Minimalizm – przestrzeń dla myśli [pobierz checklistę]

Z minimalizmem, jak i z innymi głośnymi modami, mam problem. Może jest to spowodowane moją wysoko wrażliwą osobowością, ale tak samo jak było w przypadku mody na zero waste, mam poczucie, że i minimalizm przybiera niewłaściwy tor. Coś, co miało dać nam przestrzeń i oduczyć nas konsumpcjonizmu zmieniło się w kolejne wyzwanie i wyścig w bezrefleksyjne posiadanie jak najmniejszej ilości rzeczy.

Bo czy nie macie wrażenia, że od pozbycia się 100 rzeczy ważniejsze zrozumienie, dlaczego właśnie teraz chcemy pozbyć się akurat tych przedmiotów?

 

Minimalizm – przystanek w poznawaniu siebie

Odkąd pamiętam nie lubiłam wyrzucać rzeczy. Gdzieś tam z tyłu głowy zawsze miałam: może kiedyś ci się to przyda? Lepiej zostawić. Tym sposobem w rodzinnym domu dokupowałam kolejne meble i pojemniki, aby mieć gdzie te wszystkie przydasie przetrzymywać.
Kiedy przeprowadziliśmy się na swoje, powiedziałam: koniec z tym! Nowe mieszkanie możemy urządzić uważnie. Teraz jest najlepszy moment, aby mieć w nim tylko to, co jest nam naprawdę potrzebne, bez zagracania go.
Po czterech latach życia na swoim… – dorobiliśmy się całkiem ładnej kolekcji rzeczy niepotrzebnych.

I choć rozsądek nawet już nie podpowiadał mi, on krzyczał do mnie, abym pozbyła się tych przedmiotów – ja groziłam mu palcem wiedząc lepiej. Wiedząc, że kiedyś te rzeczy na pewno mi się przydadzą. Te rzeczy – spodenki od wf’u z liceum…

Jednak, mimo tego, że od dawna nosiłam się z zamiarem uporządkowania swojej przestrzeni – bałam się to zrobić. Bałam się wyrzucić coś, za co dużo zapłaciłam, co było dla mnie ważne, choć było bezużyteczne lub niefunkcjonalne.

Czego się bałam? Chciałabym powiedzieć, że nie wiem.
– Może bałam się oceny innych osób?
– Może wypadało coś mieć?
– Może bałam się, że mała ilość rzeczy sprawi, że w tym domu nie będzie czuć mnie, będę bezosobowa? 

Przez strach zmierzenia się z własnymi lękami, trzymałam te wszystkie moje obawy i wspomnienia, jednocześnie próbując odnaleźć obecną siebie.

Czy to nie brzmi dla Was absurdalnie – jak emocje związane z przedmiotami nie pozwalają nam rozprzestrzenić własnych skrzydeł?

Dziś jestem już po pierwszym kroku odgracania mojej przestrzeni i zrywania z demonami przeszłości.

Wyrzucając przeszłość, pozbywając się przedmiotów, do których miałam sentyment, ale z którymi już się nie identyfikuję i „to nie jestem już ja” – poczułam, że rośnie moja akceptacja obecnej siebie. Czułam, że daję sobie miejsce na nowe i na zmianę. Coś, co powodowało mój niepokój i lęk – zostało wyrzucone, a miejsce po tym – uporządkowane.

Teraz mogę podjąć nową decyzję: czy chcę to miejsce zostawić puste czy zapełnić?
A jeśli chcę zapełnić: to  czym? Jaką sobą?

Kiedy wybierałam swoje słowo roku, nie wiedziałam czego się spodziewać. Wiedziałam, jaki cel chcę osiągnąć, wiedziałam, że chcę lepiej poznać siebie. Ale nie wiedziałam, jaką to wszystko obierze drogę. 

Dziś już wiem, że poznanie siebie wymaga od nas ogromnej odwagi.
Nagle nie uczymy innych jak mają żyć, nie mówimy innym jak powinni postąpić. Nagle skupiamy się na sobie stając się jednocześnie uczniem i nauczycielem. Ta postawa wymaga od nas ogromnej uważności i równowagi między byciem dla siebie surowym a pobłażliwym.

W (moim) minimalizmie nie chodzi o to, aby bezrefleksyjnie pozbyć się wszystkiego, czego mamy w nadmiarze lub co budzi nasze emocje – działając wbrew sobie.
Chodzi o to, aby uwolnić się od toksycznej siły przyciągania przedmiotów i strachu przed opinią innych, dając sobie szansę na poznanie siebie i skupienie się na tym, co dla nas jest naprawdę ważne i zgodne z nami.

Na sam koniec przygotowałam dla Was check-listę, która pomogła mi w poznaniu, które z miejsc w naszym domu wymagają uporządkowania.

Dajcie znać z czym mieliście największe problemy robiąc przestrzeń dla lepszego poznania siebie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Odbierz prezent

Darmowy e-book: Miniporadnik jak żyć wolniej na co dzień