Festiwal czekolady i słodyczy

Temat brzmi słodko? Bez wątpienia!
Gdy dostaliśmy darmowe zaproszenia na wydarzenie nie mogliśmy nie skorzystać z okazji. Tym bardziej, że od kilku dni w pracy mam same nocki. To znaczy, że przyjeżdżam do domu o 4-7 rano – w momencie, kiedy Dawid szykuje się do pracy. Gdy on z niej wraca – ja się do niej szykuje. Możliwość spędzenia w tak słodki sposób wspólnej soboty była dla nas cudownym rozwiązaniem. Tak myśleliśmy… .
Zbliżamy się do Pałacu Kultury i Nauki i widzimy wielkie transparenty budzące w nas apetyt. Jesteśmy na miejscu! Festiwal Czekolady – jak to brzmi! Dziesiątki firm prezentujące swoje wyroby! Degustacje! Zakupy <3 ! – Nope, nic bardziej mylnego.
Wstęp:
Wielkie rozczarowanie zaczęło się na samym początku. Jeden wielki CHAOS! Tłum ludzi nie wiedzących co się dzieje dookoła. Kolejki na pół godziny stania. Po korytarzu krążą głosy, że już nie ma biletów w sprzedaży – informatorzy festiwalu o niczym nie informują. Ludzie stoją w mega kolejkach bez sensu. Wyobraźcie sobie widok matek/rodziców z małymi dziećmi, którzy stali przez 30 minut w kolejce by usłyszeć, że… – nie wejdą! Nie ma biletów. A dziecko chce wejść. Płacze. Rodzic tłumaczy… – bez skutku.
Wprowadzenie:
Przechodzisz przez barierki i…o co chodzi? Ciasno, duszno, człowiek na człowieku. Stoiska poustawiane w za wąskiej sali zbyt ciasno. Nie widać co firmy oferują. Ludzie przepychają się. Nie mają czym oddychać – wychodzą. Tak – zapłacili 15 zł za bilet i wychodzą. Ok, rozumiem – 15 zł nie majątek. Ale zapłaciłeś. Nie jesteś sam. Jesteś z rodziną, powiedzmy czteroosobową. Wydajesz 60zł i nie zobaczyłeś NIC. Można się wkurzyć? Chyba tak.
Ci co przyszli później mieli więcej szczęścia gdyż organizatorzy poszli tu do rozum do głowy i zrobili limity osób na wydarzeniu. Można było jako tako poruszać się.
Rozwinięcie:
Idąc na festiwal czekolady spodziewałam się, że znajdę się w świecie czekolady. Utonę w niej. Że każda firma, która tam jest będzie chciała zwabić do siebie nowych klientów. Będą degustacje, produkty w super cenach, może znajdę firmę, która mnie tak zauroczy swoimi wyrobami, że będziemy chcieli zamówić u nich tort weselny? Bo czemu nie?! I znów rozczarowanie. Na tyle ile było firm – degustacja była może na 3 stoiskach i wyglądała nieapetycznie. Ja rozumiem – dużo ludzi, każdy chce spróbować itd. Ale to był już drugi dzień festiwalu a w dodatku sobota. Czyżby nikt nie przygotował się na taką ilość odwiedzających? Pomijając, że jednak fajnie byłoby coś spróbować nim się kupi, zwłaszcza, że produkty były sprzedawane w dość sporych cenach. Przyznam, że o istnieniu większości firm nie miałam pojęcia! A tym samym o ich produktach. Więc…widząc tabliczkę czekolady za 13-26 zł od nieznanej firmy – nie dziękuję – nie zachęca mnie to do kupna.
Zakończenie:
Festiwal czekolady to był tak na prawdę jeden, wielki, ciasny targ z czekoladami. Nic nadzwyczajnego. Było nawet stoisko z lodami zrobionymi z ciekłego azotu 10 zł za porcję – w Krakowie na rynku jest taniej… .
Ok, rozumiem, że wykupienie stoiska w PKiN kosztuje kilka tysięcy – ale to jest jednak jakiś rodzaj reklamy swojej firmy, rodzaj marketingu. Firmy mimo wszystko powinny nastawić się na klienta, zachęcenie go do zakupu, do zapoznania się z firmą i jej ofertą. A tak to zginęły w tłumie innych, niczym nie różniących się firm.. .
Jedyne co mi się spodobało to dwa torty (widoczne po prawo na zdjęciu). Jeden w leśnej aranżacji a drugi kwiatowy. Jednakże..prócz autora, wykonawcy tortu nie było informacji z kim można by się skontaktować w celu zamówienia takiego tortu. Co dla mnie było bardzo bez sensu.
Gdybym zapłaciła te 15-30zł za bilet była bym strasznie rozczarowana i wściekła za zmarnowany czas i pieniądze.
(Visited 4 times, 1 visits today)