Zdarzyło Wam się kiedyś zakończyć z kimś relację i uciąć kontakt? Nie mówię, że tak definitywnie, w gniewie, po wielu wojażach. Mam na myśli… ucinanie relacji tak, jak ucina się wystającą nitkę w ulubionej koszuli – bez wdawania się w szczegóły, bez rozmyślania. Po prostu wiesz, że musisz to zrobić i… już. I tyle. Bo w przeciwnym razie, jeśli tego nie zrobisz – cały dzień będzie frustrować cię myśl o wystającej nitce. A niech, nie daj Bóg, przyjdzie ci do głowy tak po prostu zerwać ją rękami… Och, nie ma nic gorszego niż zniszczenie sobie ulubionej koszulki przez lenistwo. 

A wystarczyło podnieść się i sięgnąć po te nożyczki…

Dlaczego toksyczne relacje są jak wystająca nitka w ulubionej koszuli

To niesamowite, jak przez wiele lat swojego życia, człowiek nie potrafi podjąć decyzji dotyczącej obecności niektórych osób w swoim najbliższym otoczeniu.
Kiedy chodzimy do szkoły – czy chciał, czy nie – mały człowiek musi przebywać z całą swoją klasą. I nie ma znaczenia czy dziecko lubi się z innymi uczniami, czy nie. Zostało przypisane do tej klasy, i tak ma być.
I niby można zmienić klasę, niby można zmienić szkołę…  ale czyż nie tak sobie powtarzamy, że wszędzie jest syf, a ten przynajmniej już znamy? Czyż nie tak mówimy, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma? Czy nie tego się obawiamy, że idąc w inne miejsce, będzie mogło być gorzej? 

Więc siedzimy w tej szkole, w tej klasie z uczniami, z którymi trudno nam stworzyć dobrą relację. I tak siedzimy w tej szkole podstawowej, średniej, wyższej… Zaciskamy zęby i robimy swoje.

A później idziemy do pracy. Poznajemy ludzi, z którymi dogadujemy się tak pół na pół. Z częścią osób mamy dobry kontakt, z innymi taki sobie. Ale chodzimy do tej pracy, bo przecież – musimy zarabiać pieniądze. Musimy za coś żyć, musimy za coś kupić jedzenie, opłacić czynsz. Zaciskamy więc zęby i chodzimy tam, w to miejsce na osiem godzin dziennie codziennie. 

Aż w końcu, po tych wszystkich latach naszego życia, zdajemy sobie sprawę, że trudno jest nam poznać nową osobę. Nasze życie zawsze ograniczało się do szkoły lub pracy, a relacje oscylowały wokół miejsca naszych obowiązków. Nie wiemy jak poznać nowe osoby, nie wiemy gdzie ich szukać. Trochę przerażeni brakiem wizji na poznanie nowych osób, zaczynamy kurczowo trzymać się tych ludzi, których już znamy. Myślimy sobie: w końcu wszystko jest lepsze od samotności, prawda?
W chwilach gorszych, w chwilach naszej słabości zaczynamy zastanawiać się: jak to jest, że wszyscy mają przyjaciół, ale takich prawdziwych, oddanych przyjaciół, a ja nie mam nikogo takiego? Nie mam żadnej przyjaciółki, przyjaciela, o grupie przyjaciół, takiej zgranej paczki, nie wspominając… 

Zaczynamy się zastanawiać, czy z nami jest coś nie tak? 

I wpadamy w sidła toksycznej relacji.
Trzymamy się kurczowo tych ludzi, których już znamy, ach, których znamy już tyle lat, i spragnieni bliskości, stęsknieni za uczuciem, którego nie nie mieliśmy okazji doświadczyć (bardziej lub mniej świadomie) czynimy tych ludzi naszym przyjacielem. Wpuszczamy ich do naszego życia, poświęcamy swój czas, swoją miłość, emocje – w imię upragnionej, wielkiej przyjaźni. Takiej przyjaźni, że jak tylko o niej pomyślimy, to przed naszymi oczami ukazuje się wielka przestrzeń, łąka, błękitne niebo, zapach wiosny, siana i szelest traw. Głośny śmiech, błysk w oczach i szeroki uśmiech. Wolność! Takiej przyjaźni, która czyni nas wolnymi. Szczęśliwymi. Prawdziwie szczęśliwymi…
Więc czynimy z obcego człowieka najważniejszą osobę naszego życia zapominając o rodzinie. Zapominając o rodzeństwie, o mężu, dzieciach. 

Całą swoją energię, wszystkie myśli skupiamy na człowieku, który zatruł nasz organizm. Który z każdą rozmową wbijał nam maleńką szpilkę, niby w żarcie, niby nie ma się co przejmować, niby za każdym razem nic. Za każdym razem. Przy każdej okazji. Przy każdej rozmowie. 

I słabniemy wtedy.
W naszej głowie pojawia się problem, którego nie jesteśmy w stanie rozwiązać. Pojawia się więź, toksyczna relacja z kimś, komu tak wiele poświęciliśmy. Z kimś, dzięki komu mogliśmy spełnić nasze marzenie. 

Nie jest łatwo przekreślić rok życia, a co dopiero kilka lat.
Nie jest łatwo przekreślić relację, kiedy ma się świadomość, że przecież były też te fajne momenty.
I nie jest łatwo przekreślić człowieka, kiedy ma się świadomość, że samemu też wiele razy było się nie w porządku… 

Aż do pewnego momentu!
Aż do chwili, w której zdamy sobie sprawę, że bez tej osoby jest nam lepiej. Lżej.
Aż do chwili, w której zdamy sobie sprawę, że bez niej mamy mniej przykrości. Jesteśmy szczęśliwsi, pogodniejsi. 

Aż do chwili, w której zdamy sobie sprawę, że nie ma nic złego w ucinaniu kontaktu, zrywaniu znajomości. Po prostu – nasz czas się skończył. I tyle.
I tyle. I już… 

W swoim życiu kontakt zerwałam z trzema osobami. Nie pokłóciliśmy się, nie było między nami żadnej wojny. Po prostu – stwierdziłam, że przez te osoby, czuję się źle. I choć te osoby były mi bardzo bliskie, choć cudownie mi się z nimi spędzało czas, rozmawiało na każdy możliwy temat – to były sytuacje, które sprawiały mi ogromną przykrość. To były liczne docinki niby w żarcie. To była drwina, kiedy miałam inne zdanie i udawanie, że nic się nie stało, kiedy okazywało się, że miałam rację. 

I tylko jedną znajomość zerwałam po tym jak się okazało, że pomimo tylu lat znajomości, tylu lat przyjaźni, ta osoba zaufała opinii o mnie komuś, kto kompletnie mnie nie znał, może raz, przelotem zobaczył mnie na mieście. Wtedy zrozumiałam też, że nie ma sensu udowadniać komuś, że się myli. W końcu – nikt do znajomości nas nie zmusza. 

Prawda jest taka, że wielu ludzi przewija się przez nasze życie.
Ci ukochani – zostaną z nami na zawsze.
Obojętni – po prostu przemkną niezauważenie.
Ci dobrzy – nauczą nas wspaniałych rzeczy.
A ci źli – dadzą nam gorzką lekcję życia. 

Ale zawsze, zawsze bez względu na wszystko należy pamiętać, że tylko od nas zależy, kto na jak długo zagości w naszym życiu. A im szybciej zerwiemy relacje z tymi, którzy sprawiają nam przykrość, tym szybciej przypomnimy sobie jak to jest być szczęśliwym człowiekiem i żyć bez zmartwień… 

I w ostatnim zdaniu przytoczę Wam cytat, który powtarzam sobie za każdym razem, kiedy na mojej drodze stanie ktoś, kto próbuje odebrać mi szczęście:  Na świecie żyje 7 miliardów ludzi, a Ty pozwolisz jednej osobie zepsuć Ci humor?

SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS?

SKOMENTUJ GO I UDOSTĘPNIJ
pokaż innym co jest dla Ciebie ważne