Pracy nie rzuca się w jedne dzień. To nie jest tak, że pewnego dnia obudziłam się i powiedziałam do męża: Dawid, dziś rzucam pracę! Moje porzucenie etatu było wynikiem braku sił. I nie chodzi o ilość obowiązków, zakres obowiązków czy dojazdy.
Moja praca była świetna!
Ale do czasu…

Co robiłam na etacie i co zamierzam dalej robić

Trudno w jednym zdaniu powiedzieć kim byłam, bo tak naprawdę w każdej firmie to stanowisko może nazywać się inaczej. Teoretycznie pełniłam funkcję pełnomocnika ds bezpieczeństwa żywności w fabryce, a dokładniej – w dwóch fabrykach na raz, należących do tego samego właściciela.
Zajmowałam się tworzeniem całej dokumentacji systemowej, dbałam o porządek na hali produkcyjnej, jakość surowca a także za pozytywne przeprowadzenie kontroli inspekcji państwowej oraz uzyskanie certyfikatu na międzynarodowe standardy dotyczące bezpieczeństwa żywności.
Praca była bardzo odpowiedzialna i wymagała ode mnie ciągłego myślenia procedurami. Kiedy ktoś chciał wprowadzić coś nowego w firmie, np. sposób wysyłki produktu lub przechowywania go – ja zastanawiałam się jak to zrobić, aby zostały zachowane zasady oraz czy to w ogóle jest możliwe.

Czułam, że bycie pełnomocnikiem, możliwość wykorzystywania wiedzy, którą zdobyłam na studiach i doświadczenia zawodowego, które zdobyłam przed tą pracą – są dla mnie czymś niesamowitym!
Zdecydowanie mogę powiedzieć, że byłam szczęśliwa mając tę pracę. Czułam się tam świetnie! Robiłam to co lubiłam, co daje mi satysfakcje… – byłam po prostu spełniona.

Do lutego.
W dniu, w którym przeorganizowano mój zespół, zaczęły się problemy. Zaczęły się przeogromne problemy! Zaczęło się podważanie kompetencji przez osoby bez najmniejszej wiedzy, zaczęły się intrygi, manipulacje i kłamstwa.

W ciągu tego całego czasu zastanawiałam się, czego oczekuję od pracy? W jakim środowisku czuję się dobrze, a w jakim źle? Co jest dla mnie w pracy najważniejsze? Zastanawiałam się, ile pieniądze są w stanie „wybaczyć”, sprawić, że człowiek zaciska zęby i robi swoje?

I wtedy doszłam do wniosku, że pieniądze nie mają dla mnie takiego znaczenia. Dużo bardziej cenię sobie wdzięczność i uczciwość.

Ostatnie miesiące mojej pracy na etacie pokazały mi, że moja praca nie ma wartości. Ludzie, z którymi pracuję nie doceniają tego, co robię. To było dla mnie przykre. Zdecydowanie na niektórych ludziach bardzo się zawiodłam. A w połączeniu ze słowami, które usłyszałam… – to wszystko utwierdziło mnie w przekonaniu, że… czas to w końcu rzucić!
Czas zacząć pracować z ludźmi, którzy są podobni do mnie, którzy mają podobne wartości do mnie. Czas pracować z ludźmi, dla których moja praca będzie zauważalna, wartościowa, cenna.
Postanowiłam wykorzystać moją wiedzę zdobytą w czasie prowadzenia bloga, kreatywność i pasje, pozytywne nastawienie do świata oraz umiejętności, które zdobyłam będąc pełnomocnikiem – a więc świetną organizację pracy własnej, myślenie zadaniowe, usprawniające pracę i zostać asystentką, managerem, prawą ręką i lewą nogą.

Zrozumiałam, że dużo lepiej czuję się będąc z boku, współtworząc, niż będąc na pierwszej linii.
Postanowiłam, że będę pomagać innym w tworzeniu ich biznesu!

Weronice pomagam tworzyć Moyemu – kreatywne studio Twojej marki.
Weronika tworzy piękne i spójne identyfikacje wizualne marek od stworzenia logo, po stworzenie strony internetowej. Dobiera kolorystykę dla marki, uwzględniając jej charakter, osobowość i grupę docelową. Skupia się na emocjach i celu, a przy tym ma niesamowity zmysł estetyczny i wspaniałą osobowość!
Choć w Weronice jest dużo więcej odwagi niż we mnie, czuję, że jesteśmy szalenie do siebie podobne!

Justynie pomagam tworzyć Dbaj o wzrok – pomagam jej w tworzeniu konferencji na temat oczu dedykowanej zwykłym ludziom, jak ja, spoza branży oraz największe szaleństwo tego roku – magazyn Dbaj o wzrok! Pierwsze w Polsce czasopismo o ochronie wzroku.
To dla mnie ogromne wyzwanie. Na pewno trudność sprawia mi brak znajomości branży optometrycznej. Ale Justyna jest tak szalenie cudowną osobą, tak ciepłą, tak odważną w byciu sobą i tak pełną dobrych emocji, że praca dla niej to coś wspaniałego!
Bardzo cenię Justynę jako człowieka, ma w sobie wiele cech, jej po prostu zazdroszczę.

A od niedawna Julii pomagam tworzyć Na nowo śmieci. Julia prowadzi blog o śmieciach – opowiada o tym co się dzieje z naszymi śmieciami, jak segregować śmieci aby zostały poddane recyklingowi i pokazuje co my możemy zrobić z przedmiotów, które na pierwszy rzut oka wydają się być do wyrzucenia.
Julia urzekła mnie tym, że choć jej blog i filozofia życia zahacza o zero waste, Julia jest pozbawiona toksycznych emocji, daleko jej od krytykowania innych za ich sposób życia. Julia zajmuje się sobą i swoją pasją – w ten sposób inspiruje i zmienia ludzkie nawyki. Nie poprzez hejt i kpinę jak to jest na wszystkich grupach zero wasteowych.

Czy żałuję tej zmiany?
Ani trochę! Na pewno szkoda mi lat studiów i doświadczenia zawodowego. To było niesamowite oglądać i współtworzyć fabryki produkcyjne.
Ale teraz mam to, na czym mi najbardziej w życiu zależy – na dobrych emocjach i spokoju.

A bez względu czy tego chcemy, czy nie – emocje, które nam towarzyszą codziennie przez osiem godzin… – prędzej czy później przeniosą się do domu.
A rodzina – zawsze powinna być dla nas najważniejsza.

Moją nową działalność możecie znaleźć o tu: with Maj help.