Na czym polega zasada niedostępności w związku

Często piszę Wam, jak bardzo uwielbiam spędzać czas na wsi. To zdecydowanie mój kawałek świata. To tam kieruję się, kiedy jestem zagubiona i kiedy chcę się zgubić.
Jadąc samochodem, dodając gazu, przyspieszając, hamując, skręcając, stojąc i ruszając obserwuje życie na wsi – i zawsze uśmiecham się do siebie. Zdumiewa mnie ten kontrast między mną w ruchu a nimi statecznymi; spokojnymi, oddanymi rytmowi natury. Między mną zależną od koni mechanicznych i nimi – zależnymi od pogody. Kontrast między mną uległą wobec presji społeczeństwa, a nimi – uległymi wobec żywiołu.

Związek natury i człowieka jest przepiękny. To pierwszy związek jakiego doświadczamy w życiu. A gdybyśmy przyjrzeli mu się bardziej – zobaczylibyśmy, że nic tak nie uczy niedostępności jak próba wpłynięcia na naturę.

Na czym polega zasada niedostępności w związku

Kiedy wieje silny wiatr, z drżących sosen spadają szyszki a chmury jak okręty wojenne szturmują wszystkie promienie słońca, kiedy niebo przybiera kolor zakurzonego asfaltu – poddaje się. Zostaję w domu, domykam przez żywioł zamknięte okna. Wstawiam wodę na herbatę, gaszę światło, zapalam lampkę. Wyłączam muzykę. Nasłuchuję pisku wiatru, przez szyby oglądam roztrzęsione choinki.

Kiedy jest gorąco, kiedy żar leje się z nieba – nie próbuje dorównać słońcu. Nie rozpalam ogniska, nie smaruję się preparatem na przyspieszenie opalenizny, nie stoję w samym słońcu. Chowam się do cienia, szukam chłodu. Na głowę wkładam bandankę albo kapelusz. A ciało smaruję kremem z filtrem przeciwsłonecznym.

A kiedy jest zimno, kiedy prószy śnieg, mróz wdziera się rękawkami i przez kołnierz kurtki – zakładam szalik i rękawiczki. Dostosowuję się do panującej pogody. Nie wybiegam na ulicę z kocem ani suszarką. Nie biorę psa na spacer rozpalając w centrum osiedla ogniska by nie zmarznąć. Nie robię wbrew, nie robię na przekór – dostosowuję się ubierając cieplej. Zakładam wyżej zabudowane buty co by nogawki z nich nie wychodziły.

Na tym właśnie polega niedostępności w związku

Na działaniu według swoich potrzeb. Na dostosowywaniu się do sytuacji. Na umiarze. Na niepopadaniu w paranoję. Na naturalnym nurcie relacji.

Kiedy czytam historie kobiet, a wraz z historiami komentarze, jestem przerażona a z bezradności opadają mi ręce.
Ile przepłakanych nocy musi minąć nim kobiety zrozumieją, że nie warto w związku udawać kogoś kim się nie jest? Te kobiety chłoną toksyczne, zatruwające ich osobowość frazesy „bądź taka, bądź zołzą, rób, nie zrób, zrób krok w tył, trzy kroki w bok”. Jak mantrę powtarzają kim mają być, jak postępować aby go zatrzymać, aby go zainteresować.

A wystarczy się zatrzymać.

Przypomnieć sobie jak to było za czasów szkolnych, kiedy umawiało się po lekcjach na randkę. Z ekscytacją w sercu chodziło obok siebie, razem ruszało z prawej nogi i pilnowało kroku. Jak siadało się na schodkach, niby blisko siebie, a jednak z dystansem, i kawałek po kawałku odkrywało siebie. Kawałek po kawałku… .

Wystarczy sobie przypomnieć to pierwsze nieśmiałe muśnięcie dłonią dłoń i pierwsze splecione ręce.

Ten pierwszy, niepewny pocałunek. Palpitacja serca, zatrzymanie akcji.

Wystarczy przypomnieć sobie jak to było zanim naczytaliśmy się bzdur. Zanim zaczęliśmy grać, udawać i ugrywać. Wystarczy przypomnieć sobie, jak to było, kiedy nie robiło się nic wbrew sobie. Kiedy wszystko miało swój rytm, swój krok i swoje miejsce.

Zasada niedostępności nie polega na powstrzymywaniu się. Na nieokazywaniu radości, która rozrywa pierś. Na odmawianiu spotkania, choć nocą spać nie możemy marząc o wspólnym wyjściu.
Zasada niedostępności nie polega na kroku w tył.

Zasada niedostępności polega na tym aby dawać od siebie tyle, ile na tą chwilę czujemy się bezpiecznie. Na oddaniu siebie w takim stopniu, aby czuć do siebie szacunek – nawet, jeśli jutro mielibyśmy się już nie zobaczyć. Na oddawaniu siebie w taki sposób aby czuć, że robimy wszystko w zgodzie ze sobą, a nie wbrew. Robimy z umiarem, rozsądkiem a nie z paranoją.

Cieszę się, że w chwili gdy poznałam mojego męża – nie znałam tych gier w związek. Bez prania mózgu mogłam od samego początku być sobą i dać się poznać taką jaka jestem. Ze wszystkimi zaletami i wadami. Z wrażliwością jaką mam i gorącą wodą, w której często jestem kąpana. Cieszę się, że tworzyliśmy związek powoli, dając sobie szansę. Poznając się krok po kroku, rozmawiając o tym co ważne i nie. Wspólnie dyskutując, żartując i poznając swój pogląd na świat. Wspólnie popełniając błędy i wspólnie naprawiając je.

W tworzeniu związku nie chodzi o to, aby zainteresować sobą i zatrzymać. Chodzi o to, aby dobrze się dobrać. Aby poznać się takimi, jacy jesteśmy – bez żadnych gier, bez żadnego wbrew sobie.

Jeśli masz czas i ochotę – spotkaj się z nim, zadzwoń, odpisz. Jeśli nie masz dziś czasu ani ochoty – odmów.
Jeśli świeci słońce – idź się opalać, jeśli masz na to ochotę. A jeśli wiatr zrywa dachy domów – nie działaj wbrew swoim odczuciom, wbrew rozsądkowi i nie leż w deszczu na ręczniku plażowym w nadziei, że trochę się opalisz, odpoczniesz, zrelaksujesz…. .

21 MAJA PREMIERA E-BOOKA
o tworzeniu pozytywnej relacji w związku

zapisz się na Newsletter NaSwoim

jeśli chcesz:
• dostać DARMOWY rozdział e-booka

• dostać RABAT z okazji premiery

• tworzyć LEPSZY związek

DO PREMIERY E-BOOKA POZOSTAŁO:

00
dni
00
godzin
00
minut
00
sekund

Właśnie zapisałaś się do naszego newslettera. Szalenie się cieszę! Zaraz dostaniesz od nas pierwszego maila :)







podobał Ci się ten post?

skomentuj go i puść dalej w świat!

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Trzydzieści dni to dużo czy mało? Za każdym razem, kiedy przychodzi koniec miesiąca, kiedy piszę podsumowanie śmieję się z absurdu miesiąca. Trzydzieści dni - przecież to tak niewiele, tak mało. Jeden miesiąc. Jeden miesiąc, kiedy Ty żyjesz już tych miesięcy kilka....

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Dwa lata temu, moja mama pierwszy raz dała mi kilka doniczek z pomidorkami koktajlowymi. Powiedziała mi wtedy: jak się przyjmą, to będziesz miała pomidorki, a jak się nie przyjmą - to wyrzucisz, co ci szkodzi wziąć? Uśmiałam się, ale moja mama ma właśnie takie...

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu? Zdarzyło Wam się kiedyś wyjść z siebie, wpaść w złość, furię, bo miałyście dość udawania? Dość spełniania oczekiwań, grania roli w jaką wpadłyście? Roli, którą same stworzyłyście?  Czy bycie sobą, życie po swojemu możemy nazwać...

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Odbierz prezent

Darmowy e-book: Miniporadnik jak żyć wolniej na co dzień