Jak wyeliminowaliśmy wiele kłótni

W ten weekend byliśmy na ślubie. Ksiądz opowiadając o parze młodej powiedział: od dziś choć jest was dwoje to stanowicie jedność. Jedno serce, jedno ciało (…) – Bzdura! Im szybciej pojmiecie, że nie stanowicie ze swoim facetem jedności, lecz jesteście totalnie różni i kompletnie oddzielnymi jednostkami – tym lepiej!
prosta droga do kotni
Chyba najtrudniejszą dla nas rzeczą w związku było nauczenie się i zaakceptowanie tego, że jesteśmy różni. Niby to oczywiste, przecież ja jestem dziewczynką, Dawid jest chłopcem, różnice widać na pierwszy rzut oka – ale nie do końca. Wszyscy wmawiali nam, że w związku jest się swoją drugą połówką, a w dodatku – drugą połówką tej samej pomarańczy. „Kiedyś Bóg upuścił kosz pomarańczy, te pękły na pół i rozsiały się po całym świecie. Teraz każdy człowiek, każda połówka pomarańczy szuka swojej drugiej połówki – tak, by razem mogły stworzyć jedność”.

Ale tak nie jest. Nie jesteśmy identyczni i nie jesteśmy częścią całości. Jesteśmy różni i mamy ukształtowane różne reakcje na tę samą sytuację. To czego my musieliśmy się nauczyć to – nie mierzyć drugiego swoją miarą. Nie mogliśmy denerwować się na siebie za to, że zareagowaliśmy inaczej, w naszej ocenie niewłaściwie, bo nie tak jak my to sobie wyobraziliśmy, jak my (ja) byśmy się zachowali.
Mówiono nam też, że w związku trzeba mieć wspólne pasje, zainteresowania, bo tak się tworzy więź i relacja.
Nieprawda. Nie jesteśmy ani identyczni, ani z tej samej pomarańczy. Jesteśmy totalnie różni! Możemy mieć całkowicie odmienne charaktery, usposobienie i zainteresowania.
Kiedy zrozumieliśmy to, że jesteśmy różni  – w naszym związku bardzo się poprawiło.
Przestaliśmy mieć wobec siebie oczekiwania i przestaliśmy mierzyć drugie swoją miarą. Nie oczekiwaliśmy już, że w danej sytuacji mój partner zachowa się w taki czy inny sposób – bo ja bym się tak zachowała, bo tak mnie wychowano, tak mi wpojono.
Kiedy przestaliśmy mieć oczekiwania – przestaliśmy mieć też do siebie pretensje. Pretensje, które często były później punktem zapalnym dużej kłótni.
Zaakceptowaliśmy to, że mamy róże potrzeby i lubimy inaczej spędzać czas. Jesteśmy oddzielnymi jednostkami, które spotykają się w tym samym punkcie. Różnie możemy spędzać czas wolny, możemy lubić inne sporty i gatunki książek. Nawet muzyki słuchamy odmiennej. Ale w ciągu dnia „znajdujemy” czas by spędzić go razem.
W końcu zaczęliśmy pozwalać sobie na bycie sobą.

podobał Ci się ten post?

skomentuj go i puść dalej w świat!

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Trzydzieści dni to dużo czy mało? Za każdym razem, kiedy przychodzi koniec miesiąca, kiedy piszę podsumowanie śmieję się z absurdu miesiąca. Trzydzieści dni - przecież to tak niewiele, tak mało. Jeden miesiąc. Jeden miesiąc, kiedy Ty żyjesz już tych miesięcy kilka....

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Dwa lata temu, moja mama pierwszy raz dała mi kilka doniczek z pomidorkami koktajlowymi. Powiedziała mi wtedy: jak się przyjmą, to będziesz miała pomidorki, a jak się nie przyjmą - to wyrzucisz, co ci szkodzi wziąć? Uśmiałam się, ale moja mama ma właśnie takie...

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu? Zdarzyło Wam się kiedyś wyjść z siebie, wpaść w złość, furię, bo miałyście dość udawania? Dość spełniania oczekiwań, grania roli w jaką wpadłyście? Roli, którą same stworzyłyście?  Czy bycie sobą, życie po swojemu możemy nazwać...

2 komentarze

  1. IMPROVE YOUR ENGLISH

    Otóż można stanowić jedno ciało, jedność i jednocześnie mieć świadomość o ekstremalnych różnicach pomiędzy sobą. Nic tu się nie wyklucza:)

    Odpowiedz
    • Asia NaSwoim

      Tylko tej świadomości często brak o ekstremach nie wspominając haha ?

      Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Odbierz prezent

Darmowy e-book: Miniporadnik jak żyć wolniej na co dzień