Minimalistycznie i zero wasteowo w łazience – jak ogarnęliśmy chemię i kosmetyki

Kiedy zamieszkaliśmy z Dawidem na swoim, pierwsza rewolucja, jaką przeprowadziliśmy, dotyczyła zakupów spożywczych. Choć w naszych domach nie marnowało się jedzenia, choć żyjąc w pojedynkę potrafiliśmy odpowiedzialnie gospodarować żywnością, choć byliśmy parą już tyle lat (!) to codzienność we dwoje pokazała nam, jak trudno jest z dwóch elementów zrobić jeden. Jak trudno jest pogodzić dwa odmienne style żywienia, sposoby robienia zakupów – w jeden. Nasz.
Frustracja z marnowanego jedzenia i pieniędzy sprawiła, że bardzo szybko udało nam się wypracować wspólny, jeden model zakupów spożywczych.
Gorzej, natomiast, było z chemią. Z chemią do domu i kosmetykami… .

Minimalistycznie i zero wasteowo w łazience – jak ogarnęliśmy chemię i kosmetyki

Próba uporządkowania łazienki, a pod pojęciem łazienki mam na myśli także wszelkiego rodzaju kosmetyki do pielęgnacji ciała i twarzy, wszelką chemię do podłogi, płytek i szampon dla psa, nie była bezbolesna. Problemy z cerą naczynkową oraz comiesięcznymi wypryskami też nie ułatwiały zadania.
Ale najgorsze w tym wszystkim były dwie rzeczy: stare nawyki i sprawnie działający marketing kosmetyczny!

Przyjemnie było mi kupować nowe kremy do twarzy, tym bardziej, że z każdym zakupem nowy wybór wydawał mi się być lepszym od poprzedniego. Cieszyłam się widząc jak stan mojej cery poprawia się, choć nie do końca jestem pewna czy to był efekt kremu, zmiany pory roku, miejsca zamieszkania, i wielu, wielu innych czynników.
Jeden tonik, drugi płyn do demakijażu, bo ten nowy ma w sobie śluz ślimaka a ten poprzedni to takie byle co.
Szkoda słów.
Zachłyśnięcie się naturalnymi kosmetyki, robieniem kosmetyków samemu.
W konsekwencji – mnóstwo buteleczek, mnóstwo kiedyś otwartych, w połowie zużytych półproduktów.
W konsekwencji – nigdy ich już nie użyję. Część się przeterminowała, części bałabym się użyć.

Szkoda było wyrzucić te wszystkie kosmetyki i pieniądze.
Ale tak trzeba było postąpić.
Bez żalu!

Kupując nowe kosmetyki – wciąż chodziłam i chodzę po omacku. Nie znam się tak dobrze na składach kosmetyków, jak na składach żywności, ale wiem jedno: małymi kroczkami można podbić świat!
Kupując nowy szampon zwracam uwagę, aby był wegański lub wegański i nietestowany na zwierzętach. Do tej pory nie znalazłam idealnego szamponu nietestowanego na zwierzętach, ale za to znalazłam super szampon wegański!
Mały krok – ale za to jaki znaczący.

Mydło używamy w kostce.
Obecnie na rynku jest tyle pięknych mydeł, które nie dość, że spełniają swoją funkcję, to jeszcze pięknie zdobią łazienkę. A estetyka przy zero waste jest dla mnie bardzo ważna. Nadaje charakteru i indywidualności.

 

Jednak są produkty, z których nie możemy zrezygnować – lubimy je, używanie ich dają nam przyjemność, tak po prostu. Dla nas dobrym rozwiązaniem stały się większe opakowania. A zawartość dużego opakowania – ze względów estetycznych przelewamy do mniejszej buteleczki.

 

Jednak największym sukcesem okazało się świadome kupowanie. Kupowanie wtedy, kiedy coś się skończy.
Dzięki tej zasadzie, dzięki trzymaniu się jej tak bardzo kurczowo, jak dziecko kurczowo trzyma się rączką spódnicy mamy, nie kupujemy pod wpływem impulsu, reklam, zachcianki.
Dopóki mamy coś, dopóki używamy, dopóki jest otwarte – nowego nie kupujemy!

Nie kupujemy też wtedy, kiedy mamy. Nie kupujemy nowego kremu do twarzy, jeśli wiemy, że gdzieś tam w szufladzie, w koszyczku, mamy kilkanaście próbek danego kosmetyku.
Zanim zaczęliśmy interesować się zero waste, nie zdawaliśmy sobie sprawy z bezsensowności próbek. Tych małych saszetek z jedną lub dwoma porcjami kremu. Nim się obejrzeliśmy okazało się, że tych próbek mamy szalenie dużo!
Zużywamy je. Chcemy wyjść z tymi zapasami na zero.
I choć skończył mi się krem do twarzy, choć kobiecy chochlik siedzi na ramieniu i szepce do ucha „no kup sobie ten krem, no zamów go sobie” – rozum podpowiada aby zaczekać. Aby zużyć to co mamy. Bo jeśli tego nie zrobimy – i tak je wyrzucimy… .
Podwójne marnotrawstwo.

 

 

Starając się wprowadzić do naszego życia więcej ekologii, więcej natury – postawiliśmy na małe kroczki.
Robienie wielkich rewolucji kończyło się u nas zawsze tak samo – fiaskiem. Braliśmy na siebie za dużo, zbyt duże chcieliśmy wprowadzić zmiany, co powodowało, że się gubiliśmy. To co miało nam przynieść lekkość, spokój – powodowało w nas olbrzymią frustrację.
Nie da się wszystkich nawyków zmienić w jeden dzień. Dlatego my – robimy to stopniowo. Na luzie.
Wraz z każdym zakończonym starym opakowaniem – nowe kupujemy już po przemyśleniu. Po wybraniu najmniejszego zła. Po wybraniu takiej opcji, która zadowoli naszą chęć życia bardziej świadomie, z korzyścią dla środowiska i naszego portfela. Bo tak, pieniądze są dla nas ważne przy próbie życia bliżej natury w mieście. Staramy się znaleźć złoty środek, który zadowoli obie strony, choć ta druga dziś nam o tym nie powie. Ale za to za kilka lat – odwdzięczy się nam.

 

Natura doskonale wie, że nic na siłę. Wie, że mimo chęci w dwa dni z nasionka nie będzie wielkiego dębu. I my też wiemy, że w jeden dzień nie zmienimy naszych nawyków. Dlatego pokornie, jak natura, czekamy. Czekamy aż na każdy kosmetyk, każdą nową decyzję przyjdzie odpowiedni czas. Aż skończymy jedno opakowanie, i dopiero wtedy podejmiemy próbę znalezienia lepszego rozwiązania.

 

A największym naszym zaskoczeniem jest to, że mając malusieńką łazienkę okazało się, że w zupełności wystarczy nam jedna szafka pod umywalką. Jesteśmy w stanie zmieścić tam całą chemię z jakiej korzystamy w domu, łącznie z kosmetyczkami i zapasem papieru toaletowego.
Tak dużo, a tak mało.

Najważniejsza dla nas zasada: miej tylko to, z czego korzystasz. A każdy następny zakup niech nie będzie gorszy od poprzedniego.

podobał Ci się ten post?

skomentuj go i puść dalej w świat!

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Trzydzieści dni to dużo czy mało? Za każdym razem, kiedy przychodzi koniec miesiąca, kiedy piszę podsumowanie śmieję się z absurdu miesiąca. Trzydzieści dni - przecież to tak niewiele, tak mało. Jeden miesiąc. Jeden miesiąc, kiedy Ty żyjesz już tych miesięcy kilka....

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Dwa lata temu, moja mama pierwszy raz dała mi kilka doniczek z pomidorkami koktajlowymi. Powiedziała mi wtedy: jak się przyjmą, to będziesz miała pomidorki, a jak się nie przyjmą - to wyrzucisz, co ci szkodzi wziąć? Uśmiałam się, ale moja mama ma właśnie takie...

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu? Zdarzyło Wam się kiedyś wyjść z siebie, wpaść w złość, furię, bo miałyście dość udawania? Dość spełniania oczekiwań, grania roli w jaką wpadłyście? Roli, którą same stworzyłyście?  Czy bycie sobą, życie po swojemu możemy nazwać...

1 komentarz

  1. Ewa Maciąg

    Super wpis. Sama mam łazienkę zupełnie wolną od chemii i pochodnych ropy naftowej w kosmetykach do pielęgnacji. Te, których używam są świeże, wegańskie i mają minimalistyczne, ekologiczne opakowania. W łazience prezentują się pięknie. Korzystam z nich wspólnie z moim partnerem, co pozwala zminimalizować listę kosmetyków w domu. Z chemią gospodarczą idę w dobrym kierunku ale jeszcze się uczę 😉

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Odbierz prezent

Darmowy e-book: Miniporadnik jak żyć wolniej na co dzień