Historia powstania zapachów wolnowolniej

Znacie ten kawał, w którym profesor ustnie egzaminuje swoich studentów i zażenowany ich brakiem wiedzy odwraca się do okna, patrzy w dal i mówi sam do siebie: a może by tak rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady?

W moim życiu był właśnie taki etap, w którym każdego dnia czułam się coraz słabsza, jakby codziennie, kawałek po kawałku, ktoś rozbierał mnie z energii. Miałam dość sztucznych problemów, wymyślonych pretensji, krzyków i pomówień. A najgorsze w tym wszystkim było to, że to była moja codzienność – to było moje życie, moja norma. A na domiar złego – zmęczenie oraz rozdrażnienie jakie towarzyszyło mi w tygodniu, zaczęło przekładać się na moje samopoczucie także w weekendy.  Na czas, który przeznaczony był tylko dla mnie i mojego męża.
W pewnym momencie doszło do tego, że każdego piątku, gdy tylko kończyłam pracę – uciekałam poza miasto. Uciekałam do miejsca, które było wolne od ludzi, od problemów, od negatywnych emocji. 
Zaczęłam uciekać w naturę.  

Zapachy zrodzone z potrzeby myśli i ciała

Przez cały weekend potrafiłam spacerować po lesie, siedzieć na skarpie nad rzeką albo leżeć bezczynnie na hamaku wsłuchując się w trel ptaków. 

Spokój, jaki w najcięższych chwilach mojej codzienności czerpałam z natury, postanowiłam zamknąć w słoiczkach, aby móc w każdej chwili wrócić zmysłami do miejsca, w którym wracałam do siebie.   

Pierwszy zapach wolnowolniej (#lepiejmi) powstawał przez kilka miesięcy i, jak na ironię, wymagał ode mnie najwięcej energii.  Dokładnie tej energii, której tak bardzo wtedy potrzebowałam, której było mi tak bardzo brak.  

Siedząc w swoim miejskim mieszkaniu, ukryta pośród warszawskich bloków, zastanawiałam się – czego ja teraz potrzebuję? Czego potrzebują moje ciało i myśli? Za czym tak bardzo tęsknię? Co takiego jest na wsi, czego nie mam w mieście? Co sprawia, że tam czuję się lepiej i uciekam tam każdego piątku?   

I wtedy zrozumiałam – to na wsi, otoczona nieoceniającą mnie naturą, otoczona dźwiękiem, w którym nie ma pretensji ani krzyków – dochodzę do siebie, nabieram energii do działania, uspokajam się i wyciszam. To właśnie na wsi biorę głęboki wdech i chłonę zapachy wolności.  

To tam lepiej mi.   

Rozkochana w tym uczuciu i emocjach, jakie budzi we mnie wieś, zaczęłam się jej uważniej przyglądać.
Spacerując boso po ogrodzie nachylałam się nad różnymi roślinami, wąchałam je i dotykałam. Niektóre rośliny były twarde, szorstkie, chropowate. Inne – delikatne i kruche ale bardzo mocno trzymały się swoich łodyg. To było dla mnie fascynujące.  

Reakcje mojego organizmu na konkretne zapachy próbowałam odczytywać przez pryzmat samej rośliny, tego jaka ona jest. Czy to co ja czuję – jest podobne do samej rośliny?   

Zafascynowana zapachami z ogrodu i sąsiadującego z nami lasu, zaczęłam czytać o leczniczym działaniu olejków. Okazało się, że rozmaryn i trawa cytrynowa to jest dokładnie to, po co każdego piątku przyjeżdżałam na wieś.   

Rozmaryn działa odprężająco i pomaga się zrelaksować, wyciszyć.  

Trawa cytrynowa – dodaje energii i pobudza kreatywność, poszukiwanie nowych rozwiązań.   

Łącząc te dwa olejki otrzymałam zapach, który uspokaja ciało, wycisza myśli, blokuje negatywne bodźce z zewnątrz, aby móc skupić się na obecnej chwili i mieć energię do (zmiany swojego) życia.  

Następne zapachy, które pojawiły się w sklepie wolno wolniej, zostały przygotowane z dużo większą świadomością.  

Znałam już właściwości poszczególnych olejków i wiedziałam, jaki efekt chcę uzyskać łącząc poszczególne olejki ze sobą.  Ale przede wszystkim – byłam dużo bardziej świadoma potrzeb mojego organizmu w konfrontacji z codziennymi zdarzeniami.   

Zapach #spokojniemi 

Przyglądając się sobie i swoim emocjom, wiedziałam już jak reaguje mój organizm, kiedy napotykam problem, którego nie jestem w stanie przez długi czas rozwiązać lub kiedy muszę pracować z osobą, która powoduje we mnie niepokój, dyskomfort, nasza energia jest zaburzona.   

Lawenda działa na organizm wyciszająco.  

Kiedy nie możemy zasnąć, jesteśmy zbyt pobudzeni lub poddenerwowani, zaleca się posmarowanie skroni olejkiem z lawendy.   

Jednak lawenda sama w sobie jest bardzo intensywna. Z cała moją miłością do natury, nie wyobrażałam sobie jak mogłabym jej użyć w środku miasta, dźwięku klaksonów, silników samochodowych i krzyków. Poza wyciszeniem ciała, potrzebowałam jeszcze uspokoić myśli, odciąć się od drażliwych bodźców. 
Olejek z jodły przenosił mnie wtedy do lasu, miejsca, w którym nikogo oprócz nas nie ma. A olejek z grejpfruta – dodawał słodko-kwaśnej nuty wprowadzając nas w dobre wibracje.  

To był dokładnie ten zapach, kiedy z lampką wina siedzisz z ukochaną osobą przed telewizorem, oglądając piątkowy megahit. Nieważne co wtedy leci, nieważne, że oglądałaś to już trzydzieści razy – tak Ci jest najlepiej – w tej chwili, z tą osobą, tu i teraz. Czujesz się szczęśliwa i bezpieczna. Spokojnie.

Zapach #dobrzemi 

Ale czasem są takie chwile, kiedy chcesz odzyskać spokój zamknięta w sobie. Kiedy ilość myśli jest tak bardzo przytłaczająca, że druga osoba robi już tłum. Jej obecność, gesty, oddech – w tym momencie to wszystko  jest dla Ciebie za dużo. Potrzebujesz pobyć sama – odnaleźć siebie. Potrzebujesz odzyskać równowagę ze swoim życiem i myślami. 

Zapach #dobrzemi jest właśnie zapachem spokojnego spaceru po lesie. Chwilą, w której nic prócz Ciebie nie ma znaczenia. 

Nie ma rozpraszaczy, nie ma zbędnych kolorów, słów ani dźwięków. 

Jesteś tylko Ty i natura. 
I słońce, które przebija się gdzieś między koronami drzew tworząc świetliste refleksy. 

Nagle dostrzegasz paproć rosnącą gdzieś obok dębu. Obgryzione i powalone przez bobry drzewo, chyba młodą brzozę. W sumie, myślisz sobie, nic dziwnego, że wybrały sosnę. Drzewa iglaste są żywiczne, dużo trudniej takie drzewo ściąć za pomocą własnych zębów. 

I nagle myślisz sobie – natura jest niesamowita. A Ty jesteś jej niesamowitą częścią! 

Zapach #wolnowolniej 

Tworząc świeczki oraz woski wolnowolniej, postanowiłam stworzyć zapach, który nie będzie rozwiązywał żadnego problemu! Który nie będzie ani na zmęczenie emocjonalne, ani fizyczne. Doszłam do wniosku, że w mojej kolekcji powinien znaleźć się zapach, który zatrzymuje czas i sprawia, że jeszcze bardziej kochamy nasze życie! Zapach szczęścia, radości, wolności i poczucia bezpieczeństwa. Zapach beztroski. 

Zapach spaceru wzdłuż polnej drogi, gdzieś między świerkami, włośnicą zieloną, chabrem i żółtlicą drobnokwiatową, która, och, za każdym razem szalenie rozczula mnie swoimi malutkimi płatkami. 

Postanowiłam, że stworzę jeden taki zapach, który sprawi, że gdziekolwiek będziemy – poczujemy się jak w domu. Poczujemy się jak osoby wolne – wolne od presji, zasad i bon tonu. Poczujemy się jak osoby wolne! Bez ograniczeń i obowiązków. 

Postanowiłam stworzyć zapach, który odzwierciedli radość, błogość i poczucie bezpieczeństwa. 

Jakby jutra miało nie być. 

Tworzenie zapachów nie jest wcale taką prostą sprawą. 

Chcąc stworzyć zapach, który nie tylko będzie piękny, ale będzie także we właściwy sposób rozwiązywał nasze problemy, będzie oddziaływał na nasze ciało i zmysły w oczekiwany sposób – wymaga od nas, ode mnie, wyzbycia się swoich preferencji, odsunięcia na bok myśli o tym co modne. 

Wciąż nie mogę pogodzić się z tym, że lawenda mimo, iż zapachem idealnie pasuje do pieprzu, tak patrząc na właściwości obu olejków – zaprzeczają sobie. Lawenda działa uspokajająco, relaksująco, natomiast olejek z pieprzu pobudza nasze ciało do działania, do walki, do wysiłku. 

Ale o to właśnie chodzi – o poznanie natury w taki sposób, aby umieć z nią żyć, rozumieć ją, czerpać z niej to co najlepsze. Wszak fundamentem każdego związku jest poznanie drugiej strony i zrozumienie jej… 

Do 22.03.2021

trwa przedsprzedaż nowych zapachów wolnowolniej!
Kup w przedsprzedaży i zapłać mniej <3

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Odbierz prezent

Darmowy e-book: Miniporadnik jak żyć wolniej na co dzień