Jak brak etatu wpłynął na nasze małżeństwo

Zawsze wydawało mi się, że tak musi wyglądać życie: wspólna codzienność, wspólne mieszkanie, wyjście z domu o siódmej i powrót o szesnastej. Chwila czasu dla siebie razem i dla siebie osobno. A kiedy nadejdzie koniec miesiąca – ten sam, stały przelew na konto bankowe – wypłata. I tak miesiąc za miesiącem.
Odkąd pamiętam mówiło się o stabilizacji i bezpieczeństwie finansowym. O tym, że powinno się odkładać pieniądze na przyszłość, bo nie wiadomo jaka ona będzie. I mówiło się też, że niczego nie powinno nam brakować.
Tylko nikt nie powiedział, czym jest to „niczego” czego nie powinno nam brakować i czym jest to „wszystko”, na które powinniśmy móc sobie pozwolić.

Toksyczna praca to toksyczny dom

Moje rzucenie etatu było częściowo przemyślane, a częściowo pod wpływem uczuć. I nie mam tu na myśli działania pod wpływem emocji, uniesienia się dumą czy honorem, rzuceniem wypowiedzenia przez chwilowe nerwy, kłótnie, sprzeczkę. Uczucie, które mną kierowało, to zmęczenie psychiczne.

Miałam dość niepotrzebnych nerwów i problemów. Wiadomo, kiedy się pali, nerwy zawsze będą i tego nie da się uniknąć. Ale ja nie o takich nerwach mówię. Mówię o toksycznych ludziach stwarzających konflikty. To właśnie oni są/byli moimi niepotrzebnymi nerwami. Bo w relacji z ludźmi – najbardziej cenię sobie dobre wibracje i wzajemne wsparcie.
Lecz kiedy w naszym życiu zawodowym od dawna dzieje się źle – na próżno szukać dobrych wibracji i wsparcia we własnym domu. Koniec końców te negatywne emocje z pracy prędzej czy później nami zawładną i przyniesiemy je do sypialni. Bo jeśli czegoś nie możemy zmienić, jeśli trudno jest się nam z czymś uporać psychicznie, tym trudniej jest nam przejść nad tym do porządku dziennego – tym bardziej, kiedy to co się dzieje jest tak bardzo sprzeczne z tym w co wierzymy.

Po czterech miesiącach życia bez etatu, nasze małżeństwo przeszło ogromną zmianę!

Okazało się, że etatowe nerwy udzielały nam się znacznie bardziej, niż myśleliśmy. Wraz z etatem skończyło się w naszym domu warczenie, zmęczenie i brak zrozumienia. Mało tego! Odkąd siedzę w domu rozwijając swoją firmę, w naszym domu pojawiło się więcej zrozumienia niż kiedykolwiek było go przedtem. Dbamy też o siebie w inny, wcześniej niedoświadczony przez nas sposób.

Staliśmy się dla siebie bardziej wyrozumiali. Każde z nas zaczęło w inny sposób zauważać, jak drugie stara się zapewnić dobre emocje drugiemu.

Ja zdecydowanie odnajduję się w dbaniu o dom. Kiedy tylko mąż wychodzi do pracy, biorę się za ogarnianie bałaganu: sprzątam łazienkę, kuchnię, salon i sypialnię. Wiele nie trzeba, bo robię codziennie coś, codziennie troszkę. Uwielbiam widok naszego posprzątanego mieszkania. Bije wtedy od niego niesamowity spokój. I dopiero kiedy jest ono posprzątane – widać jakie jest piękne, harmonijne, cudowne!

Mąż, natomiast, daje mi poczucie spokoju i finansowego bezpieczeństwa. Rozumie, że rozkręcenie swojej marki nie jest proste, a przy tym jest ze mnie niesamowicie dumny, patrząc na efekty mojej pracy.  I choć można by powiedzieć, że przecież całymi dniami siedzę w domu, więc to, że jest czysto i jest posprzątane, to coś oczywistego – za każdym razem mąż pokazuje mi wdzięczność za to, jak dbam o niego i o dom.

 

Obecna sytuacja nauczyła mnie, że wraz z odjęciem stresów, odchodzą oczekiwania względem drugiej osoby. Złość, nerwy, nabuzowanie – te wszystkie negatywne emocje, które w nas są – odpychają od nas ludzi. Niestety – także tych nam najbliższych. Sprawiają, że się od nas ucieka.  I nie dlatego, że my budujemy mur przed nimi. Bo kiedy w jednej dziedzinie naszego życia dzieje się źle, inną jego sferę staramy się nadmiernie kontrolować. Ale kiedy postawimy na szali pieniądze i emocje – okazuje się, że pieniądze wcale najważniejsze nie są. Bo co nam po pieniądzach, kiedy relacja się psuje?

Po tych czterech miesiącach już w pełni mogę stwierdzić, że to była najlepsza decyzja!
Choć strach był!
Ale razem – możemy wszystko.

 

Dla ducha

Masz ochotę na więcej przemyśleń? Tu znajdziesz moje przemyślenia na temat relacji, codzienności, życia w zgodzie ze sobą i przede wszystkim – poznania siebie.

Czytaj więcej…

Dla domu

Znajdziesz tu naszą codzienność: przepisy kulinarne na szybkie i jeszcze prostsze dania, moje triki na szybką i skuteczną organizację mieszkania no i… – zobaczysz jak mieszkam i co wybieram.

Czytaj więcej…

Nasza codzienność

Moja introwertyczna, nadwrażliwa dusza zdecydowanie woli siedzieć w domu, ale… to nie znaczy, że z tego domu nie wychodzę i siedzę cały dzień pod stołem!

Znajdziesz tu nasze wyjazdy – miejsca w Polsce, które polecam, filmy, które zrobiły na mnie wrażenie i ważne dla mnie chwile.

Czytaj więcej…

Polskie marki

Och, wiem jak to trudno być młodą marką. Tworzenie czegoś swojego, pójście pod prąd wymaga ogromu wysiłku.

Dlatego w tym cyklu przedstawiam Ci wywiady z fantastycznymi polskimi markami!

Czytaj więcej…

Cześć!

Cześć!

Jestem Asia. To moje myśli masz właśnie okazję czytać.
Jestem introwertyczką i osobą wysoko wrażliwą. Uwielbiam otaczać się naturą, zapachami i dobrymi emocjami. A nade wszystko cenię sobie wolność – możliwość bycia sobą i życia po swojemu.
Bo wolno mi.

 Hej, cześć 🙂

Podobał Ci się ten post?
Jeśli tak, będzie mi bardzo, bardzo miło jeśli udostępnisz go na facebooku i skomentujesz.

To cudowne móc poznać Twoje zdanie, wymienić myśli. Tak tworzy się więź… 

Do usłyszenia wkrótce
Asia Maj Dubińska

 

0 komentarzy

A Ty, co o tym myślisz?

Odbierz prezent

Darmowy e-book: Miniporadnik jak żyć wolniej na co dzień