Czy naprawdę kocha się za nic?

Pamiętacie czasy pamiętników? Wpisując się koleżance do pamiętnika, pisaliśmy jakiś wierszyk – lekcję i mądrość na przyszłość. Zaginało się też rożek kartki, w której przemycało się sekretną wiadomość. W moim pamiętniku jeden wpis mówił: Kocha się za nic, nie istnieje żaden powód miłości.

asia z mynaswoim

Czy na prawdę kocha się za nic?

Kiedy zobaczycie w pracy pierwszego lepszego swojego znajomego, zadajcie sobie pytanie: Czy ja go kocham? ABSURD! Pewnie, że odpowiecie „NIE!” Może nawet się wzdrygniecie na samą myśl! Tylko dlaczego? Przecież nie istnieje żaden powód miłości, a kocha się za nic. Dlaczego więc go nie kochacie? Bo nie ma tego czegoś? Bo nie łączy was to coś?

Pomarańcze i mandarynki

Wiecie, latem kocham pomarańcze za ich rześkość. Mandarynki kocham natomiast zimą! W naszym domu, w domu teściów zawsze były mandarynki z powbijanymi goździkami. Mieszkając z rodzicami i pracując już, potrafiłam w pracy, w swojej torebce znaleźć mandarynkę z namalowaną przez mamę buźką – tak bym miała lepszy dzień.

Ile miłości tyle powodów kochania

Kiedy patrzę na męża nie wyobrażam sobie powiedzieć: kocha się za nic.
Mam wielu znajomych, ale tylko z mężem tak bardzo kocham się wygłupiać. To przy nim czuję, że mogę zbłaźniać się i wydurniać na potęgę. Nikt tak jak on nie rozumie moich żartów.
Mąż wie też jak bardzo nienawidzę gotować. Nie rozumiem pasji do gotowania. Nie rozumiem jak może komuś sprawiać przyjemność babranie się w obierkach, mycie, krojenie, smażenie, przyprawianie a później mycie sprzętów kuchennych i sprzątanie. Doceniam to, że w naszej małej rodzicie obiad po prostu pojawia się na stole.
Ja jestem dość bardzo impulsywna. Dużo gadam, szybko działam, nie zawsze to moje działanie i gadanie ma sens. Dawid jest tą osobą, która studzi moje nerwy i nie ocenia mnie przy tym.
To przy nim mogę płakać bez powodu, zwyczajnie, dla kaprysu. To przy nim mogę przypalić wodę w czajniku. I to on dba o samochód, wymianę opon i wszelką elektronikę. Ja nawet nigdy sama nie pojechałam na myjnię samochodową!

Nie kocha się za nic. Kocha się za wszystko!

Gdybyśmy kochali za nic – moglibyśmy kochać każdego. A jednak wielu z nas kochanie przychodzi bardzo ciężko. Kiedy raz zostaniemy zranione, trudno jest nam otworzyć się na nową miłość, nowy związek. Ciężko nam jest znów zaufać. A jednak robimy to. Znów kochamy.
Kochamy za wszystko. Kochamy za to, że nas uzupełnia. Że ma zalety, których nam brak. Kochamy za przeciwieństwa. Za zaufanie. Za opiekę i „załóż czapkę bo wieje”. Kochamy za przykrycie nas kołdrą w nocy i zamknięcie okna bo już za zimno jest. I za otworzenie okna, gdy za gorąco. I przyniesienie wody o 3 w nocy. Kochamy za to, że parkuje nam samochód przodem do wyjazdu. I za to, że wracając do domu kupuje Ci Twoje ulubione ciasteczka – bo tak.
Kochamy za troskę, za pamięć i ukojenie nerwów. Za głośny śmiech.

 

Wiecie co jest najlepsze, w chodzeniu do pracy? To uczucie jakie towarzyszy Ci, kiedy z niej wracasz do domu.  Z każdym kilometrem czujesz coraz większą radość, serduszko coraz bardziej wzlata Ci go góry i masz ochotę krzyczeć bo zaraz zobaczysz się z ukochanym. Wszystko co złe, wszystko co burzyło Twój spokój, wszystkie raporty, sprawozdania i problemy zostawiasz kilometr, po kilometrze za sobą – bo to przed Tobą jest wszystko. Wszystko co kochasz.

podobał Ci się ten post?

skomentuj go i puść dalej w świat!

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Trzydzieści dni to dużo czy mało? Za każdym razem, kiedy przychodzi koniec miesiąca, kiedy piszę podsumowanie śmieję się z absurdu miesiąca. Trzydzieści dni - przecież to tak niewiele, tak mało. Jeden miesiąc. Jeden miesiąc, kiedy Ty żyjesz już tych miesięcy kilka....

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Dwa lata temu, moja mama pierwszy raz dała mi kilka doniczek z pomidorkami koktajlowymi. Powiedziała mi wtedy: jak się przyjmą, to będziesz miała pomidorki, a jak się nie przyjmą - to wyrzucisz, co ci szkodzi wziąć? Uśmiałam się, ale moja mama ma właśnie takie...

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu? Zdarzyło Wam się kiedyś wyjść z siebie, wpaść w złość, furię, bo miałyście dość udawania? Dość spełniania oczekiwań, grania roli w jaką wpadłyście? Roli, którą same stworzyłyście?  Czy bycie sobą, życie po swojemu możemy nazwać...

3 komentarze

  1. Patrycja

    Ja znam inną wersję tego powiedzenia: „kocha się nie za coś, ale pomimo”. W moim odczuciu nie ma lepszego określenia miłości. Ja w swoim krótkim życiu spotkałam bardzo mało akceptacji i też bardzo mało jej w sobie miałam. I zdania nie zmienię do końca życia, bo jestem strasznie popaprana, tak w środku. I może najpierw się kocha za coś, ale trzeba też umieć kochać pomimo tych najgorszych rzeczy w drugim człowieku. O :)

    Odpowiedz
    • MyNaSwoim.pl

      Z tym „pomimo” też prawda. Ale… zamiast „kochać pomimo” można pokochać i te „złe” rzeczy :) We wszystkim można znaleźć urok – tak myślę :). Nawet w skarpetkach rzuconych pod łóżko ;).

      Ps. Popaprańce są fajne :)

      Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Odbierz prezent

Darmowy e-book: Miniporadnik jak żyć wolniej na co dzień