Ofiara czy zwycięzca swojej własnej kampanii?

Koniec maja. Rodziną wstrząsnęła informacja, że u kogoś bliskiego wykryto raka szyjki macicy. Jak to możliwe?! U niej?! – wszyscy się dziwili. Jak to możliwe? 

Dla mnie to była wstrząsająca wiadomość. To był mój pierwszy kontakt z nowotworem. Z osobą, która miała nowotwór. Wiedziałam, że kiedyś w rodzinie były nowotwory, ale ja tych ludzi nie znałam. Nie wyjeżdżałam z nimi na wakacje, nie siedziałam przy jednym wigilijnym stole i nie wymieniałam się prezentami.
Ten nowotwór, rak szyjki macicy, ta bliska osoba… – wystraszyłam się.

To był bodziec do zorganizowania wśród blogerów kampanii Nie wstydzę się być kobietą, która miała na celu przybliżenie informacji o raku szyjki macicy, która miała przypomnieć jak ważne są regularne badania i jak dużo dzięki nim można zyskać – dalsze życie.

Ideą kampanii było zaproszenie bliskiej sercu kobiety, mamy, przyjaciółki, siostry na badania.

I żeby nie być hipokrytką – ja też się na takie badanie wybrałam… .

Ofiara czy zwycięzca swojej własnej kampanii?

Pierwsza wizyta u ginekologa – pobranie cytologii. Wyniki wyszły bardzo dobre – zresztą – jak zawsze. Chyba nikt idąc na badania, niby rutynowe, niby bo trzeba – nie zakłada, że będzie źle. Może to kwestia strachu, ale ja nie bałam się o wynik. Wiedziałam, że musi być dobrze!

Następne badanie u ginekologa, dla mnie to mniej przyjemne – USG. Rok 2017 ponoć w ogóle był rokiem walki z rakiem szyjki macicy. Bardzo dużo mówiło się o nim w telewizji, było mnóstwo kampanii choćby te z aktorkami z serialu Przyjaciółki. Jednak o USG za dużo się nie mówiło. I nie mówiło się też, że cytologia nie wykryje zmian nowotworowych jajnika. Ona dotyczy tylko szyjki macicy.

3 lipca 2017 – następne badanie u ginekologa, dla mnie to mniej przyjemne – USG. I to zdanie, że widzi zmianę, ale nic mi nie powie, mam się zapisać do ginekologa.
Stres jakich mało! Noż co za baran, mówiłam, choć w myślach gorsze przekleństwa wybrzmiewały. Ale wiadomo – przy rodzicach nie wypada.

Ginekolog już chciała kłaść mnie na stół operacyjny. Najlepiej już na poniedziałek.
O nie, nie! Nawet nie ma takiej opcji!

 

Wyniki skonsultowałam z innym lekarzem. Tym samym co operował bliską mi osobę na raka szyjki macicy.
Popatrzył na USG, zrobił swoje badanie – zaprosił za rok. Mówił, że teraz zmiana jest za mała. Że każda operacja niesie ze sobą ryzyko. Mówił też, że przy tak małej zmianie istnieje prawdopodobieństwo, że będzie musiał jej „szukać” uszkadzając niepotrzebnie jajnik.

 

Minął rok. Nowotwór powiększył się. Wyznaczono termin operacji.

 

 

Przez ten rok wydarzyło się dużo. 

Zobaczyłam, jakie chuje potrafią pracować w prywatnej klinice. To był gość co robił mi po roku USG. Na moje „tak, wiem co mi dolega” odpowiedział „i pani zwleka?! gratuluje, teraz będzie miała pani usunięty jajnik”. Popłakałam się  gdy tylko opuściłam mury kliniki. Na pewno nie taki słów spodziewałam się po gościu, który (tylko) robi USG.

Przez ten rok zobaczyłam też, że można trafić na lekarza, który jest zajebistym facetem! Który nie tylko uspokoi, ale i pełen pasji do zawodu opowie co będzie robił, jak, i że na stówę wszystko będzie dobrze. Który przez tą całą drogę poprowadzi mnie za rękę jak małe dziecko.
100 procent zaufania i milion procent bezpieczeństwa.

Przez ten rok zobaczyłam też, ile znaczy nasze małżeństwo. Miałam od Dawida wsparcie od samego początku. Od samego początku mogłam mu płakać w ramię. Mogłam witać go po powrocie z pracy rzucając mu się z płaczem na szyję. W ciągu tego roku rozmawialiśmy co by było gdybym się nie obudziła. W ciągu tego roku musiałam załatwić wszystkie formalne sprawy – chociażby zrobić go upoważnionym do kont.
W ciągu ostatniej doby mogłam na niego liczyć w każdej chwili, w każdej czynności.

A najbardziej jestem wdzięczna za to, że mimo, że on też się cholernie bał, pozwalał mi się bać. Nie mówił mi, że wszystko będzie dobrze. Mówił, że nie dopuszcza do siebie myśli, że mogłoby coś pójść nie tak. I że życia sobie beze mnie nie wyobraża.

I wiecie co? Żyjąc dla kogoś takiego nie ma opcji by coś poszło nie tak.

Dla ducha

Masz ochotę na więcej przemyśleń? Tu znajdziesz moje przemyślenia na temat relacji, codzienności, życia w zgodzie ze sobą i przede wszystkim – poznania siebie.

Czytaj więcej…

Dla domu

Znajdziesz tu naszą codzienność: przepisy kulinarne na szybkie i jeszcze prostsze dania, moje triki na szybką i skuteczną organizację mieszkania no i… – zobaczysz jak mieszkam i co wybieram.

Czytaj więcej…

Nasza codzienność

Moja introwertyczna, nadwrażliwa dusza zdecydowanie woli siedzieć w domu, ale… to nie znaczy, że z tego domu nie wychodzę i siedzę cały dzień pod stołem!

Znajdziesz tu nasze wyjazdy – miejsca w Polsce, które polecam, filmy, które zrobiły na mnie wrażenie i ważne dla mnie chwile.

Czytaj więcej…

Polskie marki

Och, wiem jak to trudno być młodą marką. Tworzenie czegoś swojego, pójście pod prąd wymaga ogromu wysiłku.

Dlatego w tym cyklu przedstawiam Ci wywiady z fantastycznymi polskimi markami!

Czytaj więcej…

Cześć!

Cześć!

Jestem Asia. To moje myśli masz właśnie okazję czytać.
Jestem introwertyczką i osobą wysoko wrażliwą. Uwielbiam otaczać się naturą, zapachami i dobrymi emocjami. A nade wszystko cenię sobie wolność – możliwość bycia sobą i życia po swojemu.
Bo wolno mi.

 Hej, cześć 🙂

Podobał Ci się ten post?
Jeśli tak, będzie mi bardzo, bardzo miło jeśli udostępnisz go na facebooku i skomentujesz.

To cudowne móc poznać Twoje zdanie, wymienić myśli. Tak tworzy się więź… 

Do usłyszenia wkrótce
Asia Maj Dubińska

 

0 komentarzy

A Ty, co o tym myślisz?

Odbierz prezent

Darmowy e-book: Miniporadnik jak żyć wolniej na co dzień