Dlaczego toksyczni ludzie są jak niewygodne buty w czasie wakacji

Łatwo przychodzi Wam zrywanie znajomości? Ucinanie kontaktów z osobami ważnymi w Waszym życiu?
Jakie macie odczucia, kiedy każda rozmowa z tą osobą kończy się podniesionym ciśnieniem, kończy się frustracją?
Co się dzieje w Waszych głowach, kiedy po każdym spotkaniu, każdej rozmowie zdajecie sobie sprawę, że jesteście wkurzone, złe, macie w sobie żal? Żal do siebie, do tej osoby? Trudno powiedzieć. Przecież to bliska nam osoba, do cholery! To nie byle kto.
To nie byle kto, o kim można ot tak zapomnieć.
To nie byle kto, z kim można tak po prostu urwać znajomość.
To nie tak, to bardziej skomplikowane.

Zawdzięczacie tej osobie dużo. Była przy Was w trudnych chwilach… .

A co jeśli te negatywne emocje nie budził w Was znajomy, przyjaciel, a ktoś z rodziny?

Czy łatwo przychodzi Wam zerwanie kontaktu?

Dlaczego toksyczni ludzie są jak niewygodne buty w czasie wakacji

Choć ten post nie będzie o trampkach, to od nich muszę zacząć tą historię.
W tym roku kupiłam sobie trampki.
Uch, pamiętam pierwszy dłuższy spacer w nich. Aż pisząc te słowa biorę głęboki wdech, to był jakiś koszmar! Nie pamiętam kiedy ostatni raz używałam plastrów – ale tego dnia – obkleiłam plastrami całe stopy! Każdy palec każdej stópki i obie pięty. I tu z boku też.
Dramat.
To co wtedy czułam… – nie chcę tego pamiętać.

(…)

Ale po tym spacerze – dogadaliśmy się z butami. Buty przestały mnie już obcierać. Jak ręką odjął – teraz mogłabym zawojować w nich cały świat! Są najwygodniejszymi trampkami na świecie.

Te trampki były tak wygodne, że postanowiłam kupić drugą parę, na zmianę.
Choć kupując ją czułam, że “coś jest nie tak”, to machnęłam na to ręką mówiąc, że przecież z tamtymi nasza relacja też zaczęła się burzliwie. Rozchodzą się – powiedziałam, zabierając je na wakacje.

Byliśmy razem w Zabrzu – buty tak mnie obcierały, że przez resztę dni chodziłam w sandałkach. I nic, że padało.
Byliśmy razem we Wrocławiu. Mówiłam – przetrwamy to! Przecież tamte też mnie tak piły niemiłosiernie z początku.
Byliśmy razem nad morzem. Nie było lepiej.

Ta sama firma, ten sam rozmiar, podobny model.
Wyrzucić je, czy trzymać jako “buty awaryjne”? Takie na czarną godzinę.
Jednak one nie kosztowały 30 zł… . To są buty dobrej marki. Mi znanej marki. Przecież z tamtymi wszystko jest dobrze… .

 

Relacje z ludźmi właśnie takie są.

Najgorzej jednak, kiedy tą jedną, znaną ci marką, jest rodzina.
Wiadomo, nie z każdym musimy mieć dobry kontakt. Nie z każdym musimy często się spotykać. Nie z każdym musimy do siebie dzwonić codziennie i opowiadać sobie przez telefon co u nas słychać.
Każdy z nas ma przecież swoje życie.
Ale kiedy już się spotkamy – dobrze, kiedy relacja jest serdeczna.
Wiadomo, mogło być kiedyś między nami burzliwie. W końcu – nie jesteśmy identyczni, może jesteśmy z jednej rodziny, ale różne z nas modele. Coś tam między nami mogło być takiego, co obcierało i wymagało kilku plasterków.

Najgorzej jednak, kiedy mimo prób, mimo chęci, mimo starań i zaciskanych zębów, dobrej miny do złej gry – nie możecie się dopasować. Coś uwiera. Coś sprawia, że boli. Sprawia, że każde spotkanie kończy się podniesionym ciśnieniem. Sprawia, że każda rozmowa wywołuje smutek, żal, może bezradność?

 

Relacje z ludźmi właśnie takie są.

Czasem w naszym życiu pojawia się ktoś, kto nam pomógł. Kto był naszym kołem ratunkowym i gdyby nie on – utonęlibyśmy. Czasem pojawiają się w naszym życiu tacy ludzie, którzy są kompletnie od nas różni. I choć tak bardzo różnimy się od siebie to czujemy, że ten człowiek jest nam potrzebny. Jego styl bycia, jego powaga, jego wiecznie dobry humor, jego beztroskie spojrzenie na świat a może właśnie spojrzenie pełne trosk i zmartwień – jest tym, czego nam trzeba dla zachowania równowagi. Dla odnalezienia się w tym świecie, którego nie do końca rozumiemy.
Czasem w naszym życiu pojawiają się właśnie tacy ludzie, którym zawdzięczamy dużo. Bardzo dużo. Może nawet zawdzięczamy siebie?

I czasem zdarza się tak, że ta relacja, choć kiedyś bardzo przyjemna – dziś sprawia nam coraz większy ból. Może to wynik przedartej podeszwy, a może w pięcie materiał już się przedarł i ta guma, która tam jest zaczęła się już kruszyć?
Co by się nie działo – czujesz, że coś jest nie tak.
Lubisz te buty, kochasz je, uwielbiasz je, tyle świata z nimi zwiedziłaś – szkoda je wyrzucać. Szkoda – choć sprawiają ci ból, choć wychodząc w nich zaraz podnosi ci się ciśnienie.
Sentyment kontra rzeczywistość.

 

 

Długo biłam się z myślami.
Długo zastanawiałam się, czy tak drastyczne ucinanie kontaktu z osobami, które działają na nas toksycznie, które powodują w nas negatywne emocje – jest… – no właśnie, jakie ono jest? Słuszne? Dobre?
Czy zerwanie kontaktu z kimś z rodziny można rozpatrywać jako “dobre”? Przecież to rodzina. Bliska rodzina… .
Czy zerwanie kontaktu z kimś bliskim, komu zawdzięczamy siebie, a to dużo, jest “dobre”? Etyczne? W porządku?

 

Gdzieś tam głęboko w środku mnie zrywanie kontaktu jest czymś złym. Zawziętość jest czymś złym. Upartość.
Ale z drugiej strony… – skoro jesteśmy dla siebie tak ważni, skoro ta relacja przebiega w obie strony, dlaczego ja mam czuć się w tej relacji źle? Dlaczego ja mam cierpieć, złościć się, przeżywać, czuć niesprawiedliwość lub żal? Dlaczego tylko ja mam walczyć w imię idei? Starać się. Zaciskać zęby.

 

Nasze wakacje wspominam bardzo dobrze.
Czasem zakładałam trampki, trampki jednak są bardzo praktyczne, ale to sandałki dawały mi ukojenie.
Czasem spadały mi z pięty, raz robiąc krok – sandałek został jeden krok za mną, ale przeżyłam w nich dużo wspaniałych chwil. Gdybym chodziła w trampkach – pewnie nie przeżyłabym tylu wspaniałych przygód.

Czasem trzeba porządnie sobie obetrzeć sobie pięty i palce aby zrozumieć, że nie ma sensu.
Nie ma sensu męczyć się w butach tylko dlatego, że dobrze wyglądają.
Nie ma sensu męczyć się w trampkach tylko dlatego, że są lepsze na wędrówki po lesie niż sandałki.

Czasem lepiej jest założyć sandałki i iść powolutku, ostrożnie – ale za to szczęśliwie, radośnie! Ale za to mając czas na rozmowę – nie krzyk, mając czas na śmiech – a nie płacz, mając czas na wzruszenia – a nie na płacz.

 

Zrywanie relacji nie jest proste.
Trudno jest odciąć się od czegoś, co kiedyś było dla nas ważne. Może nawet stanowiło dla nas fundament?
Ciężko jest powiedzieć “nie”, kiedy wszyscy zachęcają cię abyś razem z nimi krzyknął “tak”. Ciężko jest powiedzieć “nie” kiedy z boku nie ma się do czego przyczepić.
W końcu każdy z nas ma jakieś wady.

Ale w końcu – nie muszę mieć wszystkich modeli butów znanej mi marki.

No i – kto chciałby spędzić wakacje w niewygodnych butach?
A całe życie?

 

Nie palę za sobą mostów.
Nie wyrzucam niewygodnych butów do śmieci.
Chowam je do szafki.
Może kiedyś stanie się cud i ząb czasu sprawi, że… – jakoś się do siebie dopasujemy?
A może czas pokaże, że to już najwyższa pora na ustąpienie miejsca nowej parze?

Zobaczymy.
Póki co chowam je głęboko. W najbliższym czasie na pewno po nie nie sięgnę.
A szkoda.
Bo dużo wysiłku włożyłam w to, abyśmy jednak do siebie pasowali.

 

 

(Visited 17 times, 1 visits today)