Kiedy zaczynałam prowadzić blog, postanowiłam, że będę rozwiązywać ludzkie problemy. Pisząc te słowa zastanawiam się, czy to zdanie wywołało w Was taki sam uśmieszek jak u mnie. Ale wtedy tak było – zapisałam się do wielu różnych grup, czytałam posty obcych ludzi myśląc, że to będzie dla mnie inspiracja. 

Nie wiedziałam wtedy, jak bardzo bokiem wyjdą mi te wszystkie social media…

Czego się nauczyłam o social mediach

Tak, kiedyś chciałam być na każdej grupie, aby móc robić to, czego mnie uczono – budować opinię eksperta. Chciałam też pomagać, pokazywać, że jest inne, lepsze rozwiązanie. Bo ono naprawdę było, tylko trzeba było, no właśnie, trzeba było chcieć. I chcieć musiały obie strony. 

Przebywanie w social mediach pokazało mi jedną rzecz – każdy z nas jest ekspertem, ale nie każdy z nas ma sto procent racji. I to “nie sto” nie oznacza wcale, że ten ktoś się myli. Oznacza, że po prostu ma inny punkt widzenia – inny – swój. I już. 

Jednak to nie inny punkt widzenia powodował we mnie uczucie goryczy. Przebywając w social mediach czułam się źle, bo świat for internetowych jest zupełnie inny od tego mojego, rzeczywistego, realnego świata. Ten internetowy – jest pełen pychy, chamstwa, arogancji i drwin. Chęć dowiedzenia się czegokolwiek sprawiała, że człowiek zostawał zmieszany z błotem.

Więc jak zadbać o równowagę w social mediach, które są przepełnione agresją? Jak znaleźć odpowiedź, skoro zadanie pytania wiąże się z poniżeniem? 

Przebywanie w social mediach nauczyło mnie dwóch rzeczy:
1. Nikogo nie obchodzi twoje zdanie
2. Nie szukaj odpowiedzi wśród nienawiści

Social media ograniczyłam do minimum. Nie przebywam już na grupach, które powodują we mnie negatywne emocje, w których panuje przyzwolenie na drwienie z innych. Nie jestem już w grupach, w których ciągle trzeba odpierać atak.
Zrozumiałam, że bez względu na intencje – nie warto kopać się z koniem. Nie ma sensu dyskutować z ludźmi, których nie interesuje twoje zdanie, oni są przekonani o swojej racji i już. Przyszli tu tylko po to, aby zabić trochę czasu, może trochę podbudować ego, wyrzucić z siebie całą złość i przykryć ból nienawiścią…

Social media traktuję jak wyszukiwarkę pełną śmieci.
Coś sprawdzę, coś wyszukam, przescrolluję i zahaczę oko, ale po opinię – zasięgnę google, koleżankę lub książkę. Znajdę artykuły, które bez emocji powiedzą mi o wadach i zaletach produktu i pozostanę sama ze swoimi myślami, zastanawiając się, będąc bogatsza o nową opinię i nową wiedzę.

A kiedy przyjdzie odpowiedni czas, kiedy nadarzy się okazja, porozmawiam o tym z kimś, dla kogo ważne będzie poznanie mojego punktu widzenia, a nie tylko mówienie.

Social media – pełne są słów, które nikogo nie obchodzą. Dlatego nie warto tracić czasu na rozmowy, które odzierają nas z dobrych emocji. 

 

Równowaga – brak potrzeby udowadniania…

SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS?

SKOMENTUJ GO I UDOSTĘPNIJ
pokaż innym co jest dla Ciebie ważne