Dlaczego związek jest jak długa nocna jazda samochodem do domu

To był drugi, a może trzeci (?) rok studiów. Nie pamiętam już. Ale pamiętam, że na studiach mieliśmy wtedy przedmiot, który nazywał się toksykologia żywności. Choć zagadnienia z tych zajęć nie były trudne, wręcz bardzo interesujące, to psychicznie były to dla mnie jeden z cięższych ćwiczeń. Prowadziła je kobieta bardzo konkretna. Wymagająca. Która do zasad podchodziła bardzo poważnie.
I choć studentką byłam pilną, starałam się nie opuszczać żadnych ćwiczeń ani wykładów, to jak na złość, w ciągu pięciu lat studiów zachorowałam tylko raz, i to akurat wtedy, kiedy przyszło zaliczenie jednego z głównych modułów tego przedmiotu – wygłoszenie prezentacji o szkodliwym działaniu słodzików… .

Dlaczego związek jest jak długa nocna jazda samochodem do domu

To był drugi, a może trzeci (?) rok studiów. Nie pamiętam już. Ale pamiętam, że na studiach mieliśmy wtedy przedmiot, który nazywał się toksykologia żywności. Rozchorowałam się wtedy nie na żarty. Przesypiałam całe dnie i całe noce. Choć mama budziła mnie przed wyjściem do pracy zostawiając na stoliczku obok łóżka kanapki – ja zjadałam je dopiero wtedy, kiedy obudziła mnie wróciwszy do domu.
Jakby to było wczoraj pamiętam jak wtedy pisałam z Dawidem na gadu-gadu. T były te czasy, kiedy gadu-gadu można było ściągnąć już na telefon. Mówiłam mu, że to straszne być chorym i mieszkać samemu. Nie ma nikogo, kto zrobiłby ci gorącej herbaty, kiedy ty sam nie jesteś w stanie nawet kubka utrzymać… . I tak pisaliśmy ze sobą na gadu-gadu kilka godzin, aż nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
Mama stanęła jak w ryta, jakby ducha zobaczyła. Nie mogła wydobyć z siebie żadnego słowa. “A.. a… a…” to było wszystko, co była w stanie mi przekazać.
Wciąż próbując wydusić z siebie choćby słowo, cofała się z korytarza w głąb salonu – robiąc miejsce Dawidowi.

– Przyjechałem zrobić Ci herbatę – powiedział na przywitanie, a ja – jak to ja, miękka klucha – popłakałam się.

 

Tak wyglądał nasz związek przez wiele lat. Dawid w piątek po pracy wsiadał w samochód i jechał z Zabrza prosto do Warszawy przez cztery, czasem sześć godzin. Prosto do mnie. Abyśmy mieli jak najwięcej czasu dla siebie. Abyśmy chociaż jeden wieczór więcej mogli spędzić razem. Abyśmy mogli być razem jak tylko otworzymy oczy… .

Tak wyglądał nasz związek przez wiele lat. Przez wiele lat nie wiedziałam jak wiele wysiłku kosztuje go podróż samochodem z Zabrza do Warszawy. Nie wiedziałam – dopóki sama nie zaczęłam pracować na nocne zmiany. Dopóki po wielu godzinach na nogach nie musiałam wracać 40 km do domu, do Warszawy, kończąc pracę o 6 rano i pakując się w największe korki.
Przez wiele lat nie wiedziałam jak wiele wysiłku kosztuje długa, nocna jazda samochodem do domu.
Ile siły trzeba włożyć, aby nie zasnąć za kierownicą, kiedy organizm woła SPAĆ a oczy, coraz bardziej zmęczone od świateł samochodów jadących z naprzeciwka, odmawiają posłuszeństwa.

Raz – raz zdarzyło mi się przysnąć za kierownicą. Ile ujechałam wtedy kilometrów? Jeden czy osiem? Nie wiem. Wiem tylko, że miałam ogromne szczęście. Akurat droga była pusta, musiałam kończyć pracę w sobotę albo w niedzielę, kiedy ruch na tej trasie prawie nie istniał. Ale mogło to się skończyć tragicznie. Mogłam wypaść z drogi. Mogłam wpaść do rowu, uderzyć w drzewo, uderzyć w samochód jadący z naprzeciwka, bo kiedy obudziłam się, byłam na środku drogi… .
Wtedy obiecałam sobie, że choćbym do domu miała 2 kilometry – jeśli nie będę już w stanie kierować – zjeżdżam na poboczę i idę spać. Nieważne, jak dobrze będę znała trasę, nieważne, że te 2 kilometry pokonuję codziennie kilka razy.

 

Ze związkami jest tak samo. Między nami może być bardzo dobrze. Możemy tworzyć wspaniałą parę i wzorowe małżeństwo. Możemy uważać, że jesteśmy dobrani najlepiej na świecie a rozumiemy się bez słów. Ale jeśli popadniemy w rutynę, jeśli przestaniemy być czujni, jeśli nazbyt zaufamy doświadczeniu – możemy niezauważyć jak tracimy nad związkiem kontrolę. Jak bardzo oddalamy się od siebie. Jak trudno nam jest utrzymać pozytywne relacje, uczucie, bliskość, czułość, a jak coraz częściej wpadamy w złość. I nim się obudzimy – nie będzie już czego zbierać… .

 

Związek to jest praca. To jest bardzo ciężka praca. Aby być w związku nie wystarczy złapać się za ręce, spędzić razem z całą rodziną Święta Bożego Narodzenia. Związek to dawanie i odbieranie komunikatów. To słuchanie tego co próbuje powiedzieć nam nasze ciało i reagowanie, gdy mówi, że mu źle, dobrze, zaczyna być nieszczęśliwe.

Czasem, związek to powrót do korzeni. Do ponownego porozmawiania o uczuciach, o tym jak odbieramy swoje zachowania. Do ponownego poznania siebie na wzajem.
Zmieniamy się. Cały czas się zmieniamy. Dojrzewamy, coraz bardziej poznajemy świat. Stawiamy czoła coraz nowszym, trudniejszym życiowym problemom. Męczymy się. Buntujemy. Skupiamy na czymś innym. Poznajemy nowe. Fascynujemy się nowym.
Zapominamy, że w związku, jak w nocnej jeździe samochodem, ważna jest czujność. Kiedy czujecie, że oczy Wam się zamykają, że związek jakoś jedzie, jakoś idzie, jakoś niby posuwa się niby do przodu – to już powinien być dla Was znak, że czas zjechać na pobocze i zatrzymać się.
Bo jeszcze trochę – i może nie być czego ratować… .

(Visited 2 146 times, 1 visits today)