Dlaczego przestałam walczyć z chandrą i jesienną depresją

Jeszcze jakiś czas temu bardzo przeżywałam wszystkie spadki formy. Muszę działać! – powtarzałam sobie za każdym razem, kiedy nie miałam na nic sił. Leżąc na kanapie zarzucałam nogi na jej oparcie i zadręczałam się myślami. Poddawałam wątpliwościom swoje działania, wszystkie podjęte decyzje, wszystkie plany. Zastanawiałam się wtedy, czy to wszystko co mam w głowie, ma sens? Może jest głupie? A może tylko się ośmieszam?

Za każdym razem myślałam wtedy o wszystkich znanych ludziach, którzy realizując swoje pasje, są codziennie, dzień w dzień, od lat, zalewani falą nienawiści, szyderstwa i drwin. Jak oni sobie z tym radzą w czasie chandry, kiedy człowiek sam w siebie wątpi?

Jak chandra i jesienna depresja pozytywnie wpłynęły na moje życie

W końcu przestałam walczyć z chandrą i jesienną depresją.
Uśmiecham się na myśl o tym, bo zrobiłam dokładnie to, co zawsze powtarzała mi mama, gdy chodziłam do szkoły: daj jej szansę, spróbuj się z nią zaprzyjaźnić.
I to właśnie zrobiłam.

Kiedy byłam małym dzieckiem i dopiero poznawałam pory roku, mówiono mi, że jesień, to taka pora, w której natura idzie spać, zrzuca z siebie to co stare, aby móc odrodzić się w przyszłym roku na nowo. Mówiono mi to, kiedy patrzyliśmy na drzewa, których liście zamiast być na gałązkach, były pod naszymi stopami.

Natomiast kiedy byłam już dorosła, często słyszałam jak o końcu roku mówi się, że jest to czas podsumowań, także tych komercyjnych w wielkich firmach. Że jest to „zamykanie roku” i ustalanie budżetu i celów na przyszły, następny nowy rok.

I my, w naszym codziennym życiu, tym prywatnym, też z końca roku zrobiliśmy granicę, która kończy to co stare, złe i rozpoczyna nowe, lepsze. Niektórzy co i raz podśmiewają się mówiąc, że jeden wieczór, sylwester, jedna sekunda – naszego w naszym życiu nie zmieni. Nie obudzimy się nagle innymi osobami. I wszystkie te osoby mają rację.

Jesień to czas chandry – depresji, spadku formy, braku wiary w siebie i zwątpienia. Proces zrzucania przez nas liści i przygotowywania się do nowego. Bo czy widział ktoś, aby nowy liść wyrastał dumnie w miejscu tego starego, walcząc z nim o przestrzeń? Nie.
Tak i my musimy przejść przez proces zostawienia intensywnego roku za nami, zamknięcia go i odsapnięcia po wszystkich działaniach – tych zakończonych sukcesem, jak i porażką. Bo każdy z tych efektów, to dla nas ogromne emocje.

 

Kiedy myślę o porach roku, mam wrażenie, że nasze plany i działania, są im idealnie podporządkowane. To, co my sobie wymyśliliśmy, uważamy za racjonalne, odpowiednie – już dawno znalazło swój rytm w przyrodzie.

Jesień – podsumowania roku, zamykanie wszystkich działań.
Zima – tworzenie nowych strategii, biznes planów i budżetów.
Wiosna – wdrażanie planów, strategii.
Lato – pełny rozkwit działań, kampanii, harmonijna praca.

 

Kiedy teraz odczuwam spadek formy, zaczynam wątpić w siebie i swoje działania, kiedy czuję przygnębienie – nie myślę już, że to jesienna depresja. Nie snuję się z kąta w kąt, szukając swojego miejsca. Daję sobie czas na oczyszczenie myśli, uspokojenie mięśni, odpoczynek.
Nie da się cały czas pracować na wysokich obrotach. Nie są się ciągle działać, być zmotywowanym i w koło powtarzać sobie „dasz radę, jesteś najlepsza, tylko ciężką pracą coś osiągniesz, więc go girl, jazda, jeszcze trochę”. Tak się nie da.
Rok ma 365 dni. 365 dni, w których ciągle coś. W których praca i dom. Obowiązki i zadania. Nawet weekend w domu wiąże się z puszczeniem prania i przygotowaniem obiadu – choćby to było odgrzanie tego co wczoraj. 365 dni ciągłego działania i podejmowania decyzji. Nasz organizm naprawdę potrzebuje czasem odpocząć. Zostawić za sobą przeszłość, zrzucić z siebie napięcie i odpocząć przed nowymi planami i ich realizacją…

Więc kiedy następnym razem dopadnie Was chandra, nie poddawajcie się myśli, że jesteście beznadziejne. Pamiętajcie, że Wy też musicie zrzucić stare liście, aby zrobić miejsce nowym.

Ps. Ostatnio przeczytałam w czyjejś relacji na instastory, że ich przedwojenna jabłoń obrasta w najsmaczniejsze jabłka.

Dla ducha

Masz ochotę na więcej przemyśleń? Tu znajdziesz moje przemyślenia na temat relacji, codzienności, życia w zgodzie ze sobą i przede wszystkim – poznania siebie.

Czytaj więcej…

Dla domu

Znajdziesz tu naszą codzienność: przepisy kulinarne na szybkie i jeszcze prostsze dania, moje triki na szybką i skuteczną organizację mieszkania no i… – zobaczysz jak mieszkam i co wybieram.

Czytaj więcej…

Nasza codzienność

Moja introwertyczna, nadwrażliwa dusza zdecydowanie woli siedzieć w domu, ale… to nie znaczy, że z tego domu nie wychodzę i siedzę cały dzień pod stołem!

Znajdziesz tu nasze wyjazdy – miejsca w Polsce, które polecam, filmy, które zrobiły na mnie wrażenie i ważne dla mnie chwile.

Czytaj więcej…

Polskie marki

Och, wiem jak to trudno być młodą marką. Tworzenie czegoś swojego, pójście pod prąd wymaga ogromu wysiłku.

Dlatego w tym cyklu przedstawiam Ci wywiady z fantastycznymi polskimi markami!

Czytaj więcej…

Cześć!

Cześć!

Jestem Asia. To moje myśli masz właśnie okazję czytać.
Jestem introwertyczką i osobą wysoko wrażliwą. Uwielbiam otaczać się naturą, zapachami i dobrymi emocjami. A nade wszystko cenię sobie wolność – możliwość bycia sobą i życia po swojemu.
Bo wolno mi.

 Hej, cześć 🙂

Podobał Ci się ten post?
Jeśli tak, będzie mi bardzo, bardzo miło jeśli udostępnisz go na facebooku i skomentujesz.

To cudowne móc poznać Twoje zdanie, wymienić myśli. Tak tworzy się więź… 

Do usłyszenia wkrótce
Asia Maj Dubińska

 

0 komentarzy

A Ty, co o tym myślisz?

Odbierz prezent

Darmowy e-book: Miniporadnik jak żyć wolniej na co dzień