Marzy Ci się poznanie znanej influencerki lub celebrytki? Nie rób tego.

Ach, powiem Wam, że gdzieś tam czuję straszny niepokój pisząc ten post. Czuję go, bo nie chcę aby został on źle odebrany.
Ja lubię wchodzić z Wami w interakcje, lubię jak piszecie mi co u Was słychać, że zaczynacie czytać nową książkę lub odliczacie dni do urlopu. I pisząc te słowa uśmiecham się do siebie, bo wiem, kto mi te historie opowiadał i kto recenzował książkę.

Ale w internecie tak właśnie jest. Na blogach tak jest.
I dlatego ja tak szalenie usilnie na instastory powtarzam Wam, abyście zapisały się do mojego wolnego newslettera. Bo tam możemy być sobą. Tam nikt nikomu nie wytknie niepoprawności politycznej. Nikt nie będzie stwarzać pozorów.
Zupełnie inaczej niż w ogólnie dostępnym Internecie…

Żyjąc wyobrażeniem o znanej osobie

Powiem Wam, że im dłużej jestem w Internecie, tym większą mam do niego awersję. Jestem tym typem człowieka, który zanim zacznie coś robić na 100% – to musi to poznać. Musi dowiedzieć się jak to działa, co robić, co jaki da efekt. Zanim osiągnęłam (całkiem bardzo niedawno) ten efekt, który widzicie teraz, zanim poczułam się pewnie, poczułam, że mam w sobie tę odwagę aby rozwinąć skrzydła – minęło pięć lat!
Pięć lat czytania, uczenia się, podglądania innych, konfrontowania wiedzy z rzeczywistością. I po tych pięciu latach stwierdzam – że ja tak nie chcę, nie chcę być tego częścią. I dlatego też – przestałam czytać inne blogi, obserwować innych blogerów.

„Masz prawo do swojego zdania”
Pierwszą taką najbardziej denerwującą mnie odpowiedzią, jaką widziałam/słyszałam u tych „dużych” influencerów/celebrytów było – masz prawo do swojego zdania.
To prawda – każdy z nas ma prawo do swojego zdania. Każdy z nas ma prawo do swoich przekonań i co więcej – każdy z nas ma prawo do tego, aby jego zdanie było szanowane.
Ale jest coś, co w tym zdaniu mnie szalenie razi.
Mówię o „chęci poznania Waszego zdania”.

Kiedy osoba znana, popularna mówi „jestem ciekawa waszego zdania” lub kreująca się na osobę wrażliwą, empatyczną, dobrą, zachęcającą do interakcji mówi „masz prawo do swojego zdania” i nic więcej – ja te słowa odczytuję jako „w nosie mam co myślisz, ale masz prawo tak myśleć i ogólnie to, no, nie pisz do mnie”.

Rozczarowanie.

 

„No i po co mi to mówisz?” 
To jest chyba historia, która najbardziej mną wstrząsnęła. Dziewczyna powiedziała influencerce, że ktoś stworzył „identyczny” produkt co ona. Daję słowo „indentyczny” w cudzysłów, ponieważ osobiście żadnego z produktów (poza tytułem i genezą problemu) nie widziałam na oczy. A rzecz dotyczyła e-booka o innowacyjnej treści.
Na ile produkt był uniknalny? Nie wiem.
Czy pomysł został w jakiś sposób opatentowany? Nie wiem.
Czy był reklamowany jako innowacyjny, nowość? Tak.

Dziewczyna zgłosiła influencerce kreującej się jako wysoko wrażliwa, empatyczna – że ktoś chyba kopiuje jej produkty. Zgłosiła to w dobrej wierze. A otrzymała – pogardę? Drwinę? Obrazę? Chamskość?

Rozczarowanie.

 

I teraz opowiem Wam historię z mojego dziecięcego podwórka. 
Któregoś razu mój tata zabrał mnie do swojej pracy mówiąc, że dziś w pracy będzie miała sesję zdjęciową Maryla Rodowicz.
Ach, w tamtych czasach kochałam Marylę!
Fart chciał, że dziecko, niemowle, z którym Maryla Rodowicz miała mieć sesję, akurat spało, więc była chwila wolnego czasu.
Mój tata powiedział do mnie wtedy: Asia, weź zeszycik i pójdź do Maryli Rodowicz po autograf.

Niewiele myśląc – poszłam. Do dziś nawet pamiętam wygląd tego zeszyciku.
Miejsce, w którym odbywała się sesja było zamknięte. Nikt spoza pracowników, nie mówiąc już o dzieciach, nie miał tam szansy wejść. Maryli Rodowicz nie zastanowiło to, skąd w tym miejscu dziecko. Po prostu fuknęła wtedy na mnie mówiąc, bym ja, bachor, odeszła stąd bo przeszkadzam. Żebym głowy nie zawracała.

I wiecie co?
Popłakałam się.
Moja idolka, ta wspaniała osoba, ta ciepła, serdeczna, wyrozumiała – opieprzyła mnie, przegoniła.
Od tamtej pory, a minęło pewnie z 18 lat, wciąż czuję odrazę do Maryli Rodowicz bo wiem, że to co widać w telewizji, jest okropną kreacją. Widzę, że to nie ma nic wspólnego z jej prawdziwym charakterem.

Rozczarowanie.

 

Takie sparzenia, zderzenia z rzeczywistością powodują w nas gorycz. Powodują, że wszystko to, co było dla nas ważne, w co wierzyliśmy, co podziwialiśmy  a nawet czym się inspirowaliśmy tworząc swoje własne wartości – lega w gruzach. I pewnie, ktoś mógłby powiedzieć „nie odpowiadam za twoje uczucia”. Ale czy to prawda?

Czy kłamiąc, stwarzając pozory, traktując kogoś z góry i nie zważając na słowa – możemy powiedzieć „nie ponoszę odpowiedzialności za to co czujesz”? Nie odpowiadam za to, że czujesz, że ci przykro?
Ja uważam, że nie.

 

Słuchając tych wszystkich przykrych historii,  mając swoje doświadczenia z celebrytami – czuję, że nie chcę być tego częścią. Nie chcę kisić się w tym sosie o smaku „kto lepszy”. Nie chcę pić wina i zastanawiać się, czy to prawdziwa ona, czy tylko gra? Ona tak myśli, czy po prostu zachowuje profesjonalizm, bo kontrakt ją do tego zobowiązuje?

I z perspektywy czasu powiem Wam, że poznania niektórych prawd żałuję.
Żałuję, że osoby, które tak bardzo podziwiałam, które budziły we mnie szalone emocje, inspirowały mnie do bycia lepszą osobą – okazały się być inne. Żałuję, bo coś do czego dążyłam okazało się, że nie istnieje.

To prawda – w Internecie widzimy tylko fragment czyjegoś życia.
Ale wiecie co?

Bez względu czy jesteśmy w Internecie, czy widzimy się na żywo, czy pracujemy razem, czy widzimy się tylko w sklepie spożywczym lub na grupie facebookowej – zawsze warto pamiętać, że mamy do czynienia z żywym człowiekiem. Człowiekiem pełnym miłości, dobrego słowa, wsparcia. Bo chyba nikt z nas nie myśli o sobie „jestem zły”…
I tak sobie myślę, że to strasznie jest smutne przekonać się, że ktoś, kto był dla nas wzorem, okazał się być… – grą.

 

Czyżbyśmy w Internecie powoli przemieniali się w hologramy niezdolne do współodczuwania emocji?
Czy ciągle grając rolę osoby wrażliwej, w końcu sami przestajemy być zdolni do empatii?

Hej! Jeśli spodobał Ci się ten post, będzie mi bardzo, bardzo miło jeśli

udostępnisz go na facebooku i skomentujesz.

To cudowne móc poznać Twoje zdanie, wymienić myśli. Tak tworzy się więź… 

Do usłyszenia wkrótce
Asia Maj Dubińska

Dlaczego przestałam walczyć z chandrą i jesienną depresją

Dlaczego przestałam walczyć z chandrą i jesienną depresją

Jeszcze jakiś czas temu bardzo przeżywałam wszystkie spadki formy. Muszę działać! - powtarzałam sobie za każdym razem, kiedy nie miałam na nic sił. Leżąc na kanapie zarzucałam nogi na jej oparcie i zadręczałam się myślami. Poddawałam wątpliwościom swoje działania,...

Oczekiwania jakie mam wobec mojego męża

Oczekiwania jakie mam wobec mojego męża

Mówi się, że brak oczekiwań to brak cierpienia. Bo mając oczekiwania, możemy się zawieść, rozczarować. A chyba, och, każda z nas doskonale wie, z czym wiążą się te uczucia, z jakimi emocjami - z bólem, smutkiem, rozpaczą. Ale czy brak oczekiwań to na pewno dobre...

Guilty pleasure? Nie znam gościa.

Guilty pleasure? Nie znam gościa.

Pamiętam jak kilka lat temu, aż sprawdziłam, dwa lata temu, modne było "guilty pleasure". Blogerzy pisali o swoich grzeszkach, które nie były niczym złym. Bo czy naprawdę tak wielkim grzeszkiem jest kawałek czekolady? Ale i ja uległam tej modzie. Także napisałam o...

0 komentarzy

A Ty, co o tym myślisz?

Odbierz prezent

Darmowy e-book: Miniporadnik jak żyć wolniej na co dzień