Noemi

Do salonu Noemi weszłam przypadkowo. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że na ulicy Kijowskiej 11 są aż 3 salony z sukniami ślubnymi! Korzystając z okazji, że już tu jestem (odwiedzałam salon Emily), postanowiłam zajrzeć i do tego lokalu. A nuż będę mogła przymierzyć kilka sukni. I wiesz co? To był strzał w 10! Choć pierwsze wrażenie było kompletnie odmienne!

noemi

Wystrój salonu już bardzo dawno temu miał swój okres świetności. Ten łososiowo-świecący kolor był wszędzie! Jeśli szukasz salonu, w którym od wejścia będziesz czuła się jak księżniczka, wystrój, obsługa będą ą i ę – to zapomnij o Noemi. W takim przypadku odwiedź salon La Mariee. Cały czas będę upierać się, że La Mariee powinien być 1 salonem jaki Przyszła Panna Młoda powinna odwiedzić!

Ale wróćmy do Noemi. Wchodzę do salonu i widzę 2 panie za ladą. Nie było jakiegoś skakania od razu wokół mnie. Wszystko na spokojnie. Czy to dobrze, czy źle? No jak powiedziałam – tu jak księżniczka się nie poczujesz. Tu jest spokojnie. Pani wysłuchała jakiej sukni szukam i zaczęła prezentacje tego co ma. Poszło szybko! Na tyle szybko, że obawiałam się, że wizyta w tym salonie będzie stratą czasu.
W części przebieralniczo-pokazowej… – łososiowe, świecące pokrowce na krzesłach! Zero nowoczesności. Ten salon po prostu zatrzymał się w czasie.
Przymierzam jedną suknię, drugą, trzecią… i wiesz co? Bajka! Były cudowne!! Dokładnie takie, jakie miałam na myśli, choć sama nie umiałam określić konsultantce czego szukam. Miałam wrażenie, że suknie w tym salonie są kompletnie inne, od tego co oferowały dotychczas odwiedzone przeze mnie salony. Tu nie było przepychu i kiczu. Te suknie miały smak. Muszę przyznać, pierwszy raz tak na prawdę zachwyciłam się suknią, którą przymierzyłam. Często po powrocie do domu, gdy chciałam w głowie odtworzyć sobie przymierzane suknie – nie pamiętałam ich. Nie pamiętałam szczegółów, tych cech, które miały ją wyróżnić na tle innych. A dziś, w salonie Noemi, przymierzyłam (m.in) 2 suknie, w których się chyba zakochałam! Jedna była bardzo dziewczęca, niewinna – ale nie była jakaś prosta czy super skromna. Jak to określiła konsultantka „ta na pewno nie doda lat”. Druga natomiast, bardzo do niej podobna – klasa i dziewczęcość.

To był też pierwszy salon, w którym konsultantka kilak razy powtarzała „proszę nie sugerować się tym, co mówiły inne salony. To pani ma się dobrze czuć w tej sukni. Proszę się nie sugerować, że ktoś powiedział „w białej będzie pani źle”.  To było bardzo fajne, nienachalne popychanie mnie, w przymierzanie czegoś innego, czegoś nowego.

W czasie przymierzania sukni, wystrój salonu był totalnie nieistotny. Kompletnie nie wpływał na odbiór sukni, nie umniejszał jej, ale też nie robił z niej dzieła sztuki. Tak sobie myślę, że to bardzo dobrze! Nie masz zakrzywionego wizerunku sukni. Wiesz jak będziesz wyglądała w kościele i na weselu. widzisz ją po prostu taką, jaka jest.

A jeśli chodzi o samą konsultantkę, to bardzo miłe, pozytywne odczucia. Było zaangażowanie, profesjonalizm, a przy tym luźna atmosfera. Pamiętasz może, jak opisywałam konsultantkę z salonu Madonna na Marszałkowskiej? Tą, która miała poobdzierany lakier na paznokciach, z jej ust śmierdziało papierosami, a suknie przynosiła nie takie, o jakie ja proszę, a co pierwsze wpadło jej w ręce? Tutaj było zupełnie inaczej! Było schludnie, ładnie, konkretnie, bez przesady i czarująco.

W dwóch słowach: gorąco polecam! :)

podobał Ci się ten post?

skomentuj go i puść dalej w świat!

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Trzydzieści dni to dużo czy mało? Za każdym razem, kiedy przychodzi koniec miesiąca, kiedy piszę podsumowanie śmieję się z absurdu miesiąca. Trzydzieści dni - przecież to tak niewiele, tak mało. Jeden miesiąc. Jeden miesiąc, kiedy Ty żyjesz już tych miesięcy kilka....

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Dwa lata temu, moja mama pierwszy raz dała mi kilka doniczek z pomidorkami koktajlowymi. Powiedziała mi wtedy: jak się przyjmą, to będziesz miała pomidorki, a jak się nie przyjmą - to wyrzucisz, co ci szkodzi wziąć? Uśmiałam się, ale moja mama ma właśnie takie...

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu? Zdarzyło Wam się kiedyś wyjść z siebie, wpaść w złość, furię, bo miałyście dość udawania? Dość spełniania oczekiwań, grania roli w jaką wpadłyście? Roli, którą same stworzyłyście?  Czy bycie sobą, życie po swojemu możemy nazwać...

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Odbierz prezent

Darmowy e-book: Miniporadnik jak żyć wolniej na co dzień