Nie nadajesz się na matkę?

Od przedszkola słyszałam, że my dziewczynki będziemy mamami. Kupowano nam lalki i misie, bawiłyśmy się w dom. Pamiętam, że od rodziców dostałam nawet prawdziwe nosidełko, bym mogła chodzić wszędzie z moją siusiającą lalką Zuzią. Nosidełko było kolorowe, żółto-czerwono-niebieskie. Z tyłu miało kieszonkę na butelkę, chusteczki… – ach! To były czasy! Wtedy bycie matką było takie proste!
Później mieliśmy w domu różne zwierzaki: chomiki, koty, króliki. Ostatni był pies – był z nami 13 lat. Wielki indywidualista. Na ironię, nie lubił jak się nim nadmiernie zajmowało – a z założenia zwierzaki miały nauczyć nas odpowiedzialności. Pies nie aportował, bawił się sam. Był niesamowicie spokojny i w ogóle nie szczekał!

Mijały lata, a mój charakter kształtował się. Życiowe doświadczenia sprawiły, że zakochałam się w ciszy i spokoju. Lubiło wszystko kontrolować i znienawidziłam chaos. Zaczęłam oddalać się od ludzi, na rzecz bycia obserwatorem. Do bycia matką było mi bardzo daleko!
Frustrację i niechęć do macierzyństwa potęgowały wciąż powtarzające się dialogi:
– Jesteście już razem tyle lat! To kiedy dzieci?
– Ja mam jeszcze mleko pod nosem! Jakie dzieci?!
– No już najwyższa pora! Jak ja urodziłam byłam młodsza od Ciebie!
– Nie dojrzałam jeszcze do bycia matką.
I tak cały czas… . Odechciewało się.

Rok temu wzięliśmy Peżota i Twingo. O mój Boże, co to za psy! Tak absorbujących kundli, o tak różnych charakterach, to świat dawno nie widział!!

Peżot
Peżot

Peżota wzięliśmy z domu zastępczego. Został znaleziony na ulicy zimą, jako szczeniaczek. Przygarnęliśmy go jak miał około pół roku. Peżot stał się obrońcą. Wystarczy szmer na klatce schodowej, a on już zaczyna wariować, rzucać się i szczekać. Najgorzej, jak boli Cię głowa, a on nic sobie z tego nie robi. W między czasie ciągle przynosi zabawkę i chce by mu rzucać. I tak non stop! Rzuć – przynieś – rzuć – przynieś. A spróbuj schować mu zabawkę! Kiedyś podjęliśmy taką próbę! Ukryliśmy bombelka w szafce jak nie widział. To sobie wyniuchał i przez 4h piszczał i skamlał bo wiedział, że on tam jest! Po 4h my nie wytrzymaliśmy i daliśmy mu tą zabawkę. Czasem, kiedy nie wykazuje mu się zainteresowania, kładzie się koło Ciebie i skamle. I ujada. I tak coraz głośniej!

Twingo
Twingo

Z Twingo jest inaczej. To pies przylepa podkołdernik. Wzięliśmy go od kuzynki. Gdy tylko się urodził, wujek brał go na ręce i spał z nim. I tak, teraz Twingo domaga się by ciągle być na kolanach. Gdy zbliża się 22:00, szczeka swoim piskliwym głosikiem, bo przecież już czas do wyra! Stara się uczyć od Peżota, więc jak ten zaczyna szczekać, Twingo idzie w jego ślady. Z Twingo jest jak z małym dzieckiem – jak coś chce, to sobie wykrzyczy. Będzie piszczał i szczekał, aż dostanie to co chce – choćby zainteresowania.

nono
Juniorka matka, Joker i Twingo

Apogeum ich hałaśliwości przeżyłam, jak gonił mnie termin oddania pracy magisterskiej. Twingo co chwila chciał mi wskakiwać na kolana, Peżot zaś, przynosił zabawkę i kazał ją sobie rzucać. Do tego w między czasie szczekały, warczały i gryzły się. Głowa to myślałam, że mi odpadnie! Kolejny dzień i to samo. W rezultacie od rana do 17 nic nie zrobiłam.
W pewnym momencie odłożyłam laptopa, usiadłam z nimi na podłodze i zaczęłam się bawić. Rzucać Peżotowi zabawkę, trzymając Twingo przytulonego do siebie. Bawiłam się z nimi tak niecałą godzinę. Później już miałam spokój do końca dnia.

Posiadanie 2-óch psów, o tak różnych charakterach było i jest dla mnie niesamowitą lekcją. To jest jak przedsmak macierzyństwa. Wiem, że z dziećmi będzie o wiele więcej roboty. Dziecko będę musiała też wykąpać, wyjąć mu gluty z nosa i umyć dupkę po kupie. Z psami te problemy odpadają. Ale to tylko czynności.
Najbardziej się cieszę z cierpliwości jakiej mnie te sierściuchy nauczyły. Już się tak nie denerwuję na hałas. Nie popadam w złość, gdy one coś chcą, a ja mam obowiązki. Zdecydowanie zwolniłam przy nich bieg życia. Gdy muszę coś zrobić w domu, robię przerwy by się z nimi pobawić. Tym sposobem ja wykonuję swoją pracę, może zajmuje mi to więcej czasu, ale przy tym mam spokój, a psy moją uwagę.
Nauczyłam się też, że sposób w jaki poświęcam im uwagę, wcale nie musi być wyszukany. Gdy one chcą się bawić, Peżot przynosi swój sznur – wystarczy, że ja będę ten sznur trzymać. I tyle.

Nie nadajesz się na matkę? Weź sobie psa. A najlepiej dwa! 
Jestem zwolenniczką małych kroków. Choć psy to mniejszy obowiązek niż dziecko, to cieszę się, że to przy nich miałam swoje pierwsze frustracje. Że to przy nich złościłam się na hałas jaki robią, na to jak są absorbujące, a nie na dziecko. Cieszę się, że własnie przy psach,a nie dzieciach, oduczyłam się bycia impulsywną i gwałtownego reagowania. Wiele razy zdarzyło mi się krzyknąć na nie, warknąć i wpaść w złość. Wiele razy miałam je po dziurki w nosie z tej bezradności. Mam nadzieję, że to sprawi moje macierzyństwo będzie łatwiejszym. I nie będę tak negatywnymi uczuciami obdarzała mojego dziecka.

(Visited 45 times, 1 visits today)