Święta Bożego Narodzenia, walentynki, urodziny… – tyle okazji aby podarować ukochanej osobie prezent. Aby zaskoczyć, aby ucieszyć, aby wzruszyć. Tyle okazji aby spędzić dzień inaczej, wyjątkowo. Aby zrobić coś dla drugiej osoby z myślą o niej.
Ale czy na pewno?

Dlaczego nie dajemy sobie z mężem prezentów…

Niedawno przeglądałam instastory pewnej pary. Nagranie było bardzo ciepłe, przyjazne, pełne miłości. Ale taka to już para jest – zakochana. I wtedy ona powiedziała „ciekawa jestem co przyniesie mi Mikołaj”… – co było dalej? Ach, nie pamiętam już. On chyba też powiedział coś w tym stylu. I to właśnie zdarzenie było moją inspiracją do napisania tych słów…

Co przyniesie mi Mikołaj?

Co ja mogę chcieć? – Za każdym razem zastanawiałam się, kiedy mąż pytał mnie co chciałabym dostać. Co ja mogę chcieć? – Pytałam siebie. – Przecież wszystko co jest mi potrzebne do szczęścia… – mam. Co ja mogę chcieć?

Sytuacja powtarzała się za każdym razem z ostępem pół roku. W styczniu ja byłam w kłopocie co podarować mężowi, w maju – w zmartwieniu był mój mąż.
No ale co byś chciała dostać? – wybrzmiewało co i raz jęczenie. Bo przecież coś trzeba… Przecież coś chcę dać… Coś – tylko nie wiem co. Pomóż…

I nie wiem czy to kwestia stażu związku, bo nasze drogi przeplatają się już od 2004 roku, czy to kwestia dojrzałości a może światopoglądu i wartości, ale… poczuliśmy, że to, co najbardziej na świecie chcielibyśmy dostać to uwagę.

Żyjemy w czasach, w których wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Sztućce, talerze, meble, pomarańcze i czekolada też – to wszystko jest.
Żyjemy w czasach, my – żyjemy w czasach – w których cenimy sobie ciszę i spokój. Cenimy sobie domowe zacisze, muzykę, ciepło dłoni i zapach dnia. Zapach drugiej osoby. Bicie serca.

Z mężem nie dajemy sobie prezentów. Nie kupujemy przedmiotów, których nie potrzebujemy. Przedmiotów, które chowamy. Przedmiotów okazjonalnych, błyszczących, matowych, głośnych i wygłuszających. Takie rzeczy, w miarę potrzeby, kupujemy na bieżąco aby codzienność uczynić przyjemniejszą, aby pomóc sobie osiągnąć spokój wewnętrzny.

W dni takie jak Święta, w dni takie jak urodziny – bierzemy urlop od życia.
Wyłączamy komputery, wyłączamy telefony. Idziemy na spacer, łapiemy się za ręce, obejmujemy się i spędzamy czas razem. Cały czas. Cały dzień.
W tym wyjątkowym dniu mówimy sobie miłe rzeczy. Mówimy sobie jak doceniamy. Jak nam dobrze. Ile znaczymy.

Czy zauważyliście, a może tak macie, że kiedy nic nam się nie chce, wolimy oglądać telewizję od poczytania książki? Wolimy pograć w grę niż ogarnąć łazienkę?

Z ludźmi tak właśnie. Łatwiej nam kupić coś i dać, niż poświęcić uwagę.
Nie czas – uwagę.
Możemy poświęcić czas, trzy dni i tydzień na szukanie prezentu, na snucie się po sklepach, przeczesywanie Internetów, ale trudniej nam jest poświęcić tej osobie czas. Spotkać się z nią i tylko jej poświęcić naszą uwagę. Wpuścić do naszej przestrzeni, sprawić, aby przez chwilę moje życie i jej życie stały się tym samym.

Z mężem nie kupujemy sobie prezentów, bo pieniądz nie ma żadnej wartości.
My poświęcamy sobie uwagę – bo to uwaga, skupienie, jest wartością miłości.