Jestem MAGISTREM – skocz mi!

​Zawsze ciągnęło mnie by pójść do pracy. Miałam potrzebę rozwijania się, poznawania nowych rzeczy. Od małego zawsze miałam jakieś obowiązki, musiałam być za coś lub kogoś odpowiedzialna. 
W  czasie studiów pracowałam w 2 dużych korporacjach. Poznałam mnóstwo ludzi o najróżniejszych charakterach. Wszyscy byli w trakcie studiów, mieli tytuł magistra lub doktora.
Przypadek 1.
Pracowałam w open space’ie. Był tam dział studentów i pracowników etatowych. W pewien sposób byliśmy od siebie zależni, ale stosunek etatowców do nas był okropny. Zrobiły się dwa obozy: etatowcy mogli gadać o pierdołach przez osiem godzin, siedzieć na facebooku, oglądać zdjęcia, śmiać się i robić wszystko to, gdy nam nie wolno było się odezwać. Co chwila od głównej studentki (nasza liderka, która trzymała koalicję z etatowcami) słyszeliśmy “ćśśśś nie tak głośno, nie gadajcie”
Gdy mieliśmy problem z weryfikacją klienta i pytaliśmy liderkę, co zrobić w danym przypadku, słyszeliśmy “a jak myślisz?” mówione tonem jak tylko możliwie z góry. Doszło do tego, że woleliśmy robić błędy niż się z nią użerać. 
Absurd sięgnął zenitu, gdy poproszono nas o podanie godzin (z miesięcznym wyprzedzeniem), kiedy, kto pójdzie do toalety!! To był jedyny raz, kiedy zaśmiałam się komuś prosto w twarz mówiąc “sorry, ale nie jestem w stanie teraz powiedzieć ci czy 10 stycznia będę chciała o 10 iść do toalety a o 12 na herbatę, czy może pić mi się zachce już o 9″. Przyznano mi rację, że to głupie i odpuszczono. Wyobrażacie to sobie? 

Przypadek 2.
Inna praca, jaką miałam to siedziałyśmy w piątkę w pokoju: 3 studentki i 2 kobiety około 35 lat. Zapowiadało się dobrze. Panowała tam jedna zasada: liż i milcz a my doniesiemy.
Gdy się tam zatrudniłam, wiadomo, próbowało się poznać nowe osoby z pokoju, na przerwie obiadowej czy śniadaniowej coś tam się rozmawiało, wyrażało swoje opinie. Jedno było pewne – nie możesz mieć innego zdania niż one; inaczej  lincz! Do dziś pamiętam falę krytyki, jaka na mnie spłynęła, gdy powiedziałam “nie rozumiem, dlaczego ludzie starsi muszą o 7 rano jechać na bazar autobusem – w godzinach szczytu, kiedy autobusy są przepełnione osobami pracującymi i uczącymi się. Jakby nie można było poczekać do 11 chociażby”. 
Pracowałam tam kilka miesięcy i nie wytrzymałam. Niedobrze mi się robiło jak miałam pójść do roboty. Po chyba 2 miesiącach pracy usłyszałam od +35 “coś się stało? Jakaś osowiała jesteś… Nic nie mówisz…” A co mam mówić, do cholery?! Słodko-pierdząca atmosfera podszyta dzikim instynktem dowalenia Ci albo doniesienia. Przychodzisz do roboty, odwalasz swoje i wielki oddech po opuszczeniu biura.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że te panie nie robiły nic, co by wymagało wykształcenia ani wyższego ani średniego ani podstawowego. Nosiły się jak damy, jakby od ich pracy zależał los świata – a to nie było nic wyjątkowego i wymagającego na prawdę czegokolwiek a już na pewno nie inżyniera magistra.
Teraz, jak wiecie, pracuję w piekarni. Na produkcji większość ludzi nie ma studiów. Część z nich jest może po podstawówce, ale i tak pewnie nie wszyscy. I powiem Wam jedno: nigdy nie spotkałam w pracy tak super ludzi! Oni są życzliwi, pomocni, roześmiani, przyjacielscy. Można z nimi porozmawiać na wszystkie tematy. Uwielbiam tą pracę ze względu na tych ludzi. 
Jeśli kiedykolwiek będziecie mieli ochotę spojrzeć na kogoś z góry tylko dlatego, że Wy jesteście wykształceni, macie pieniądze, cudowny zawód,  status, wspaniały dom i super samochód – będę się tarzać ze śmiechu. Będziecie gówno warci.  Mieliście, co najwyżej dobry start, ale to nie Wasza zasługa. Jeśli sami do czegoś doszliście to brawo dla Was, ale nie znacie historii drugiego człowieka, więc nic nie daje Wam prawa bycia ponad. 
Kiedyś przeczytałam bardzo mądre słowa: “jedyny raz, kiedy możesz spojrzeć na drugiego człowieka z góry to moment, w którym podajesz mu rękę i pytasz czy pomóc mu wstać”.
(Visited 12 times, 1 visits today)