Zazwyczaj pisząc post, staram się pokazać Wam ten konkretny temat, problem, zagadnienie, na konkretnym przykładzie. Dane zdarzenie tak bardzo mnie dotknęło, na tyle wywołało we mnie refleksję, że ten konkretny przypadek w swoich postach chcę omówić.
Ale dziś będzie inaczej…

Co się kryje za sukcesami ludzi, którym zazdrościmy

Jest wieczór, niedziela. Następnego dnia nie idę do pracy, więc wykorzystuję ten czas na oglądanie nowych odcinków serialu i scrolluję facebooka. Moim oczom ukazuje się post obcej mi dziewczyny, która wrzuciła zdjęcie swojego bajecznego, szalenie klimatycznego tarasu.
W pierwszej chwili myślę sobie: ale zazdrość! Jak ja chciałabym mieć taki dom, z takim tarasem.
Rozglądam się po swoim mieszkaniu. Po pięćdziesięciu metrach swojego mieszkania.
I wtedy przypominam sobie historie moich znajomych:
1. Dziewczynę, która zamieszkała w domu z przepięknym ogrodem – zamieszkała w jego domu po ślubie, który zaczęła ozdabiać, wprowadzać do niego pierwiastek kobiecości, kobiecego ciepła.
2. Małżeństwo, które wybudowało swój przepiękny dom – na jednej działce z rodzicami, na jej drugim końcu.
3. Małżeństwo, które kupiło działkę i wybudowało dom w górach, z dala od innych – małżeństwo, które ma pracę z domu i nie potrzebuje dojeżdżać do pracy.

Inna historia:
Chodziłam do pracy, kiedy moje przyjaciółki pracowały z domu. Miały swoje firmy. Swoje blogi.
Nie zdawałam sobie wtedy sprawy z tego, że:
1. Moje przyjaciółki oraz znajome – prowadzą swoje firmy, które polegają na świadczeniu różnych usług innym firmom.
2. Że ich „etat” nie trwa stu sześćdziesięciu godzin w miesiącu, lecz (czasem) nawet trzysta trzydzieści godzin!
3. Że kiedy ja śpię do dziesiątej w niedzielę, one o dziesiątej są w ferworze pracy.

Inna historia:
Właściwie, tych innych historii mogłabym wymienić wiele, bo wszystkie opierają się na uczuciu zazdrości. Kiedy sięgnę pamięcią nie tak całkiem daleko, przypomnę sobie chwile, w których pozazdrościłam komuś:
1. Nowych gadżetów elektronicznych
2. Domu i ogrodu
3. Ubrań i stylu
4. Codzienności, chwil

Łatwo jest zazdrościć ludziom ich życia. Zazdrościć im tego co mają, jak się ubierają, kto je obejmuje, jaką miłością są obdarzane. Łatwo jest zazdrościć ludziom ich życia, którego widzimy tylko część, urywek, skrawek, ułamek.

Ale za każdym razem, przy każdym uczuciu zazdrości, musimy zdać sobie sprawę z tego, że sukces, który widzimy, nie koniecznie jest ich. Nie koniecznie jest zasługą ich (pracy). Narzeczony z domem, rodzice z działką, podróże zawdzięczone wiecznym brakiem męża w domu lub jego nerwami, firma otrzymana dzięki starszemu bratu, który utarł nam szlaki…

Są sukcesy, za którymi nie stoi nasza ciężka praca. Za którymi nie stoi nasza determinacja, wiedza, pracowitość. Są sukcesy, które osiągnęliśmy dzięki wcześniejszej, cudzej pracy. Sukcesy, którymi chętnie się dzielimy, ale milczymy o drodze, która nas do niej doprowadziła.

Czasem zdarza się, że przeglądając zdjęcia obcych ludzi pomyślę sobie „ależ ja jej zazdroszczę! Jak ja bym chciała tak żyć!”
I wtedy patrzę na swoje mieszkanie. Swoje pięćdziesiąt metrów kwadratowych i swoją lichą pensję z etatu, i myślę sobie: to mieszkanie jest urządzone w zgodzie ze mną. Są tu rośliny, które kocham. Jest drewno, len, naturalne tworzywa. Są plakaty od polskich marek. To mieszkanie jest moje. Tak bardzo moje i pode mnie.

Nie mamy domu bo nas na dom nie stać. Nie weszliśmy w związek małżeński z kimś, kto już dom posiadał. Nie weszliśmy w związek małżeński z kimś, kto posiadał na tyle dużą działkę w Warszawie, aby móc wybudować na niej i swój dom. Nie weszliśmy w związek małżeński z kimś, kto mógłby zapewnić nam godne życie z jednej pensji.

Nasze życie wygląda właśnie tak. Wygląda dokładnie tak, jak nasze mieszkanie, jak nasz plan na jutro i na następne dni. To jest nasze życie. Tak wygląda nasze życie.

Od paru miesięcy zaczęłam bardzo dokładnie przyglądać się działaniom ludzi, którym zazdroszczę. Zaczęłam zastanawiać się czego tak naprawdę im zazdroszczę i co mogę zrobić, aby osiągnąć to, na czym mi zależy.
I w końcu, po raz kolejny, lecz w innej dziedzinie, zdałam sobie sprawę, że… – aby być szczęśliwym i przestać zazdrościć obcym ludziom ich życia, trzeba pamiętać kim się jest, co jest dla nas w życiu ważne i co nam daje szczęście – tak ogólnie, po naszemu, nie przez pryzmat opinii innych. Bo dopiero działając w zgodzie ze sobą – możemy być naprawdę szczęśliwi.
Jeśli tylko będziemy wiedzieć, ba, będziemy pewni swych wartości – przestaniemy zazdrościć ludziom ich tarasu, domu, butów… które nawet w najmniejszym calu do nas nie pasują.

Więc zanim zaczniesz zazdrościć innym życia… – pamiętaj, że każdy kij ma dwa końce. I że każdy z nas ma inne wartości.