spodobały. Chciałam jeszcze raz na spokojnie obejrzeć je na ich stronie internetowej. Przez konsultantkę zostałam zapewniona że one-tam-są.
Dzwonię do salonu i:
– … konsultantka wspominała, że suknie są do obejrzenia w internecie na państwa stronie jednakże nie mogę znaleźć 2 modeli. Chciałam to zweryfikować gdyż może źle zapisała mi numer…
– TO NIE MOŻLIWE! – oburza się od razu pani po drugiej stronie telefonu
– no ale jednak ich tam nie widzę, nie wyszukuje tych modeli, może nie wszystko zostało zapisane
– TO NIE MOŻLIWE! Taka sytuacja jeszcze nigdy nie miała miejsca w naszym salonie!
– no ale to co? to nie mogę teraz przez telefon zweryfikować z panią tych nazw? 

Oburzona pani (najprawdopodobniej właścicielka salonu!) zawołała konsultantkę na pomoc, bo jak się okazało… – nie potrafiła znaleźć tych sukienek na stronie. Na szczęście zawołaną koleżanką okazała się pani, która mnie obsługiwała, i nie dość, że wyjaśniła mi, iż te sukienki były z nowej kolekcji a strona mogła zostać zwyczajnie jeszcze nie zaktualizowana to… powiedziała mi, które to były sukienki po wpisaniu w google ich kodu.

Podsumowując: nie było źle, było dobrze. Jednakże jakaś wrogość, czy agresja przy rozmowie telefonicznej trochę zniechęciła mnie. Mam teraz poczucie, że wszystko w tym salonie było sztuczne: sztuczne uśmiechy, doradzanie w czym wyglądałam super itd. Za duży kontrast między uprzejmością w salonie a wrogością przez telefon… .
Tam sukienki nie kupię. 

podobał Ci się ten post?

skomentuj go i puść dalej w świat!

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Trzydzieści dni to dużo czy mało? Za każdym razem, kiedy przychodzi koniec miesiąca, kiedy piszę podsumowanie śmieję się z absurdu miesiąca. Trzydzieści dni - przecież to tak niewiele, tak mało. Jeden miesiąc. Jeden miesiąc, kiedy Ty żyjesz już tych miesięcy kilka....

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Dwa lata temu, moja mama pierwszy raz dała mi kilka doniczek z pomidorkami koktajlowymi. Powiedziała mi wtedy: jak się przyjmą, to będziesz miała pomidorki, a jak się nie przyjmą - to wyrzucisz, co ci szkodzi wziąć? Uśmiałam się, ale moja mama ma właśnie takie...

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu? Zdarzyło Wam się kiedyś wyjść z siebie, wpaść w złość, furię, bo miałyście dość udawania? Dość spełniania oczekiwań, grania roli w jaką wpadłyście? Roli, którą same stworzyłyście?  Czy bycie sobą, życie po swojemu możemy nazwać...

1 komentarz

  1. Pomysł na ślub

    Też mam na swoim koncie wizytę w La Mariee, tylko że w Białymstoku. I moje wrażenia nie są najlepsze, lekko mówiąc. Ja z kolei nie przyszłam na wizytę mniej spontanicznie, byłam umówiona, miałam przygotowaną listę sukienek, które znalazłam na ich stronie internetowej i które chciałam przymierzyć – jestem konkretna, niewiele rzeczy mi się podoba i po prostu nie lchciałam tracić czasu, na mierzenie czegoś, czego i tak nie kupię. Tymczasem konsultantka nie potrafiła mi wprost powiedzieć, ze tych sukienek nie ma w salonie. Sprzedawała mi naprawdę ostrą ściemę (chyba tylko po to by namówić mnie na mierzenie innych sukien-a nóż coś kupię), że wszystkie te suknie są w tej chwili wypożyczone, a jak nie dawałam za wygraną i dopytywałam kiedy konkretnie wrócą do salonu to w końcu przyznała się że w ogóle nie mają tych sukien i nigdy nie mieli. Ale jak najbardziej mogę je u nich zakupić – po co mierzyć, mam piękną figurę i na pewno będę wyglądała świetnie w każdej z nich. M.in. dlatego ten salon jest u mnie na straconej pozycji.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Odbierz prezent

Darmowy e-book: Miniporadnik jak żyć wolniej na co dzień