Oczekiwania jakie mam wobec mojego męża

Mówi się, że brak oczekiwań to brak cierpienia. Bo mając oczekiwania, możemy się zawieść, rozczarować. A chyba, och, każda z nas doskonale wie, z czym wiążą się te uczucia, z jakimi emocjami – z bólem, smutkiem, rozpaczą.
Ale czy brak oczekiwań to na pewno dobre rozwiązanie? Czy możemy oczekiwać.. – nic? I czy to znaczy, że jesteśmy na niego, naszego męża, obojętne?

Oczekiwania wobec partnera

Z jednej strony mogłabym powiedzieć, że nie mam oczekiwań wobec mojego męża. Nie oczekuję od niego ani wierności, ani tego, że będzie segregował brudną odzież i wrzucał „wczorajsze” skarpetki do kosza na brudną bieliznę. Szczerze mówiąc, te rzeczy są mi kompletnie obojętne.
Z mężem mamy dwie zasady:

  1. jeśli zdradzimy, bez słowa wyprowadzamy się, 
  2. jeśli coś nam się nie podoba, coś byśmy chcieli zmienić – mówimy o tym. 

Mogłoby się wydawać, że drugi punkt jednak jest jakimś oczekiwaniem. Ale to nieprawda. Mówimy o tym, co nam się nie podoba, co może byśmy chcieli zmienić, ale kompletnie nie oczekujemy tej zmiany. Po prostu – zwykły komunikat.
To na czym nam szalenie zależy w naszym związku, i jest chyba jedyną, a może powinnam powiedzieć nadrzędną jego zasadą, to to, aby każde z nas czuło się w tym związku wolne. Niczym nie skrępowane.

Szalenie, szalenie doceniam to, że mój mąż gotuje obiady. Dawid przyrządza niesamowite obiady (!) pełne smaków, aromatów, trafia w moje kubeczki bezbłędnie! Ale… nie oczekuję od niego, że będzie gotował. Doceniam, ale nie oczekuję. Jestem wdzięczna, ale nie wymagam.
Nie mam też oczekiwań, które nakazywałyby mojemu mężowi w konkretne miejsce odkładać brudne ubrania, te do prania. Kocham widok mojego męża wolnego! Daje mi to dziką radość widzieć, że mój mąż w naszym domu – czuje się wolny, czuje się jak u siebie. Nie czuje się ani skrępowany ani źle, bo skarpetki leżą pod łóżkiem, zamiast znajdować się w koszu na brudną bieliznę. Że koszulka leży na desce do prasowania (nieformalnej półce), zamiast być odłożoną w sensowniejsze miejsce.
Nie ma dla mnie większej radości niż widok męża, który jest sobą. Zwłaszcza – sobą we własnym domu.

Tak, z jednej strony mogłoby się wydawać, że nie mam oczekiwań wobec mojego męża.
Czuję się kobietą niezależną, kobietą, która co by się nie działo – poradzi sobie. W końcu potrafię sama ugotować obiad, posprzątać, zrobić pranie i zakupy, i zarabiam na siebie. A gdyby nawet nie wystarczało mi pieniędzy na opłacenie mieszkania i życia – jestem w stanie i z tym sobie poradzić.
Po co więc mi więc mąż?

Kocham go.
Uwielbiam go! Mój mąż daje mi ogrom radości! Gdy tylko patrzę na niego – uśmiecham się. To jest mój człowiek – po prostu, mój człowiek. Moja odnaleziona bratnia dusza, choć tak bardzo ode mnie różna i często przeze mnie nierozumiana.

Mój mąż daje mi to, czego nikt mi nigdy nie dał – daje mi możliwość bycia sobą i bycia kochaną taka, jaka jestem. Przy moim mężu mogę być sobą. Mogę czuć się źle, mogę mieć pierwszy dzień miesiączki a on, bez słowa, bez najmniejszego spojrzenia – wyciągnie z szafki paczkę moich ulubionych czipsów i butelkę wina, przyniesie poduszkę pod plecy i kołdrę z sypialni, i z największą troską i miłością powie – cierp w przyjemnościach.
Kocham to! Kocham to, że przy moim mężu mogę taka być! Robić te wszystkie dziwne rzeczy, niestosowne, te, których nie wypada robić. Mogę mieć swoje fantazje, choć dla niego są to profanacje, mimo, że wciąż nie rozumie jak można jeść pierogi ruskie z keczupem.
Mi smakuje.

Nie oczekuję od mojego męża, że będzie jałowy. Pozbycia się siebie, swoich zwyczajów, swojej tożsamości. Kompletnie nie oczekuję od niego bycia moim wyobrażeniem; tym bardziej, że wyobrażenia na ogół niewiele mają wspólnego z rzeczywistością, a już na pewno niewiele mają wspólnego z tym, co jest dla nas faktycznie dobre. Ale jest jedna rzecz, bez której nie wyobrażam sobie związku. Jedna rzecz, bez której nie wyobrażam sobie udanego małżeństwa – nie wyobrażam sobie bycia sobą.
I to jest jedyna rzecz, jakiej oczekuję od mojego faceta życia – możliwości bycia sobą. Możliwości bycia sobą w czasie okresu, w czasie depresji, gorszych chwil – jak i przeogromnego szczęścia, wolności i beztroski.

Chcę móc być sobą.
Bez strachu o bycie poddaną ocenie.
Bez strachu, czy ja – to dobre zachowanie, czy złe.
Czy tak wypada czy nie.
Chcę móc być sobą.
Po prostu sobą.
Niczego więcej nie oczekuję.

To Ci się spodoba!

4 komentarze

  1. Lazurowe Niebo

    Twój wpis powinna przeczytać każda osoba zaczynająca związek lub osoba przed ślubem. Taki prawdziwy tekst jak powinno w małżeństwie być :)

    I zgodzę się, uśmiałam się gdy przeczytałam „cierp w przyjemnościach” :D

    Odpowiedz
    • WolnoWolniej.pl

      Hahaha :D Dziękuję :D
      Małżeństwo naprawdę potrafi być wspaniałe! :)

      Odpowiedz
  2. Judyta

    „Cierp w przyjemnościach” – no genialne 😁 Mój Mąż rzuca we mnie czekoladą w tym czasie 😅
    Ja i mój Mąż jesteśmy tak od siebie różni, że chyba bardziej się nie da.
    Kiedyś na siłę chciałam żeby łaził ze mną na koncerty, imprezy, spotykał się z przyjaciółmi. No…ale on taki nie jest. Ja pojadę na imprezę, on mnie zawiezie, odbierze i jeszcze koleżanki rozwiezie po domach.
    Zrozumiałam, że nie ma sensu kogoś zmieniać siłę. Każdy ma swoje zainteresowania, każdy co innego lubi, szanujemy to i tak jest o wiele lepiej.

    Odpowiedz
    • WolnoWolniej.pl

      Hahaha „rzuca we mnie czekoladą” też brzmi całkiem nieźle :D Wyobraziłam sobie jaka jesteś groźna wtedy :D

      To możemy sobie przybić piątkę w tej małżeńskiej różności :D

      Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.