Jak koimy nerwy mieszkając wśród nerwowych klaksonów samochodów

Często słyszę zdania, w których ktoś mówi o Warszawie, że ta pędzi. I kiedy mam taki bardzo, bardzo dobry humor, śmieję się pod nosem, bo przecież Warszawa niby pędzi a jednak od lat w tym samym miejscu. Ale kiedy przychodzi wieczór, kiedy wracam zmęczona z pracy do domu, kiedy wrócę ze spaceru z psem i z zakupów, które chciał czy nie – zrobić musiał – wiem co mają na myśli.

A później wchodzę do domu i zamykam drzwi… .

Jak ukoić nerwy mieszkając wśród nerwowych klaksonów samochodów

Lubię ten moment, kiedy siedząc na kanapie patrzę na nasze mieszkanie. To jest ten czas między włączeniem telewizji, między powrotem męża z pracy a wypiciem świeżo zaparzonej kawy.
Czas dla mnie. Dla odprężenia. W ciszy.
Czas, w którym mogę wyciszyć się, odtajać, złapać równowagę.

O ten czas dbam szczególnie. Tuż po powrocie do domu staram się w jak najkrótszym czasie zrobić jak najwięcej. Szybko ogarnąć kuchnię, zanim napełni się kubek kawą. Szybko ogarnąć stół, bo czasu to nie zajmie dużo, a pozwoli lepiej się wyciszyć. I przykucnę na chwilkę potarmosić psa – po nosie, po uszach i brzuszku.

 

Żeby móc odpocząć od pędu Warszawy, staram się otaczać roślinami. Codziennie podpatrywać moją małą, zieloną urban jungle. I jaka potrafi być moja radość, kiedy okazuje się, że opuncja puściła nowy owoc.
Z roślinami tak już jest – masz wrażenie, że nic się nie zmienia, aż pewnego dnia zmienione jest wszystko! Nawet orchidea wypuściła trzy łodyżki, a już myślałam, że jedyne co z niej będę miała to grube, zielone liście.
To jest ten czas, w którym zastanawiam się, a robię to bardzo poważnie, czy gleba nie jest za sucha? Czy pila rośnie jak należy? A może czas już przyciąć fikusa?

Lubię też ten czas, w którym mogę oddać się swojej pasji. Mogę siedzieć na komputerze przez kilka godzin w poszukiwaniu nowych wykrojów, sposobów na zrobienie czegoś samemu, znalezienie zamiennika. Czas, w którym jestem tak bardzo skupiona, że nie docierają do mnie żadne dźwięki.
To mój czas na rozwój mnie i moich przyjemności.
A kiedy minie kilka godzin, kiedy przejrzę milion filmików i przeczytam siedemset poradników – podejmuję decyzję. Robię to! Dam radę! I rzucam się w wir prób i błędów, porażek i sukcesów.
Nie wszystko co robię musi mieć cel. Nie wszystko co robię musi dać mi jakąś większą korzyść. Wystarczy, że daje mi szczęście. Że na tą chwilę – jestem szczęśliwa. Odkrywam świat.

 

A kiedy przychodzi wieczór, kiedy widzę, jak mój mąż wyłącza komputer, tak wymownie wstaje i odwraca się w moją stronę – ja już wiem co się święci. Będziemy oglądać film.
Idę po koc.
To będzie czas dla nas.

Bo w ciągu dnia – nie wchodzimy sobie w drogę. Każde z nas oddaje się swoim przyjemnościom, swoim sposobom na odreagowanie po dniu. Ale wieczory – zawsze są dla nas!
To jest ten czas, w którym dla innych Warszawa pędzi, ale dla nas – zatrzymał się cały świat.

 

Ps.

A na co dzień – nie spieszę się. Wstaję godzinę wcześniej, jadę 10 km wolniej, idę zatrzymując się przy tych obłędnie, bezbłędnie pachnących drzewach.
Nie spieszę się.
Zdążę.

 

 

A jakie Wy macie sposoby na zwolnienie w ciągu dnia?
Na złapanie równowagi między pracą, obowiązkami, a tym, co daje Wam ukojenie?

 

podobał Ci się ten post?

skomentuj go i puść dalej w świat!

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Zatrzymaj się i tańcz | Sum #3

Trzydzieści dni to dużo czy mało? Za każdym razem, kiedy przychodzi koniec miesiąca, kiedy piszę podsumowanie śmieję się z absurdu miesiąca. Trzydzieści dni - przecież to tak niewiele, tak mało. Jeden miesiąc. Jeden miesiąc, kiedy Ty żyjesz już tych miesięcy kilka....

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Balkonowe ogródki – sadzimy w doniczkach na balkonie

Dwa lata temu, moja mama pierwszy raz dała mi kilka doniczek z pomidorkami koktajlowymi. Powiedziała mi wtedy: jak się przyjmą, to będziesz miała pomidorki, a jak się nie przyjmą - to wyrzucisz, co ci szkodzi wziąć? Uśmiałam się, ale moja mama ma właśnie takie...

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu?

Czy na pewno żyjesz po swojemu? Zdarzyło Wam się kiedyś wyjść z siebie, wpaść w złość, furię, bo miałyście dość udawania? Dość spełniania oczekiwań, grania roli w jaką wpadłyście? Roli, którą same stworzyłyście?  Czy bycie sobą, życie po swojemu możemy nazwać...

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Odbierz prezent

Darmowy e-book: Miniporadnik jak żyć wolniej na co dzień